Dołącz do nas

Piłka nożna

Paszulewicz i Fornalak o meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po derbach GieKSy z Ruchem Chorzów wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Paszulewicz i Dariusz Fornalak.

Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Przede wszystkim gratuluję trenerowi Ruchu wygranej i trzech punktów w jakże ważnym dla wszystkich spotkaniu. Uważam, że gdyby Ruch grał w poprzednich spotkaniach tak, jak przeciw mojej drużynie, to te turbulencje w klubie i straty związane z odjęciem punktów nie miałyby znaczenia i Ruch by się utrzymał. Natomiast czeka go walka do samego końca. Jeśli chodzi o mój zespół, to można powiedzieć, ze spóźniliśmy się 45 minut na dzisiejszy mecz derbowy. Z założeń z pierwszej połowy wyszło tylko wznowienie od środka. Mam ogromny żal i pretensje do zawodników, powiedzieliśmy sobie parę cierpkich i ostrych słów. Po przerwie widać było diametralnie różnicę w nastawieniu natomiast nie zmienia to faktu, że przegraliśmy spotkanie, którego przegrać nie mogliśmy. Limit błędów i słabych występów niektórych zawodników został wyczerpany. Zostały nam do rozegrania trzy mecze i dziewięć punktów do zgarnięcia, uważam że nadal jesteśmy w grze.

Pytania od redakcji GieKSa.pl do trenera Paszulewicza

(Shellu) Na GieKSę chodzę 20 lat i nie przypominam sobie, żeby GKS rozegrał kilka meczów w tak krótkim czasie, w których by przeszedł obok spotkania. Pan mówi, że nie dojechaliśmy na pierwszą połowę, ale to samo słyszeliśmy w Olsztynie. To samo było na Puszczy. Nie wiem, na czym pan opiera optymizm, ale pytanie dotyczy tego, czy sądzi pan, że to jest kwestia tylko piłkarska czy dla niektórych zawodników ekstraklasa nie jest atrakcyjnym celem. Druga sprawa – z drużyną, która dwukrotnie straciła 6 bramek, my oddajemy tylko jeden celny strzał. O co tu chodzi?

Nie wiem, na które pytanie odpowiedzieć, bo tak dużo pan zawarł w wypowiedzi. Ja na GieKSę nie chodzę tak długo, pracuję w tym klubie od stycznia i ze straty punktowej, wynoszącej 7 oczek, kiedy skreślili nas wszyscy i byliśmy poza grą, wróciliśmy do gry – uważam w wielkim stylu – i po małych korektach w zimie stworzyliśmy zespół, który w oparciu o dobrą organizację gry i motorykę odrobił tę stratę i doił do czołówki. To że przegraliśmy trzy spotkania – z jednej strony się z panem zgadzam, ale z drugiej strony, ile razy wygraliśmy, gdy byliśmy skazani na porażkę. Więc tutaj nie mam z panem wspólnego pułapu, na którym możemy się dogadać. Uważam, ze pracujemy bardzo ciężko i z tego zespołu wycisnęliśmy bardzo dużo. Natomiast pana uwaga, co do tego, że komuś nie zależy na ekstraklasie, to ja w to nie wierzę. Wierzę natomiast w to, że niektórzy zawodnicy może nie tyle, że nie dorośli, ale przerasta ich gra w takim klubie jak GKS Katowice. Nie każdy poradzi sobie w Legii czy Wiśle, natomiast chodzi o mocniejsze marki grające o jakieś cele. Dzisiejszy mecz pokazał, że pierwsza połowa odbyła się bez nas. Musimy podjąć działania, by wyeliminować tak duże wahania pomiędzy poziomem gry, bo nie ma co ukrywać, że byliśmy w niebie po Podbeskidziu, a znaleźliśmy się znów w piekle po meczu z Ruchem.

Na czym pan opiera optymizm na te trzy mecze?

Na tym, że zostały trzy mecze i dziewięć punktów do zdobycia. W zeszłym roku Zabrze awansowało z 58 punktami. Ja przychodząc do Katowic nie obiecywałem awansu, obiecywałem, że będą tu ludzie, którzy będą chcieli umierać za GKS Katowice i niektóre mecze pokazały, że sporo takich ludzi jest, ale niektórzy coraz bardziej przekreślają swoje szanse, by zostać w GKS na następny sezon, niezależnie od tego, w której lidze GKS będzie występował.

Dariusz Fornalak (trener Ruchu Chorzów):
Powiedzieliśmy po drugiej połowie meczu w Częstochowie, że zapaliła się iskierka i dzisiaj był ogień. Dziękuję zespołowi za to, że podszedł do tego meczu tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Zagraliśmy z olbrzymią ambicją i poświęceniem. To był prawdziwy mecz derbowy dla nas, wspaniała oprawa i myślę, że warto dzisiaj było przyjść na Cichą. Zasłużone zwycięstwo mojego zespołu.

27 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

27 komentarzy

  1. Avatar photo

    Michal

    12 maja 2018 at 21:00

    Sprzedane kurwy

  2. Avatar photo

    Solski

    12 maja 2018 at 21:02

    Czyli rezygnacja z całego składu poza może 2-4 nazwiskami

  3. Avatar photo

    Prezes1964

    12 maja 2018 at 21:02

    Kurwy i złodzieje

  4. Avatar photo

    Greg

    12 maja 2018 at 21:02

    I po części Mo chop racja te grajki nie maja jakości mądrości nie mówiąc juz o umiejętności każdy kto oglądał ten szpil widział co sie działo w pierwszej pół volas praktycznie sam co miał zrobic brak nie umiejetność wręcz słabość to były główne atuty Gieksy Midzierski cena 0
    Kedziora 0
    Skrzecz 0
    Mandrysz 0
    Zejdler 0
    Cerminagic czy jak on mo 0
    Słaby 0
    Goncerz biegał i tylko tyle 0
    Reszta na 1
    Wstyd upokorzenie i dramat przegrali z juniorami kurwa
    O samym szpilu nie chce mi sie pisać kurwa

  5. Avatar photo

    roman gertych

    12 maja 2018 at 21:09

    złotousty odlatuje, przepierdala z outsiderami a ciągle będzie przywoływał ile to nie odrobili wcześniej punktów, chuj tam że awans był na wyciągnięcie reki, ale on nic nikomu nie obiecywał wiec jest ok po kolejnej kompromitacji, kolejny paralityk umysłowy co omamił nas dobra gadką na początku a teraz pierdoli jak potrzaskany, niech lepiej pakuje mandżur i wypierdala razem ze swoimi wkładami, już wolałbym poczciwego Góraka który fizycznie też dobrze umiał przygotować zespół, grał tak samo bez żadnej taktyki a przynajmniej nie pierdolił jak każdy kolejny idiota, jeszcze niech teraz wyjdzie bartnik i powie że najważniejsza jest organizacja gry i będzie komplet, kibice się wkurwiają a kabaret leci dalej

  6. Avatar photo

    carra23

    12 maja 2018 at 21:09

    Pilkarski Poker w Katowicach!!!Nigdy juz nie bydzie takich graczy jak Sput Biegun Kapias Furtok Koniarek Kubisztal etc!!!!Sprzedawczyki pieprzone!!!!

  7. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 21:11

    ŻE CO????????????????????

    Że niby przegraliśmy z jakąś świetną drożyną, która nie wiadomo dlaczego leci z ligi?????

    PASZULEWICZ CO TY6 GADASZ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?

  8. Avatar photo

    Mecza

    12 maja 2018 at 21:14

    Paszulewicz???!!! każdy wiedział nie oglądając treningów że Cerimagic nie nadaje się do tego meczu a ty go wystawiasz znowu zmieniając po 45 minutach. Nie był najsłabszy z Bytovią ani dzisiaj…o co kaman? Mieliśmy wyjść w 10? Dlaczego ignorujesz wychowanków? W takim meczu Plizga powinien mieć pewny plac a nie pozoranci. Wracaj Do Grudziądza, Bartnik jak ten GKS ma wyglądać? Nie chcę awansu, chcę normalności!!! Plus jaki widzę u trenera? Najlepiej ubrany trener w 1 lidze. Niektórzy wyglądają jak menele w dresach.

  9. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 21:15

    Kurde, a podobno to Mandrysz albo Brzeczek odlatywali!
    Jak tak, to obecny nasz trener chyba wpadł w jakąś… rzeczywistość równoległą!

    Ja p…..lę!

  10. Avatar photo

    Marcin

    12 maja 2018 at 21:18

    Miałem Cię za trenera z jajami, a jesteś gościem bez jaj!!!Pierdolisz!!! Zacznijmy od trenera z jajami

  11. Avatar photo

    Irek

    12 maja 2018 at 21:30

    paszulewicz wypierdalaj

  12. Avatar photo

    Mecza

    12 maja 2018 at 21:31

    Bartnik proszę o informację jaki masz pomysł.

  13. Avatar photo

    1964

    12 maja 2018 at 21:37

    Taktyka treneiro opiera się na lagowaniu piłki do przodu i mocnej defensywie.Co z tego że wystawiamy 5 ofensywnych skórokopów skoro nie umieją przeprowadzić jednej składnej akcji.paszul i reszta bandy wypierd….!Zróbmy bojkot na te ostatnie mecze i nie przychodźcie na bukową.ja mam karnet ale sezon uważam za zakończony.do lipca pozdro.GieKSa to MY.

  14. Avatar photo

    Robson

    12 maja 2018 at 21:40

    80% zespołu i trener na bank do wymiany!
    W takim ważnym derbowym meczu aż się prosiło a wychowanka Dawida ale nie bo trener go nie lubi i wystawia Cerimagicza czy Volasa którzy o derbach wiedzą tyle co ja o zbieraniu mszyc. Jak już mamy tego Prokicza który jak nie sabotuje to potrafi zagrać to go wstaw jełopie w 55 min na zmęczoną młodzież bo chłop ma szybkość i mógł by w nich wjeżdżać jak w masło.
    Szkoda gadać Paszulewicz wylot !

  15. Avatar photo

    Serbia

    12 maja 2018 at 21:48

    Na treningi i mecz wychodzicie w koszulkach bez herbu GKS-u KATOWICE wy pajace bez honoru. Paszul wiesz co to wstyd ? wy kurwa chodzące ZERA. zejdlere, goncerze i inne pasożyty WYPIERDALAĆ z tego klubu.

  16. Avatar photo

    1964

    12 maja 2018 at 21:51

    Robson.Prokić pauzował za kartki

  17. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 22:06

    Powiem na koniec tylko tyle, bo mnie zaraz jasny ch… strzeli! Klasykiem!
    Panie trenerze, zmarnował Pan szanse, aby zamilczeć po tym wstydzie, który Pan i Pana wybrańcy, grając Pana taktyką pokazali dziś…
    I tylko ogromna szkoda, że pokazali to w tv. WSTYD!

    Dziękuję, dobranoc!

  18. Avatar photo

    Łukasz

    12 maja 2018 at 22:11

    Trenerowi dałbym jeszcze szansę… ale tak jak napisał kolega poniżej poza 2-4 nazwiskami resztą pionków bez honoru którzy śmią nazywać siebie piłkarzami należy wyp… z klubu ewentualnie w ramach pomocy osobom niepełnosprawnym wysłać z powrotem do szkoły

  19. Avatar photo

    marcinwitosa

    12 maja 2018 at 22:12

  20. Avatar photo

    Dziadek

    12 maja 2018 at 22:22

    Pan trener to widać gaduła i bajkopisarz. I nawet jaj nie ma, bo jak Brzęczek w zeszłym sezonie zobaczył co tu się wyprawia, to przynajmniej miał tyle honoru by w tym nie uczestniczyć…

  21. Avatar photo

    roman gertych

    12 maja 2018 at 22:25

    dokładnie, tez uważam że powinni do końca sezonu grac i trenować w koszulkach z zaklejonym Herbem, oni nie zasługują już na żadną uwagę a co dopiero na grę w tych barwach z tym Herbem jebane dziady

  22. Avatar photo

    Tomek

    12 maja 2018 at 22:58

    Fornalak nie uratował GKSu nie uratuje Ruchu. Co robi Prezes i rada nadzorcza widząc taką grę nie w piłkę a hazard. Teraz to już od nas nic nie zależy nawet wygrywając wszystko w co osobiście nie wierzę nie awansujemy. Jutro z pewnością Miedź tego nie wygra bo po co. Panie prezydencie ile można ładować kasy miejskiej w to dziadostwo. Nie akceptujemy takiego podejścia do obowiązków.

  23. Avatar photo

    Ragnar Gunnarrson

    12 maja 2018 at 23:11

    30 lat kibicuję GieKSie….
    I dalej się łudzę.Dzisiaj mam już dość.Primo…kto zatrudnia w klubie to całe lenistwo piłkarskie,szrot który nie myśli o grze o wyższe cele niż 1 liga??Dlaczego nie wypier…. piłkarzyków którzy grają już kilka lat w klubie i wszystkim sterują.Taki Zejdler czy Goncerz..piłkarze bez umiejętności i chęci do gry…
    Na koniec….Może lepiej zamknąć ten cyrk z miernymi małpami i wskrzesić np. FC Katowice!!

  24. Avatar photo

    wkurwiony

    13 maja 2018 at 01:15

    FC Katowice juz dawno wskrzeszone i gra w A klasie

  25. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    13 maja 2018 at 01:47

    Paszul-początek rundy wygrywaliście bo u buka płacili sporo za wasze zwycięstwa. Teraz nie ma już co wygrywać bo jeszcze faktycznie by się okazało że awansujecie, a wtedy mogłoby się okazać że znajdzie się inwestor, a wtedy gdzieś by trzeba ulokować dzieci, siostrzeńca i siostrzenice poszczególnych sbckich ziomków którzy trzymają władzę w tym mieście?
    Krupczok, Janicki, paszul, i inni cudowni 'przyjaciele’ naszego klubu kłamią nas wszystkich zarzekając się że przecież oni chcą awansu. Prezydentowi i radnym też w to graj, w myśl zasady 'igrzysk albo chleba’ paru mało rozgarniętych ziomków, albo takich co wierzą w jednorożce – znowu pójdzie do urn głosować na biskupskiego, andruta, krupczoka i paru innych lokalnych politycznych celebrytów. Gdyby dawali z własnej kasy, już dawno by zadbali o to żeby ten kapitał przemnożyć w extraklasy. A tak lepiej ciągnąć z pieniędzy społeczeństwa które przecież nigdy się nie skończą… Ja w GieKSie chce wychowanków, i działaczy którym będzie zależeć na prawdziwych osiągnięciach… A nie mydleniu oczu publice…

  26. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 06:12

    Dopiero teraz doczytałem co trener odpowiedział Shellowi i….. Jestem bardzo kuźwa ciekawy, co pan Paszulewicz powie, jak nas pojadą kolejne rewelacyjne drużyny, z którymi jeszcze zagramy i skończy się tak, że na koniec jednak dalej będziemy mieli te siedem albo i więcej punktów straty????

  27. Avatar photo

    mietek44

    13 maja 2018 at 21:09

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Oczko po oczku utkana sieć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!

Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.

No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…

Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.

Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.

Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.

Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.

Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.

No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.

Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.

Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.

Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.

Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.

Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.

Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.

I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.

Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga