Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] Górak: „Chcielibyśmy podziękować całemu środowisku GieKSy za wsparcie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po spotkaniu GKS Katowice z ŁKS-em Łódź odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trenerzy obu zespołów. Poniżej ich wypowiedzi oraz pytania, które zadali dziennikarze.

Kazimierz Moskal: Zwycięstwo 5-1 – myślę, że w pierwszej kolejności chciałbym podziękować zawodników i wszystkim tym, którzy na ten dorobek pracowali. Dobra robota w tej rundzie. Cieszymy się. Przyjechaliśmy tutaj z takim nastawieniem, żeby z przytupem zakończyć ten rok i to udało się zrobić. Myślę, że przed meczem nikt by się nie spodziewał takiego wyniku. Dalej uważam, że GKS ma solidną drużyna. Dziś mecz się tak potoczył, że trafili na lepszych.

Pytanie: Co wy robicie w ostatnim czasie?
Moskal:
To, co powiedziałem przed meczem. Jesteśmy innym zespołem niż parę miesięcy temu i pokazaliśmy to w kilku spotkaniach. Nie wszystkie były bardzo dobre i takie, które chcemy rozgrywać, ale byliśmy na przestrzeni tej rundy lepsi i to cieszy.

Pytanie: Porówna pan to spotkanie z tym pierwszym w Łodzi? Tych asów w rękawie jest więcej?
Moskal:
Nie można porównać tych dwóch spotkań. To zwycięstwo tutaj daje nam handicap, jeśli popatrzymy na personalia, to nasz zespół się mocno zmienił.

Pytanie: Żałuje pan, że kończy się już granie w tym roku?
Moskal:
Nie żałuje, zasłużyli na tę przerwę. Mam nadzieję, że dobrze spędzimy ten czas. Fajnie, że udajemy się w dobrych nastrojach. Trzeba uważać, żeby nie przeszarżować. Wiele przed nami. Wciąż niczego nie ugraliśmy.

Pytanie: Jeszcze dwa tygodnie treningów? A kadrowicze?
Moskal:
Cieszymy się, że zawodnicy są powoływani. Teraz mamy zajęcia na podtrzymanie dyspozycji, ciężko byłoby dawać dwa miesiące wolnego, bo to by była przesada.

***

Rafał Górak: Dobry wieczór, gratulacje dla przeciwnika i duże ukłony dla trenera Kazimierza Moskala i tego wyniku. Spektakularne zwycięstwo. My natomiast musimy ten zimny prysznic przyjąć. Państwo możecie mnie pytać, to porozmawiamy.

Pytanie dotyczące bramkarzy. Skąd akurat Kukulski? Kudła miał problemy ze zdrowiem?
Górak:
Kudła kontuzjowany, Szczuka kontuzjowany.

Dlaczego trener całą rundę powtarzał, że mamy najlepszą defensywę, jeżeli ze współczynników xG wynikało jednoznacznie, że gramy grubo ponad stan i mamy furę szczęścia?
Górak:
Najważniejsze jest to, co się dzieje na boisku i stan faktyczny. Te wszystkie statystyki znam i zdaję sobie z nich sprawę, natomiast nie zawsze statystyki powielają sposób gry na boisku.

Dlaczego nasza defensywna funkcjonuje jedynie, jeśli bronimy się całą drużyną we własnym polu karnym? W momencie, w którym staramy się grać bardziej otwarcie, tracimy bramki.
Górak:
Nie wydaje mi się, aby pytanie było merytoryczne. Wydaje mi się, że jeżeli drużyna dobrze realizuje zadania w niskiej obronie. Mamy braki, jeśli chodzi o pewne działania i to widzimy, ale nie można tego tak spłycić.

Mając tylu napastników (Arak, Roginić, Szwedzik), dlaczego trener ciągle gra na 1-go?
Górak:
Nasz system gry wydaje mi się, to system 3-4-, jeżeli ktoś nie rozumie, to zapraszam, wytłumaczę.

Po co ściągnięto do klubu Kacpra Grzebielucha, który w tej rundzie nie zagrał żadnego spotkania? Jak wygląda sytuacja z Marcinem Stromeckim?
Górak:
Dzisiaj mamy w ramach rozgrywek przepis o młodzieżowcu i Kacper miał ją wzmocnić. Zawodnicy, którzy na tych wartościach działali, to je wygrali, stąd też większa ilość Bróda. Stormecki wartościowy, ale trafił na trudną rywalizację, a tam Urynowicz, Figiel, młodzieżowcy i tę rywalizację przegrał.

Jaka jest różnica w prowadzeniu zespołu w klubie bez pieniędzy, a kiedy te pieniądze są?
Górak:
Na pewno bardzo duża.

Czy pożegnamy się z Tanżyną tak jak z Krasuckim?
Górak
: Nie.

Skąd się bierze tak mała liczba strzelonych bramek na przestrzeni całej rundy?
Górak:
To bardzo trafne pytanie, rzeczywiście rok temu po Podbeskidziu i 2-1 bardzo świętowaliśmy i się cieszyliśmy. Było dużo radości, dzisiaj spotkanie przegraliśmy i trochę jest w niesmak. Rzeczywiście pracujemy nad tym, ale musimy sobie zdać sprawę, że wiele pracy daliśmy pod kątem obrony po meczu w Opolu. Po tych wszystkich meczach to tylko Arka Gdynia i Chrobry zdobyli więcej punktów w tych rozgrywkach. Bramek chciałoby się więcej. Zawodników chcemy i będziemy szukać do kreatywności. Nie jest to proste.

Czy trener osobiście nie ma ambicji gry o coś więcej niż bezpieczny środek tabeli?
Górak:
Jak najbardziej moje ambicje są wysokie i mam swoje marzenia. Pierwsze było awansować do 1. ligi, kiedy tu wróciłem. To było numer 1. Dziś nie mam innego marzenia niż awans do Ekstraklasy.

Czy trener chciał bronić wyniku 0:4? Trudno zrozumieć wprowadzenie w miejsce zawodnika ofensywnego (Urynowicza) gracza o cechach defensywnych (Repka) mając na ławce Roginica i Szwedzika.
Górak:
Niemerytoryczne pytanie. Mogę odpowiedzieć twarzą w twarz.

Gdzie trener widzi największy deficyt w naszej drużynie?
Górak:
Mamy trochę problemów, rzeczywiście w prowadzeniu gry do przodu musimy popracować całym zespołem. Chciałbym, aby wydarzyło się coś w okienku zimowym na pozycjach może 8 i 10. Może również do rywalizacji, mocniejsze wahadło, bo to jest nam potrzebne. Wydaje mi się, że w kwestii koła napędowego potrzebujemy zawodników.

Czego oczekuje trener od dyrektora sportowego, żeby mógł powiedzieć, że drużyna za cel ma awans do Ekstraklasy? Chyba że decyzje odnośnie do celów sportowych idą od prezesa klubu?
Górak:
Dyrektor musiałby do mnie zejść z informacjami, które przedstawił mu właściciel. Ja zawsze informuje dyrektora, a dyrektor to przekazuje wyżej. Jesteśmy naczyniem połączonym i zawsze będę oczekiwał szczerej odpowiedzi, czy mamy na to możliwości i czy jesteśmy w stanie to znieść. Ta runda w wielu momentach jest dla nas udana, jednak dała nam wiele do myślenia. Dyrektor już wie, czekam na zwrotną informację.

Jak trener skomentuje wypowiedź Jakuba Araka po meczu: „Nikt nie oczekiwał od GKS-u tak wysokiego miejsca w tabeli”.
Górak
: To są emocje, to są młodzi ludzie, proszę sobie to wyobrazić. Kuba chciałby bronić jakichś racji, ale to nie ma sensu. To nie jest tak, że nie zdajemy sobie sprawy, w jakim miejscu być powinniśmy. Musimy sobie zdawać sprawę, że ktoś nas może strącić, albo dać nam po uszach. Będąc na piątym miejscu i grając z liderem, powinniśmy być mocniejsi. Sport tak daje i zapewne taka jest forma obronna zawodnika. Wydaje mi się, że taką narrację miał Kuba, mieliśmy też taką narrację przed sezonem. Bardzo chcieliśmy, żeby GKS utrzymał się szybciej niż w sezonie poprzednim. Jeżeli tak się stanie, po 5-6 kolejce rundy wiosennej, to będziemy atakować baraże i musimy być przygotowani. Nikt tego nie opuści.

Pytanie dotyczące meczu i straty bramek.
Górak:
Po dokładnej analizie przedstawię. Ja swoje przemyślenia mam, to były bardzo proste błędy, które nie zdarzały nam się na przestrzeni tej rundy. My możemy się czerwienieć. Namawiamy, żeby drużyna grała wysoko w odbiorze, ale dzisiaj nie tylko oni, ale przemyślany atak na przeciwnika nas po prostu zawiódł. To są rzeczy, które są niekiedy o wiele dalej niż samo wyjechanie sam na sam.

Pytanie o Kukulskiego?
Górak:
Wiedziałem przedwczoraj, że zagra. Kudła po ostatnim meczu prawie zszedł z pomocą, problem z kolanem, może być operacja. Lekarz mówił, że powinien 3-4 tygodnie odpocząć. Jestem człowiekiem i zdrowie zawodnika musi być najważniejsze. Nie sądzę, żeby młody był mocno winien tych bramek. Nie możemy tak funkcjonować w obronie, bo i Kudła byłby dziś rozstrzelany.

Pytanie o początek i koniec rundy i różnicę grania ŁKS-u?
Górak:
Bez przesady z miażdżeniem, ale to, co się wydarzyło z Podbeskidziem, Termalicą i Wisłą, to jest zespół w naszych realiach. Dzisiaj się tak stało, że wypadkowa zdarzeń była odchylona. To jest bolesne, ale nie jesteśmy drużyną słabszą i takie jest moje odczucie.

Pytanie o plany na najbliższe dni.
Górak: Ta przerwa jest długa, plany są do przygotowania. Na 12 lutego trzeba być gotowym. Indywidualne rozmowy mogą dotyczyć 1-2 zawodników, reszta po okresie urlopowym.

Górak: Ja chciałem jeszcze dodać, bo dzieje się wiele i dzieją się różne rzeczy. Chciałem podziękować całemu środowiskowi GKS-u za te pół roku i słowa wsparcia. Chcielibyśmy, aby to wsparcie było odczuwane podczas każdego spektaklu sportowego. Okres, który przepracujemy, na pewno będziemy wyglądać dobrze. Dzisiaj zgrzytamy zębami, to jest przykry moment. Może taka lekcja niekiedy jest dobra, aby twardo siedzieć na dupsku i działać. Życzę Wam na te trzy miesiące dobrego czasu. Wszyscy powinniśmy wierzyć, co jest dobre, co jest niedobre. Konferencje też dobre, niekiedy pikantne. Wszystkiego dobrego dla całego środowiska sportowego GieKSy.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Bolek

    11 listopada 2022 at 23:33

    Żenada

  2. Avatar photo

    Kato

    12 listopada 2022 at 08:57

    Trenerowi i drużynie płaci zarząd klubu…
    Nie my.
    Klubowi płaci miasto/właściciel.
    Nie my…
    Władza to jest władza…
    Nie my.

  3. Avatar photo

    szkaciorz

    12 listopada 2022 at 12:54

    Ja z tego co on powiedział to połowy nie rozumiem. Umie on normanie układać zdania ?

  4. Avatar photo

    Piko

    12 listopada 2022 at 14:33

    @szkaciorz – ciesz się , że nie powiedział ,że uczymy się ciągle tej ligi :))

  5. Avatar photo

    Mleczak

    14 listopada 2022 at 18:22

    Pytania nie były trudne, ale wuefistę przerosły…może nie przyzwyczajony do takiej ilości 😉

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Komu nie zależało, by zagrać?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.

Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.

Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.

Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.

Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.

Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.

Mecz się nie odbył.

Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.

Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…

A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.

No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.

Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.

Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.

I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.

Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.

Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.

Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.

Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.

Kups!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią odwołany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.

Kontynuuj czytanie

Kibice Klub Piłka nożna

Puchar Polski dla wyjazdowiczów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wczoraj klub GKS Katowice ogłosił, że wszyscy wyjazdowicze (a było ich aż 1022!), którzy pojechali na mecz do Białegostoku, mają w systemie biletowym przypisany voucher, który można wymienić na darmowy bilet na pucharowe spotkanie z Jagiellonią.

Jak informuje na swojej stronie internetowej klub (tutaj): Wyjazdowicze na swoich profilach w Systemie Biletowym GieKSy otrzymali voucher rabatujący cenę biletu na mecz pucharowy do 0 zł. Z prezentu można skorzystać już teraz! Voucher nie obejmuje biletów parkingowych oraz VIP. Co ważne, jeśli któryś z wyjazdowiczów nabył już wcześniej bilet na mecz pucharowy, to wówczas może wykorzystać voucher przy zakupie biletu na mecz innej sekcji GKS-u w 2025 r.

To kolejny miły gest ze strony klubu w kierunku najwierniejszych kibiców GieKSy. Już w niedzielę, zaraz po decyzji o niegraniu, piłkarze GieKSy podeszli pod sektor gości, a część z nich się na nim znalazła. Tam podziękowali fanatykom za tak liczną obecność, wspomnieli, że zawsze grają w „12” i dziś też chcieli dla nas wygrać. Oprócz tego rozdali swoje koszulki najmłodszym kibicom GKS Katowice, którzy wybrali się do Białegostoku. O tej sytuacji piszą więcej sami kibice na Facebooku (tutaj).

Przypomnijmy, że mecz z Jagiellonią zostanie rozegrany w czwartek 4 grudnia o 17:00 na Arenie Katowice. Na ten mecz NIE obowiązują karnety – wszyscy kibice muszą zakupić bilety (lub wykorzystać wspomniany wcześniej voucher). Bilety dostępne są w internetowym systemie (tutaj).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga