Dołącz do nas

Piłka nożna

(In)Statystycznie po sezonie – statystyki drużynowe część pierwsza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kilka tygodni temu zakończyliśmy sezon Fortuna 1 ligi. Wszyscy dobrze wiemy, jak zakończył się on dla GKS-u Katowice i najchętniej byśmy do niego nie wracali. Trzeba jednak to zrobić, ponieważ firma Instat opublikowała raport zbiorczy za rozgrywki 18/19. Ostatnio o raporcie Instat pisaliśmy po rundzie jesiennej (można sobie przypomnieć TUTAJ), później pojawił się jeszcze raport, który zawierał dodatkowo dane z czterech meczów rundy rewanżowej, które zostały rozegrane jeszcze przed przerwą zimową i to do niego będziemy porównywać całosezonowe wyniki GieKSy. Dziś zajmiemy się liczbami dotyczącymi postawy całej drużyny.

Choć na wiosnę strzelaliśmy znacznie więcej, niż w pierwszej części sezonu, to niewiele poprawiło to naszą pozycję w lidze. Rundę jesienną zakończyliśmy bowiem na miejscu 16 pod względem zdobytych goli, a za cały sezon jesteśmy zaledwie pozycję wyżej – o 4 bramki wyprzedziliśmy Wartę Poznań, do której traciliśmy 2 gole. Przede wszystkim zdecydowanie więcej strzelaliśmy w drugim kwadransie meczu – na jesień między 15 a 30 minutą zdobyliśmy tylko jedną bramkę, a wiosną strzeliliśmy wtedy 5 goli. Poprawiliśmy się także w ostatnich minutach, ponieważ w rundzie jesiennej w ostatnich 15 minutach meczu zdobyliśmy tylko 2 bramki, a w rundzie wiosennej, która była zdecydowanie krótsza – 3. Żadna inna drużyna nie zdobyła większego procenta swoich bramek w pierwszej połowie od GieKSy. Aż 62% naszych goli padło przed przerwą. Pozostałe drużyny, które ponad połowę swoich bramek strzeliły w pierwszych 45 minutach to ŁKS, Chojniczanka i Puszcza. Wszystkie inne drużyny częściej zdobywały bramki po zmianie stron. Minimalnie zbliżyliśmy się do średniej liczby zdobytych goli – po jesieni mieliśmy na swoim koncie 16 bramek przy ligowej średniej 25, a na koniec sezonu 34 przy średniej 42.

Lekko poprawiliśmy także swoją pozycję pod względem straconych goli. Po jesieni byliśmy 6 drużyną z największą liczbą straconych bramek, a na koniec sezonu 8. Nie widać jednak większych różnic w rozkładzie straconych goli na kwadranse. Można jedynie zauważyć, że byliśmy jedną z najnudniejszych drużyn, jeśli chodzi o pierwszy kwadrans drugiej połowy – przez cały sezon zdobyliśmy wówczas tylko 3 bramki i straciliśmy 4 z 45 łącznie. Średnia w tym okresie dla całej ligi wynosi 7 goli. Sezon zakończyliśmy z bilansem goli równym -11, na co wpływ miały przede wszystkim drugie połowy. Tylko u Termaliki można zobaczyć większą różnicę goli w pierwszej i drugiej połowie – z +6 na -8, a jedynie Garbarnia traciła bramki w drugiej połowie częściej od nas, jednak oni jeszcze gorszy bilans mają w pierwszych połowach i byli zdecydowanie poza konkurencją, jeśli chodzi o stracone bramki. W pierwszych 45 minutach wyszliśmy na +1 (poprawa o 3 w stosunku do jesieni), jednak w drugich połowach uzyskaliśmy rezultat -12 (pogorszenie o 1). Żadna drużyna nie miała gorszego w ostatnich 15 minutach meczu – straciliśmy wówczas 8 bramek więcej, niż zdobyliśmy.

W rundzie wiosennej traciliśmy gole z większych odległości niż w rundzie jesiennej. Samą wiosną pozwoliliśmy rywalom na 4 gole zza pola karnego, podczas gdy w pierwsze części sezonu w ten sposób straciliśmy tylko 2 bramki. Średnia odległość, z której padały bramki dla rywali wzrosła z 7,8m do 8,6m (powyżej średniej ligowej). O ile w teorii mógłby to być dobry znak, to ciężko tak o tym mówić w przypadku tak dużej liczby straconych bramek. Także gole dla GieKSy padały z większych odległości, mimo iż same proporcje pomiędzy bramkami po strzałach z pola karnego i spoza niego poprawiły się na korzyść goli z 16-stki. Na jesień średnia odległość do bramki rywala wynosiła zaledwie 7,2m, mimo że aż 5 z 14 goli padło po strzałach zza pola karnego. Sezon zakończyliśmy ze średnią 8,3m, a 9 goli zdobyliśmy z dystansu.

