Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] Górak: „Walczymy dalej, bywałem już w bagnie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po porażce z Resovią odbyła się konferencja prasowa. Poniżej wypowiedzi trenerów obu drużyn – Mirosława Hajdo i Rafała Góraka.

Mirosław Hajdo: Radość jest duża w szatni, wiadomo, że punkty są bardzo potrzebne. Wszyscy z dołu punktujemy całkiem nieźle. Przyjechaliśmy po zdobycz punktową i wywozimy trzy. Wydaje się, że taka drużyna, jak GKS Katowice o dużym potencjale piłkarskim, stworzyła sobie tyle okazji. My mieliśmy też swoje, ale ważne, że wykorzystaliśmy jedną. Wielkie słowa dla zespołu, bo po podejściu do spotkania w Gdyni było dużo zastrzeżeń. Przepraszaliśmy za to kibiców, dzisiaj myślę, że nie mają zastrzeżeń. Te punkty były nam bardzo potrzebne.

***

Rafał Górak: Trudny czas niestety za nami, bo nawet jakbyśmy wzięli te parę ostatnich meczów, to cóż powiedzieć. Jak nie możesz wygrać, to nawet zremisuj. Jest duży niedosyt punktowy. Liczą się fakty – niie punktujemy, mimo że prowadzimy grę. Jesteśmy do tyłu i to bardzo boli.

Pytanie: Problem piłkarski czy mentalny?
Górak:
To nie jest mentalny problem, tak niekiedy bywa. Ci najlepsi niekiedy zawodzą, ostatnio Kuba nie strzelił. Niestety nie zakończyło się bramkami.

Pytanie: Na 15 spotkań może, by w paru meczach Resovia wygrała. Tych sytuacji było dużo?
Górak:
To jest tak, jak pan dobiera słowa, ciężko coś powiedzieć. Sama organizacja i pomysł na mecz był taki, a nie inny i powinniśmy to spotkanie wygrać.

Pytanie: Te porażki w takim stylu dobijają?
Górak:
Nic nie można dobijać. Jak się zaczniemy dobijać, to się dobijemy. Wyciągajmy z tego rzeczy, jakie to są porażki. Z Wisłą wiadomo, ale dzisiaj było widać, że gramy lepiej. Nie wolno zabijać w zespole tego, że dobrze konstruuje rzeczy. Wczoraj też w meczu Górnika doskonale grali i przegrywali do przerwy. My mieliśmy sytuacje i powinniśmy to po prostu strzelić. Taki jest stan faktyczny, nie ma się co dobijać. Jutro trzeba iść do roboty.

Pytanie: Co Pan czuł z trybun?
Górak:
Bardzo przykre, ale na całym świecie kibice mają podobne emocje. Frustracja i całe te rzeczy są, nie przekracza to żadnego dobrego smaku. Biorę to na siebie i zdaję sobie z tego sprawę.

Pytanie: Rozumiem, że Pan trener walczy dalej.
Górak:
Nie mam takiej myśli, całe życie walczyłem i byłem w ogromnym bagnie, jeśli ktoś pamięta 2011 rok i nie tylko.

Pytanie: Nie wygraliśmy kolejnego meczu. Jest jakieś wytłumaczenie na to?
Górak:
Wydaje się, że najważniejszą kwestią jest diagnoza tego, gdzie było tak słabo, a gdzie było dobrze. Punkty są niestety najtrudniejszą. Nie wymyśliłbym nigdy aż takich różnic w tym, co drużyna wykonuje na boisku do punktów. Ostatnio czytałem w Sporcie nawet pana artykuł, który tego dotyczył.

Pytanie: Jakie plany na przerwę?
Górak:
Na pewno kwestia mentalna, to fakt i rzecz, którą w zespole musimy wznieść. Mecz na Arce i czas na przygotowania. Skoro z Sandecją i dzisiaj nie zapunktowaliśmy, to jestem przekonany, że jeśli utrzymamy metal, to jesteśmy w stanie wygrywać.

Pytanie: Po Wiśle był temat kierunku, o co gra GieKSa. Jak teraz pan się wypowie?
Górak:
Strasznie brzmi utrzymanie, gdybanie co by było, jakbyśmy wygrali te dwa mecze. Każdy mecz przegrany może spowodować dużą nerwowość. Jesteśmy w buforowym miejscu, jest niezaciekanie, ale utrzymanie mamy bezpiecznie.

Pytanie: Zmienione ustawienie, nie lepiej uprościć grę?
Górak:
Do przemyślenia prostsza gra. Jak oddamy piłkę przeciwnikowi, to Resovia też jest w stanie pograć. Staraliśmy się wysoko pressować, aby przeciwnik miał problemy z rozegraniem. Powinniśmy wyciągnąć z tego wszystko, a dziś bez gola.

Pytanie: Nie potraficie zagrać meczu z dwoma podstawowymi wahadłami.
Górak:
Na pewno jakiś problem jest, przecież miejsce młodzieżowca również jest do wypełnienia. Jeśli Brzoza wypełni zadania, to będzie dobrze.

Pytanie: Z Legią sparing? Nie lepiej ze słabszym?
Górak:
Nie mieliśmy jak zorganizować pierwszoligowego partnera, ale to dobra propozycja. Musimy grać z takimi drużynami. Niech nam Legia da poprzeczkę bardzo wysoko, to też nam może otworzyć oczy, jak dostaniemy 1, 2, 3 bramkę. Te niewykorzystane sytuacje to jest moja złość i muszę ją egzekwować w szatni. Czasem trzeba poczuć miejsce w szeregu. Jak jest taka seria, to jest tak zawsze.

Pytanie: Kto następny do karnego?
Górak:
Nie wiadomo, czy znajdą się chętni po takim czymś, a niekiedy wszyscy gotowi. Niestrzelony karny nie powinien powodować u zawodnika zaburzenia pewności siebie.

Pytanie: Czy trener jest w stanie zdefiniować, co jest potrzebne do tego, żeby w przyszłym sezonie móc powiedzieć wprost o walce o ekstraklasę?
Górak:
Złożone pytanie i bardzo trudne do odpowiedzi. Mamy podpisane kontrakty i zawodników. Gros zawodników na pewno zostaje. Czy my jesteśmy w stanie w ten sposób zadziałać, żeby zespół był gotowy na ekstraklasę? Pytanie ściśle określone dla właściciela, dyrektora. Budowa tej kadry trwała 3,5 roku i na wiele rzeczy żeśmy się umawiali. Ten 5. sezon miał być sezonem mocnym, ale na razie w związku z tymi historiami, które się dzieją i wydarzyły, nawet ze zmianą prezesa, nawet na takie spotkanie czekam. Wiele pretensji i nieścisłości było z wyznaczeniem celu na ten sezon. Ja go nigdy nie chciałem mówić, ale uwierzcie mi państwo, że to właściciel powinien o tym mówić. Trener ma je po prostu rywalizować, bo co ja mogę odpowiedzieć? Czy Wy myślicie, że ja nie chcę grać o ekstraklasę? Bardzo bym chciał, ale zdaję sobie sprawę, że do tego jest potrzebne wiele rzeczy. Po spotkaniu z właścicielem pewnie będę wiedzieć, o co będziemy grać.

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    3kolory

    18 marca 2023 at 23:18

    Oglądanie teraz meczu Gieksy to tylko jedno „panie trenerze „…
    KURWA JA PIERDOLE

  2. Avatar photo

    3kolory

    18 marca 2023 at 23:21

    Panie Górak weź się chopie zwolnij

  3. Avatar photo

    Maks

    18 marca 2023 at 23:42

    Wypierdalaj debilu , i to daleko od GieKSy…z9

  4. Avatar photo

    Irishman

    19 marca 2023 at 00:09

    „To już jest koniec i nie ma już nic”
    Najlepiej chłopie, jakbyś był wolny i mógł już stąd iść (razem z poprzednim szefem, którego tak wychwalałeś).

    Tak się niestety kończy to gdy sobie człowiek nie stawia w życiu ambitnych celów. Chociaż…… teraz mamy bardzo ambitny cel – UTRZYMANIE. I będziemy znów świętować o ile go zrealizujemy…… Boziu, ręce opadają! 🙁 🙁 🙁

  5. Avatar photo

    Rick

    19 marca 2023 at 06:31

    Ani wstydu , ani honoru … mały człowieczek

  6. Avatar photo

    Kato

    19 marca 2023 at 07:20

    Przeczekanie, grając o nic.
    Cele;
    Zapewnienie bezpiecznego pozostania w tej lidze w dole tabeli. Robić dalej swoje, uczyć się tej ligi.

  7. Avatar photo

    Mleczak

    19 marca 2023 at 07:47

    Niestety dopóki ten gość będzie prowadził drużynę to na stadion nie zawitam, słyszę to też od znajomych, a niestety z czasem ta grupa się powiększa. Nie da się na to patrzeć, a wyraźny brak ambicji, związany z brakiem walki o najwyższe miejsca, tylko to potęguje. Nudna drużyna bez charakteru…

  8. Avatar photo

    olek

    19 marca 2023 at 09:57

    Dobrze powiedziane właściciel nakłada cele a trener je realizuje. Po prostu miasto nie chce ekstraklasy więc grają tam gdzie grają i nie wina w tym trenera.

  9. Avatar photo

    Romano

    19 marca 2023 at 10:36

    To co się dzieje to nic dziwnego bo już dawno było powiedziane że
    najważniejsze punkty to te które dadzą utrzymanie no i to realizują

    No niestety powstaje stadion na który zaciągnięty został kredyt
    więc jakby dziś był awans to trzeba mieć lepszych grajków którzy też będą
    zarabiać i większe pieniądze tak więc i miasto musiało by więcej płacić
    Na tą chwile nie idzie to w parze więc wymagać awansu to możemy w momencie
    kiedy powstanie stadion być może wtedy pojawi się jakiś konkretny sponsor
    i konkretniejszy cel

    Nie zmienia to faktu że obecni grajkowie nie mają ambicji, są wypaleni ale mają fajną
    strefe komfortu bo zarabiają kaskę bez ciśnień w klubie a jedyne ciśnienie to kibicowskie z którego oni nic sobie nie robią

    Wnet będzie 20 lat marazmu… przykre jak na stolice Górnego Śląska

    • Avatar photo

      Bolo

      20 marca 2023 at 11:44

      To może te miliony na szkolenie młodzieży za dziesieć lat będą efekty.Bo grupy młodzieżowe to też katastrofa.

  10. Avatar photo

    Kato

    19 marca 2023 at 14:10

    Przeczekalnia

  11. Avatar photo

    Pix

    19 marca 2023 at 20:00

    4 lata buduje … i chce dalej . Nie jestem w stanie dalej słuchać tego jego pierdolenia

  12. Avatar photo

    KiedyśBywałem Tu Częściej

    20 marca 2023 at 00:49

    Siema Wszystkim. Wiecie co nie mam zamiaru nawoływać tutaj do agresjii czy czynów zabronionych prawem ale uważam że powinniśmy w tej sytuacji zareagować.Mam tutaj na myśli wizytę na jednym z treningów lub pod szatnia i wyrazić swoją frustracje spowodowaną stanem sekcji piłkarskiej (Całe szczęście że kobieca i hokejowa broni jeszcze honoru tych barw).Chyba pora dać znać o sobie i wyrazić swój sprzeciw tym gównianym marazmem jaki nam towarzyszy.Sąsiedzi zza miedzy bawią się piłką a my jak ciule będziemy jutro znowu w robocie od tych cweli wysłuchiwać jacy piłkarsko jesteśmy żałosni (nie oszukujmy się pewnie każdy z Was ma styczność z takimi osobami).Ale nie chodzi mi o to żeby popadać tutaj w jakieś kompleksy choć uzasadnione pod względem piłkarskim możemy je posiadać tylko o to żeby ten klub Nasz klub wreszcie ruszył do przodu.Żebyśmy nie musieli czekać kolejnych 20 lat na awansna najwyższy poziom.Długo mógłbym tak pisać ale nie zmienia to faktu że jutro trzeba iść znowu wkurwionym do roboty.
    Serdeczna prośba dla pana panie Górak daj nam pan spokojnie iść spać i wstać do roboty i idź pan w ….

  13. Avatar photo

    Kato

    20 marca 2023 at 08:56

    Gieksa gra strasznie nudno. Spoko nie chcą awansu, rozumiem, nie ma kasy lub woli zarządu. Ale te mecze są nie do oglądania. Emocji nie ma prawie wcale. Jak nie gracie o nic to przynajmniej grajcie ładnie lub widowiskowo. Niech się coś dzieje na boisku. A gramy jakbyśmy prowadzili 1:0 i próbowali utrzymać wynik. Zawodnicy grają asekuracyjnie a trener jest z tego zadowolony.

    • Avatar photo

      Kato

      20 marca 2023 at 18:38

      W pełni się zgadzam z drugim Kato

  14. Avatar photo

    Bolo

    20 marca 2023 at 11:38

    Już nie pamiętam kiedy GIEKSA zagrała fajny mecz . Jak wygrywali to szcześliwie jak przegrywali to zdecydowanie.
    A ten ciul pier…..li że gra jest ok tylko nie strzelają bramek ale poza tym to jest zadowolony. Niestety na te mecze nie idzie patrzeć.Ludzie zróbmy coś bo za chwilę spadniemy z tej ligi.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga