Felietony
Ktoś sobie pogrywa (z) naszym klubem…
Dzisiaj mamy 8 czerwca, czyli mijają dokładnie trzy tygodnie od porażki z Bytovią i spadku do drugiej ligi. To, co się dzieje w tym okresie z naszym klubem można określić jednym słowem – skandal. Co prawda na ten moment znamy trenera i dyrektora sportowego, nadal jednak nie wiadomo, kto będzie prezesem, a przecież pierwsze dwa tygodnie po spadku były pokazem całościowego olewactwa, dyletanctwa i co tam jeszcze można sobie wymyślić.
Zaczęło się od środka. Pojawił się komunikat o zdymisjonowaniu trenera i dyrektora sportowego oraz oddania się prezesa do dyspozycji Rady Nadzorczej. I po tym komunikacie nastała (prawie) kompletna cisza.
Wypowiedział się w mediach społecznościowych Callum Rzonca (po angielsku), który wyraził żal z powodu spadku. Wypowiedział się także Tymoteusz Puchacz, ale tu już żadnego żalu nie było, tylko podziękowanie za grę w „wielkim klubie”. Dziennikarze z Weszło mieli plan w audycji radiowej łączyć się na żywo z kimś z GieKSy i żaden z „bohaterów” – czy to z boiska, czy z szatni, czy z gabinetów nie miał odwagi cywilnej, żeby zabrać głos. Szczytem była odmowa Tadeusza Bartnika, który odpisał SMS, że nie jest już pracownikiem klubu i ta sprawa go nie dotyczy czy coś w tym stylu.
Standardowa sytuacja wszystkich tchórzy z GieKSy, czyli wielkie brylowanie w wypowiedziach, mało do zaoferowania w działaniu (a dużo w spieprzeniu, co się da), na koniec z ucieczką, schowaniem głowy w piasek i brakiem wzięcia odpowiedzialności. Czyste tchórzostwo.
Wkrótce pojawił się wywiad z Adrianem Błądem na stronie oficjalnej, gdzie powiedział, co pewnie miał powiedzieć. Ale przynajmniej powiedział.
Reszta gwiazdorów na tamten moment słowem nie zająknęła się choćby w mediach społecznościowych. Tak naprawdę to kolejny wstyd, po tym zaprezentowanym na boisku.
To jednak jeszcze można było przeżyć i oceniać właśnie w kategoriach wstydu i braku odwagi cywilnej. W takich kategoriach nie można było rozpatrywać tego, co się dzieje z tym klubem organizacyjnie. Czyli przez dwa tygodnie nie działo się kompletnie nic. Nie mówię o rozmowach zakulisowych, ale w kontekście podejmowania decyzji, można było odnieść wrażenie, że po spadku nagle wszyscy zaczęli mieć ten klub w dupie.
Wszyscy odpowiedzialni, czyli w tym momencie Miasto Katowice.
A jednak magistrat włączył się do akcji w tym tygodniu. Tylko tak naprawdę nie wiadomo, kto, jak i dlaczego. A przede wszystkim, nie wiadomo najważniejszego – co z prezesem i kto nim będzie.
Wybrano trenera Rafała Góraka. Wybrano trenera Roberta Góralczyka. Rozwiązano kontrakty z kilkoma zawodnikami (po tym fakcie wypowiedział się na Twitterze Wojciech Lisowski). W jaki sposób jednak to się stało i dlaczego trener oraz dyrektor ogłaszani są przed prezesem? Nie wiadomo. W każdym razie kolejność ta jest kompletnym odwróceniem domu sufitem do podłogi.
Nie mam nic przeciw Rafałowi Górakowi (a wręcz przeciwnie, o czym pisałem w innym artykule) oraz Robertowi Góralczykowi na stanowisku dyrektora. Cieszę się, że nie ma już w klubie słabego trenera i bajkopisarza Dudka oraz żyjącego w świecie urojeń Bartnika. Górak to człowiek stąpający twardo po ziemi, a Góralczyk jest po prostu sensownym gościem, który dużo może temu klubowi dać. Więc, to jest ok.
Jednak rozproszenie odpowiedzialności, sytuacja z Janickim sprawia wrażenie, że w magistracie ktoś sobie pogrywa w jakieś dziwne gierki i wykorzystuje nasz klub – tylko nie wiadomo do czego. Przewijało się kilka kandydatur m.in. Marka Szczerbowskiego, ale tak naprawdę ciągle jesteśmy w kompletnym zawieszeniu, posiedzenia Rady Nadzorczej są non stop przekładane i nikt nie jest w stanie (a może nie chce??) uporządkować tego burdelu.
Trudno oczekiwać, że w związku z tym wszystkim będzie normalnie. Trzy tygodnie braku decyzji, co z prezesem, jest istnym skandalem i świadczy albo o niekompetencji (źle), albo naprawdę o złej woli ludzi w mieście (gorzej). I tak naprawdę w tej kryzysowej sytuacji daje informację, jak nasz klub traktowany jest generalnie.
I jak pan Marcin Krupa przymila się do GieKSy w ostatnich latach, a jako właściciel pozwala, żeby następowała systematyczna degrengolada. Jeśli mogłem się łudzić, to teraz już nie mam wątpliwości, w jakim celu się przymila. I nie mam do tego „polityka” za grosz zaufania.
I pojawiają się coraz to nowe pytania oraz odpowiedzi dotyczące tego, czy dobre wyniki sportowe są Miastu na rękę? Chcieliśmy przez poprzednie miesiące i kilka lat temu zaprzeczać i szukać przyczyn gdzie indziej. Ale patrząc na GieKSę – i to nie tylko piłkarską – można się zastanowić, czy GKS Katowice to nie wrzód dla Miasta Katowice.
Nie powiem, na jakiej części ciała.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Galeria Piłka nożna
Wesoły nam mecz dziś nastał
W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.


Zorientowany
8 czerwca 2019 at 13:27
Katowice to miasto rządzone przez układ jak zresztą wiele innych miast w Polsce. Obecnie trwa wojna czerwonych buldogów jak dorwać się do łatwego szmalu i możliwości bezkarnego drenowania kieszeni podatników. Tak miasto ma gdzieś sport chodzi jedynie o synekury dla swoich. Ale co zrobić jak kibice-wyborcy dali się ruchać Uszokowi a teraz na te same hasła dumą ich Krupa. Problem w tym że teraz po wyborach możemy mu naskoczyć lub zrobić nalepki NIE PODOBA NAM SIĘ DRUGA LIGA.
KaTe
8 czerwca 2019 at 13:28
Nihil novi sub sole. Niestety. Pana Krupę (i pana Uszoka) interesują przede wszystkim interesy z deweloperami. Jakaś Gieksa jest dobra, by się czasem „polansować” w blasku kamer – najlepiej w Spodku. Ale na co dzień to problem. I jeszcze jacyś upierdliwi kibice. Zamiast przestawić się na siatę, oni chcą ciągle oglądać fussball.
Trudno liczyć na cuda w najbliższych latach. Ani nie trafi nam się prezydent-kibic. Ani też nie wykupi nas żaden pasjonat futbolu. Cóż, czarna dekada Gieksy wydłuża się do lat dwudziestu…
Irishman
8 czerwca 2019 at 14:25
Sytuacja jest kuriozalna! Niemniej jednak choć nie do końca wiadomo, kto podejmuje kolejne decyzje personalne to są one optymalne. Jeśli tylko nie nastąpi jakaś katastrofa typu przychodzi nowy prezes i np. ogłasza, że teraz stawia na siatkówkę albo, że ma inne spojrzenie i kwestionuje dotychczasowe ruchy personalne, to nie powinno być źle!
Jeśli w poniedziałek zostanie wybrany w końcu prezes, który da wolną rękę duetowi Góralczyk-Górak w kwestiach sportowych to myślę, że oni są w stanie w miarę szybko poukładać kadrę. Gdyby tak się stało to jest to i tak ZNACZNIE LEPSZA sytuacja niż np. 2 lata temu, kiedy prezesi Cygan i Janicki złożyli rezygnację, a dyrektor sportowy niby jeszcze pracował ale:
– był już myślami w Lubinie
– zupełnie nie po drodze było mu z trenerem Mandryszem.
W efekcie już podczas toczących się rozgrywek ligowych pozyskiwaliśmy piłkarzy i to jeszcze po znajomości, poprzez trenera Mandrysza. Do tego ówczesna kadra ciągle opierała się o zdemoralizowanych, przegranych piłkarzy, którzy kilka tygodni wcześniej w błazeński sposób przegrali awans. Obecnie kilku głównych winowajców już pożegnaliśmy, a z innymi można w bardzo łatwy sposób rozwiązać kontrakty. Poza tym jest w klubie spore grono młodych, zdolnych chłopaków, którym nie dano szansy, więc za spadek nie można ich obwiniać, a którzy na II ligę powinni być w sam raz!
Dla przypomnienia 2 lata temu, pomimo tych ogromnych problemów na początku, pod koniec rundy jesiennej byliśmy w gronie drużyn, które realnie mogły wywalczyć ekstraklasę. Tak więc nie pozostaje nic innego, jak tylko od poniedziałku zabrać się do ciężkiej pracy, aby powalczyć o powrót do I ligi! NO CHYBA, ŻE FAKTYCZNIE MIASTO NIE BĘDZIE TEGO CHCIAŁO…..
Irishman
8 czerwca 2019 at 14:31
EDIT:
Miało być – „W efekcie jeszcze podczas toczących się już rozgrywek ligowych rundy jesiennej pozyskiwaliśmy piłkarzy i to jeszcze po znajomości, poprzez trenera Mandrysza.”
Kato
8 czerwca 2019 at 15:11
Bitwa z kopaczami była, za przegrane derby i dziwny nie awans do ex.
Czyszczenie szatni było.
Zamiast młodych, dostaliśmy starych wyjadaczy, co teraz załatwili spadek.
Bitwa trwa, kierownictwo odchodzi a styl odejścia określa co mają do i co myślą o GIEKSIE.
Brak …..
Teraz zostaje miasto, zwlekanie wcale nie musi oznaczać złych chęci. Po prostu wszystkich nas przeraża ogrom zniszczenia w sekcji piłki nożnej.
Mam taką właśnie nadzieję, bo w innym przypadku oznacza to najgorszy czarny scenariusz.
Wojna trwa, a naszym orężem jest frekwencja z odpowiednio dobraną oprawą z trybun.
To jest bardzo ważne.
INO GIEKSA!
FOREVER!
Siwen
8 czerwca 2019 at 16:19
A może Janickiego zrobić dyrektorem finansowym/marketingowym/biznesowym? Chop ma poparcie i plecy u sponsorów, na tym się zna i w tym obszarze złej roboty w GieKSie nie robił…Prezesem musi być charyzmatyczny menedżer, ktoś kto odpowiednich fachowców poustawia na odpowiednich stanowiskach!
P.S. Jak na razie decyzje nie są złe(Jeszcze Wożniak do odstrzału choć wydaje mi się, że Błąd go w pewien sposób „chroni” – Ktoś się boi, że za Wożniakiem odejdzie i Błąd a tu nie ma się czego bać-albo układy albo GieKSa!) wiec może bezkrólewie służy GieKSie?
olo
8 czerwca 2019 at 16:38
Panowie jedyne wyjscie dla nas kibiców to stawiac sie na mecze ful 7000 na mecz i zadac pytanie temu pseudo prezydentowi miasta gdzie jest stadion gdzie ekstraklasa
gieksiarz
8 czerwca 2019 at 21:13
Ja myślę że to dalej będzie szło w dół gdyby km zależało na mocnej Gieksie to by już byl prezes i nowi pilkarze atak znów transfery za pięć dwunastu będą robione po to żeby była wymówka
mekail
8 czerwca 2019 at 21:48
Ja tu nie wiedzę niczego dziwnego. Skoro prezesa nie zwolnili (tylko dla efektu PR-owego polecili mu oddać się do dyspozycji rady nadzorczej), a wybrali trenera i zaraz potem dyrektora sportowego, to sprawa jest jasna.
Nie robiliby tego nowemu prezesowi, bo takowy mógłby mieć i pewnie miałby inną koncepcję. Wybór trenera i dyrektora to zatem działanie za wiedzą i zgodą dotychczasowego prezesa. Żadnych zmian na tym stanowisku nie będzie! Nie łudźcie się niepotrzebnie. Janicki zostaje.
pablo eskobar
8 czerwca 2019 at 23:48
Qurwa w normalnym klubie to juz od dawna bylo by wszystko poukladane rzeciez prezes to podstawa aby jakikolwiek klub funkcjonowal bez niego niemoze byc klubu ja pierdole a tutaj dalej robi sie qurwa cyrk jakas masakra patologiczne to naprawde sie robi
gieksiarz
9 czerwca 2019 at 19:44
Witam ja myślę że znów nas chcą zrobić w balona za chwile zacznie się liga A my nie mamy prezesa transferów składu myślę że czeba się zebrać i powiedzieć głośno co otym myslimy i że nie chcemy znów grajkow z łapanki tylko piłkarzy przez prawdziwe P
xxx
9 czerwca 2019 at 22:58
Najwyższa pora wyjść na ulicę i ostro postawić sprawę jasno co myślimy o prezydencie miasta i o tym co robią z Gieksą ! a co obiecywali..
Kato
10 czerwca 2019 at 08:52
xXx
Jest jeden warunek;
Pełna mobilizacja, cały rynek na żółto z GIEKSY. To nie jest prywatny klub, że nieobecnością coś uzyskamy.