Runda rewanżowa wydłużyła nasz średni czas akcji bramkowej o 3 sekundy (z 6,7 do 9,7), jednak wciąż daleko nam było pod tym względem do czołowych drużyn – najdłuższe akcje bramkowe przeprowadzała Stal Mielec, która przed zdobyciem gola rozgrywała piłkę średnio przez 22,7s, a tuż za nią znalazły się ŁKS i Raków. Średnia ligowa wyniosła natomiast 12,1s. Poprawiła się także średnia liczba podań przy bramkach – z 2,5 do 3,4. Ponownie na czele znalazła się Stal z przewagą aż 1,3 podania nad ŁKS-em. W całym sezonie sędziowie podyktowali 4 rzuty karne na naszą korzyść i 3 dla rywala, co w obu przypadkach jest wynikiem poniżej średniej wynoszącej 6. Własne karne wykorzystaliśmy ze skutecznością 50% – słabiej jedynie Garbarnia, która wykorzystała zaledwie 2 z 6 jedenastek, z kolei nasi rywale ani razu się nie pomylili. Warto tu zwrócić uwagę na Wigry Suwałki, przeciwko którym zostało podyktowanych aż 11 karnych i każdy został zamieniony na gola. Karny więcej został podyktowany przeciwko Odrze, jednak 2 z nich nie zostały wykorzystane. Najczęściej z 11 metrów strzelał ŁKS – wykorzystali 9 z 10 prób.

Wiosną zdobyliśmy więcej goli z gry, niż jesienią, która była aż o 8 spotkań dłuższa. Jesienią było ich 11, a wiosną 13. Procenty goli z ataku pozycyjnego i z kontrataku praktycznie się nie zmieniły – po rundzie jesiennej było to odpowiednio 64% i 36%, a za cały sezon 63% i 37%. Jedynymi drużynami, które częściej strzelały po kontrach niż po atakach pozycyjnych były Wigry i Podbeskidzie. Zdecydowaną poprawę widać w bramkach po akcjach środkiem pola – przez całą rundę jesienną w ten sposób zdobyliśmy tylko jednego gola, a wiosną udało się to 4 razy, co pozwoliło na wzrost z 9% do 21%.

Jeśli chodzi o gole po stałych fragmentach gry, to tak jak byliśmy drugą najgorszą drużyną pod tym względem przed przerwą zimową, tak to samo miejsce zajmujemy za cały sezon. Widać jednak lekką poprawę, ponieważ w 21 meczach w 2018 roku zdobyliśmy tyle samo goli co w 13 spotkaniach w 2019, a mianowicie po 5. Co ciekawe, gole te identycznie się rozkładają na dane rodzaje SFG – 2 po rzucie rożnym i po jednym z rozegranego rzutu wolnego, ze strzału bezpośredniego i z rzutu karnego. Warto tu zwrócić uwagę na Stomil, który przez całą jesień ani jednego stałego fragmentu gry nie zamienił na bramkę, a wiosną zdobył tak 11 goli, w tym aż 6 po rozegranych rzutach wolnych. To one dały Olsztynianom utrzymanie. Tylko u Odry gole po SFG stanowiły niższy procent wszystkich goli niż u GieKSy – u nich 23%, u nas 29% (tyle samo Stomil, lecz jak już wyjaśniliśmy, jest to wina rundy jesiennej).

Jak to wygląda, jeśli chodzi o gole stracone? W golach straconych z gry jesteśmy jedną bramkę obok średniej – wynosi ona 26, my takich bramek straciliśmy 25. W porównaniu do średniej ligowej gorzej radziliśmy sobie z kontrami, a nieco lepiej z atakami pozycyjnymi. Nie było jednak drużyny, która traciłaby więcej goli po atakach środkiem w porównaniu do ataku skrzydłami. W ten sposób straciliśmy 44% goli z gry (średnia ligowa to zaledwie 31%), po atakach lewym skrzydłem 20%, a prawym 36%. Ogólny bilans goli z gry nie wygląda źle – straciliśmy tylko jeden więcej, niż zdobyliśmy.

Słabo broniliśmy się przy stałych fragmentach gry. Zajęliśmy pod tym względem 5 miejsce od końca. Szczególnie słabo wyglądało to w przypadku rozgrywanych rzutów wolnych – w ten sposób straciliśmy aż 7 bramek (w tym 4 w rundzie wiosennej) przy średniej ligowej 3,9. Nic dziwnego, że właśnie w ten sposób został przypieczętowany nasz spadek… Trzeba także zwrócić uwagę na gole stracone po wyrzutach z autu . Rywale pokonali nas w ten sposób 3 razy, tylko Termalica wypada pod tym względem równie źle. Podsumowując stałe fragmenty gry – zdobyliśmy po nich 10 goli, a straciliśmy 2 razy więcej.

Raport po jesieni
Raport po całym sezonie

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Shellu

    10 czerwca 2019 at 22:03

    To z tego wychodzi że Dudek w drugiej rundzie po swoich transferach i w tym bałaganie zrobił 6 miejsce w tabeli a wiec nie takie złe !!!!!

  2. Avatar photo

    Koszu

    10 czerwca 2019 at 22:09

    Ja bym Dudka zostawił!!!

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga