Felietony
Historia tracenia złudzeń
Powiedziałbym, że piszę ten artykuł na spokojnie. Powiedziałbym, gdyby to była prawda. Na razie w GKS Katowice mamy bezkrólewie, choć pewnie w środowe popołudnie wszystko będzie już jasne. Na Bukowej pojawi się nowy szkoleniowiec, który… podzieli kibiców. Kimkolwiek by nie był, na pewno wzbudzi większe kontrowersje niż ustępujący ze stanowiska Kazimierz Moskal. Były zawodnik i trener Wisły Kraków spędził w Katowicach ponad rok.
Szkoleniowiec nie miał łatwego początku. Przyszedł w trudnym momencie, po klęsce GieKSy 0:5 w Bełchatowie oraz wygranym co prawda, ale w bardzo kiepskim stylu, meczu z Miedzią Legnica. W debiucie Moskal dostał łomot 0:3 i… zaczęło się. Zaczął się… marsz w górę tabeli.
GKS seryjnie wygrywał, a już na pewno nie przegrywał meczów (poza pojedynczymi wpadkami). Świetna trylogia z ROW, Arką i Dolcanem u siebie, cudowny mecz z Olimpią Grudziądz, pierwsze w historii zwycięstwo w Niecieczy. To wszystko mówiło ni mniej, ni więcej to, że w końcu nadszedł czas na awans do ekstraklasy.
Nie tylko wyniki jednak powodowały optymizm u kibiców. GKS grał efektownie, a wymienność pozycji, prostopadłe podania, sytuacje sam na sam (wykorzystywane!) sprawiały, że chciało się tę drużynę oglądać. Pitry w ataku? Fonfara w pomocy? Żaden problem, żeby zamienić się pozycją i żeby to ten pierwszy z pozycji dziesiątki zagrywał prostopadle. Wróbel na skrzydle? To damy go na ofensywnego pomocnika albo nawet napastnika – poradzi sobie. Do tego Wołkowicz w bardzo dobrej formie, super rezerwowy Goncerz, pewnie spisująca się obrona, świetny Budziłek. Mieliśmy w tym momencie chyba drugą najlepszą – poza czasem Adama Nawałki – drużynę od czasu awansu na zaplecze ekstraklasy. Kazimierz Moskal był idolem katowickich kibiców, bo poukładał ten zespół kapitalnie i tchnął w niego także swoją wizję gry – wizję skutecznie realizowaną. Jego nazwisko było skandowane po zakończonych meczach.
Szpetnie to zostało zaprzepaszczone przez drużynę na wiosnę. Tak naprawdę do dzisiaj nie wiadomo, co się stało. Najpopularniejsza była teoria „hamulcowych” w drodze do awansu. O ile jeszcze mecz w Nowym Sączu był dobry, ale przegrany, to potem była już tylko stopniowa degrengolada. Jeszcze połowa z Bełchatowem mogła dawać nadzieję, ale to był ten moment, kiedy zawodnikom z niewiadomych przyczyn nagle zachciało się grać w piłkę. I grali świetnie, zdominowali rywala, który kilka miesięcy później stał się rewelacją początku sezonu ekstraklasy, z wygraną na Łazienkowskiej na czele.
Trener zdecydowanie stracił panowanie nad zespołem. Sromotne klęski w Legnicy i Gdyni przedzielone remisem z Górnikiem Łęczna nie zadowoliły nikogo. Po tym drugim spotkaniu, przegranym z Arką 0:3, szkoleniowiec na konferencji prasowej powiedział:
„Jeżeli zespół po rundzie jesiennej jest trzeci, ma tyle samo punktów co drugi w tabeli Bełchatów i w sześciu kolejnych meczach na wiosnę nie potrafi wygrać meczu, zdobywając zaledwie dwa punkty, to ja to biorę na siebie. Ten zespół wymaga, żeby nim wstrząsnąć i z dniem dzisiejszym składam rezygnację z funkcji trenera GKS Katowice”.
Na moje pytanie z tamtejszej konferencji „co to znaczy, że tą drużyną należy wstrząsnąć?” trener odpowiedział:
„Że przyjdzie nowy trener i będzie w stanie wymusić na nich coś więcej”.
Wymusić na nich coś więcej… Nieraz wracałem myślami do tej wypowiedzi trenera i tak naprawdę była dla mnie ona jednoznaczna i klarowna. Mówiąca o tym, że szkoleniowiec nie ma posłuchu w zespole, że piłkarze żyją swoim własnym życiem i wpływ trenera jest znikomy. A jednak – Kazimierz Moskal pozostał na stanowisku. Do końca rundy zespół spisywał się fatalnie i na 16 meczów wiosny 2014 wygrał tylko 2, co było wynikiem haniebnym, ale kibice zrzucali to głównie na piłkarzy i chyba nie byli w tym bez racji.
Po sezonie pożegnano się z mitycznymi „hamulcowymi”. W ich miejsce ściągnięto nowych, głównie doświadczonych pierwszoligowców. Takie nazwiska jak Bodziony, Ceglarz czy Kujawa nie były anonimowe i naprawdę wydawało się, że to jeden z lepszych zaciągów w ostatnich latach. Tymczasem początek sezonu okazał się słaby – nawet mimo pierwszego od lat zwycięstwa na inaugurację. GKS przegrał dwa kolejne mecze ligowe i odpadł u siebie ze słabeuszem z Głogowa w Pucharze Polski. Tym razem już nie tylko drużyna, ale i trener byli na cenzurowanym. Raz szkoleniowiec uciekł spod topora wygrywając w Świnoujściu w doliczonym czasie gry. GKS zaczął królować na wyjazdach, bo wygrał 3 mecze z rzędu. U siebie jednak było fatalnie, remisy z Chojnicami czy Głogowem, fatalna porażka z Wigrami. Drugi raz topór zawisł nad trenerem właśnie po meczu z ekipą z Suwałk i znowu świetnie spod niego uciekł, bo wygrał w Bytowie 4:1. W końcu po serii meczów bez wygranej na Bukową przyjechał Stomil i po fatalnym meczu udało się wygrać w ostatniej akcji 2:1.
Jednak te ostatnie mecze naprawdę oglądało się tak, że aż zęby bolały. Widzieliśmy ludzi, którzy męczą się na boisku, nie realizują założeń, nie potrafią prosto kopnąć, przyjąć, do tego tracą bramki po kuriozalnych błędach, nie walczą. Słowo „marazm” zaczęło się przewijać coraz częściej wśród katowickich kibiców. Następowała taka piłkarska depresja. Bo najgorszym i najgorzej rokującym przejawem depresji jako choroby nie jest smutek, złość, rozpacz. Najgorsza jest obojętność, bo ona tak naprawdę nie ma szans nadać kierunku akcji. To jest stagnacja, nicość, nieistnienie, powolna i niezauważalna śmierć. I taka nicość i obojętność pojawiała się w sercach kibiców. Nie było już widać charakterystycznej złości, a czasem nawet furii po porażkach. Widziałem zniechęcenie i brak energii. Postawa zespołu była tak zła, że nawet Blaszokowi nie chciało już się gwizdać, czy wyrazistymi okrzykami nawoływać piłkarzy do wzięcia się w garść. Bierność i brak energii…
Presji na konferencjach prasowych zaczął nie wytrzymywać Kazimierz Moskal, który z Pawłem Czado czy Andrzejem Zowadą wdał się w zupełnie niepotrzebne przepychanki słowne. Podejrzewam, że związane z frustracją i również odczuwalnym przez trenera marazmem.
Kazimierz Moskal odchodzi z GieKSy. Według mnie to bardzo dobry fachowiec, ma swój pomysł, swoją wizję prowadzenia zespołu, taktyki, wprowadzania nowych elementów. Oczywiście, gdzieś tam zdarzały się merytoryczne pomyłki, jak na przykład próba wprowadzenia gry piątką obrońców. Szkoleniowiec nie potrafił przetłumaczyć bocznym obrońcom, że mają się wracać, bo są właśnie obrońcami przede wszystkim, a nie pomocnikami. Dlatego nasze szeregi obronne były bardzo rozrzedzone. Patrząc jednak na całokształt problem był zgoła odmienny niż kwestie czysto piłkarskie – szkoleniowiec po prostu może osiągać bardzo dobre wyniki, ale tylko wtedy, gdy będzie współpracował z profesjonalistami. W GieKSie to nie miało miejsca. Moskal nie ma cech lidera, przywódcy, tak żeby dotrzeć do zmanierowanego towarzystwa pod tytułem polscy piłkarze, a już piłkarze GKS Katowice w szczególności. To szatnia podejmowała decyzję. Gdy nam się chce na sto procent, to bierzemy pod uwagę wskazówki trenera – i wtedy jest wspaniale. Jeśli nie – trener nie ma nic do powiedzenia.
Można mieć pretensje do szkoleniowca, że tak długo był na stanowisku. Tak naprawdę zobaczył przecież dokładnie co się dzieje już dużo wcześniej i to, co powiedział w Gdyni pozostało aktualne aż do dzisiaj. Dlaczego nie odszedł? Nie wiemy. Szkoleniowiec postanowił tkwić w tym marazmie i w sumie niestety trochę szargać swoje nazwisko współpracując z tym zespołem. Być może wierzył, że po zmianach kadrowych zespół znów zacznie grać, jak na profesjonalistów przystało. Pomylił się i nie zdziwiłbym się, jakby mu pewnego rodzaju trauma związana z pracą jako trener w ligowym klubie pozostała.
„Musi przyjść do GKS trener, który będzie w stanie wymusić na nich coś więcej…” – te słowa aż dźwięczą w uszach. Diagnoza wygłoszona w kwietniu przez osobę, która wie najlepiej, dlaczego w GieKSie nie jest tak jak powinno. I nawet częste słowa trenera „nie wiem” nie przekonywały mnie. Myślę, że wiedział, ale nie chcąc wkładać kija w mrowisko i dla świętego spokoju, nigdy nie powiedział, co tak naprawdę jest przyczyną…
Z tego miejsca pozostaje mi jedynie podziękować trenerowi Kazimierzowi Moskalowi za trud włożony w pracę w GieKSie i te chwile radości i nadziei, które mogliśmy przeżyć zeszłej jesieni. Naprawdę wspaniale oglądało się momentami ten zespół. Dzięki trenerze, powodzenia w dalszej karierze i proszę się nie zrażać piłkarzami. Może kiedyś zmienią swoją mentalność i zaczną podchodzić do zawodu tak, jak należy.
Michał Murzyn – Shellu
Redaktor Naczelny GieKSa.pl
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


FCD
28 października 2014 at 20:10
Przyjdzie Cecherz a ADHD, z którym nie wygramy żadnego meczu. Przynajmniej będzie ubaw jak będzie osioł latał od budy do budy.
Zwolnienie Moskala musi się zemścić i na to nie ma rady.
GieKSiarz
28 października 2014 at 20:14
Co tu dużo pisać. Podpisuje się pod w/w słowami. Kilka błędów kadrowych które nie miały wpływu na wynik spotkania popełnił. Stracił autorytet i to dlatego stało się jak się stało… szkoda…
fan-club dortmund
28 października 2014 at 23:14
a ja mysle ze czas przypomniec pilkarzykom pewne spotkanie kolo ronda w katowicach…za trenera co chorzowskie mial korzenie…krotko i zwiezle napier…ic i przychodzic na treningi i patrzec jak trenuja co z siebie daja….bo jezeli te zelowe ludziki nie umieja przez 90 min przynajmniej walczyc do upadlego to wsadzic ich w winde i na poziom 800 ich spuscic na tydzien niech zobacza co to praca…
Mat
29 października 2014 at 01:54
Zwolnienie trenera w momencie kiedy gramy 5 spotkań z dołem tabeli to nie jest dobry pomysł. 30 punktów było do zdobycia w tej rundzie a tak każda przegrana i remis będą nas przybliżały do strefy spadkowej… Nikt chyba nie jest w stanie wyobrazić sobie GieKSy bez Goncerza a to morze być rzeczywistość w rundzie wiosennej. Młody zespół (jak na warunki pierwszej ligi) bez nominalnego prawego obrońcy z zaledwie dwoma przeciętnymi defensywnymi pomocnikami ma walczyć o awans? Bez żartów.
tyta
29 października 2014 at 09:10
… przeczuwałem, że po meczu z Dolcanem będzie „tąpnięcie na Bukowej” i nastąpi zmiana trenera. Rok temu cieszyłem się i zarazem dziwiłem, że dobry szkoleniowiec Kazimierz Moskal chce pracować w tym klubie gdzie brak narzędzi do pracy, profesjonalizmu i kasy jak na tak wielkie oczekiwania (póki co chyba tylko kibiców)… powrót do ekstraklasy. Ktokolwiek przyjdzie po Kazimierzu Moskalu nie zrobi w tym klubie nic jeśli nie zmieni się władz klubu. Nasza piękna historia była oparta na węglu i na śpi Marianie Dziurowiczu. Byli wówczas sponsorzy -> kasa -> władze klubu które w sercu mieli wyryte GKS KATOWICE a cała reszta była już tego przyjemną konsekwencją – piłkarze sami chcieli w tym klubie grać. Na obecnych zawodnikach nie działają okrzyki z trybun „zagraj GieKSa jak za dawnych…” bo oni tego po prostu nie znają. Dziękuję i życzę powodzenia Kazimierzowi Moskalowi a my cóż pozostaniemy z cygańską mizerią.
Gieksik
29 października 2014 at 09:20
Każdy trener na świecie Nawałka, Moskal, Guardiola, del Besque itd który przejdzie przez GieKSę dojdzie do tych samych wniosków – w obrecnej sytuacji może być w Katowicach tylko przeciętność, która nie satysfakcjonuje kibiców i trudno się dziwić. Coś mi się wydaje że prezesowi i spółce może o to chodzić ” przyzwyczajcie się do I ligi bo z awansem do „ekstraklasy” jest dużo pracy, mniej wygodnie, dużo problemów.
Edmund.
29 października 2014 at 13:25
Najbardziej to boli tekst o tym ze piłkarze sa zmanierowani i nic im sie nie chce, nawet jakby przyszedł Mourinho to by na nich nic nie wymusił, taki jeden piłkarz z drugim nie jest głupi, on jeszcze ma kilka lat grania zanim przestanie grać, teraz on sobie nie będzie wypruwał żył bo sie nabawi kontuzji i nie będzie miał rodziny za co utrzymać. Piłkarze w wieku 30 lat grający w drugiej polskiej lidze już chyba nie mają złudzeń co do własnej kariery… :/
Marcin
29 października 2014 at 14:54
Jeśli z „szatnią” jest tak jak w artykule to …. po co trener?
A może zagrać vabanque?
Trener tylko po to żeby spełniać wymogi 1 ligi, ale od razu powiedzmy piłkarzom, trener się nie wtrąca a „szatnia” ustala kto gra i jak gra.
Na koniec rundy za awans – ekstra premia.
Brak awansu – kontrakty o 25% w dół.
Wiem, że to pomysł z kosmosu, ale jeśli ktoś uważa że nie potrzebuje kierownictwa trenera i lepiej wie jak ma grać to proszę bardzo…