Dołącz do nas

Felietony Kibice Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Pierwszoligowa scena kibicowska

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dziś zapraszamy Was do felietonu naszego kibica, który skupił się na trybunach, a nie murawie. Mamy nadzieję, że takie teksty także chcecie czytać i… pisać. Przypominamy, że w każdą środę chcemy publikować Wasze teksty – nadsyłajcie je każdorazowo do poniedziałku wieczora lub – jeśli tekst jest ponadczasowy – kiedykolwiek Wam pasuje. Nasz mail: gieksainfo[at]gmail.com. Oddajmy głos Ericowi… 

Przez ostatnie kilka lat na polskiej scenie kibicowskiej pozmieniało się naprawdę sporo.. Od złamania paktu na kadrze, przez zerwanie wieloletnich zgód, skończywszy na utworzeniu układu lub zgody, którą polska scena kibicowska przyjęła ze zdziwieniem lub sporym zaskoczeniem.

Pomimo faktu, że z niektórymi ekipami gramy razem w lidze już parę ładnych lat, chciałbym Wam, drodzy GieKSiarze, odświeżyć CV każdej z poszczególnych ekip z którymi będziemy rywalizować w 1 lidze,

Raków Częstochowa

Racovia jest rzadkim przypadkiem ekipy, która pojawiając się w sektorze gości, wywiesza swe płótna od zewnętrznej strony sektora. W czasach, kiedy GieKSa awansowała na zaplecze ekstraklasy, Medaliki posiadały zgody z Góralem Żywiec i ze Stalą Stalową Wolą. Pierwsza zgoda padła, około 10 lat temu, niedługo po wyjeździe Rakowa do Jastrzębia-Zdroju, gdzie wspierał ich Góral, który zaraz po tym meczu został trafiony przez miejscowy GKS. Wersje rozstania są podzielone, więc nie będę pisał konkretnych powodów. Niedługo po tym meczu, Raków rozgrywał swój mecz ligowy w niedawno zaprzyjaźnionym Żywcu, z Koszarawą, gdzie Góral robił podchody do Rakowa, jednak policja była zbyt czujna. Ze Stalą powodów rozstania do dzisiaj nikt nie zna, jednak w Częstochowie i Stalowej Woli było spore poruszenie przez kibiców, którzy nie mogli uwierzyć w rozpad tej zgody w 2011 roku. Pomimo sporej odległości ta zgoda była niezwykle mocną sztamą, ze sporą częstotliwością odwiedzania się RKS-u z ZKS-em.

Obecnie jedyną polską zgodą Rakowa jest Chemik Kędzierzyn-Koźle, z którym Medaliki przez kilka lat miały układ chuligański, nim w 2016 roku, podczas turnieju Racovia Cup, została przybita zgoda. Drugą, międzynarodową zgodą Rakowa jest węgierski Videoton Szekesfehervar. Dzięki tej zgodzie i dobrze grającej w lidze drużynie Videotonu, Raków mógł wraz z węgierskimi braćmi zwiedzać Europę, wspierając ich m.in., w Poznaniu w 2015 roku.

GKS Jastrzębie

W czasach, gdy graliśmy jeszcze w tej samej, 2. i 1. lidze, GKS Jastrzębie miał mocne zgody z Chemikiem Kędzierzyn-Koźle (aktualnie zgoda Rakowa, więc sam meczu GKS-u z Rakowem będzie ciekawym wydarzeniem), Hutnikiem Kraków (z którym wieloletni układ przeszedł w zgodę) i Zawiszą Bydgoszcz. Z Chemikiem zgoda została zakończona w 2011 roku. Z ekipą nowohucką zgoda padła w 2009 roku, ledwo po przybiciu oficjalnej zgody. Od kilku lat obie ekipy wznowiły kotakty. Najstarszą zgodą był Zawisza Bydgoszcz, z którym GKS trzymał się od 1999 roku, ale także ta zgoda nie przetrwała próby czasu, co z entuzjazmem przyjęto w Łodzi.

Na chwilę obecną, jastrzębianie nie posiadają z nikim zgody. Od niedawna mają układ chuligański ze Stalówką i Piastem Gliwice, którego ostatnio wsparli w ligowym meczu w Katowicach, na Rozwoju. Prywatnie GKS utrzymuje poprawne stosunki z chorzowskim Ruchem, głównie z tzw. Niebieskim Południem, nie raz odwiedzając Cichą 6 z flagą, czy biorąc udział w turnieju kibicowskim na zaproszenie chorzowian.

Chojniczanka Chojnice

Fanatycy z grodu Tura uchodzą za niewielką, ale cały czas aktywną ekipą, która będąc jednocześnie FC Lechii Gdańsk, ma wieloletnią zgodę z KP Starogard Gdański. Ze względu na ich aktywność w Gdańsku, ich stosunki ze Śląskiem Wrocław oraz FC z Moto Jelcz-Oława stosunki są poprawne/ łączą ich poprawne relacje. Mają także układ z niewielką ekipą Wierzyca Pelplin.

Odra Opole

Opolan specjalnie przedstawiać nie trzeba. Odkąd świat pamięta, ich stałe i pielęgnowane zgody to Polonia Bytom (od ponad 30 lat) wraz z Zagłębiem Lubin. Warto wspomnieć, że zgodowicze Odry, od jakiegoś czasu mają ze sobą układ chuligański. Gdy Zagłębie miało okazję zagrać prestiżowy mecz w europejskich pucharach z Partizanem Belgrad dostali dobre wsparcie bytomian i opolan w Serbii. Ze zgód międzynarodowych, których jest coraz więcej na polskiej mapie, Odra ma zgodę z węgierskim FC Sopron.

Chrobry Głogów

Dawniej, ich długą i mocną zgodą był KKS Kalisz, z którym zgodę zakończyli w 2007 roku. Byłą , a odnowioną w 2012 roku zgodą jest gorzowski Stilon. Z układów, których liczba w Polsce rośnie, Chroby ma piłkarsko-żużlowy kontakt z bandą Unii Leszno oraz łódzkim Widzewem, który „odpalił” MZKS w 2001 roku, podczas meczu Polska – Japonia, wraz z Karpatami Krosno i Stalą Rzeszów, jednak po kilkunastu latach kontakty zostały przywrócone, przez co nawet zgodowicz Widzewa – Ruch Chorzów- wsparł głogowian przy Bukowej, gdzie była próba zerwania flagi „Szlachta”, która zawisła od zewnętrznej strony płotu.

Stomil Olsztyn

Stomilowcy mają starą i bardzo sentymentalną zgodę z Polonią Bydgoszcz oraz z Nafciarzami, z którymi kilka lat trwał układ, nim została przybita zgoda. W ich zaprzyjaźnionym gronie jest także Hutnik Kraków, z którym mają układ chuligański i w biało-niebieskiej koalicji wiele działają wspólnie, ze względu na pozytywne kontakty na linii Płock – Nowa Huta.

Świeżymi znajomymi OKS-u są kibice ŁKS-u Łomża, z którymi przybili układ w ubiegłym roku, podczas wyjazdu do Łodzi na mecz z RTS-em. Dobre kontakty mają także zgdańską Lechia.

Stal Mielec

Stal bardzo długo dołowała w niskich ligach, przez co kibicowsko bardzo spadła jakościowo, choć kilkanaście lat temu byli jedną z najlepszych ekip na całym Podkarpaciu. W trakcie tego słabszego okresu padli ofiarą „czystki” w Cracovii, która w tym czasie zrobiła większe „rozdanie”, jeśli chodzi o zrywanie zgód. Oprócz nich Craxa postanowiła zakończyć wieloletnie przyjaźnie z Czarnymi Jasło, Viktorią Zizkov, Stalą (1984-2008) i Koroną Kielce, choć w przypadku Koroniarzy wyszło inaczej niż Pasy się spodziewały. Ze względu na zerwanie zgody ze Stalą, która była jednocześnie zgodą Korony, padła propozycja ze strony Pasów, aby zgoda Cracovia – Korona była „zamrożona”, jednak Korona postanowiła unieść się honorem i zerwać zgodę z Cracovią (nie uznawali jakiś zamrożeń czy przeczekiwań), przez co więź na linii Mielec – Kielce jeszcze bardziej się wzmocniła, natomiast Korona i Cracovia miały ze sobą kosę, którą wyładowano sporą ilością bluzgów w najbliższym bezpośrednim meczu ligowym. Nadszedł jednak i ten moment, że 9 lat później, zgoda Stali z Koroną, po 34 latach, przeszła do historii.

W chwili obecnej Stal ma długie i wytrwałe zgody z Czarnymi Jasło i Sandecją Nowy Sącz.

Bytovia Bytów

W przypadku Bytovii jest podobnie jak z Chojniczanką Chojnice. Ich drogi prowadzą do Gdańska, gdzie są fan clubem BKS-u. Historia kibicowska Bytovii jest bardzo krótka. Wraz z początkiem 2000 roku, uformowała się mała grupa kibiców, którzy wspierali miejscowy klub, jednak przez kilkanaście lat na trybunach z dopingiem dla Bytovii bywało różnie. Przez ten okres, będąc FC Lechii, nawiązali pozytywne kontakty z innym FC Lechistów oraz z Czarnymi Słupsk. Mają także układ z Jantarem Ustka.

Wigry Suwałki

Ekipa z północnego wschodu jest umiejscowiona w ciężkim położeniu geograficznym, pod względem wyjazdów. Ich głównym rywalem z najbliższych okolic jest Jagiellonia Białystok oraz ŁKS Łomża, z którymi przy różnorodnych okazjach robią sobie podchody (Jaga z ŁKS-em jeszcze częściej). Ich jedyną zgodą, trwającą od końca lat 90-tych, jest Granica Kętrzyn. W ubiegłym roku, przy dobrych osiągnięciach piłkarzy w Pucharze Polski, mieli okazję zagrać wyjazdowe spotkanie z Arką Gdynia (mecz o finał), dostając dobre wsparcie ze strony Olimpii Grudziądz. Od tego dnia, obydwie ekipy łączy oficjalnie układ.

Podbeskidzie Bielsko-Biała

W samym Bielsku, od samego początku, prym wiedzie BKS Stal Bielsko-Biała, jednak przez większość czasu ich kibice nie mają powodów do zadowolenia, bo BKS dołuje w niskich ligach, odkąd się pamięta. Przez ten czas, w 1995 roku powstał drugi w Bielsku klub, który nim przyjął nazwę Podbeskidzie, nazwał się Ceramed. Aktualnie kibice TSP regularnie, jednak w nie specjalnych liczbach, wspierają swoją drużynę, która przez mały okres istnienia, dorobiła się ładnego stadionu, przywłaszczając sobie stary stadion BKS-u. Kibice z Bielska nie posiadają żadnych zgód ani układów, ponieważ w świecie kibicowskim nie są specjalnie traktowani poważnie. Zdarzały się jednak mecze gdzie miejscowy BKS nie raz zasiadał w sektorze, gdzie Podbeskidzie tworzy młyn, lub licznie wspierał swoich przyjaciół z Sosnowca, przypominając, za każdym razem, do kogo Bielsko-Biała należy.

ŁKS Łódź

Zdecydowanie najbardziej uznana marka, pod względem kibicowskim, w naszej lidze. Swego czasu ŁKS z Widzewem rozgrywali najlepsze derby w Polsce, w które cała Polska była zapatrzona. Ich zgody, które znamy od początku kibicowania, to tyski GKS oraz Zawisza Bydgoszcz. W tym nierozłącznym gronie była także Resovia Rzeszów, jednak po wydarzeniach w Marsylii, które wywróciły polską scenę kibicowską do góry nogami, zgoda, po 33 latach, została zerwana przez łodzian, co nikogo nie mogło dziwić. W trakcie, gdy Resovia romansowała z kosami ŁKS-u, łodzianie mieli dobre relacje z Kolejorzem, z którym jeszcze kilka lat temu mieli kosę, ze względu na pozytywne kontakty RTS-u z Lechem Poznań. Historia pokazała jednak, że wszystko w życiu się zmienia i aktualnie, od niemal roku,to ŁKS jest zgodą Lecha.

Prywatnie, rodowici łodzianie mają także stare kontakty z Cracovią, z którą niegdyś mieli zgodę, jednak została zerwana w 1996 roku. Zaraz po tym wydarzeniu, została utworzona wielka triada (Arka & Cracovia & Lech), która trwa po dziś dzień. Są także w poprawnych stosunkach z Lechią, ze względu na grubą kosę z MZKS-em. Arka z ogromną niechęcią przyjęła wieść, że KKS przybił zgodę z ŁKS-em. Mający dużo do powiedzenia na Arce, FC Tczew, wystosował nawet oświadczenie, w którym obwieścił, że zgody z ŁKS-em absolutnie nie uznaje, przez co barwy Pyrrusów nie są akceptowane w Tczewie.

Sandecja Nowy Sącz

Ekipa z Nowego Sączu, mimo że wielkiej ekipy nie posiada, dba o zgody. Odkąd pamiętam, ich nierozłączne zgody, to Cracovia, Czarni Jasło, GKS Tychy, Korona Kielce, Stal Mielec i Polonia Warszawa. Mimo że ich zgody między sobą pozrywały kontaktyi stworzyły kosy, Sandecja dba o swoich sojuszników i ma się dobrze. Rzadki przypadek w Polsce, że ekipa posiada od niepamiętnych czasów aż 6 zgodowiczów. Polonia Warszawa, mając niegdyś także podobną ilość zgód, została porzucona i tylko, Sączersi przetrwali ciężkie czasy na Konwiktorskiej i dali KSP wsparcie w trudnych chwilach, przez co na Polonii, jedyną polską zgodą jest właśnie Sandecja.

Warta Poznań

Szacunek że istnieją, chciałoby się napisać. Warta jest starym, zasłużonym klubem, który kojarzy się raczej z dziadkami, którzy chcą obejrzeć futbol. W Poznaniu jest jeden klub, wie to nawet niewielka grupa zapaleńców Warty, jednak cały czas próbują coś działać. Dawniej, ich zgodą była Obra Kościan, z którą sporo się odwiedzali i wypili sporą ilość alkoholu na stadionie, jednak i to nie przetrwało. Lech ich po prostu świadomie toleruje i daje im działać. W latach 90-tych było nawet powiedzenie Lech King, Warta Queen. To hasło wielu fanów wspomina z uśmiechem na twarzy.

GKS Tychy

Tyscy są dość młodym klubem, jednak z dużą ilością starych i zadbanych zgód: Cracovią, Górnikiem Wałbrzych, ŁKS-em Łódź, Sandecją Nowy Sącz i Zawiszą Bydgoszcz. Niektóre z nich na miały próbę nerwów i zaufania, jednak przetrwały wszystko i po dziś dzień mają się dobrze. Bywały i takie przypadki w historii tyskiego klubu, że woleli odpuszczać swoje mecze wyjazdowe, aby równolegle wesprzeć swoją sztamę na terenie Górnego Śląska. Prywatnie, mają neutralne stosunki z Polonią Bytom, z którą w późnych latach 80-tych mieli zgodę, przybitą na sekcji hokeja. Kilka lat temu, na turnieju halowym, organizowanym przez Polonię, wśród zaproszonych ekip był właśnie GKS, stawiając się liczną delegacją.

Termalica Bruk-Bet Nieciecza, Garbarnia Kraków i Puszcza Niepołomice

Nie było tematu.

Eric Cantona

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    pr1982

    1 sierpnia 2018 at 12:46

    Spoko się czytało, jednak na przyszłość poprawcie literówki przed wrzuceniem na stronę i druga sprawa: NIE MA W POLSCE KLUBU „CRACOVIA KRAKÓW”, JEST KS CRACOVIA, CRACOVIA jak kto woli. pzdr

  2. Avatar photo

    kosa

    1 sierpnia 2018 at 15:38

    dzięki, poprawione.

  3. Avatar photo

    jupik

    10 sierpnia 2018 at 10:22

    szkoda że w Twoim opisie nie wspomniałeś nic o naszych starych dziejach, o dobrych układach z Jastrzębiem i sztamie ŁKS-em, ale było to dawno i nie wszyscy to pamiętają, wtedy wiele się działo czasami układy były przybijane „sezonowo” z potrzeby chwili 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga