Felietony Piłka nożna
Klasyka gatunku
Mecz z Arką – o sześć punktów – w razie zwycięstwa miał dać nam bardzo dobry komfort. Sama świadomość, że jest się bliżej strefy pucharowej niż spadkowej wpływa na duży spokój i brak dużej presji na wynik. I wszystko wydawało się układać idealnie – gol w pierwszej minucie, bardzo dobra gra od początku, podłamana Arka. Wystarczyło ukłuć rywala po raz drugi i być może gospodarze by się już po takim ciosie nie podnieśli.
Stało się zgoła inaczej. GieKSa przestała grać swoje, a Arka trochę zaczęła. Piszę „trochę”, bo nie było tam wielkiej nawałnicy. Arkowcy nie szturmowali na naszą bramkę, ale stworzyli sobie dwa razy pół sytuacji (w drugim przypadku to nie wiem czy to była ćwierć-sytuacja) i strzelili dwie bramki. Problem polegał na tym, że GieKSa nie grała nic. Efektem tego była porażka.
Trudno mieć jakieś większe pretensje do naszego zespołu. Musimy się liczyć z tym, że czasem będzie słabiej. Po meczach z Widzewem i Legią rozegranych na takiej intensywności i piłkarsko bardzo dobrych, nie dziwota, że przydarzyło się słabsze spotkanie. Oczywiście mecz został przegrany na własne życzenie i po własnych błędach, ale po prostu… rachunek prawdopodobieństwa podpowiadał, że może tak być – i tak się stało. Gdyby było inaczej, to GieKSa w specyfice tej ligi walczyłaby nie tylko o puchary, ale o mistrzostwo Polski.
Tak więc w rozwoju tej drużyny, trzeba tę porażkę przyjąć i starać się poprawić. Tak, żeby prowadząc w meczu – wynikowo i w grze – nie wypuszczać tego w dość naiwny sposób. I tak dobrze, że GKS wcześniej wszystkie mecze, w których pierwszy strzelał gola – wygrywał. W drugą stronę – raz wygraliśmy mecz, który przegrywaliśmy i trzy razy takie spotkanie zremisowaliśmy. Więc i tak GieKSa w tym sezonie bardziej umie odrabiać straty niż tracić przewagę.
Przed nami Śląski Klasyk. Już w nowej odsłonie, już bez zgody z Górnikiem. Mamy natomiast nadzieję, że neutralne stosunki będą zachowane i na Nowej Bukowej znów będziemy świadkami piłkarskiego i kibicowskiego święta. Tak jak rok temu na otwarcie tego obiektu. Nie mogliśmy sobie tego początku wymarzyć lepszego, z bramką Filipa Szymczaka w setnej minucie. Śmiem twierdzić, że ten moment, ten wybuch euforii i zwycięstwo z totalnie niewdzięcznym rywalem mogło ustawić tę drużynę na wszystkie kolejne miesiące. To był prawdziwy kamień węgielny pod ten stadion, naszą drużynę i cały klub. To był też początek pięknej historii nowego stadionu, na którym przez te 11 miesięcy przeżyliśmy już tyle radości, euforii i wspaniałych momentów.
Jutro przychodzi nam się znów zmierzyć z zabrzanami, którzy tak jak napisałem – są „niewdzięczni”, bo ten mecz z zeszłego marca był wyjątkiem. Wszystkie pozostałe starcia z Górnikiem GieKSa w ostatnich latach sromotnie przegrywała. W ekstraklasie dwa razy po 0:3 w Zabrzu, a na Bukowej 1:2 i 0:4 w Pucharze Polski. Jeszcze wcześniejsze lata – z niewielką liczbą meczów – ale też były kompletnie chude w starciach z KSG.
Górnik ostatnio spuścił z tonu. Porażki u siebie z Lechem i Pogonią, remis w Niecieczy – powodują, że choć ekipa Michala Gasparika nadal jest w czołówce – nie może dać tej kropki nad i. I nie jest to nowością, bo przecież to dokładnie charakterystyka Górnika z wielu sezonów, kiedy to w którymś momencie zespół dopada jakiś kryzys lub po prostu popularnie „puchną” i oddają puchary w końcowej fazie sezonu. Moment, w którym aktualnie znajduje się Górnik jest do wykorzystania. Nie jest to ekipa nie do pokonania. Przestrzegałbym jednak przed lekceważeniem. Bo mimo wszystko wyniki Górnik ma dużo gorsze niż grę.
Przed trenerem trudna taktyczna kwestia dotycząca też tej fizyki naszych piłkarzy. Za chwilę bowiem zagramy kolejny ultraważny mecz – z Widzewem w Pucharze Polski. Chodzi więc o to, żeby zagrać intensywnie, ale tak, żeby nie wypruć się totalnie przed meczem wtorkowym. Na pewno w sztabie biorą to pod uwagę i postarają się znaleźć optymalne rozwiązanie.
Komfortu w tabeli już nie mamy takiego jak wcześniej. Każdy w tej lidze chce się utrzymać i każdy punktuje. Dlatego naprawdę jedno czy drugie zwycięstwo jest na wagę złota, a porażki zwiększają ryzyko wpadnięcia pod kreskę. Trzeba być bardzo czujnym.
Wyniki GKS układają się identycznie na wiosnę, jak rok temu. Wówczas też mieliśmy: zwycięstwo, zwycięstwo, remis i porażkę. Problem polega na tym, że w piątym meczu też była przegrana. Czas więc ten schemat przełamać.
Nie ma co gadać, szykuje nam się meczycho na Nowej Bukowej. Szykujcie gardła i mobilizujcie się, aby znów ten stadion odleciał. A piłkarze mam nadzieję, że zrobią swoje i zgarną kolejne trzy punkty. Nawet mimo Poldiego, który z Pogonią wszedł na końcówkę, tak jakby chciał się „rozgrzać” przed GieKSą…
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.


Najnowsze komentarze