Dołącz do nas

Piłka nożna

Paszulewicz i Fornalak o meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po derbach GieKSy z Ruchem Chorzów wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Paszulewicz i Dariusz Fornalak.

Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Przede wszystkim gratuluję trenerowi Ruchu wygranej i trzech punktów w jakże ważnym dla wszystkich spotkaniu. Uważam, że gdyby Ruch grał w poprzednich spotkaniach tak, jak przeciw mojej drużynie, to te turbulencje w klubie i straty związane z odjęciem punktów nie miałyby znaczenia i Ruch by się utrzymał. Natomiast czeka go walka do samego końca. Jeśli chodzi o mój zespół, to można powiedzieć, ze spóźniliśmy się 45 minut na dzisiejszy mecz derbowy. Z założeń z pierwszej połowy wyszło tylko wznowienie od środka. Mam ogromny żal i pretensje do zawodników, powiedzieliśmy sobie parę cierpkich i ostrych słów. Po przerwie widać było diametralnie różnicę w nastawieniu natomiast nie zmienia to faktu, że przegraliśmy spotkanie, którego przegrać nie mogliśmy. Limit błędów i słabych występów niektórych zawodników został wyczerpany. Zostały nam do rozegrania trzy mecze i dziewięć punktów do zgarnięcia, uważam że nadal jesteśmy w grze.

Pytania od redakcji GieKSa.pl do trenera Paszulewicza

(Shellu) Na GieKSę chodzę 20 lat i nie przypominam sobie, żeby GKS rozegrał kilka meczów w tak krótkim czasie, w których by przeszedł obok spotkania. Pan mówi, że nie dojechaliśmy na pierwszą połowę, ale to samo słyszeliśmy w Olsztynie. To samo było na Puszczy. Nie wiem, na czym pan opiera optymizm, ale pytanie dotyczy tego, czy sądzi pan, że to jest kwestia tylko piłkarska czy dla niektórych zawodników ekstraklasa nie jest atrakcyjnym celem. Druga sprawa – z drużyną, która dwukrotnie straciła 6 bramek, my oddajemy tylko jeden celny strzał. O co tu chodzi?

Nie wiem, na które pytanie odpowiedzieć, bo tak dużo pan zawarł w wypowiedzi. Ja na GieKSę nie chodzę tak długo, pracuję w tym klubie od stycznia i ze straty punktowej, wynoszącej 7 oczek, kiedy skreślili nas wszyscy i byliśmy poza grą, wróciliśmy do gry – uważam w wielkim stylu – i po małych korektach w zimie stworzyliśmy zespół, który w oparciu o dobrą organizację gry i motorykę odrobił tę stratę i doił do czołówki. To że przegraliśmy trzy spotkania – z jednej strony się z panem zgadzam, ale z drugiej strony, ile razy wygraliśmy, gdy byliśmy skazani na porażkę. Więc tutaj nie mam z panem wspólnego pułapu, na którym możemy się dogadać. Uważam, ze pracujemy bardzo ciężko i z tego zespołu wycisnęliśmy bardzo dużo. Natomiast pana uwaga, co do tego, że komuś nie zależy na ekstraklasie, to ja w to nie wierzę. Wierzę natomiast w to, że niektórzy zawodnicy może nie tyle, że nie dorośli, ale przerasta ich gra w takim klubie jak GKS Katowice. Nie każdy poradzi sobie w Legii czy Wiśle, natomiast chodzi o mocniejsze marki grające o jakieś cele. Dzisiejszy mecz pokazał, że pierwsza połowa odbyła się bez nas. Musimy podjąć działania, by wyeliminować tak duże wahania pomiędzy poziomem gry, bo nie ma co ukrywać, że byliśmy w niebie po Podbeskidziu, a znaleźliśmy się znów w piekle po meczu z Ruchem.

Na czym pan opiera optymizm na te trzy mecze?

Na tym, że zostały trzy mecze i dziewięć punktów do zdobycia. W zeszłym roku Zabrze awansowało z 58 punktami. Ja przychodząc do Katowic nie obiecywałem awansu, obiecywałem, że będą tu ludzie, którzy będą chcieli umierać za GKS Katowice i niektóre mecze pokazały, że sporo takich ludzi jest, ale niektórzy coraz bardziej przekreślają swoje szanse, by zostać w GKS na następny sezon, niezależnie od tego, w której lidze GKS będzie występował.

Dariusz Fornalak (trener Ruchu Chorzów):
Powiedzieliśmy po drugiej połowie meczu w Częstochowie, że zapaliła się iskierka i dzisiaj był ogień. Dziękuję zespołowi za to, że podszedł do tego meczu tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Zagraliśmy z olbrzymią ambicją i poświęceniem. To był prawdziwy mecz derbowy dla nas, wspaniała oprawa i myślę, że warto dzisiaj było przyjść na Cichą. Zasłużone zwycięstwo mojego zespołu.

27 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

27 komentarzy

  1. Avatar photo

    Michal

    12 maja 2018 at 21:00

    Sprzedane kurwy

  2. Avatar photo

    Solski

    12 maja 2018 at 21:02

    Czyli rezygnacja z całego składu poza może 2-4 nazwiskami

  3. Avatar photo

    Prezes1964

    12 maja 2018 at 21:02

    Kurwy i złodzieje

  4. Avatar photo

    Greg

    12 maja 2018 at 21:02

    I po części Mo chop racja te grajki nie maja jakości mądrości nie mówiąc juz o umiejętności każdy kto oglądał ten szpil widział co sie działo w pierwszej pół volas praktycznie sam co miał zrobic brak nie umiejetność wręcz słabość to były główne atuty Gieksy Midzierski cena 0
    Kedziora 0
    Skrzecz 0
    Mandrysz 0
    Zejdler 0
    Cerminagic czy jak on mo 0
    Słaby 0
    Goncerz biegał i tylko tyle 0
    Reszta na 1
    Wstyd upokorzenie i dramat przegrali z juniorami kurwa
    O samym szpilu nie chce mi sie pisać kurwa

  5. Avatar photo

    roman gertych

    12 maja 2018 at 21:09

    złotousty odlatuje, przepierdala z outsiderami a ciągle będzie przywoływał ile to nie odrobili wcześniej punktów, chuj tam że awans był na wyciągnięcie reki, ale on nic nikomu nie obiecywał wiec jest ok po kolejnej kompromitacji, kolejny paralityk umysłowy co omamił nas dobra gadką na początku a teraz pierdoli jak potrzaskany, niech lepiej pakuje mandżur i wypierdala razem ze swoimi wkładami, już wolałbym poczciwego Góraka który fizycznie też dobrze umiał przygotować zespół, grał tak samo bez żadnej taktyki a przynajmniej nie pierdolił jak każdy kolejny idiota, jeszcze niech teraz wyjdzie bartnik i powie że najważniejsza jest organizacja gry i będzie komplet, kibice się wkurwiają a kabaret leci dalej

  6. Avatar photo

    carra23

    12 maja 2018 at 21:09

    Pilkarski Poker w Katowicach!!!Nigdy juz nie bydzie takich graczy jak Sput Biegun Kapias Furtok Koniarek Kubisztal etc!!!!Sprzedawczyki pieprzone!!!!

  7. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 21:11

    ŻE CO????????????????????

    Że niby przegraliśmy z jakąś świetną drożyną, która nie wiadomo dlaczego leci z ligi?????

    PASZULEWICZ CO TY6 GADASZ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?

  8. Avatar photo

    Mecza

    12 maja 2018 at 21:14

    Paszulewicz???!!! każdy wiedział nie oglądając treningów że Cerimagic nie nadaje się do tego meczu a ty go wystawiasz znowu zmieniając po 45 minutach. Nie był najsłabszy z Bytovią ani dzisiaj…o co kaman? Mieliśmy wyjść w 10? Dlaczego ignorujesz wychowanków? W takim meczu Plizga powinien mieć pewny plac a nie pozoranci. Wracaj Do Grudziądza, Bartnik jak ten GKS ma wyglądać? Nie chcę awansu, chcę normalności!!! Plus jaki widzę u trenera? Najlepiej ubrany trener w 1 lidze. Niektórzy wyglądają jak menele w dresach.

  9. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 21:15

    Kurde, a podobno to Mandrysz albo Brzeczek odlatywali!
    Jak tak, to obecny nasz trener chyba wpadł w jakąś… rzeczywistość równoległą!

    Ja p…..lę!

  10. Avatar photo

    Marcin

    12 maja 2018 at 21:18

    Miałem Cię za trenera z jajami, a jesteś gościem bez jaj!!!Pierdolisz!!! Zacznijmy od trenera z jajami

  11. Avatar photo

    Irek

    12 maja 2018 at 21:30

    paszulewicz wypierdalaj

  12. Avatar photo

    Mecza

    12 maja 2018 at 21:31

    Bartnik proszę o informację jaki masz pomysł.

  13. Avatar photo

    1964

    12 maja 2018 at 21:37

    Taktyka treneiro opiera się na lagowaniu piłki do przodu i mocnej defensywie.Co z tego że wystawiamy 5 ofensywnych skórokopów skoro nie umieją przeprowadzić jednej składnej akcji.paszul i reszta bandy wypierd….!Zróbmy bojkot na te ostatnie mecze i nie przychodźcie na bukową.ja mam karnet ale sezon uważam za zakończony.do lipca pozdro.GieKSa to MY.

  14. Avatar photo

    Robson

    12 maja 2018 at 21:40

    80% zespołu i trener na bank do wymiany!
    W takim ważnym derbowym meczu aż się prosiło a wychowanka Dawida ale nie bo trener go nie lubi i wystawia Cerimagicza czy Volasa którzy o derbach wiedzą tyle co ja o zbieraniu mszyc. Jak już mamy tego Prokicza który jak nie sabotuje to potrafi zagrać to go wstaw jełopie w 55 min na zmęczoną młodzież bo chłop ma szybkość i mógł by w nich wjeżdżać jak w masło.
    Szkoda gadać Paszulewicz wylot !

  15. Avatar photo

    Serbia

    12 maja 2018 at 21:48

    Na treningi i mecz wychodzicie w koszulkach bez herbu GKS-u KATOWICE wy pajace bez honoru. Paszul wiesz co to wstyd ? wy kurwa chodzące ZERA. zejdlere, goncerze i inne pasożyty WYPIERDALAĆ z tego klubu.

  16. Avatar photo

    1964

    12 maja 2018 at 21:51

    Robson.Prokić pauzował za kartki

  17. Avatar photo

    Irishman

    12 maja 2018 at 22:06

    Powiem na koniec tylko tyle, bo mnie zaraz jasny ch… strzeli! Klasykiem!
    Panie trenerze, zmarnował Pan szanse, aby zamilczeć po tym wstydzie, który Pan i Pana wybrańcy, grając Pana taktyką pokazali dziś…
    I tylko ogromna szkoda, że pokazali to w tv. WSTYD!

    Dziękuję, dobranoc!

  18. Avatar photo

    Łukasz

    12 maja 2018 at 22:11

    Trenerowi dałbym jeszcze szansę… ale tak jak napisał kolega poniżej poza 2-4 nazwiskami resztą pionków bez honoru którzy śmią nazywać siebie piłkarzami należy wyp… z klubu ewentualnie w ramach pomocy osobom niepełnosprawnym wysłać z powrotem do szkoły

  19. Avatar photo

    marcinwitosa

    12 maja 2018 at 22:12

  20. Avatar photo

    Dziadek

    12 maja 2018 at 22:22

    Pan trener to widać gaduła i bajkopisarz. I nawet jaj nie ma, bo jak Brzęczek w zeszłym sezonie zobaczył co tu się wyprawia, to przynajmniej miał tyle honoru by w tym nie uczestniczyć…

  21. Avatar photo

    roman gertych

    12 maja 2018 at 22:25

    dokładnie, tez uważam że powinni do końca sezonu grac i trenować w koszulkach z zaklejonym Herbem, oni nie zasługują już na żadną uwagę a co dopiero na grę w tych barwach z tym Herbem jebane dziady

  22. Avatar photo

    Tomek

    12 maja 2018 at 22:58

    Fornalak nie uratował GKSu nie uratuje Ruchu. Co robi Prezes i rada nadzorcza widząc taką grę nie w piłkę a hazard. Teraz to już od nas nic nie zależy nawet wygrywając wszystko w co osobiście nie wierzę nie awansujemy. Jutro z pewnością Miedź tego nie wygra bo po co. Panie prezydencie ile można ładować kasy miejskiej w to dziadostwo. Nie akceptujemy takiego podejścia do obowiązków.

  23. Avatar photo

    Ragnar Gunnarrson

    12 maja 2018 at 23:11

    30 lat kibicuję GieKSie….
    I dalej się łudzę.Dzisiaj mam już dość.Primo…kto zatrudnia w klubie to całe lenistwo piłkarskie,szrot który nie myśli o grze o wyższe cele niż 1 liga??Dlaczego nie wypier…. piłkarzyków którzy grają już kilka lat w klubie i wszystkim sterują.Taki Zejdler czy Goncerz..piłkarze bez umiejętności i chęci do gry…
    Na koniec….Może lepiej zamknąć ten cyrk z miernymi małpami i wskrzesić np. FC Katowice!!

  24. Avatar photo

    wkurwiony

    13 maja 2018 at 01:15

    FC Katowice juz dawno wskrzeszone i gra w A klasie

  25. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    13 maja 2018 at 01:47

    Paszul-początek rundy wygrywaliście bo u buka płacili sporo za wasze zwycięstwa. Teraz nie ma już co wygrywać bo jeszcze faktycznie by się okazało że awansujecie, a wtedy mogłoby się okazać że znajdzie się inwestor, a wtedy gdzieś by trzeba ulokować dzieci, siostrzeńca i siostrzenice poszczególnych sbckich ziomków którzy trzymają władzę w tym mieście?
    Krupczok, Janicki, paszul, i inni cudowni 'przyjaciele’ naszego klubu kłamią nas wszystkich zarzekając się że przecież oni chcą awansu. Prezydentowi i radnym też w to graj, w myśl zasady 'igrzysk albo chleba’ paru mało rozgarniętych ziomków, albo takich co wierzą w jednorożce – znowu pójdzie do urn głosować na biskupskiego, andruta, krupczoka i paru innych lokalnych politycznych celebrytów. Gdyby dawali z własnej kasy, już dawno by zadbali o to żeby ten kapitał przemnożyć w extraklasy. A tak lepiej ciągnąć z pieniędzy społeczeństwa które przecież nigdy się nie skończą… Ja w GieKSie chce wychowanków, i działaczy którym będzie zależeć na prawdziwych osiągnięciach… A nie mydleniu oczu publice…

  26. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 06:12

    Dopiero teraz doczytałem co trener odpowiedział Shellowi i….. Jestem bardzo kuźwa ciekawy, co pan Paszulewicz powie, jak nas pojadą kolejne rewelacyjne drużyny, z którymi jeszcze zagramy i skończy się tak, że na koniec jednak dalej będziemy mieli te siedem albo i więcej punktów straty????

  27. Avatar photo

    mietek44

    13 maja 2018 at 21:09

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga