Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice stracił prowadzenie w doliczonym czasie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2 (2:1).

gol24.pl – Cztery gole w meczu GKS Katowice – Widzew Łódź. Gościom remis uratował Jakub Łukowski w doliczonym czasie

Emocje do samego końca. GKS Katowice mimo odwrócenia wyniku przed przerwą ostatecznie zremisował z Widzewem Łódź 2:2. Goście drugą bramkę na wagę punktu zdobyli w doliczonym czasie za sprawą wprowadzonego Jakuba Łukowskiego.. Widowisko przy Bukowej śledziło 6756 widzów. Z powodu zakazu zabrakło gości.

To był ciekawy, dynamiczny mecz. Strzelanie rozpoczął i skończył Widzew. W 13 minucie po dograniu Hilarego Gonga z prawej flanki do siatki trafił Imad Rondić. Dla Bośniaka to trzeci goli w sezonie. Tyle samo ma też w zespole Fran Alvarez i jeszcze ktoś o czym za chwilę.

Gra toczyła się przy nieustannych opadach deszczu. GieKSa odpowiedziała Widzewowi tuż przed przerwą. W kapitalnym stylu; dwie bramki pozwolił jej odwróć wynik.

Najpierw Bukową rozbudził Oskar Repka, wykorzystując szansę po wznowieniu z autu. Potem gości dobił Marcin Wasielewski. Piłka po jego strzale odbiła się od jednego z rywali i z tego powodu zmyliła interweniującego Rafała Gikiewicza.

Gdy wydawało się, że Widzew nie wywiezie ani punktu, wtedy czyli w doliczonym czasie wynik na 2:2 ustalił niezawodny Jakub Łukowski.

katowickisport.pl – GKS Katowice stracił prowadzenie w doliczonym czasie. Tylko remis z Widzewem

[…] W pierwszych minutach Widzew bardzo wysoko podszedł do zawodników gospodarzy, którzy wykorzystywali takie ustawienie Widzewa i rzucali niebezpieczne piłki za plecy obrońców. Tak właśnie katowiczanie stworzyli sobie dwie groźne okazje. Widzew uspokoił w kolejnej fazie meczu sytuację na boisku i to on kontrolował wydarzenia na boisku.

Łodzianie zachowywali bardzo dużą kulturę gry i naprawdę przyjemnie patrzyło się na to, jak łodzianie rozgrywają piłkę. Dobra gra podopiecznych Daniela Myśliwca przełożyła się na bramkę. Piłkę na prawej flance otrzymał Hilary Gong, rozejrzał się i dograł do czyhającego w polu karnym Imada Rondicia. Nigeryjczyk miał trochę szczęścia, bo po jego zagraniu był jeszcze rykoszet, ale znakomicie zachował się przede wszystkim Bośniak, który poszedł do końca na piłkę, uprzedził Kudłę i wpakował futbolówkę do siatki.

Niewiele wskazywało na to, że GKS może odrobić straty w pierwszej połowie. Katowiczanie jednak fantastycznie zareagowali na stratę bramki i jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Najpierw zamieszanie w polu karnym po wrzucie z autu wykorzystał Oskar Repka, a kilka minut później szczęście miał Wasielewski, którego strzał odbił się od Żyry i zmylił Rafała Gikiewicza. Między pierwszym, a drugim golem dla GKS-u piękny strzał oddał Sebastian Kerk, ale kapitalna interwencją popisał się Kudła.

W drugiej połowie gra Widzewa nie wyglądała już tak dobrze. Łodzianie mieli problem z przejęciem inicjatywy. Swoje okazje mimo to mieli Sypek i Shehu. Strzał pierwszego obronił Kudła, a próba Shehu po rzucie rożnym okazała się minimalnie niecelna i wylądowała na górnej siatce.

GKS Katowice kontrolował spotkanie w drugiej połowie. Widzew miał ogromne problemy z tworzeniem sytuacji, ale kolejny raz w tym sezonie błysnął Jakub Łukowski. Pomocnik po wejściu z ławki nie miał zbyt wiele okazji do pokazania się, ale w doliczonym czasie gry zrobił to, co umie najlepiej. Łukowski pięknie przymierzył zza pola karnego i dał Widzewowi remis. Tuż po wznowieniu gry przez GKS, Widzew miał od razu kolejną sytuację, ale Said Hamulić trafił tylko w boczną siatkę. Wydaje się jednak, że należał się łodzianom rzut rożny. Więcej bramek przy Bukowej nie padło. Widzew podzielił się punktami z GKS-em Katowice.

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2 (2:1)

Trzecia wyjazdowa porażka z rzędu w wykonaniu drużyny Widzewa była o włos, ale w doliczonym czasie gry gola na wagę remisu zdobył rezerwowy Jakub Łukowski. Łodzianie wywalczyli punkt w deszczowych Katowicach. Nieskory do głębokich zmian w składzie Daniel Myśliwiec zaszokował przed meczem, wymieniając w wyjściowej jedenastce aż pięciu zawodników!

[…] W pierwszych fragmentach widzewiacy zepchnęli rywali do obrony, a skorzystać mógł na tym Shehu, który uderzył płasko w kierunku długiego rogu. Niestety, niecelnie. Natychmiast odpowiedzieli gospodarze, bramkę opuścił Rafał Gikiewicz, brakowało jedynie precyzyjnego posłania piłki do siatki, lecz ani Bartoszowi Nowakowi, ani Grzegorzowi Rogale nie udało się znaleźć właściwego momentu. Za chwilę „Gieksa” znów groźnie zaatakowała, ale górę wzięło poświęcenie łodzian w defensywie, a konkretnie dobra interwencja Samuela Kozlovskyego.

Po mocnym początku z obu stron, tempo zawodów spadło, więc czerwono-biało-czerwoni postanowili znów podnieść widzom ciśnienie. I to w sposób najlepszy z możliwych, bo otwierając wynik. Na prawą flankę zagrał Kerk, piłkę dośrodkował Gong, a ta odbiła się od nóg Lukasa Klemenza, zmieniając nieco parabolę lotu. Skorzystał z tego Imad Rondić, który uprzedził Dawida Kudłę i z kilku metrów trafił na 1:0! W 24. minucie prowadzenie mogło zostać podwyższone. Wrzutka Kozlovskyego nieco zaskakująco spadła na nogę Gonga, a ten źle przyjął piłkę. Próbowali w tej akcji jeszcze Rondić i Fran Alvarez, ale Kudła i jego koledzy z pola byli czujni, blokując uderzenia.

Katowiczanie dążyli do wyrównania i trzeba im oddać, że potrafili być niebezpieczni. Zwłaszcza w 30. minucie, gdy Paweł Raczkowski podyktował kontrowersyjny rzut wolny tuż przed polem karnym. Na szczęście ani przy bezpośrednim strzale, ani przy sytuacyjnych dobitkach, GKS-owi nie udało się wykorzystać szansy. Inaczej było osiem minut później. W wydawałoby się błahej sytuacji, bo przy wyrzucie z autu, pojedynki powietrzne przegrali Kastrati, a później Mateusz Żyro, a piłka trafiła do Oskara Repki. Wystarczyło huknąć z bliska, by doprowadzić do remisu i tak się właśnie stało!

To był jednak dopiero początek problemów RTS. Cztery minuty później na solową akcję w polu karnym zdecydował się Marcin Wasielewski, który ograł Gonga na tzw. zamach, a po strzale pomógł mu delikatny rykoszet od próbującego blokować Żyry i było 2:1 dla „Gieksy„! Jedyna szansa na poprawę wyniku przed końcem pierwszej połowy to uderzenie Shehu, któremu znów zabrakło nieco celności. Po chwili Raczkowski na kwadrans wysłał oba zespoły do szatni.

Po przerwie pierwsza groźniej zaatakowała drużyna z Bukowej. Po błędzie Ibizy w wyprowadzeniu piłki nad poprzeczką uderzył Sebastian Bergier. Trzeciego gola mogła przynieść jej również dobrze wyprowadzona kontra, lecz Rogala spudłował przy finalizacji akcji. Sygnał do ataku ze strony Widzewa dał w końcu mało widoczny dotąd Jakub Sypek. Pomocnik chciał wykorzystać mokrą od intensywnego deszczu murawę i strzelił płasko, ale Kudła nie dał się zaskoczyć.

[…] Bardzo niewiele, pod drugą z bramek pomylił się też Nowak. Byliśmy też świadkami zamieszania po nieudanym chwycie piłki przez Gikiewicza, ale zakończył je gwizdek arbitra, sygnalizujący przewinienie.

Czas upływał, a rezultat sprzed przerwy pozostawał taki sam. Zmieniła się natomiast aura. I to na gorsze, bo zgodnie z czarnymi prognozami deszcz przeszedł w istną ulewę.

[…] Szans na „zamknięcie” starcia szukali natomiast gospodarze. Jedną z nich miał wprowadzony z ławki Borja Galan, lecz po początkowym małym kiksie Gikiewicz opanował sytuację. Do piątkowych zawodów doliczono cztery minuty, w trakcie których miejscowym humory popsuł Łukowski. To właśnie on najlepiej zachował się w polu karnym i posłał mocny strzał poza zasięgiem Kudły, doprowadzając do remisu! Niedługo później mecz dobiegł końca.

expressilustrowany.pl – GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2. Cztery gole na Górnym Śląsku. Punkt gości w ulewnym deszczu

W spotkaniu ósmej kolejki piłkarskiej ekstraklasy Widzew zremisował na Górnym Śląsku z GKS Katowice 2:2 (1:2). Ten mecz rozgrywany był w strugach ulewnego deszczu. Prawda jest taka, że łodzianie już do przerwy powinni sobie zapewnić komplet punktów. Nie potrafili jednak tego uczynić, więc gospodarze odrobili straty z nawiązką. Na szczęście tuż przed końcem meczu wyrównał Łukowski. Trzeci remis podopiecznych trenera Daniela Myśliwca w tym sezonie z jednej strony pozostawia więc uczucie niedosytu, ale z drugiej trzeba się z niego cieszyć.

lodz.pl – Wyjazdowa bessa trwa. Widzew Łódź podzielił się punktami z GKS Katowice

Widzew Łódź w tym sezonie nie radzi sobie najlepiej na wyjazdach. Tym razem było podobnie. Mimo dobrego meczu RTS zremisował 2:2 z GKS Katowice. Widzew zaczął bardzo energetycznie. Wysoki pressing i bardzo ofensywna gra zepchnęła GKS do głębokiej defensywy. Z niej gospodarze wyrywali się szybkimi kontratakami. Dużo miejsca mieli po prawej stronie, gdzie grali Lirim Kastrati i Hilary Gong. Obaj dobrze sprawdzali się w ataku, ale zdecydowanie słabiej w destrukcji. Odważna gra łodzian przyniosła efekt. W 13. minucie Gong dośrodkował, piłka odbiła się od jednego z obrońców i dopadł do niej Imad Rondić, który wepchnął ją do siatki. RTS przeważał, ale nie przynosiło to kolejnych bramek. Te z kolei strzelać zaczęli katowiczanie. W 38. minucie wyrównał Oskar Repka, a cztery minuty później swój zespół na prowadzenie wyprowadził Marcin Wasielewski. Oba gole padły po błędach w defensywie zespołu Daniela Myśliwca. Taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy

Widzew na drugą połowę wyszedł z wolą szybkiego odrobienia start. Huraganowe ataki kosztowały wiele sił, ale nie przyniosły bramkowego rezultatu. Wtedy do głosu doszli gospodarze. GKS był blisko strzelenia trzeciej bramki, ale na przeszkodzie stawały słupek i Rafał Gikiewicz. Widzew gra do końca i kolejny raz to pokazał. Po zamieszaniu w polu karnym Jakub Łukowski wyrównał na 2:2, kilka minut później sędzia zakończył spotkanie.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS-u mokrzy i dumni. Ich zespół zremisował z Widzewem, ale pokazał wielkie serce do walki

Jeśli lubicie moknąć i marznąć w tłumie i jednocześnie przeżywać mocne piłkarskie emocje to piątkowy mecz GKS-u Katowice z Widzewem stanowił idealną ofertę. Alerty o możliwych ulewach i podtopieniach towarzyszyły kibicom na Bukowej, których jednak rozgrzewała nadzieja na drugie domowe zwycięstwo zespołu Rafała Góraka. Skończyło się remisem, jednak GieKSa po raz kolejny pokazała wielki charakter.

Jeśli są momenty zmieniające wszystko, to za taki trzeba uznać awans GKS-u Katowice do Ekstraklasy. Nagle Bukowa zaczęła zapełniać się kibicami, a ich wiara i doping słynną presję przekierowały na zespoły przyjeżdżające na Bukową.

Nie inaczej było w piątkowy wieczór. Alerty ostrzegające o potopie nie odstraszył fanów ekipy Rafała Góraka, którzy zresztą panowali na swoim obiekcie bezdyskusyjnie, bo Widzew musi się obywać bez wyjazdowego wsparcia po żenującej gonitwie po dachach Cracovii. Kilku kibiców Katowic postanowiło zresztą skorzystać z okazji i zajęło miejsca w sektorze dedykowanym gościom, ale ponieważ nad nim nie ma zadaszenia dość szybko ewakuowali się na macierzysty Blaszok.

Doping dla GieKSy niósł i podniósł piłkarzy, gdy ci przegrywali 0:1. Piorunująca końcówka pierwszej połowy zamieniła się w żółtą falę euforii.

Ta energia płynęła z trybun aż do końca meczu. Nie zgasła nawet wtedy, gdy Widzew w ataku rozpaczy doprowadził do remisu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga