Felietony Piłka nożna
Ciężki los po walcu
Oglądałem ostatnio mecz Copa del Rey Barcelona Valencia. Półfinał. Dwóch uczestników Ligi Mistrzów. Wynik 7:0. Jak to wyglądało? Ano tak, że Blaugrana grała jak na treningu i nie przemęczała się. Valencia spinała się, żeby przeprowadzić jedną sensowną akcję…
Pojawiło się u mnie pytanie. Czy to wszystko ma sens? Czy dla piłkarzy Valencii po tym meczu jest sens grania w piłkę? Oni nie byli w stanie zrobić Barcelonie kompletnie nic. A przecież dodatkowo Neymar nie trafił z karnego, a Messi spudlował w sytuacji niezwykłej.
Co musi czuć zawodnik jednej z lepszych ekip w Primera Division po takim upokorzeniu? Jak mieli czuć się piłkarze Romy po porażce 1:6?
Barcelona ze swoim zabójczym trio wznosi futbol na kolejny mega poziom. Gromi już nie tylko outsiderów, ale i czołowe drużyny. Jak piłkarz, który jest renomowany, walczy o sukcesy, stara się jak może – dostaje w tyłek 0:7 – ma dalej dążyć do zwycięstwa? A przecież jakby Valencia znów zagrała na Camp Nou, to znów polegnie. Może nie 0:7 (a może?), ale trzema, czterema, pięcioma bramkami…
To jest jakaś masakra. Barcelona jest obecnie maszynką do wygrywania i odbiera chęci do gry rywalom.
To nie jak GKS, który przegrywa z Zagłębiem 0:5, bo wiadomo że taki wynik by się w kolejnym meczu nie powtórzył. Tu jest schemat – Barcelona wychodzi i jak wejdzie w mecz to jest tragedia dla rywala.
To jest dominacja na najwyższym poziomie i to często w ramach pojedynczego meczu. Oj biedny ten Arsenal. Jestem gotów założyć się, że wyjedzie z Katalonii co najmniej z trójką. Piłkarze Wengera muszą coś ugrać u siebie i coś postrzelać na wyjeździe. Ale marne są ich szanse.
Valencia pewnie się otrząśnie, tym bardziej, że z Barcą nie będą się mierzyć w każdym meczu – choć bolesny rewanż w Pucharze jeszcze ich czeka.
A hak zespół ma podejść do tego meczu? Jak mają podejść kibice? Z jakim nastawieniem klub będzie organizował spotkanie?
Ciężka rola Valencii i jej piłkarzy…
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Najnowsze komentarze