Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] Górak: „Nikt mi celu baraży nie dał”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po bardzo słabym spotkaniu GieKSy z Arką Gdynia odbyła się konferencja prasowa, w której wzięli udział trenerzy obu drużyn: Ryszard Tarasiewicz i Rafał Górak.

Ryszard Tarasiewicz: Potwierdziło się to, co mówiłem po meczach u nas w Gdyni. Nieźle się prezentujemy, stwarzamy sobie wystarczającą ilość sytuacji, żeby zdobywać bramki. Dziś mieliśmy tego potwierdzenie. Mimo że ułatwiło nam grę wykluczenie zawodnika, to do tego czasu powinniśmy już bramkę strzelić. Wiemy, że mamy deficyt punktowy i każde prowadzenie przy przewadze wywołuje taką emocję niezrównoważoną. Wiemy, że jesteśmy skazani na zwycięstwo, ale musimy być czujni o grę w defensywie. GieKSa bardzo dobrze i odpowiedzialnie gra. Oczywiście jeszcze raz chcę podkreślić, że jeden mniej zawodnik to nie jest taka różnica, jak w hokeju. Uważam, ze fajnie się skończyło i cieszymy się ze zwycięstwa. Gratuluję zawodnikom trzech punktów.

Pytanie: Czy mimo wszystko się pan czegoś w ofensywie nie spodziewał więcej po rywalu?
Tarasiewicz:
Wie pan, ja raczej ocenę przeciwnika zostawiam na lokalnym podwórku. Ja nie jestem od oceniania gry przeciwnika.

Pytanie: Ostatnio dużo mówiło się o gorącym krześle, jest ulga?
Tarasiewicz
: Tak, bardzo. Z jakiego powodu mi pan zadał pytanie? Kto tak pisał? Nie wybierajmy sobie ofiar. Nie będę mówił, jaka jest moja sytuacja w stosunku do mediów. Dzisiaj mamy 8. kolejkę i ja nie uważam, żeby w jakimś meczu, byliśmy słabsi od rywala. My powinniśmy mieć 20 punktów, a po 4. kolejce powinniśmy wygrać 100. mecz. Później znowu słaby mecz. Ja przepraszam, że tak odpowiadam. Nikt nie jest przywiązany. Tutaj jest zupełny absurd z takimi pytaniami. Arka Gdynia nie jest mistrzem świata.

Pytanie: Z czego wynika dysonans w meczach wyjazd-dom?
Tarasiewicz:
Może tak jest. Jesteśmy u siebie zmuszeni do szybkiego rozwiązania kwestii bramek, a mecz trwa 90 minut. Uważam, że naprawdę nie jest tak, że jest Arka Gdynia, a reszta ligi walczcie o drugie miejsce.

Pytanie: Chciałbym wrócić z pytaniem: czy trener odetchnął z ulgą?
Tarasiewicz:
Mi chodzi o co innego. Jest dziewięć kolejek do końca i można coś wyprostować. Nie klei się w ogóle gra, punktujemy sporadycznie. Nie zawsze dobra gra odpowiada dorobkowi punktowemu. Tutaj naprawdę powiem panu: „tak, odetchnąłem”.

***

Rafał Górak: Zasłużone zwycięstwo Arki. Bardzo słabe 25 minut, które zaważyło o tym, jak to się potoczyło. Przed czerwoną wydawało mi się, że wracamy na właściwe tory. Z taki zespołem jak Arka w dziesięciu gra się bardzo ciężko. To było najsłabsze 25 minut od kiedy pamiętam. Wydaje mi się, że ten progres, który jest widoczny, przyniesie jeszcze taką gorzką pigułkę. Ja tym jestem rozczarowany, ale muszę to wziąć na klatę.

Pytanie odnośnie braku jednego zawodnika w stosunku do wypowiedzi Tarasiewicza.
Górak:
Chętnie bym się zamienił z nim, jak tak twierdzi.

Pytanie dotyczące Repki i jego wypowiedzi.
Górak:
Jeżeli chodzi o Oskara, to trzeba jego wypytać. Ja nawet tego nie czytałem i nie wiem. Cel? Cel w piłce, możemy dużo opowiadać. Jak będziecie szczęśliwi z tego powodu, to mogę powiedzieć, że baraże. Nikt mi takiego celu nie dał, więc muszę zadać takie pytanie.

Pytanie: Czy możemy napisać, że gramy co najmniej o baraże?
Górak:
GieKSa chciała dziś wygrać i chcemy wygrywać w każdym meczu. Co znaczy co najmniej? Musimy być cierpliwi. Jeżeli dziś powiemy, że celem jest gra o baraże, bo nikt mi z góry nie powiedział tego. Ma być progres i coraz lepsza drużyna. Mamy robić coraz więcej, że ta drużyna będzie gotowa do wygrania z przeciwnikiem. Nie chcę uciekać od niczego.

Pytanie: Odczucie kibiców jest takie, że w związku z bojkotem, że przez brak celu drużyny kibice mogą nie przychodzić na stadion.
Górak:
Kibiców, jeżeli tylko mogę, to zapraszam na stadion i do tego, żeby oglądali każdy mecz. Dla mnie to, co pan mówi, jest uproszczeniem. Jeżeli ja miałbym każdego kibica zapewnić, nie chciałbym żadnego z kibiców oszukiwać. Jesteśmy w procesie, który ma doprowadzić do tego, żeby GieKSa miała drużynę w Ekstraklasie. Nie będę zapewniać o tym. Wiem, jaka jest sytuacja i wiem, co jest za moimi plecami. Repka czy Błąd nie odcinają się od tego, żeby drużyna skończyła na najwyższym poziomie w tabeli.

Pytanie o Broda, dlaczego nie gra?
Górak:
Ja za to decyduje, dzisiaj nasza kadra wygląda tak, że gdyby nie przepis, to by żaden z młodzieżowców nie zagrałby. Alan zagrał w dwóch spotkaniach dobrze, w trzecim gorzej. Ja mam nad nim parasol ochronny i go mocno pilnuję. We wtorek już mamy wypad do Szczecina.

Pytanie z forum o wywiad. Problemem jest liczna meczów w krótkim czasie, a dzisiaj zawodnicy po przerwie człapali po boisku.
Górak:
Przewaga drużyny przeciwnej doprowadza do tego, że zespół jest cofnięty. Bramki można było uniknąć i być może wtedy w tabeli, wyglądałoby to inaczej. Zdaję sobie sprawę, że przeciwnicy nas zamknęli. Teraz mieliśmy czas, ale trzeba zrozumieć, że wtedy po tych meczach w krótkim czasie, spotkanie z Sandecją było dla nas bardzo trudne. Dzisiaj drużyna była normalnie przygotowana i w pełni chęci, żeby grać. Jeśli ktoś tak mówi, to takie ma odczucie. Przeciwnik też ma swoje umiejętności, ja mam największy żal o te 25 minut.

Pytanie: Jakie nastawienie przed Pucharem Polski?
Górak:
Mamy ogromny problem ze zdrowiem i tyczy się to wielu zawodników. Będę musiał zebrać wszystkie siły. Nie jest tajemnicą, że mieliśmy od kilku sezonów wielki handicap, że problemu ze zdrowiem nie było. Teraz tak jest i nie jest to dobre dla funkcjonowania zespołu.

Pytanie. Jak z Błądem?
Górak:
Z Błądem i z Figlem jest po prostu kiepsko. Zawodnicy grają na swoje ryzyko. Doprowadzamy ich do takiej funkcjonalności, żeby mogli grać, bo chcą pomóc, ale grają tak na 60-70 proc. funkcjonalności. Każdy dzień wpływa na korzyść. Rafał zagrał cały mecz, jeśli jutro w stanie łóżka, to będzie dobrze. Ma pękniętą kość policzkową.

Pytanie: Jak z Repką?
Górak:
Zaczepił gołą stopą o kafelki po odnowie biologicznej i ma zerwany paznokieć. Banalna rzecz, a jednak nam się przydarzyła.

Pytanie o zmianę Kościelniaka.
Górak:
Uraz stopy i zmiana taktyczna. Wydaje mi się, że trochę mógł więcej grać, więc zmiana taktyczna.

Pytanie o Roginicia.
Górak
: Roginić gra po dużej gorączce, był bardzo odwodniony, od dwóch dni jest w treningu.

Pytanie: Trenera muszą wkurzać momenty straty bramki?
Górak:
Summa summarum, mimo że od 30. minuty graliśmy jednego zawodnika mniej. Zagraliśmy jedno ze słabszych spotkań. Nauczka dla zespołu, który uwierzył, że brak wyznaczenia celu jest wyznacznikiem. Wszystkiego żeśmy się uczyli, w tym sezonie nie będę o tym mówić i irytuje taka strata bramki.

Pytanie: O celu się pan wypowiedział, a może jest nim temat PJS?
Górak
: Jeżeli chodzi o PJS jest to u mnie na ostatnim miejscu. Jest to sztuczne, przepis o młodzieżowcu jest przepisem skostniałym i złym.

Pytanie: Zarotujecie mocno w Szczecinie składem?
Górak:
Zobaczymy, jak ze zdrowiem. Od pewnego czasu w zasadzie rotujemy, więc ciężko to porównać.

Pytanie: Może zagra Szczuka?
Górak:
Być może w Szczecinie będzie jego moment, bo jest bardzo utalentowanym bramkarzem.

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    Kato

    28 sierpnia 2022 at 15:51

    A gdzie duch sportowy, co to znaczy że nikt nie wyznaczył takich a takich celów.
    Czekają nas dwa, trzy lata grania o nic. Może tylko dramatyczna obrona przed spadkiem. Realia władzy.

  2. Avatar photo

    dębiana

    28 sierpnia 2022 at 16:30

    przecież to było fatalne ….

  3. Avatar photo

    AP

    28 sierpnia 2022 at 16:30

    Głupie pier… zawsze gra się o zwycięstwo, o awans. Jeśli tak nie jest to powinno się takie osoby wywalic z klubu. Pierwszy powinien dostać kopa szkodnik szczer…

  4. Avatar photo

    as

    28 sierpnia 2022 at 17:21

    Nie nabierajcie się na te bajki. W tamtym roku uczyliśmy się tej ligi, w tym gramy o najwyższe cele czyli o nic. Jak spadniemy zmienią trenera i zaś od nowa dostanie 2 lata na awans. Ludzie ileż można tak nas upokarzać? Będziemy jeszcze większym pośmiewiskiem jak ruch awansuje choćby przez baraże a my nadal będziemy wierzyli w tych ludzi. Cały ten protest też wydaje się dziwny, czy bojkotem coś osiągniecie?

  5. Avatar photo

    Kato

    28 sierpnia 2022 at 17:35

    Z trybun więcej osiągniemy przy jednym zdaniu wszystkich kibiców.
    Co z tego że nie kupimy i nie przyjdziemy na mecz skoro władza ma kasę z naszych podatków bo to miejski klub i bilety to jest tylko jakiś procent.
    Lepiej gdyby kibice z Blaszoka kupili bilety na główną, blisko władzy.

  6. Avatar photo

    Rick

    28 sierpnia 2022 at 20:20

    Rad bym poznać zamierzenia właściciela , miasta Katowice co do dalszych działań . Przecież to jest cyrk . Wizerunkowo – katastrofa . Promocja miasta ???????

  7. Avatar photo

    3kolory

    28 sierpnia 2022 at 20:28

    Też uważam że ten bojkot nic nie da ….(na szpile nie chodzę teraz jak tak niby lepiej) ale …
    Co dla szczerbatego za różnica jak teraz nie oszukujmy się jest kibiców ok 1000 osób mniej i to wszystko.

  8. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2022 at 06:45

    Oczywiście, że dla prezesa bojkot to jakiś problem skoro przez niego finanse się pogorszą. Nie przy spadku frekwencji w jednym czy drugim meczu ale w kontekście całego sezonu, wszystkich sekcji to już tak.

    Pytanie jest jednak inne. Co o tym wszystkim myśli ten, od kogo realnie zależą losy klubu czyli właściciel? Bo to on będzie musiał wyrównać stratę lub/oraz zgodzić się na gorsze wyniki, które w końcu nadejdą… Jeśli już nie nadchodzą, a zobaczymy jak się będą prezentować hokeiści i siatkarze, którzy jeszcze nie rozpoczęli przecież sezonu.
    Chociaż te „ambitne” cele jak choćby co najmniej CZWARTE MIEJSCE DLA MISTRZA POLSKI w lidze, w której liczy się tak naprawdę 5 drużyn to chyba jednak uda się zrealizować ; ; 😉

  9. Avatar photo

    Łukasz Z.

    29 sierpnia 2022 at 08:38

    Mam pytanie do osób decyzyjnych jaki jest pomysł na ten przedłużający się i jak na razie nic pozytywnego nie przynoszący protest. Wizerunku klubu to w żaden sposób nie poprawia, sponsorów nie przyciąga,drużynie nie pomaga a jeśli miasto jest po stronie prezesa to jego też się nie pozbędziemy.

  10. Avatar photo

    Kato

    29 sierpnia 2022 at 10:09

    Sam nie odejdzie i nie zostanie odwołany. Władza daje jasne sygnały. Kibice z za płotu nic nie uzyskają, bo to miejskie pieniądze a nie prywatnego inwestora.
    Więcej można uzyskać z trybuny głównej przez odpowiednio skierowany doping i nacisk na rozwiązanie tego sporu. Tak mi się wydaje.

  11. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2022 at 11:08

    Czy, aby na pewno ten bojkot do niczego nie prowadzi??? Nagle dziwnym trafem można sprzedawać bilety na mecze GieKSy w centrum miasta, na Rynku w Regionalnego Centrum Informacji Turystycznej prowadzonym przez Wydział Promocji Urzędu Miasta Katowice. Można zorganizować prezentacje drużyny Mistrza Polski na stadionie. Zdaje się, że ruszyły też jakieś inne akcje promujące nasze mecze. A więc jednak się da!

    Natomiast też się na tym zastanawiałem na ile bardziej skuteczniejsze byłoby, szczególnie podczas transmisji telewizyjnej okazywanie naszej dezaprobaty z trybun?

  12. Avatar photo

    Kato

    29 sierpnia 2022 at 12:15

    Blaszok też jest w centrum a jednocześnie jest sklepem kibica.
    Bez porównania,
    Blaszok jest najlepszy.
    Inicjatywy prezentacji dla kibiców bez kibiców zostawiam bez komentarza.
    Najmilej wspominam spontan spod Spodka, najlepsze bo szczere od serca świętowanie zdobycia majstra.
    To co organizuje władza zostawiam bez komentarza.

  13. Avatar photo

    macgyver179

    29 sierpnia 2022 at 14:36

    Nie ma celu to będą sobie pykać, raz za czasu wygrają żeby nie było i tak nas będą w h… robić następne kolejne sezony. W tabeli są 4 zespoły (w tym dwóch beniaminków),które są przed nami w tabeli, które w zeszłym roku nie grały w 1 lidze?? To co one nie muszą się uczyć tej ligi??
    A może one mają postawiony jasny CEL. Według Góraka jak zajmiemy 7 miejsce to będzie progres i sukces. Super myślenie. Ciekawe jak długo będą nas jeszcze w h… robić.

  14. Avatar photo

    Solski

    29 sierpnia 2022 at 15:04

    Zero ambicji. Taki typowy Polski minimalizm. Ja to już nie pamiętam kiedy ostatnio GieKSa wygrała różnicą 3-4 bramek. Gramy z przewagą 1 zawodnika (Bruk-Bet, Resovia) i co? I zamiast zamknąć wynik to pozwalamy grac przeciwnikowi i „zobaczymy co będzie”. Przed sezonem były zapowiedzi, ze ma być lepiej niż w minionym sezonie. Tzn co ma być lepiej? Więcej zdobytych punktów, więcej zdobytych bramek? (nie grozi), mniej straconych bramek? Co ma być lepiej? Bo dla każdego kibica lepiej, tzn co najmniej baraże. Już mnie powoli przestają interesować opowieści trenera na konferencjach. Bo z ostatniej wyszedł właśnie minimalizm, czyli widocznie wszystko jest ok nie stawiając sobie żadnych sportowych celów bo nikt trenerowi „nie kazał”

  15. Avatar photo

    Kato

    29 sierpnia 2022 at 18:39

    Jeżeli nie kazali, to znaczy że co… Nie wymagają, bo tak jest dobrze i władzy chyba to pasuje.
    A więc dopiero po oddaniu nowego stadionu zaczną grać i dostaniemy zielone światło.
    Tak to obecnie widzę.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga