Dołącz do nas

Felietony Kibice

Jedziemy na jednym wózku – podziękowania dla W.Cygana i G.Proksy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Z doświadczenia wiem, że będąc nawet bardzo zaangażowanym kibicem, jeżdżąc na wyjazdy i będąc na co dzień blisko klubu i tak wielu rzeczy się nie widzi i nie wie. Tym bardziej, jeśli mecz można obejrzeć tylko w telewizji.

Dlatego dwa słowa o tym, czego siłą rzeczy nie mogliście w Bełchatowie zobaczyć, a co według mnie jest ważne do tego, byście (nie tylko po tym meczu, ale i po każdym innym, nawet przegranym) mogli oceniać piłkarzy czy Prezesa Cygana, na których bardzo często po meczach na forum wylewane są wiadra pomyj. Nie chcę ingerować czy słusznie czy nie, ale żeby oceniać ich całościowo warto też dowiedzieć się o paru rzeczach, których na co dzień nie widać.

Po zakończeniu spotkania w Bełchatowie piłkarze cieszyli się w kółku na środku boiska. Z fetowaniem radości poczekali na trenera Piekarczyka, co było bardzo wymownym gestem. Jeśli dołożymy do tego pomeczową wypowiedź Grzesia Goncerza: „słowa uznania dla trenera Piekarczyka bo dzisiaj było widać, że zęby zjadł na piłce i gdyby nie on, to dzisiaj pewnie byśmy tego spotkania nie wygrali” to można zauważyć, że piłkarze mają do trenera przede wszystkim ogromny szacunek. To cieszy. Widać to też podczas treningów czy indywidualnych rozmów zawodników z trenerem. 

Kiedy czekaliśmy pod szatnią (która zlokalizowana jest jakieś dwa metry od wyjścia z tunelu na murawę) przyczepili się nadgorliwi ochroniarze, którzy za punkt honoru obrali sobie wyrzucenie nas spod szatni piłkarzy GieKSy. Wtedy wstawili się za nami Prezes Cygan i dyrektor Proksa, którzy nie widzieli przeszkód w tym, żebyśmy nagrali sobie radość piłkarzy, zrobili parę zdjęć czy przeprowadzili jeszcze krótki wywiad. Co ważne – nie było to również problemem dla samych piłkarzy, których przecież nasi redaktorzy często oceniają bardzo surowo. Jedyny problem w chęci uwiecznienia radości i budowy pozytywnego klimatu wokół klubu po wyszarpanym zwycięstwie mieli więc tylko wspomniani pracownicy ochrony.

O reakcji wspomnianych Cygana i Proksy piszę dlatego, że warto doceniać takie gesty. Mogli to olać całkowicie i powiedzieć „nie jesteście z oficjalnej strony klubu to sobie radźcie” a mimo to tego nie zrobili. Bardzo miły gest, który moim zdaniem warto opisać, bo często chwalimy piłkarzy czy pracowników innych klubów za wspieranie kibiców, a sami mamy taki przykład pod nosem.

Jedziemy na jednym wózku i mimo że my pozwalamy sobie na większą krytykę piłkarzy niż oficjalna strona klubu czy robimy konkurencyjne materiały, to zawsze powinniśmy sobie pomagać i robić wszystko, by budować wielką GieKSę. Dlatego jeszcze raz dzięki za taki miły gest.
Co do rzeczy, których nie widać z perspektywy trybun, a które dla kibiców mogą być ciekawe to zdecydowanie są to rozmowy i podpowiedzi piłkarzy podczas meczu. Często zarzucamy im brak zaangażowania, ale z perspektywy murawy wygląda to nieco inaczej. Ciągłe krzyki, podpowiedzi, mobilizowanie się, opierdzielanie po złych zagraniach – to wszystko towarzyszy naszym zawodnikom w trakcie spotkań, naprawdę. Jednak żeby była jasność- nie próbuję wybielać piłkarzy z porażek i fatalnych zagrań podczas meczów. Chcę tylko przekazać Wam, że oni naprawdę żyją tymi meczami i zawsze starają się walczyć. A to czy wychodzi czy nie, to już temat na inny felieton:)

Radość po bramkach w Bełchatowie była dla mnie jedną z najfajniejszych chwil jakie przeżyłem w ciągu tych 18 lat chodzenia na GieKSę. Zazdroszczę ludziom pracującym w klubie – to chyba marzenie każdego młodego kibica, by móc pracować (i grać!) na stadionie ukochanego klubu i takie zwycięstwa jak dzisiaj, chociaż przez chwilę obserwować z bliska. Ja miałem dziś taką okazję, i powiem Wam, że jest to kapitalne uczucie. Z perspektywy murawy te mecze przeżywa się całkiem inaczej. Człowiek czuje się częścią zespołu. Zwłaszcza, jeśli Filip Burkhardt, Łukasz Pielorz czy Grzesiek Goncerz wyglądają, jakby z radości mieli zaraz roznieść wszystko dookoła.

Marcin Gruszczyński

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    BOLO

    6 września 2015 at 16:51

    MOZE TO TEN MOMENT KTORY WSZYSTKO ZMIENI I POJDZIEMY W GORE TABELI .POKAZMY WIEC ZE NAS GIEKSA INTERESUJE I NIECH TEN STADION POSZCZYCI SIE FREKWECJA GODNA GIEKSY.

  2. Avatar photo

    hanibal

    6 września 2015 at 19:26

    Według gry w drugiej połowie lepiej grają wosłabieniu niż wkomplecie,widać ile jeszcze mają mocy a nie używaja z początkiem meczu,panowie dalej z taką ikrą akoniec będzie wesoły.

  3. Avatar photo

    hahs33

    7 września 2015 at 07:30

    57 minuta, Ulatowski zmienia 2 zawodników, Iwan w TV komplementuje, że ogrywa młodszych, słabszych, od tego momentu wszystko się zaczęło. Trener gospodarzy nas zlekceważył, Bełchatów przegrał na własne życzenie.
    Oto cała tajemnica naszej wygranej. Oczywiście brawo nasi, że potrafili to wykorzystać.

  4. Avatar photo

    polik

    7 września 2015 at 11:35

    Gra w osłabieniu czy w przewadze i nie wykorzystując tego, ba nawet zdarzały się porażki to była nasza największa bolączka. Nareszcie przełamanie. Brawo panowie.

  5. Avatar photo

    banik12

    7 września 2015 at 20:02

    oj byście sraczki ze szczęścia po tym jednym fuksiarskim zwycięstwie nie dostali,tutaj potrzebna jest seria,4-5 wygrane z rzędu i patrzeć na resztę z góry.

  6. Avatar photo

    rudi

    7 września 2015 at 21:03

    Jeśli chodzi o mnie to mam zaufanie do prezesa .GieKSa niema wkońcu długów , a to jest bardzo ważne .Wsród piłkarzy ten fakt jest znany że klub jest coraz bardziej stabilny a to jest ważna informacja dla potencjalnych nowych zawodników . Więc może zanim ktoś rzuci tekstem , niech się zastanowi czy woli obecnego prezesa czy naprzykład Króla .

    całe moje życie to Katowice

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga