Dołącz do nas

Piłka nożna

Decyzje personalne po spadku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kilka godzin po spotkaniu z Bytovią i porażce 1:2 poznaliśmy pierwsze decyzje, które zapadły po spadku do II ligi. Komunikat z klubu jest bardzo krótki, ale treściwy. GKS Katowice zakończył rozgrywki sezonu 2018/19 Fortuna 1 ligi na 17. miejscu, co wiąże się ze spadkiem do 2 ligi.

W związku z powyższym Zarząd GKS GieKSa Katowice S.A. podjął decyzję o zdymisjonowaniu dyrektora sekcji piłki nożnej Tadeusza Bartnika oraz trenera Dariusza Dudka. Prezes Zarządu Marcin Janicki oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej Spółki.

26 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

26 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    18 maja 2019 at 22:29

    N A R E S Z C I E !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. Avatar photo

    eda67

    18 maja 2019 at 22:36

    Czemu Dziółka nie prowadził zespołu ino wzięli tego pajaca dudka? Bartnik to już downo mioł furgać jak szmata z badyhausu. Czekali do końca i wierzyli w cud. Jakby sie utrzymali to by przykryli gówno papiorem i dalej by prowadzili tyn kabaret a nos kibiców ładowali w c…a w nastympnym sezonie. Legenda klubu Pan Rother już po pierwszym meczy pedzioł że te pożal się Boże piłkarzyki prezentują poziom A-Klasowy. Przy okazji przepraszam piłkarzy z A-Klasy bo oni przynajmniej są ambitni i nie bierom po 35 baniek za granie sranie.

  3. Avatar photo

    kibic 64+

    18 maja 2019 at 22:38

    Chociasz tylne, może przyjdą chłopy z jajami

  4. Avatar photo

    sps

    18 maja 2019 at 22:44

    ….mam nadzieję, że to swego rodzaju katharsis i po następnym sezonie cieszyć będziemy się z awansu-powrotu do pierwszej ligi…
    trzeba tu ludzi zaangażowanych, emocjonalnie związanych z klubem- identyfikujących się z nim…
    FORZA GKS!

  5. Avatar photo

    JA

    18 maja 2019 at 22:58

    W Y P I E R D A L A J i z dala od GIEKSY

  6. Avatar photo

    tomassi

    18 maja 2019 at 23:08

    jest tylko jedna nadzieja
    skoro dzisiaj na ten piłkarski szrot
    przyszło (po tylu latach upokorzeń) tylu kibiców
    to jest nadzieja
    ale pytanie ile jeszcze

  7. Avatar photo

    maks

    18 maja 2019 at 23:08

    Janicki wypierdalaj…..

  8. Avatar photo

    kris75

    18 maja 2019 at 23:20

    To było wszystko do przewidzenia..spuscic druzyne i jest czas na budowę stadionu bez czepiania się kiboli o awans..

  9. Avatar photo

    Wojtek

    18 maja 2019 at 23:24

    Janicki do dymisji się podaj !!! nie do dyspozycji to jest różnica

  10. Avatar photo

    kris75

    18 maja 2019 at 23:34

    I nie czepiajcie się zarządu oni sa marionetkami i ludzmi zmanipulowanymi przez Krupe…tak musiało być i tyle..TEZ MNIE KU..WICA DOPADŁA…

  11. Avatar photo

    Bart

    18 maja 2019 at 23:42

    Ryba zawsze psuje się od głowy. Panie Janicki nie do dyspozycji czas powiedzieć pas. Pare lat temu mowilem ze póki bedzie ktoś taki jak cygan i Janicki nic nie osiągniemy. Janicki moze byc dyr ds finansów ale prezesem musi być ktoś z jajami. Ktos komu zalezy na dobru trzech liter, trzech magicznych liter GKS.

  12. Avatar photo

    Miko

    18 maja 2019 at 23:55

    Ja mam kilka bardzo prostych pytań. 1. Ile ta banda cyrkowców grających w koszulkach Katowic zarabiała, wliczając prezesa? 2. Czy obecny dyrektor sportowy działał równolegle w innym klubie? 3. Czy miasto ma kontrolę nad transferem i wydatkowaniem pieniędzy przekazanych zarządowi Gks? 4. Proszę o ujawnienie struktury finansowania klubu. 5. Kto w mieście decydował o przekazaniu funduszy i kto nadzorował ich sposób wydatkowania. Katowiczanin oś. Witosa. Kibic dawnej GKS.

  13. Avatar photo

    thommy

    19 maja 2019 at 08:00

    Janicki sproboj wykrzesac z siebie resztki honoru i odejdz….

  14. Avatar photo

    Irishman

    19 maja 2019 at 08:21

    Tylko, żeby nie było tak jak dwa lata temu. Prezesi Cygan i Janicki zrezygnowali, a dyrektor Motała myślał raczej o Lubinie i w efekcie kadrę musiał budować na szybko trener Mandrysz poprzez swoje kontakty.
    A TERAZ RZECZY DO POSPRZĄTANIA, SPRAW DO POZAŁATWIANIA JEST O NIEBO WIĘCEJ!
    Tu trzeba szybkich decyzji personalnych, bo uważam, ze szansa na powrót do I ligi jest ale trzeba natychmiast wziąć się do roboty! Decyzja w sprawie prezesa, potem dyrektora, trenera i piłkarzy!

  15. Avatar photo

    Eda67

    19 maja 2019 at 08:30

    Zauważyliscie coś? Zarząd po sezonie 2019/2020 coś tam coś tam. Te c…e nawet nie wiedzą który jest rok! Jo się poddaja.

  16. Avatar photo

    Bbb

    19 maja 2019 at 10:46

    Janik czy jak ci tam pedzlu co najwyżej szavhami się zająć możesz WXPIERDALAJ

  17. Avatar photo

    Bce

    19 maja 2019 at 11:58

    Jebło wszystko z hukiem. Piłka, hokej, siatka. Wizja Krupy o wielosekcyjnym klubie.
    Zero wychowanków przez tyle lat. Ciekawe skąd teraz wezmą trenera i grajków? Kto tu będzie chciał przyjść. Tylko my kibice. Nie którzy uważają nas sadomasochistów. Czego tym ciula btaklo? Wypłat, zgrupowań, odżywek na czas. Nie jeden klub tego nie ma. Gieksa przystań emerytów. Gonić to wszysty w pizdu!!! Inaczej się nie da.

  18. Avatar photo

    Roh

    19 maja 2019 at 12:47

    Kurwa ten Janicki to chyba jedyny prezes w europie ktory zna sie na tylu dyscyplinach sportu. To niepojete jak ten facet jest uzdolniony. Hokej, siatka, pilka, szachy na wszystkim sie zna. Powinien dostac jakis medal za to.

  19. Avatar photo

    Pyjter

    19 maja 2019 at 15:18

    Co wy macie z tym Janickim,każdy dział czyli sekcja sportu ma swojego dyrektora i oni odpowiadają za tenże dział,a Janicki odpowiada za finanse i dobrze mu to wychodzi,cisliscie na Cygana a on teraz w ekstraklasie i taki właściciel Rakowa nie bał się go zatrudnić,myślę że Janicki też to przeżywa ten spadek.

    • Avatar photo

      Roh

      20 maja 2019 at 01:40

      Kurwa chlopie przeciez Cygan na gotowe tam poszedl. Jego wklad w awans rakowa do extraklasy jest zaden. Tam sa fachiwcy od tego.

  20. Avatar photo

    Irishman

    19 maja 2019 at 19:11

    @Pyjter co z tego, ze przeżywa??? To on postawił na Bartnika i POMIMO FATALNYCH WYNIKÓW ciągle stawiał!

  21. Avatar photo

    PanGoroli

    19 maja 2019 at 19:37

    Anglicy mawiają „boksować powyżej swojej wagi”. Tzn, że ktoś się bierze za coś, o czym nie ma pojęcia, do czego nie ma przygotowania. Janicliemu kazali zarządzać wielosekcyjnym klubem sportowym i zrobili jemu, i nam krzywdę, bo to było dla niego boksowanie powyżej jego wagi. Jak fajnie to ktoś zauważył, Janicki byłby idealnym dyrektorem od finansów i marketingów. A tak, jego pierwsza decyzja od razu była kontrowersyjna, głupia, i jak się okazało fatalna w skutkach. Wychodząc z założenia „ja się nie znam, ale zatrudnię fachowców”, zatrudnił Bartnika-chama-szkodnika. Tylko jedno „ale” – żeby ocenić, czy ktoś się do jakiejś roboty nadaje, to samemu trzeba mieć jakieś pojęcie o tej robocie. A Janicki sam trąbił na lewo i prawo, że się na tym nie zna. To jak kurwa miało się nie stać to, co się stało??
    Zatrudnił małpę, która za ciężkie miliony bawiła się brzytwą i której władza popierdoliła w główce. Kompleksy leczyła zamordyzmem, brakiem profesjonalizmu, czego egfektem by ła już pierwsza decyzja, wywalenia Mandrysza. Chodziło o pozbycie się fachowca, który mógłby zdemaskować, że Bartnik jest po prostu głupkiem. I potem sie to już potoczy ło na zasadzie domina.
    Inna zupełnie kwestia, to jak to możliwe, że ciężkie miliony społeczne zostały dane do dyspozycjhi bez wymaganej kontroli, w efekcie w GKS jest chyba najbardziej przepłacony skład i największe, umoczone pieniądze. Za górę kasy ściągnięto piłkarski produkt bardzo niskiej jakości. Powstaje pytanie – czy ta gigantyczna przepłata wylądowała w kieszeni menedżerów, czy może ktoś w GKS wiedział, że kasa jest moczona i robiono to świadomie, dla jakichś podstolikowych korzyści? Tu ewidentnie prosi się o drobiazgowy audyt finansowy, a może i prokuratorskie prześwietlenie prywatnych finansów decyzyjnych osób, by się upewnić, czy tam się nie pojawiły jakieś spore, nieudokumentowane wpływy… Dla mnie to śmierdzi, jak hks…

  22. Avatar photo

    Irishman

    19 maja 2019 at 20:16

    No niestety taka prawda! Nie znający się na piłce prezes zatrudnił słabego dyrektora, ten zatrudniał słabych trenerów. To, plus brak odpowiedniego zainteresowania się miasta sytuacją w klubie zadecydowało o tej tragedii.

    Pytanie co dalej…..

  23. Avatar photo

    Irishman

    19 maja 2019 at 20:19

    Nie wiem czy jest inny klub, który dysponując tak stosunkowo wysokim budżetem w swojej lidze spadł z niej?
    I tu się też muszę niestety zgodzić, że to zakrawa na niegospodarność…

  24. Avatar photo

    Gosc

    20 maja 2019 at 04:32

    To juz nawet piast z takim samym budzetem zdobyl mistrzostwo… da sie? Da tylko trzeba chciec i miec odpowiednich ludzi na swoich stanowiskach…

  25. Avatar photo

    Irishman

    20 maja 2019 at 08:33

    To co zrobił Piast jest niesamowite! Ale u nas przecież też tak było, w latach 80-tych albo znacznie później za Nawałki, gdy z niczego zrobiono coś pięknego! Teraz jest odwrotnie! Nakłady ogromne – wynik, z którego śmieją się albo którego współczują nam wszyscy.
    Bo właśnie @Gosc, chodzi o ludzi! DLACZEGO OD LAT, NA STANOWISKACH DECYZYJNYCH W KLUBIE NIE MA NIKOGO DOSTATECZNIE KOMPETENTNEGO OD STRONY SPORTOWEJ. Jedynie trenerzy CZASEM trafili się dobrzy ale szybko odeszli albo zostali wyrzuceni z klubu.
    Gdzie są byli GIEKSIARZE? Furtok, Koniarek, Jojko i inni?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga