Dołącz do nas

Felietony

Chrzest…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed nami kolejny mecz ligowy. Cała frustracja wylała się z pełną siłą po spotkaniu z Pogonią Siedlce. Inaugurację sezonu mamy dokładnie taką samą, jak rok temu. Czyli odpadnięcie z Pucharu Polski z drugoligowcem, a potem domowa porażka z przeciętniakiem. Z tym, ze Wigry przeciętniakiem były wówczas wyjściowo, a okazało się, że to czarny koń początku rozgrywek. Pogoń Siedlce – z całym szacunkiem – raczej aż tak dobrych wyników, co suwalczanie, osiągać nie będzie.

Początek więc mamy identyczny, teraz to, na czym zależy kibicom, to to, aby finał nie był taki sam.

Wydarzenia zaraz po zakończeniu spotkania musiały dać informację piłkarzom, że kibice nie oddzielili grubą kreską tego, co zaszło w poprzednim sezonie. Bo i tego się po prostu ot tak nie da zrobić, choćbyśmy wznieśli się na wyżyny woli. Te wyżyny już zostały osiągnięte w rundzie wiosennej, gdy zespół niemal co kolejkę dostarczał wielu powodów do frustracji i złości, a sympatycy GKS jednak nie dawali temu upustu. Teraz coś pękło, bo mimo że dali już dwie kolejne wielkie szanse drużynie – ta znów po całości zawiodła.

Nie ma co wracać do szczegółów z soboty, należy zaś spojrzeć w to, co nas czeka. W tygodniu odbyło się spotkanie kibiców z co ważniejszymi postaciami w klubie, m.in. z trenerem i kapitanem. Dostali oni jasny przekaz, czego oczekują kibice i dlaczego emocje i reakcje takie, a nie inne. Kapitan został zobligowany do przekazania tego w szatni pozostałym piłkarzom, co wydaje się bardzo potrzebne, w celu uświadomienia, że GKS Katowice to nie tylko prestiż i lans, ale także, a raczej przede wszystkim, ciężka praca i zaangażowanie – zarówno na treningach, jak i w meczach.

Oczywiście nie możemy przewidzieć, jakie to wszystko przyniesie skutki i czy będzie miało przełożenie na boisku. Faktem jest, że nasi piłkarze już wyjściowo byli nieco sparaliżowani, a po tej niezapowiedzianej wizycie kibiców pod szatnią mogli się przestraszyć jeszcze bardziej. Jest to dla nich sprawdzian odporności psychicznej na właśnie tego typu sytuacje. Możemy mieć nadzieję i wierzyć w to, że jeśli przyjmą to, co się wydarzyło, przetrawią, ale przede wszystkim przetrwają bez jakiejś psychicznej rozsypki, wątpliwości typu „gdzie ja trafiłem?”, bez zmniejszenia zaangażowania w trening (a raczej ze zwiększeniem tego zaangażowania), to mogą mieć za sobą bardzo dobry chrzest bojowy, ale taki – który pozwoli im się zahartować i stać się jednak bardziej sportowcem-mężczyzna, a nie sportowcem-chłopcem. Na razie bowiem ci nowi, którzy do nas przyszli zaprezentowali się właśnie jak tacy przestraszeni chłopcy lub – jak Wojtek Kędziora – ktoś, kto wszystko, co dobre ma już za sobą i można odcinać kupony.

Mimo że spadła na nowych spora fala krytyki, to jednak jakoś czuć w powietrzu, że kibice dają im szansę. Tak samo jak dają trenerowi Mandryszowi, który jednak coraz bardziej wygląda na zaskoczonego tym, co się dzieje w Katowicach. Gorzej mają ci starzy, którzy ciągną brzemię z poprzedniego sezonu. Oni uczestniczyli w tej największej sezonowej kompromitacji od wielu lat i im odbudować zaufanie będzie trudniej, nie tylko ze względu na grę, ale także różne dziwne zachowania i wypowiedzi, których już nie będziemy przytaczać.

Na ten moment żadne słowa i zapewnienia nie są w stanie przekonać kibiców, że jednak „tym razem się uda”. Choćby trener, prezes czy piłkarze stosowali niebywale wyszukane zabiegi językowe, choćby ukończyli jakieś szkoły perswazji i krasomówstwa w jednym – nie nabiorą sympatyków GieKSy na złote frazy. Jedynym miejscem, gdzie cokolwiek może się zadziać – jest boisko. I jakby to banalnie nie zabrzmiało – piłkarze wszystko mają w swoich nogach. To od nich i ich podejścia zależy, jaka będzie atmosfera w najbliższym czasie.

Tak po prawdzie, po poprzednim sezonie na trybunach mogło zostać 500 kibiców. Tak się nie stało i to świadczy, że kibicom dalej zależy na tym klubie, a głód sukcesu jest ciągle olbrzymi, choć ten sukces obecnie jest raczej w sferze abstrakcji.

W poprzedniej rundzie w felietonach przedmeczowych często pisaliśmy o sytuacji w kontekście zbliżającego się meczu. Jak widzicie teraz te artykuły są bardziej ogólne, nie skupiamy się na Miedzi, tylko na całości, na ogóle. Bo i sytuacja tego wymaga, żeby jednocześnie przygotowywać się do starcia z najbliższym rywalem, ale też pracy nad drużyną, jej mentalnością, zaangażowaniem, podejściem, postawą. To jest nawet ważniejsze niż najbliższy mecz, choć specyfika sportu jest taka, że tego meczu też nie można ot tak olać.

No właśnie – Legnica. Ciężki teren i dobra drużyna, mająca od kilku lat aspiracje ekstraklasowe. I taka, która – może nie w takim stopniu, jak GieKSa – ale również spektakularnie zawaliła poprzedni sezon, remisując i przegrywając na swoim boisku. Teraz Miedź chce się również liczyć, dlatego ten chrzest bojowy – o którym było napisane wcześniej – będzie tym trudniejszy dla naszego zespołu.

Jednocześnie jednak jest to olbrzymia szansa, żeby po takim początkowym dramacie – teraz w bardzo trudnym meczu i to na wyjeździe – pokazać kim tak naprawdę jesteśmy. Zwycięstwo w Legnicy może mieć taką wartość, że po 34 kolejkach będziemy mówić o najważniejszym meczu w sezonie, rozegranym właśnie w drugiej kolejce na Stadionie Orła Białego.

Do Legnicy wraca Tomasz Midzierski. Zawodnik, który na pewno nie spodziewał się, że bycie kapitanem w GieKSie to tak ciężka i niewdzięczna momentami robota. Ale właśnie teraz, jeszcze na boisku swojego byłego klubu, i on może pokazać, czy jest prawdziwym przywódcą czy jednym z wielu, którzy udawali kapitana.

Życzymy mu, aby był przywódcą. Tomek, napędź tę drużynę! Do boju GKS!

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Tomek

    3 sierpnia 2017 at 13:12

    zdaje się że po tym spotkaniu doliczymy 1 pkt za remis. Czy tak będzie czas pokarze?

  2. Avatar photo

    tombotleg

    3 sierpnia 2017 at 17:07

    Realnie po co grają to remisu bym się spodziewał dopiero w 3 kolejce u siebie, czuje zwykły klasyczny wpierdol, chyba że będzie 00.

  3. Avatar photo

    furti

    3 sierpnia 2017 at 19:16

    trzeba połamac dwoch pajacow na dzien dobry dla zasady. beda nas zas w chuja robic. te kurwy po meczu maja padac na kolana a te szmaty leca do lustra czy im sie kurwa fryzura nie spierdolila. szmaty jebane pajace. kurwa mialem jechac na mecz z siedlacami ale uznalem ze nas zrobia w chuja i sie nie myliem. jak sie wkurwia to som wejda do tej szatni i rozpierdola wszystki po kolei. zoden szmaciorz nie bydzie mnie robil w ciula.

  4. Avatar photo

    Rafael

    3 sierpnia 2017 at 20:53

    dajmy im się „rozkulać” i zagrać 5 kolejek bez hejtów. Jeżeli po 5 kolejkach nie będzie 3 zwycięstw to można cisnąć. Fakt , że mecz z Pogoń Siedlce zajebany na całego ale to są tylko ludzie. Dajmy im czas.

  5. Avatar photo

    rise

    3 sierpnia 2017 at 21:27

    Kiedy w końcu któryś z naszych piłkarzy udzieli szczerego wywiadu jak kiedyś Grzegorz Skwara? – https://youtu.be/Chhp-DTf-oQ

    Poza tym, osobiście też bym wolał abyśmy grali o mistrza polski i wku..wia mnie jak te patałachy teraz grają – ale chodziłem gdy graliśmy jeszcze w I lidze, potem kolejno w IV,III itd. i będę chodził niezależnie od ligi. Ale może opiszcie też niebezpieczny trend widoczny przy okazji ostatniego meczu? Ilu było GieKSiarzy, którzy woleli zamiast na Bukową pojechać na KSG i tłumaczyć, bo to przecież nasza zgoda i tam jest ciekawszy mecz, a na naszych się nie da patrzeć? Ja znam osobiście dwóch takich gości. Żeby się niektórym coś nie pomyliło, który klub jest najważniejszy…

  6. Avatar photo

    Mecza

    3 sierpnia 2017 at 22:36

    test, łubu dubu

  7. Avatar photo

    Mecza

    4 sierpnia 2017 at 09:37

    Po co nakręcać atmosferę oczekiwań gdy mamy przeciętny zespół zbudowany za przeciętne pieniądze. Jedyna nadzieja na ten sezon jest taka że pozostali są też przeciętni i ktoś z tej grupy awansuje. Nakręcacie ludzi oczekiwaniami a później szyby są wybijane a jeden poniżej pisze aby połamać kogoś. Nie ma podstaw do dużych oczekiwań.

  8. Avatar photo

    poloo

    4 sierpnia 2017 at 11:47

    Goncerz jest pechowcem. z nim w klubie nic nie ugramy ! dobrze napisałeś , udawał kapitana. walczyć !

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga