Piłka nożna
[MINI WYWIAD] Brzęczek: Zawsze trzeba szukać jakości
Kolejny raz na B1 mieliśmy okazję do dłuższej rozmowy po konferencji prasowej. Tym razem o pozostanie nieco dłużej do dyspozycji dziennikarzy został poproszony trener Brzęczek. Poczytajcie, co miał do powiedzenia nasz trener o sprawach związanych z klubem.
Powiedział Pan na konferencji, że czekają klub decyzję, co do składu na przyszłą rundę. Czy to będą późne decyzje czy może tak jak w lecie postaracie się szybko załatwić sprawę zawodników, którzy przyjdą do klubu i ewentualnie odejdą?
Naszym celem jest to by 12 stycznia na pierwszym treningu było 90% zawodników, których chcielibyśmy w zespole. Dla każdego trenera i klubu jest to optymalne rozwiązanie. Trzeba jednak brać pod uwagę fakt, iż mamy teraz okres zimowy a to okienko nieco różni się od letniego. Prowadzimy rozmowy i chcemy to zrobić tak by 12 stycznia zawodnicy pojawili się na treningu. W kadrze są gracze, którzy mało grali bądź w ogóle nie grali.
Czy potencjalna lista zawodników, którzy mogą opuścić nasz klub już też jest przygotowana czy jeszcze decyzje nie zapadły?
O takich decyzjach będziemy informować na bieżąco. Na dzisiaj cieszymy się z tego, że mamy drugie miejsce. Taki był nasz cel, by być blisko czołówki po jesieni i to nam się udało. Mamy teraz dwa tygodnie treningów i będziemy myśleć nad kadrą.
Rok temu w podobnym okresie były minitesty dla młodszych zawodników z innych klubów i naszej młodzieży czy w tym roku też możemy się tego spodziewać?
Jest to przewidziane, ale nie będzie to na zasadzie, że tych zawodników będzie dużo. Na pewno będzie nasza młodzież klubowa włączona do treningów.
Sporej ilości graczy kończą się kontrakty w lecie m.in. Kamińskiemu i Czerwińskiemu. Czy rozmowy z tymi zawodnikami są już prowadzone?
Po ostatnim meczu do akcji wkracza Pan dyrektor Motała i będzie mieć szereg rozmów z tymi zawodnikami. Jak decyzje zapadną to będziemy informować o wszystkim.
Niedługo czekają nas Złote Buki. Kibice zastanawiają się, czy tytuł piłkarza roku może zgarnąć Mateusz Abramowicz, który zagrał tylko pół roku w GieKSie
To są wybory kibiców, dla mnie wielu zawodników zrobiło duży postęp w tym roku. Muszę tutaj otwarcie powiedzieć, że na tle całej drużyny Mateusz Kamiński zrobił niesamowity postęp, cieszę się z tego powodu i mam nadzieję, że to nie jest jego apogeum. Czerwińskiemu, jeśli chodzi o zaangażowanie to niczego nie można odmówić. Obaj Abramowicze są niesamowici, specyficzni ludzie, ale dają nam dużo wartości i czasami pozytywnego szaleństwa. Myślę, że mamy dobrze zbilansowaną drużynę pod względem charakteru. Zabawa jest dla kibiców i cieszmy się z tego, że nie możemy narzekać na brak wyboru.
Frańczak zagrał w meczu rezerw, czy możemy potwierdzić, że 12 stycznia Adrian będzie gotowy do treningów i walki o skład?
Na pewno tak. To była dla nas duża strata, najpierw uraz obojczyka, a potem dalsze problemy z przepukliną. Dla nas to jest ważny zawodnik, bo to niesamowity charakter tej drużyny i cieszę się, że będzie walczyć o miejsce w składzie.
Powiedział Pan, że dziś wygrana była wyszarpana. Były takie momenty w tej rundzie, gdy Pana zdaniem brakło tej determinacji?
Myślę, że nie było takich momentów. Nie odnosiliśmy spektakularnych wygranych, które w cudzysłowie mówiąc były łatwe. Do końca trzeba było trzymać koncentrację oraz zaangażowanie. Taka jest ta liga, my niestety mieliśmy dużo sytuacja bramkowych, ale zawodziła skuteczność. Patrząc przez pryzmat tego takich sytuacji boiskowych było dużo, gdy mogliśmy zdobyć drugą bramkę i spokojniej grać. Z drugiej strony trzeba docenić, że po niezbyt udanym początku złapaliśmy formę i w wielu meczach ta nasza walka i zaangażowanie decydowało o tym, że wygrywaliśmy jedną bramką. Czasem ciężko ocenić, czego brakuje jak w tych meczach, które przegrywaliśmy. To były dobre spotkania i nie brakło zaangażowania. Jednak zabrakło tego czegoś, co jest ciężkie do uchwycenia i zdefiniowania. Jako trener czy kibic stojąc z boku patrzysz na ten mecz i czujesz, że coś się pozytywnego wydarzy, bo widzisz dobrą grę i potem przychodzi ten moment, że czegoś zabraknie. Być może tego właśnie wyszarpania od przeciwnika wygranej.
Myśli Pan, że to mogło już być zmęczenie?
Zmęczenie chyba nie. Po Bytowie wypadło 4 zawodników, Goncerz grał ze złamanym nosem, Zejdler ma pękniętą łąkotkę, ale zagryzł zęby i zagrał dzisiaj i tylko w końcówce poprosił już o zmianę. Na pewno te sytuacje z kartkami i kontuzjami pokazały, że ta nasza „kołderka” była za krótka na ten moment i pojawiły się porażki. Zdajemy sobie z tego sprawę i na wiosnę nie możemy dopuścić do sytuacji, w której w przypadku kartek i kontuzji zabraknie nam, jakości.
Kontuzja Zejdlera zagrozi przygotowaniom tego zawodnika?
Myślę, że nie, bo rezonans pokazuje, że tylko łąkotka jest pęknięta.. W środku tygodnia przejdzie zabieg i zobaczymy jak będzie. Pielorz pokazał, że przy takiej kontuzji można szybko wrócić. 12 Stycznia przy jego pracy i rehabilitacji powinien być gotowy do treningów. Co z Mandryszem? Mandrysz miał uszkodzoną kostkę, obawialiśmy się czegoś poważniejszego, ale nie miał zerwanych żadnych wiązadeł w stawie. Do 12stego będzie przechodził rehabilitacje i powinno być wszystko ok.
Czyli powinno być wszystko dobrze z tymi kontuzjowanymi graczami?
Mam taką nadzieję. Jest jeszcze Bębenek, u którego dopiero na operacji wyszło, że ma zerwane wiązadło. Nowak również idzie na zabieg w tygodniu z łąkotką. Trzymaliśmy go do końca awaryjnie na ławce na wszelki wypadek. Kontuzje były, ale nie były to kontuzje mięśniowe tylko mechaniczne tak, więc to nas nie oszczędzało. Mam nadzieję, że ten pech z kontuzjami minie.
GieKSa gra inaczej niż rok temu czy pół roku temu. Na ile jest to kwestia tych zawodników, którzy przyszli w lecie i realizacji Pana planu gry?
Na pewno zrobiliśmy postęp. Jest to jednak trudne do określenia, nie można powiedzieć, że gramy już na 100% tego, co sobie założyliśmy. Musimy się ciągle rozwijać. Dla mnie jest to ciekawa grupa, ale potrzebujemy wzmocnień. Musimy poprawić skuteczność, nasza gra w rozegraniu od tyłu również nie jest jeszcze taka, jaką byśmy chcieli widzieć. Patrzymy na to jak rozgrywa piłkę Chrobry i mamy do ich gry w tym elemencie szacunek. Cieszymy się, że mogliśmy grać z nimi teraz, bo po zimie będą niezwykle groźni.
W przypadku awansu drużyny robiły zmian w kadrze szukając jakości. Myśli Pan, że w przypadku awansu ta drużyna da radę w ekstraklasie czy będziecie również szukać innych zawodników jak pokazują przykłady Wisły Płock czy Arki?
Ja myślę, że na każdym etapie trzeba szukać jakości. Chciałbym mieć taki problem w leci, bo to będzie oznaczać, że awansujemy do ekstraklasy. Na razie jednak skupiamy się na 15 meczach wiosennych. Teraz musimy dobrać graczy, którzy będą pasować umiejętnościami i charakterem do tej szatni. Pamiętajmy, że Ci zawodnicy muszą również podołać presji, która będzie dużo większa niż teraz. Podsumowując jednak rok – myślę, że był to udany rok dla nas, dla wszystkich związanych z klubem. Pewnych rzeczy się uczymy jeszcze, ale szybko wyciągamy wnioski z błędów. Będziemy dalej szli ku wyznaczonemu celowi. Mam nadzieję, że w czerwcu powiemy wszyscy, że się udało.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


TrójkolorowyChorzów
27 listopada 2016 at 14:29
Brzęczek dobrze godo! Dziękujemy mu za te świetne wyniki! Brawo!