Dołącz do nas

Siatkówka

GieKSa przegrywa po tie-breaku z AZS-em Olsztyn

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Gospodarze przystąpili do tego meczu z dwoma zmianami w wyjściowym składzie. Na rozegraniu Macieja Fijałka zastąpił Marcin Komenda, a na ataku Karola Butryna – Dominik Witczak. Z kolei goście zaczęli to spotkanie bez żadnych zmian.

 

Mecz zaczął się od złego przyjęcia piłki przez Sobańskiego po serwisie Zniszczoła i asa, a potem jego zagrywki w siatkę, następnie Sobański udanie kiwnął na kontrze, a Witczak zaserwował w siatkę (2:2). Kolejna skuteczne zbicie Sobańskiego po bloku w aut i dwa udane bloki – Kapelusa na Andrindze i Komendy na Hadravie – plus błąd przejścia środkowej linii popełniony przez Andringę, dały nam prowadzenie 6:2 i time out dla gości. Po nim Andringa trafił po bloku w aut i na kontrze kiwnął Rousseaux (6:4). Na pewny atak Witczaka po skosie i Pietraszki ze środka, olsztynianie odpowiedzieli zbiciem Zniszczoła po rękach Pietraszki i Rousseaux na kontrze po bloku (9:7). Po dobrych akcjach Pietraszki ze środka, Sobańskiego na kontrze po dłuższej wymianie i bloku Witczaka na Rousseaux po chaotycznej akcji rywali oraz błędzie Hadravy przejścia linii ataku, prowadziliśmy już 13:7. Środkowa część seta to gra punkt za punkt. Po stronie gospodarzy punktowali – Pietraszko ze środka, Witczak mocno po skosie, Kohut na siatce i Kapelus mocno po prostej, a po stronie przeciwników – Hadrava mocno po skosie, Andringa po bloku w aut, Kańczok w ten sam sposób, Rousseaux z drugiej linii, Hadrava zablokował Kapelusa na trudnej piłce i Rousseaux po skosie – co dało wynik 19:13. Po wbiciu gwoździa przez Rousseaux i bloku Andringi na Witczaku, goście odrabiają część strat (20:17). Pokazał się potem Sobański trafiając po skosie i blokując atak Hadravy, następnie Andringa trafił w narożnik boiska, a Rafałowi odgwizdano piłkę niesioną (22:19). Na pewny atak Kohuta ze środka, odpowiedział Andringa przedzierając się przez potrójny blok (23:20). Następnie Kapelus (tak się wydawało) trafił piłką w aut z drugiej linii, ale na szczęście challenge wykazał, że piłka trafiła w linię, a setbola wykorzystał Kohut blokując atak Kochanowskiego (25:20).

Drugiego seta zaczął as Sobańskiego gdy piłka przetoczyła się po taśmie, następnie Hadrava uderzył po bloku w aut i Rousseaux zablokował akcję Witczaka, a Kohut wyrównał ze środka (2:2). Trzy dobre akcje w wykonaniu Kapelusa – po skosie, lekko po bloku w aut i as po złym przyjęciu Żurka i nieporozumieniu w AZS-ie – na które rywale odpowiedzieli blokiem Plińskiego na Pietraszce oraz błędami własnymi, doprowadziły do stanu 8:4, a po dłuższej wymianie Witczak wykorzystał kontrę trafiając przez ręce rywali, czym zmusił trenera AZS-u do wzięcia czasu. A po nim nasz kapitan miał kolejną kontrę, ale został zablokowany przez Plińskiego (9:5). Na dobre akcje Sobańskiego po bloku w aut, Witczaka po skosie i mocno ze skrzydła, bloku Komendy na Rousseaux i jeszcze raz Witczaka mocno po bloku po dłuższej akcji, rywale odpowiedzieli tylko dwoma atakami ze środka Kochanowskiego (14:8). Po atakach Sobańskiego z drugiej linii na kontrze, Plińskiego ze środka oraz Kapelusa mocno po bloku w aut, nasza przewaga stała się jeszcze większa (17:10). Kolejne akcje w wykonaniu Andringi na kontrze po skosie, Witczaka mocno po bloku i Kańczoka po bloku w aut, nie zmieniły różnicy w wyniku (19:13). Bardzo długa wymiana skończyła się blokiem Kochanowskiego na Sobańskim, potem Kohut trafił ze środka, jeszcze raz Słowak na siatce i blok Pietraszki na Buchowskim (22:15). Skuteczne akcje Kańczoka po bloku w aut, Plińskiego ze środka, błąd dotknięcia siatki przez Komendę i atak Andringi z przechodzącej piłki, doprowadziły do zniwelowania części strat przez gości (23:19). W końcu Witczak przedarł się przez potrójny blok rywali i dał pierwszą piłkę setową, którą wybronił Pliński zbiciem ze środka (24:20). Przy drugim setbolu Witczak trafił po prostej w aut, a przy trzeciej Pietraszko wbił piłkę w siatkę (24:22) co doprowadziło do niepotrzebnej nerwówki. Wreszcie nasz kapitan Dominik uderzył mocno po bloku w aut i zamknął tego seta na 25:22.

 

Trzecia partia zaczęła się od akcji olsztynian, Hadravy po bloku w aut i Plińskiego na środku przeplatanych błędami własnymi (3:3). Pierwsze oczko dla gospodarzy zdobył dopiero Pietraszko trafiając ze środka po bloku w aut, a Andringa mocnym zbiciem po skosie i blokiem na Kapelusie dał prowadzenie olsztynianom (4:5). Na skuteczne akcje Witczaka po skosie i Sobańskiego po bloku w aut, rywale odpowiedzieli akcjami Kochanowskiego ze środka, Andringi po skosie, Hadravy po bloku w aut i Buchowskiego na kontrze (7:9). Za sprawą Sobańskiego na kontrze z drugiej linii i mocnego zbicia Kapelusa po bloku był remis po 10. Ataki Plińskiego ze środka, Witczaka po prostej, Hadravy po skosie i Kapelusa który przepchnął piłkę na siatce, nie zmieniły wyniku (12:12). Seria błędów z obu stron, przepleciona akcjami Sobańskiego po skosie oraz asem Andringi po złym przyjęciu Rafała, doprowadziła do wyniku 15:17. Potem gra się wyrównała i punktowano po własnych akcjach. Po stronie gospodarzy – Butryn po bloku w aut, następnie Karol przepchnął piłkę na siatce po rękach rywali i po dłuższej wymianie trafił po skosie. Po stronie gości – Buchowski po bloku w aut (dwa razy) i Pliński ze środka (18:20). Akcje Kochanowskiego ze środka i blok na Butrynie dały większą przewagę rywalom (18:22). Potem Sobański trafił po skosie, a Pietraszko zaserwował w siatkę, następnie znów Sobański trafia mocno przez ręce rywali, a Fijałek też zaserwował w aut (20:24). Pierwszą piłkę setową wybronił blok Butryna na Hadravie, a drugą skończył Buchowski wciskając piłkę na naszą stronę po rękach Karola (21:25).

Czwartego seta lepiej zaczęli olsztynianie, gdy kończyli akcje za sprawą Buchowskiego po skosie, bloku Plińskiego na Kohucie, jeszcze raz Buchowskiego po bloku w aut i jeszcze raz przez tego samego siatkarze po prostej po dłuższej wymianie, gdy u nas tylko Witczak trafił mocno po bloku w aut (3:7). Po kolejnym silnym zbiciu naszego kapitana po skosie oraz dwóch asach z rzędu Pietraszki, doganiamy wynik (6:7), ale na krótko. Seria błędów z obu stron plus blok Hadravy na Sobańskim, uderzenie czeskiego atakującego po skosie, blok Plińskiego na Witczaku przy kontrze i trafienie środkowego rywali po bloku w aut, gdy u nas trafił tylko Kapelus po skosie na kontrze, doprowadziła do stanu 12:14. Po kolejnym zbiciu Serhija po skosie, trafili Andringa ze skrzydła i jego blok na Witczaku, następnie Kochanowski ze środka, Sobański po bloku w aut i Andringa w ten sam sposób (17:19). W końcówce mieliśmy spore problemy ze skończeniem własnych akcji, co innego u rywali. Wpierw trafił Kochanowski ze środka, a Buchowski z przechodzącej piłki po złym przyjęciu Quirogi, następnie znów Buchowski po skosie i dopiero wtedy Pietraszko trafił ze środka (19:22). I jeszcze raz trafił Buchowski, tym razem po bloku nw aut, a Andringa z przechodzącej piłki po kolejnym złym przyjęciu Argentyńczyka (19:24). Przy pierwszej piłce setowej Buchowski zaserwował w siatkę, a drugą skończył Woicki kiwką z drugiej piłki (20:25).

 

Tie break zaczął się od bardzo długiej wymiany i ataku Butryna, po którym rywale nie potrafili przebić piłki na drugą stronę siatki, po czym Pietraszko zaserwował w siatkę (1:1). Potem znów Butryn trafił mocno po bloku w aut, a Hadrava trafił po skosie, następnie Karol powtórzył wcześniejszą akcję, a Pliński trafił ze środka (3:3). Pokazał się Kalembka trafiając na siatce i serwując potem w taśmę. Po akcjach Kapelusa – mocno po prostej i bloku na Andrindze – Kochanowski trafił ze środka piłką w aut (7:4), czym zmusił trenera gości do wzięcia czasu. Po nim zrehabilitował się środkowy AZS-u i trafił dwa razy z rzędu, a Kapelus po swojej akcji trafił piłką daleko w aut (7:7) i tym razem to Piotr Gruszka musiał zareagować czasem. Niestety po nim znów Hadrava zablokował atak Butryna po złym przyjęciu przez Sobańskiego, następnie Karol trafił mocno po bloku w aut, a Kochanowski wbija gwóźdź po naszej stronie (8:9). Wyrównał Sobański mocnym zbiciem po skosie, a Hadrava popisał się tym samym, by ponownie Sobański trafił po prostej (10:10). Nikt się nie spodziewał, że był to ostatni punkt zdobyty po własnej akcji przez gospodarzy! Zaczął Butryn od serwisu w siatkę, a po długiej wymianie i szczęśliwych obronach gości po atomowych dwóch zbiciach Karola, mieliśmy nieporozumienie po naszej stronie i prosty błąd własny, następnie Woicki zablokował atak Sobańskiego (10:13). Po time oucie dla GKS-u, Hadrava zaserwował w siatkę, następnie Pliński lekkim zbiciem trafił w środek boiska, a przy pierwszej piłce meczowej Butryn uderzył po prostej w aut (11:15). I tym sposobem GieKSa przegrywa piąte spotkanie z rzędu!

 

7 kwietnia (sobota) – hala Szopienice – Widzów 550

GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 2:3 (25:20, 25:22, 21:25, 20:25, 11:15)

GKS: Komenda (2), Witczak (12), Pietraszko (9), Kohut (6), Kapelus (13), Sobański (16), Mariański (libero) oraz Fijałek, Butryn (8), Krulicki, Kalembka (1), Quiroga. Trener: Piotr Gruszka.
Olsztyn: Woicki (1), Hadrava (11), Zniszczoł (2), Kochanowski (11), Andringa (16), Rousseaux (6), Żurek (libero) oraz Makowski, Kańczok (3), Pliński (13), Scheerhoorn, Buchowski (11). Trener: Roberto Santilli. MVP: Michał Żurek.

 

Przebieg meczu:
I: 5:2, 10:7, 15:8, 20:14, 25:20.
II: 5:4, 10:5, 15:9, 20:14, 25:22.
III: 4:5, 9:10, 13:15, 17:20, 21:25.
IV: 2:5, 6:10, 13:15, 17:20, 20:25.
V: 3:2, 6:4, 8:9, 10:12, 11:15.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga