Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Lubię wracać tam, gdzie byłem już…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Pamiętam ten niedzielny poranek. Było ciepło, słonecznie, a w nogach czułem 36 kilometrów z poprzedniego dnia. Wysiłek, ale też element amuletu, magicznego myślenia i marzeń. Rano udałem się na sowite śniadanie, bo wiedziałem, że wkrótce spalę mnóstwo kalorii – już nie poprzez wysiłek fizyczny, ale emocjonalny. Jeszcze krótka wizyta na odstresowanie nad morzem, szum fal, śpiew mew…

Mogliście o tym przeczytać szczegółowo w reportażu, który napisałem po powrocie – jeśli ktoś jakimś trafem nie miał okazji – zapraszam:

https://gieksainfo.pl/najwazniejsze-piec-minut-reportaz-z-pielgrzymki-z-gdanska-do-gdyni/

I zaczęło się. Stadion zalała żółta fala wierzących w sukces, ba – przekonanych o tym sukcesie miejscowych. Wystarczył im zaledwie remis. My musieliśmy ten mecz wygrać.

Co zdarzyło się dalej 26 maja 2024 wszyscy wiemy. Najpierw „przymierzył i trafił” człowiek, który na stałe zapisał się w katowickich kronikach. A potem było już tylko obgryzanie paznokci, nerwowe czekanie i… euforia. Dalej cieszyli się ci „żółci”, ale już tylko w narożniku stadionu. Na reszcie tego obchodzącego swoje 15-lecie obiektu zapanowała stypa, która jeszcze pogłębiła się kilka dni później.

Tak, GieKSa po 19 latach awansowała do ekstraklasy, a obiekt w Gdyni pozostanie tym, na którym kibice z Katowic przeżyli dotychczas swoje najpiękniejsze chwile.

Dziewiętnaście lat czekania. Jedna piąta wieku. Do okres od sukcesu Kazimierza Górskiego do rogala Adama Kucza w Lizbonie. To okres od początku drugiej wojny światowej do piłkarskich narodzin Pelego. To czas od zamachów WTC do pandemii.

Nie da się zapomnieć. Po tylu latach tułania się w piłkarskiej otchłani – czysto piłkarskiej, ale też medialnej, w końcu zawitaliśmy na salony. Chyba nie trzeba nikomu mówić – jak wielka jest to różnica. Jaka jest otoczka medialna samych meczów. Jak niemal codziennie na kanałach YT czy w telewizji są magazyny o ekstraklasie. Jakie w końcu ekipy przyjeżdżają do Katowic i jakich piłkarzy mamy okazję oglądać.

Przepaść.

Jutro pojawimy się w Gdyni ponownie. Już jako ekstraklasowicz pełną gębą – spotkamy się z beniaminkiem, którego wtedy zepchnęliśmy do baraży. Mecz nie będzie miał aż takiej stawki, jak wtedy – wówczas to był finał, mecz o być albo nie być. Tutaj zwycięstwo czy przegrana nie będzie o niczym przesądzać. Nie znaczy to jednak, że spotkanie to nie będzie miało dużego ciężaru gatunkowego – wręcz przeciwnie.

Tabela nadal jest niesamowicie spłaszczona. Trudno jednak sobie wyobrazić, że tak będzie to wyglądać do końca sezonu. W końcu ktoś będzie musiał się oddzielić, indywidualnie lub grupowo – jacyś maruderzy powinni się pojawić.

GieKSa miała w tym sezonie jeden moment, w którym mogła sobie utworzyć ultrakomfortową sytuację. Gdybyśmy wygrali wówczas z Piastem Gliwice, mielibyśmy nad nimi 10 punktów przewagi. Wtedy jeszcze myśleliśmy też, że Legia może być dobra i wygrać z Niecieczą – w takim przypadku na piłkarzami z Małopolski mielibyśmy 11 oczek. Wtedy wszystko się jednak rypło. Pokarał nas Erik Jirka i koledzy i zamiast dziury w tabeli pojawił się niemal kontakt – kończący się tym, że rok zakończyliśmy w strefie spadkowej.

Dobry początek wiosny (hehe) dał nam jednak znów sporo oddechu. Katowiczanie mają względnie spokojną sytuację, no ale właśnie – nie można ręki zdjąć z pulsu. Dwie kolejki mogą zadecydować, że znów znajdziemy się pod kreską. Natomiast wygrywając z Arką – zdobędziemy już naprawdę solidną przewagę nad gdynianami, a i może innymi drużynami. Jest więc naprawdę bardzo dużo do ugrania. Standardowo o górze tabeli nie mówię – natomiast takie mocne umiejscowienie się w środku stawki na ten moment byłoby jak znalazł – przed kolejny przecież bardzo trudnymi meczami – z Górnikiem i – choć to nie liga – Widzewem.

Arka w tym sezonie spisuje się fatalnie na wyjazdach, ale dobrze u siebie. Z kwitkiem odprawili Lecha, Wisłę Płock czy Cracovię, wygrali również choćby z Pogonią. Atut swojego boiska piłkarze Dawida Szwargi wykorzystują więc solidnie, choć nie są nie do złamania – bo przecież Marek Papszun triumfował tam z Rakowem aż 4:1.

Ciekawi jesteśmy, jak podejdzie do tego meczu drużyna w sensie intensywności. Bo to co widzieliśmy z Widzewem i Legią to były jakieś totalne wyżyny w tym aspekcie i pytanie, na ile wynikało to ze specyfiki rywala oraz własnego stadionu, a na ile… GKS po prostu teraz będzie grał tak w każdym meczu. Jeśli to drugie to nie chciałbym spotkać kogoś takiego w ciemnej ulicy. Albo jakiego wściekłego, agresywnego psiego jegomościa. Oni byli szaleni na tym boisku w tych dwóch ostatnich meczach. Nie przypominam sobie – tak na szybko – drużyny, która by tak zapierdzielała.

I to kochamy. Więc róbcie tak dalej, ale jednocześnie dbajcie o rozkład sił.

Rywal przed nami na papierze słabszy, dodatkowo za kartki wypadli Navarro i Jakubczyk. Arka ma jednak kilku dobrych zawodników, przede wszystkim trzeba uważać na „gdyńskiego” Bartka Nowaka, czyli Sebastiana Kerka. Ale i Rusyn ostatnio się pokazał (no, może przedostatnio, z Legią), a i chce się przypomnieć polskim kibicom Gutkovskis.

My mamy jednak swoje atuty. GieKSa jest w formie, nasz zespół ma swój plan na grę i go realizuje. Liczymy, że w Gdyni będzie podobnie i goście osiągną dobry wynik.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

My im nie dali wygrać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.

Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?

Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.

Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?

Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.

Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?

Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.

Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.

Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.

Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.

Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.

Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?

E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga