Piłka nożna
Kto o nich pamięta ? #8 [STRANIERI]
Ubiegły rok wyjazdowy był dla wszystkich udzielających się na GieKSie szczególny. Długie wyjazdy spotykały nas praktycznie co chwilę. Również my jako redakcja mocno odczuliśmy ten sezon wyjazdowy, ale to, co nigdy nam się nie znudzi to długie rozmowy o GieKSie w czasie podróży. Czasem są one mocno abstrakcyjne a czasem dają nam temat do newsów. W taki sposón zrodził się poniższy artykuł, w którym przypomnę wam jedenastkę „Stranierich” grających niegdyś w GieKSie, która z powodzeniem walczyłaby w Ekstraklasie o wysokie lokaty.
W Bramce Buczek gdyż tak naprawdę wielkiego wyboru nie mamy. Mimo starań nie mogę sobie przypomnieć innego obcokrajowca, który stałby w bramce GieKSy. Buczek przyszedł do klubu za trenera Moskala i miał być realnym wzmocnieniem zespołu. Kilka dobrych meczów to za mało i szybko pożegnano bramkarza, którego my będziemy pamiętać przede wszystkim z jednej sytuacji. W meczu z Dolcanem ( 2:3 gdzie Dolcan prowadził już 3:0) Buczek niespodziewanie wskoczył do pierwszego składu i nie był to udany występ. Po meczu rozżalony Buczek schodził do szatni krzycząc „Co ona będzie do mnie krzyczeć…Buczek 3:0 Buczek 3:0” ( Jedna z kibicek krzyczała do bramkarza z trybun ).
Charakterystyczny czeski akcent plus nerwy bramkarza na długo zostały zapamiętane przez nas i bardzo często przywołujemy to, gdy wspominamy tego bramkarza.
W obronie postawiliśmy na 3 zawodników. Lewa strona to Admir Adżem. Zawodnik ten przyszedł do GieKSy w sezonie 2003/2004 i miał być wzmocnieniem drużyny, która pod wodzą trenera Lorensa miała osiągnąć kolejny sukces w polskiej lidze i europejskich pucharach. Jak się skończyło wszyscy pamiętamy. Szybko skończyła się również kariera Adżema w klubie i z jedną bramką strzeloną Widzewowi zakończył on występy w GKS-ie. Na środku obrony Oliver Prażnovski, który w ciągu kilku meczy dał się poznać jako solidny stoper. Wierzymy, że jego możliwości są dużo większe i zawodnik będzie grał jeszcze lepiej. Póki co nie mamy za wiele historii redakcyjnych związanych z Oliverem poza tym, że patrząc na niego przypomina nam Michaela Scolfielda z serialu Prison Break. Na prawą obronę desygnujemy Farkasa, który grał u nas za trenera Góraka. Nie był to najbardziej udany transfer GieKSy w tamtym czasie, ale w niektórych spotkaniach Farkas prezentował się dobrze.
Do pomocy desygnowaliśmy 5 pomocników. Na prawym skrzydle Aidas Preiksaits zwany „Adidasem” bądź „Adamem Bałą II” z racji podobnego wyglądu do naszego byłego pomocnika. Preiksaits przyszedł do GieKSy w sezonie 97/98 i zagrał jedynie rundę wiosenną w klubie. Po odejściu z klubu Adama Bały zatrudniono Litwina, który miał wypełnić lukę na boku pomocy. Z tego, co pamiętam zagrał kilka dobrych meczy i nie pamiętam, czy powodem jego odejścia była słaba forma czy kwestie transferowe. Wyróżnił się już w debiucie, w którym tak dośrodkował piłkę, że Paweł Primel bramkarz Odry sam wrzucił ją sobie do bramki. Można to zobaczyć TUTAJ.
Środek pola przekazujemy Leimonasowi, Litwin ma lepsze i gorsze momenty w klubie, ale wydaje nam się, że przy wsparciu kolejnego opisywanego piłkarza nabierze on boiskowego luzu. Drugim pomocnikiem jest Sergio Leandro znany, jako „Batata” . Zawodnik ten długi czas swojej kariery spędził w Polsce a w sezonie 2000/2001 na wiosnę zagrał w GieKSie. Sezon ten był szczególny gdyż GieKSa po wyczerpującym sezonie awansowała do ekstraklasy. Drużynę objął trener Kaczmarek i sprowadził tego zawodnika na B1. Batata wyróżniał się stylem na boisku i poza nim. Nie był efektywny jeśli chodzi o bramki gdyż strzelił tylko jedną w Pucharze Ligi, ale miał duży wpływ na dobrą grę obronną GieKSy w tamtym okresie. Jeśli chcecie poznać tego zawodnika bliżej to ciekawą rozmowę przeprowadziło Weszło. Całość możecie przeczytać TUTAJ
Ofensywny pomocnik to Andras Strapak. Gdy przychodził do GieKSy w sezonie 99/00 wielu obserwatorów widziało w nim następcę Wojciechowskiego. Czas pokazał, że tylko w jednym mógł dorównać „Wojciechowi” . Strapak podobnie jak nasz pomocnik miał fantastycznie ułożoną nogę do strzału i wykonywania stałych fragmentów gry. Dwie bramki, które strzelił w II lidze byłyby dziś kandydatami do bramki roku. Można jedynie żałować, że nigdzie nie zachowały się jego gole z tamtego okresu. O ile talentu mu nie brakowało, o tyle zabrakło najważniejszego – chęci do pracy i walki na boisku. Duża część kibiców GieKSy wspomina Strapaka jako gracza który był dobry, ale mało waleczny.
Lewa strona pomocy to Gija Guruli czyli legenda GieKSy. Człowiek, który swoją grą wyprzedzał epokę. Zawodnik, który swoimi zwodami i grą zachwycał kibiców nie tylko na B1, ale i w całym kraju. Możemy jedynie żałować, że tak mało jego zagrań zachowało się na filmikach na Youtubie, bo byłoby co oglądać. W dzisiejszych czasach Guruli osiągnąłby zapewne dużo więcej.
W ataku do strzelania bramek wybraliśmy Mousę Yahayę, który po powrocie GieKSy do Ekstraklasy pod wodzą trenera Kaczmarka zaliczał świetny sezon w GieKSie. Do dziś wszyscy kibice mają ciarki na plecach, gdy przychodzi wspomnienie jego pierwszego gola na B1. 90 minuta meczu z Legią Warszawa, wynik 0:0. Bojarski wywalczył karnego a do piłki podszedł właśnie Yahaya. Pewnym strzałem pokonał bramkarza i Bukowa eksplodowała z radości! Sezon zakończył z 6 golami i świetną współpracą z Tomaszem Moskałą. Kapitalny mecz w Warszawie z Legią i wygrana 2:0 zapewniła temu zawodnikowi transfer do warszawskiej drużyny. Yahaya wrócił do klubu na wiosnę 2003 roku i w re-debiucie strzelił kapitalną bramkę przewrotką po rzucie rożnym z Wisłą Płock. Niestety drugi jego epizod nie był już tak udany jak pierwszy i zawodnik ten nigdy nie odzyskał formy. Odszedł z klubu po fatalnych występach gdzie w jednym meczu pędził w akcji sam na sam od połowy boiska i potknął się o swoje nogi. Piotr Dziurowicz miał go dość. Postać to była bardzo barwna i dziś zapewne byłoby co pisać o jego zachowaniu zarówno na boisku jak i poza nim 🙂
Drugi napastnik to całkowite przeciwieństwo Yahayi. Skupiony na grze i treningu Grażvydas Mikulenas stał się zawodnikiem, którego bardzo cenią kibice GieKSy. Do klubu przyszedł w sezonie 2000/01 i miał być receptą na słaby w tym okresie atak drużyny z Bukowej. Mikulenas rozpoczął dobrze, strzelił bramkę w meczu z Radzionkowem a potem dwie z Widzewem. Wydawało się, że forma idzie w górę. Niestety były to pierwsze i ostatnie bramki tego zawodnika w tym okresie. Słaba forma sprawiła, że bez żalu rozstano się z tym zawodnikiem. Drugi okres to lata w I lidze, z której GieKSa nie potrafi awansować już od 8 lat. Zawodnik ten ponownie zagrał w naszych barwach i ten okres był już dużo lepszy. Ukoronowaniem jego dobrej gry była jedna z ważniejszych bramek jaką strzelił w Jastrzębiu, gdzie GieKSa wygrała 1:0 i uniknęła tym samym gry w barażach o utrzymanie w I lidze. Świetny okres pod okiem Nawałki sprawił, że Mikulenas zostanie zapamiętany na dłuższy czas. Prywatnie Mikulenasa zapamiętam z tego, że w pierwszym okresie, w którym grał w GieKSie mieszkał na moim osiedlu i był bardzo kulturalny jeśli chodzi o kontakty z kibicami.
Mamy zawodników wiec musimy jeszcze wybrać trenera. Zostanie nim Adolf Blutch, którego pewnie niewiele osób kojarzy. Ten austriacki trener prowadził nasz zespół w sezonie 92/93 i zdobył ostatni jak do tej pory Puchar Polski wygrywając z sąsiadami zza miedzy po rzutach karnych wielkim finale na Stadionie Śląskim.
Rezerwa- Kurtovic, Nankow, Da Silva, Beliancin, Okoro, Onekaychi, Rakels.
Co do rezerwowych to Kurtovica w ogóle nie kojarzę, pamiętam, że miał być talentem na miarę Malidiniego a nic z niego nie wyszło. Grał za trenera Lorensa. Nankow to zawodnik, o którym wszyscy mówili, że grał na MŚ. Po grze w GieKSie tylko z tego był zapamiętany. Również grał za trenera Lorensa. Da Silva to ciekawy zawodnik, który strzelił piękną bramkę z Lechem Poznań. Zawodnik ten rozegrał kilka spotkań w GieKSie i złamał nogę. Jego kariera szybko się zakończyła w klubie a ja mam wrażenie, że jednak trochę za szybko. Można było więcej wycisnąć z tego zawodnika. Okoro i Onekaychi to tylko pamiętam, że byli, szczerze powiedziawszy to jedyne co z nimi związanego pamiętam to fakt, iż Okoro na dzień dobry przywitał się z Bukową zagraniem, w którym przerzucił piłkę nad przeciwnikiem. Bukowa oszalała, ale tylko na ten jeden moment. Resztę jego kariery można przemilczeć. W dawnych latach był jeszcze Copolla, ale o nim z racji wieku nie mogę nic napisać. Beliancina wszyscy pamiętają. Był jeszcze jeden zawodnik, który miał średnią jeden mecz/jeden gol, czyli Ferdynand Chi-fon. Resztę sezonu leczył kontuzję. Nie zapominamy również o jednym z bardziej charakterystycznych zawodników, czyli Denisie Rakelsie, który dla GieKSy w 47 meczach zdobył 16 bramek.
Mam nadzieję, że nieco odświeżyłem wam pamięć o zawodnikach, którzy grali w naszym klubie. Jeśli kogoś pominęliśmy to dopiszcie w komentarzach, kogo i jak go wspominacie. Fajnie będzie poczytać wasze wspomnienia związane z tymi graczami.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Piłka nożna
Górak: Jestem pełen optymizmu
Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.
Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.
Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.
Galeria Piłka nożna
Koniec pisany z wapna
Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.


kamel
1 stycznia 2016 at 23:20
momencik po Guruli spielou u nos kolyjny gruzin – Revischvili,technicznie chyba nojlepszy ze coukyj tyj listy
Panprezes
2 stycznia 2016 at 22:26
jeszcze byl diszkiriani gruzin nie wiem czy dobrze napisalem nazwisko
mariness
3 stycznia 2016 at 22:18
jo by jeszcze wspomnioł o śp. Robercie Mitwerandu, co prawda był to polok ale pierwszy ciemnoskóry zawodnik w naszej GieKSie.
ZabaBogucice
4 stycznia 2016 at 08:09
Prezes i Kamel juz dopisali widze.Marines,Robert to byl nie tylko Polok ale Hanys z krwi i kosci.Jak wspomina Marek Koniarek,loto po placu synek ciemnoskory i sie dre,podej tyn bal,dowej ta bala… 😉
bolek
4 stycznia 2016 at 22:59
Przede wszystkim brak Revishviliego. Grali jescze Gija Dziszkarjani czy Philip Umukoro.