Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] „Paszulewicz OUT!”?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po nieudanym początku bieżącego sezonu rozpoczęła się gorąca dyskusja na temat tego, czy trener Paszulewicz powinien odejść. Po raz kolejny odbywa się sąd nad trenerem tak, jak kiedyś choćby nad Górakiem, Moskalem, Skowronkiem, Brzęczkiem i innymi. Zapewne jednak dziś wielu z nas, którzy ich (łącznie ze mną) krytykowali, zastanawia się, czy nie byli wówczas zbyt radykalni w swoich ocenach. No i w takim razie, co z tym Paszulewiczem?

GieKSa już ponad 11 lat występuje na zapleczu ekstraklasy. W tym czasie naszą drużynę prowadziło 14 szkoleniowców (nie licząc tymczasowych), więc jak łatwo policzyć, średni czas pracy trenera w GieKSie to nieco ponad 9 miesięcy. Najdłużej pracowali w niej Jerzy Brzęczek 20 miesięcy oraz Rafał Górak ponad dwa lata. I co ciekawe, to zbudowane przez nich drużyny zajmowały najlepsze pozycje wyjściowe po rundzie jesiennej do ataku na ekstraklasę. Oczywiście to prowadzona już nie przez Góraka, a przez Kazimierza Moskala ekipa znalazła się w czubie tabeli jesienią 2013 roku, ale przecież zbudował ją jego poprzednik. Niestety w obydwu przypadkach dorobek ten został z różnych powodów roztrwoniony w rundach wiosennych, ale nie można zaprzeczyć, że w 2013 i jesienią 2016 roku dysponowaliśmy prawdopodobnie potencjalnie najsilniejszymi drużynami na przestrzeni tych minionych 11 lat w I lidze i że zostały one zbudowane w procesie żmudnej, wielomiesięcznej selekcji, przez trenerów, którym dano na to czas. Można więc zadać sobie pytanie, czy w przypadku innych trenerów nie dawaliśmy im za mało czasu na wykazanie się, że mieliśmy w stosunku do nich nierealne oczekiwania, aby zrobili awans NATYCHMIAST po zatrudnieniu w Katowicach, a jak nie to WON!? Kuriozum moim zdaniem było na przykład wyrzucenie po zaledwie pół roku pracy trenera Mandrysza i to w sytuacji gdy, pomimo kilku bardzo bolesnych potknięć, wydawało się, że zaczyna naszą drużyną jakoś układać. Cóż, nowy dyrektor klubu miał inną wizję budowy drużyny, a i kibice zniecierpliwieni brakiem NATYCHMIASTOWYCH wyników, w większości z radością pożegnali trenera Mandrysza. Czy słusznie? My w Katowicach ciągle, tęsknimy do trenera Nawałki, który trafił nam się jak „szóstka” w totka, a możliwe, że wtedy jemu GieKSa też! Pewnie niewielu z nas jednak pamięta, jakie były początki pracy w naszym klubie pana Adama. Pierwsze zwycięstwo odniósł dopiero w czwartym meczu, po trzech wcześniejszych porażkach, a rundę jesienną zakończył z bilansem: 1 zwycięstwo, 1 remis, sześć porażek (w tym jedna walkowerem). A więc kto wie, czy gdyby klub było na to stać, nie pożegnano by i jego? Na szczęście tak się nie stało i po kilku odważnych zmianach w kadrze, a przede wszystkim po dobrze przepracowanej zimie, staliśmy się rycerzami wiosny, ratując naszą egzystencję.

No ale zostawmy już historię. Pół roku temu klub postawił na Jacka Paszulewicza i początkowo, gdy drużyna błyskawicznie odrabiała dystans dzielący nas od czołówki, wydawało się, że to była decyzja na miarę tej, gdy zatrudniano u nas trenera Nawałkę. Skończyło się niestety jak zwykle, ale można się zastanowić, czy to była wina trenera, czy może raczej tego, że nie znalazł on właściwych wykonawców wśród zawodników, których zastał na Bukowej? Może więc to raczej szefostwu klubu zabrakło minionej zimy tej odwagi, którą miał w sobie m.in. prezes Furtok, gdy w grudniu 2008 roku pożegnaliśmy „gwiazdorów” niespełniających pokładanych w nich nadziei?

Obecnie szkoleniowiec GieKSy ma już ten komfort, że mógł sobie ułożyć drużynę według własnego uznania. Niestety z drugiej strony, w związku z krótką, letnią przerwą nie miał tyle czasu na przygotowanie drużyny, ile miał go zimą. W efekcie część pracy trzeba wykonywać podczas toczących się rozgrywek ligowych. I tu nawet nie chodzi o zgrywanie drużyny, o wypracowanie jakichś schematów, ale wręcz o coś podstawowego, co powinno zostać przeprowadzone już dawno, czyli o zwykłą selekcję zawodników z kadry, która ciągle się zmienia. I moim zdaniem jest to poważny błąd, bo lepiej mieć na boisku zgrany, dobrze rozumiejący się zespół, niż zlepek piłkarzy, nawet o potencjalnie znacznie wyższych umiejętnościach. Sobotnie derby były tego najlepszym przykładem! Najgorsze jest to, że my nie uczymy się na błędach. Dalibor Volas też dołączył do drużyny bardzo późno, po czym całymi tygodniami dochodził do optymalnej formy, a dzisiaj już go u nas nie ma. No ale czy takie, strategiczne błędy polegające na tym, że bardzo późno kontraktujemy zawodników, obciążają trenera? Myślę, że szkoleniowiec chciałby mieć jak najwcześniej do dyspozycji KOMPLETNĄ drużynę, więc odpowiedzialność za taką politykę transferową spada raczej na ludzi, którzy ją prowadzą.

Inna sprawa, że tych nowo pozyskanych piłkarzy też można było bardziej umiejętnie wprowadzać do gry, nie rzucać od razu na głęboką wodę, tak jak to trener uczynił z Woźniakiem, Wawrzyniakiem, Anonem czy wcześniej z Kupcem, bo odpowiedniej jakości i tak nie dali, a tylko zniechęcili do siebie kibiców. Takie decyzje szkoleniowca skłaniają część z nas do twierdzenia, że nie ma on odpowiedniego warsztatu, wystarczającego doświadczenia, aby pracować w klubie z takimi aspiracjami jak GieKSa. Być może, bo to przecież młody człowiek, dopiero na dorobku, ale za to mający bardzo ciekawy pomysł na drużynę, na jej styl. Skoro więc postawiliśmy na kogoś takiego, to trzeba poczekać, aby zobaczyć co z tego będzie, zanim zawyrokujemy, że ten „eksperyment” nie udał się. Tym bardziej, że właśnie dobrał sobie odpowiednich według niego wykonawców do realizacji swojej wizji. Przecież tym wszystkim szkoleniowcom, o których dziś się mówi w kontekście GieKSy, też ktoś kiedyś dał szansę, gdy byli takimi właśnie trenerami na dorobku i oni też popełniali błędy, tak samo, jak dziś Jacek Paszulewicz, zanim wypłynęli. A dodatkowo trzeba zauważyć, że podjął się on wyjątkowo trudnego zadania. Przecież chyba wszyscy mieli świadomość, że drużyna po ubiegłym sezonie wymaga ogromnych zmian! To znaczy wymagała już ich znacznie wcześniej, ale dopiero teraz znalazł się ktoś odważny, aby je przeprowadzić. No tylko, że wielu z tych, którzy domagali się tych zmian, jest teraz nagle zaskoczonych, że prezentujemy się się gorzej, na tle innych ekip, w których do aż takiej rewolucji nie doszło. Niestety drużyna po tylu zmianach (KTÓRE CIĄGLE JESZCZE SIĘ DOKONUJĄ) musi się dopiero stworzyć, a czasu na to nie miał zbyt dużo. Chcieliśmy (słusznie) tej rewolucji w szatni, to ją dostaliśmy, ale nie można jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko.

Dlatego uważam, że póki co powinniśmy skończyć gadanie o awansie, zostawić to frustrujące liczenie strat punktów do rywali, bo może to nie ma już sensu (???) i dać spokojnie pracować trenerowi z piłkarzami, co najmniej do końca rundy jesiennej, a może nawet do końca sezonu. Bo co da zmiana szkoleniowca poza tym, że kilku z nas będzie miało lepsze samopoczucie? Czy nowy trener, który dostanie drużynę przygotowaną i ułożona pod poprzednika, spowoduje, że ona zacznie z miejsca seryjnie punktować? Nie, to już prędzej ten obecny może do tego doprowadzić, a jak nie to sezon prawdopodobnie może być już stracony. Może więc zróbmy coś odwrotnego, od tego, co robiliśmy, gnijąc w tej p….. I lidze 11 lat i dajmy trenerowi zaufanie, pomimo że wyniki do tego nie zachęcają? Skoro bez efektu próbowaliśmy już wszystkiego innego, to może to jest właśnie to, czego potrzeba naszej GieKSie?

Irishman

Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zmieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby, abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2018 at 09:30

    Dzięki za zamieszczenie felietonu.
    Poza piłkarzami sprowadzanymi za Paszulewicza, można by dodać także przykłady zaciągu Mandrysza czy nawet sprowadzenie Lebedyńskiego za Brzeczka, na potwierdzenie faktu, że późne kontraktowania piłkarzy, nawet bardzo dobrych rzadko podnosi jakość drużyny. Ewentualnie w długiej perspektywie ale na pewno nie od razu!

  2. Avatar photo

    Mecza

    29 sierpnia 2018 at 10:08

    Sprowadzanie zawodników w ogóle powinno się odbywać zgodnie ze strategią klubu a nie w myśl schematu, że trener ściąga „swoich znajomych” To przed zatrudnieniem szkoleniowca powinno być od razu zasygnalizowane mu, albo się godzi albo dziękujemy. Wydaje mi się, że to ostatnie okienko wpisuje się w jakąś przemyślaną strategię, mam tu na myśli transfery młodych,głodnych z niższych lig.

  3. Avatar photo

    Mecza

    29 sierpnia 2018 at 10:57

    Co do trenera, tak jak pisałem wcześniej. Jeśli strata po rundzie jesiennej do 2 miejsca nie będzie wynosiła więcej niż 5pkt będę zadowolony. Jeśli przegrają kolejne 3 mecze (w sumie 5 z rzędu) to podobnie jak Shellu myślę, że zapali się czerwona lampka i trzeba będzie podjąć decyzje a na pewno Bartnik musi trafnie ocenić co się dzieje, my jesteśmy za daleko.

  4. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2018 at 12:41

    @Mecza, no właśnie ja nie wiem jak to jest z tą strategia klubu? Do pewnego momentu to było w miarę przemyślane i dobrze rokowało na przyszłość. I nagle sprawdzamy Anona, który zdaje się, że ma spore braki w przygotowaniu fizycznym, to samo Wawrzyniak, który sam o tym mówi… Ani to nie jest spójne z odmłodzeniem drużyny, ani tym bardziej z tym co mówił w czerwcu trener, że skoro przerwa jest krótka, to on chce piłkarzy gotowych na już do gry.
    Jeszcze tylko brakuje tego Artura never-ending-story Siemaszko, który leczy kontuzje.
    Tak więc wyglądało to na początku fajnie, a teraz zaczyna trochę przypominać to co się działo za Mandrysza rok temu.

    Ale ja tez nie chcę zrzędzić, że to wszystko jest złe i bez sensu, bo ci nowo pozyskani piłkarze pewnie będą Z CZASEM wzmocnieniem drużyny. Tak samo jak ci sprowadzeni rok temu przez Mandrysza też pod koniec rundy już lepiej wyglądali. Ale właśnie trzeba im dać czas, a nie nerwowo wrzucać do składu, czy biadolić, że mamy TAKIE NAZWISKA, a nie ma wyników.

    A co do weryfikacji trenera, to pełna zgoda. Koniec rundy, chyba, że wydarzyłaby się po drodze jakaś katastrofa.8u58

  5. Avatar photo

    Mecza

    29 sierpnia 2018 at 13:24

    Faktycznie mi też Anon i Wawrzyniak nie pasują do koncepcji. Sprowadzając z dalekiej Hiszpanii gościa to on powinien wchodzić, grać i się wyróżniać a nie brać kogoś i go prowadzić jak 20latka z 4ligii polskiej. Prędzej kontrakt mu się skończy niż zaskoczy z takim podejściem. To jest taki Vabank wydaje się. Ja byłem też za tym aby pół rundy spokojnie pograł Kupec. Jak sobie nie radzi na początku to dać do pomocy kogoś kto go będzie wspierał z tej strony.

  6. Avatar photo

    PanGoroli

    29 sierpnia 2018 at 13:47

    I tu zataczamy koło – ten skład, to może być petarda! To jest wymarzony 'materiał’ dla gościa, który jest wygą w trenerskim fachu. Pewnych rzeczy nie nauczą żadne podręczniki, żadne szkolenia, kursy. Nawałka u nas wystrzelił, a pmiętacie u kogo stażował? Ja też chcę wierzyć, ze mamy świetnego trenera. Ale ja w tej chwili nie widzę niczego, co by przemiawiało za tym, ze Paszulewicz takim jest. Chętnie się dowiem o takich, bo nie należe do takich, dla których im gorzej, tym lepiej. Jednak w tej chwili znane są mi jedynie fakty, które muszą niepokoić.
    I przytaczacie przykłady Brzęczka, Mandrysza. Ale umówmy się – w tej chwili Paszulewicz, to nie ta sama liga trenerska. Myślę, że on mógłby być rewelacyjnym drugim trenerem. Zbierać doświadczenie pracując z drugą drużyną, albo podformacjami. Odbudowywać ich fizycznie i mentalnie. Sądzę, ze do taskiej roli w tej chwili nadaje się idealnie. Bo czy rzeczywiście mamy czas do końca sezonu? A co, jak nie czołówka, ale cała liga nam ucieknie? I ewentualny nowy trener rozpocznie pracę z nożem na gardle?

  7. Avatar photo

    Mecza

    29 sierpnia 2018 at 14:00

    Nawałka ok, ale on najpierw musiał pokory się nauczyć bo był zbyt profesjonalny i restrykcyjny do piłkarzy (widzicie podobieństwo?)On spuścił Zagłębie Lubin do drugiej ligi. Podobne podejście zbyt idealistyczne miał Hajto, karierę skończył trenerską już. Nawałka przy Leo nauczył się, że oprócz warsztatu trzeba być człowiekiem, motywatorem. @PanGoroli, jakoś nie wierzę w trening mentalny naszego trenera. Czy on kiedyś kogoś pochwalił? powiedział dobre słowo? Może się kryje z tym i to też jest metoda ale wyrzucając Midzierskiego ze składu gdy mógł zagrać z klubem którego jest wychowankiem i chciał się pokazać przed rodziną, znajomymi – to jest słabe, w żaden sposób nie motywujące. Nie chodziło aby kogoś wrzucać dlatego że rodzina patrzy, Midzierski po prostu zasłużył aby grać w tym meczu.

  8. Avatar photo

    Mecza

    29 sierpnia 2018 at 14:08

    Jeszcze słowo o Nawałce. On nie toleruje alkoholu w sporcie. Kiedyś podobno bardzo się wkurzył jak w szatni GKS znalazł puszkę po piwie. Libację alkoholową w reprezentacji odpuścił i nie zrobił z tego awantury publicznej, to jest dowód na jego metamorfozę,dojrzałość trenerską. Nie może być wszystko czarne albo białe, odcień szarości jest wskazany.

  9. Avatar photo

    PanGoroli

    29 sierpnia 2018 at 14:28

    Wiesz, akurat z Midzierskim, to jest wiele niejasności. Jego zachowanie podczas wielu meczów, wobec których są podejrzenia, ze były ustawiane, w wielu spośród tych meczów to on był jednym z głównych 'architektów’ porażek. Samobóje, szokująco niezdarne interwencje, itp. Podczas akcji sprzątania szamba z szatni był on dla mnie osobiście 100% pewniakiem, że będzie w wylatującej grupie. Można snuć domysły, dlaczego jednak się utrzymał. Może w jakiś sposób się zakulisowo częściowo zrehabilitował, będąc pomocny w czyszczeniu szatni? To tylko spekulacja. Nie chciałbym nikogo skrzywdzić podejrzeniami. Faktem jest, że szokujące jest, że jednak ktoś z taką 'przeszłością’ jest nadal kapitanem. Rozumiem, ze dostaje szanse na boisku, by szorowaniem dupą po murawie 'odkupić grzechy’, jeśli ma jakieś na sumieniu. Dlatego to akurat mogę zrozumieć, że zabrakło zaufania, by go na ostatni mecz wpuścić

  10. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2018 at 22:04

    @Pan Goroli, ja nie zamierzam „umierać” za Paszulewicza. On też mnie czasem wkurza i nie wiem co może osiągnąć. Chodzi mi tylko o to, żeby wreszcie skończyć z tą idiotyczną, trenerska karuzelą, która do tej pory nic dobrego nam nie przyniosła.
    Piszesz., że Paszulewicz Cię nie przekonuje. A czy przekonywał Cię Nawałka, gdy kończył tą pierwszą swoją (niepełną) rundę u nas z bilansem sześć porażek, jeden remis, jedno zwycięstwo? To co prawda nie jest pierwsza runda Paszulewicza u nas ale moim zdaniem po tylu zmianach to właściwie jakby zaczynał.
    Oczywiście gdyby wyniki były dramatyczne złe to trzeba będzie interweniować ale póki co do tego jest daleko.

  11. Avatar photo

    PanGoroli

    29 sierpnia 2018 at 22:36

    Z tego co pamiętam, to Nawałka przyszedł do nas podczas kolejnego, dużego kryzysu. Nikt od niego nie oczekiwał natychmiastowych wyników, raczej, by zminializować straty na jesień, przepracować zimę i powalczyć na wiosne. Druzyna przed jego przyjściem byla w fatalnym stanie i nikt nie oczekiwał, że coś się nagle zmieni. Później Nawałka spełnil oczekwiania tak, że już można powiedzieć, że chyba bedzie jedną z gieksiarskich legend. porownajmy ze stanem obecnym. Paszulewicz przychodzi w przerwie sezonowej. Praktycznie nie ma nad kim pracować, jest anarchia i totalny burdel. Więc można powiedzieć, że licznik mu 'bije’ od drugiej przerwy, tego lata. I widzę sporą różnicę – Nawałka z miejsca swoimi dzialaniami i decyzjami zyskał spory autorytet zarówno u kibiców, jak i, co ważne!, u piłkarzy. Nie zapomnę, jak po meczu z jastrzymbiokami mlodzi wyskoczyli 'obskakać’ ich boisko po naszej wygranej, Nawałka wkroczył do akcji i jeden gest ręki wystarczył, by ogarnąć sytuację… Tak więc, bez sensu porównywać cyferki, statystyki. To nie FM.

  12. Avatar photo

    Mecza

    30 sierpnia 2018 at 08:10

    @PanGoroli „Paszulewicz przychodzi w przerwie sezonowej. Praktycznie nie ma nad kim pracować, jest anarchia i totalny burdel” Tutaj się z Tobą nie zgodzę. Mandrysz zostawił poukładaną drużynę która zaczęła punktować. Jak przychodził to był totalny burdel i po TYLKO 4 miesiącach poukładał drużynę, że ta skończyła rundę z nadzieję na dobrą wiosnę. Co było później każdy widział. Paszul przyszedł mimo wszystko do poukładanej drużyny z czołówki, wyniki na początku z tą drużyną miał dobre a czym dłużej pracował równia pochyła, do dzisiaj. Mimo wszystko mam nadzieję że Paszul dogra do końca rundy, bo to by oznaczało że zaczęliśmy punktować.

  13. Avatar photo

    Robson

    31 sierpnia 2018 at 01:16

    Co Wy za bradnie wypisujecie Paszulewicz musi odejść !
    To największa pokraka jaka nas trenowała ! BYłem przeciwny zwalniania Brzęczka również trudno choć dużo łatwiej było mi pożegnać Mandrysza ale dla tego pajaca co nas teraz trenuje nie mam odrobiny litości za jego debilne i przez nikogo nie zrozumiałe decyzje od samego początku!

  14. Avatar photo

    potf

    31 sierpnia 2018 at 12:28

    Zgadzam się z tym felietonem w 100%. Czasu, potrzeba czasu. I drużynie i trenerowi. Nawet kosztem tego sezonu.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga