Piłka nożna
Minusy po meczu z Pogonią
Niewiele się u nas zmienia. Nadal nie ma pozytywów, a im dalej w las tym gorzej. Piłkarze są dramatyczni, trener jak na razie nie ogarnia, prezes jeszcze nie reaguje. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale na razie jest beznadziejnie.
Minusy:
– Znów porażka u siebie na inaugurację – o ile rok temu Wigry były jednak wyjściowo dość dobry zespołem, to teraz przyjeżdżał do nas słabszy zespół. Mimo to jednak zespół poważny, walczący i potrafiący wykorzystać błędy.
– Porażka w przewadze – nawet odstawiając taką żenadę, w końcówce przez 10 minut graliśmy z przewagą jednego zawodnika. Nasi zawodnicy nie dość, ze nie strzelili gola, to jeszcze nie utrzymali remisu…
– Brak walki – banda leserów na tle ambitnych piłkarzy Pogoni. To było widać jak na dłoni. Tamci gryźli trawę, walczyli o stracone piłki. Nasze gwiazdy tylko się temu przyglądały.
– Mokwa, Kędziora i inni nowi – dwaj pierwsi wymienieni zagrali na dyskwalifikującym poziomie. Jeden nie ogarniał w obronie, fatalnie się ustawiał i spektakularnie przegrywał pojedynki biegowe, drugi po prostu przestatystował całe spotkanie. Powiedzielibyśmy, że graliśmy w dziewiątkę, ale jakby tak zsumować zaangażowanie i postawę wszystkich, to by wyszło, że graliśmy może w piątkę.
– Stałe fragmenty Cerimagića – nawet jak nie idzie z gry, to rzuty wolne mogą pomóc. Niestety zawodnik tak strasznie je wykonywał, że prawie wszystko szło na pierwszego rywala.
– Brak kadry – trener sprawdził w dwóch meczach aż 20 zawodników i żaden z nich nie pokazał, ze jest godzien walki o ekstraklasę, a w większości spisali się fatalnie. Naprawdę nie ma już alternatyw i trzeba grać, tym co jest.
– Działanie na szkodę klubu – piłkarze swoją postawą kreują fatalną atmosferę już na samym wstępie sezonu. Już po poprzednich rozgrywkach nie było cienia zaufania do drużyny, teraz ten stan się coraz bardziej pogłębia.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Jerzy
31 lipca 2017 at 10:59
No ale był jeden plus… Gol! To się często nam nie przytrafia. Fakt że po karnym ale jednak gol i ten jeden plusik jest ha ha 🙂
Kibol
31 lipca 2017 at 11:55
mandrysz to chyba brzeczek 2
Adi
31 lipca 2017 at 14:06
No narazie Mandrysz ma bilans 0-0-2 w oficjalnych meczach. Zobaczymy co będzie po Legnicy 😉
bce
31 lipca 2017 at 15:15
Mała pauza w pracy. Adi dajmy czas Mandryszowi. O awans nie gramy na pewno. Opanuje ten kurwidołek. Mokwa i Kędziora spie… z tego klubu!!!
K… narzekałem na Gonza i Oliego przepraszam. Pierwszy przynajmniej biegał, drugi elektryk ale w porównaniu do tych c.. Mokwy i Kędziora mieli jaja.
jary
31 lipca 2017 at 15:42
Czy ktoś się orientuje dlaczego poza 18-stką nie było Prokića i Yunisa na ten temat cisza/?
buk
31 lipca 2017 at 16:12
Bo obstawiali u buka live 😀
Mecza
31 lipca 2017 at 18:05
@jary, pewnie podpadli Mandryszowi w ostatnim meczu i tygodniu treningowym. Po sobocie będzie kilku następnych. Już się pojawiają pomału przeprosiny do Gonza ale niech się obrażają i wypad, stajemy po stronie trenera!
Mecza
31 lipca 2017 at 18:41
Dlaczego Siedlce walczyły? Bo walczyli o lepsze kontrakty u takich frajerów jak my. U nas już mamy nowy zaciąg, za rok będą następni. Trenerze Mandrysz wierzę w awans w 2019 roku, rób porządek bez sentymentów. Pierwszy Nowak do odstrzału bo powinien pomóc drużynie przy strzałach z dystansu, Abramowicz by wyciągnął bo jeszcze ma ambicje a nie dorabia do emerytury.
Berol
31 lipca 2017 at 18:46
kolejny minus to plan transmisji 3 kolejki przez Polsat znajac życie zas bedzie obciach na cała Polske z Puszczą Niepołomice ………… nie komentuje szpilu z Pogonią Siedlce bo szkoda sie wkurwiac, zreszta wszystko tu już zostało napisane
Solski
31 lipca 2017 at 20:24
Czy pan Motała patrzy na transfery i wzmocnienia konkurencji?
Za co bierze kasę? Ja wiem, że nie liczy się ilość, a jakość ale ten pan nie osiąga ani ilości, ani jakości. Nawet pachnący inaczej zza miedzy maja większe ruchy transferowe pomimo zakazu transferów, sosnowiec i tychy tez nam odlecieli a Pan MOTAŁA ma kurwa wszystko w dupie. Ściągnię jeszcze ze 2-3 emerytów i powie że to pasuje do polityki i wizji klubu. CZY KTOŚ TO KU..A W widzi?
Proszę wypierdolcie go
Tomek
31 lipca 2017 at 20:50
Dlaczego moje komentarze nie ukazują się na stronie czyżby cenzura?
obiektywny
31 lipca 2017 at 20:55
dlaczego nie grają sparingów skoro są nieprzygotowani zespołowo?
obiektywny
31 lipca 2017 at 21:06
Od dłuższego czasu czytam wszystkie komentarze i dochodzę do wniosku, że pomimo dekady upokorzeń nadal jest grupa ludzi, którzy nie wyciągają żadnych wniosków. Zamiast uczyć się na błędach co roku te same teksty o dawaniu szansy… poczekajmy kilka kolejek, muszą się ograć…że to wina piłkarzy itd. Tomek słusznie zauważył, że piłkarze się zmieniają, w innych klubach grają dobrze tylko u nas coś nie tak od lat.Pan prezes który z wszystkimi jest na „ty” nie poniósł jeszcze żadnej odpowiedzialności za swoją pracę.Zobaczcie na 90 minut, ruch o odra grają sparing bo trzeba jeszcze dograć coś a u nas trener tłumaczy się, że zawodnicy są nieograni ale sparingu nie ma.Nie mam złudzeń, że w tym roku awansu nie będzie ani w następnym dopóki pan Cygan jest prezesem.
Korek
1 sierpnia 2017 at 09:45
Nasze wzmocnienia to szrot, niechciany w innych klubach. Ten kto jest za to odpowiedzialny, powinien przeprosić i odejść. Umiejętności czysto piłkarskie jakie są takie są, ale ich brak można nadrobić ambicją, szybkością i „gryzieniem trawy”.
Niestety niczego takiego nie ma u naszych kopaczy. Smutne to.
Greg
2 sierpnia 2017 at 16:10
W Zabrzu fiesta w Tychach nowy stadion duże wzmocnienia w sosnowcu zjebanym spore wzmocnienia w Katowicach bez zmian prezes bez jaj który niechce albo nie moze awansować stadion dramat wzmocnienia szkoda gadać Motala do dymisji odrazu Cygan zrozum ze pięknie ze klub wyszedł finansowo na prosta ale bez wyników piłkarskich co ty chcesz miec pusty stadion co to kurwa za wzmocnienia są chopie obudź sie sezon sie zaczął a my dalej w dupie są obniżanie ceny karnetów po co lepiej sprowadzcie jakiś młodych zawodników ale. Nie z takim dyr. Sportowym bez ambicji kurwa jesteście wszyscy począwszy od ciebie kończąc na tych pseudo piłkarzach
Dziadek
2 sierpnia 2017 at 16:51
Plusy, minusy, kogo to jeszcze obchodzi? Gieksa to taka spółka miejska przez którą wygodnie wyprowadzać kasę z miasta (bo w spółce wszystko tajne). Dlatego ekstraklasa im nie na rękę, bo za bardzo na świeczniku panowie będą. Gieksę uratuje tylko prywatny sponsor, ale nikt tu nie przyjdzie, bo miasto chce być większościowym udziałowcem, więc nikt przy zdrowych zmysłach dużej kasy nie zainwestuje nie mając nic do powiedzenia. Dla Cygana, piłkarzy i innych to ciepły kurwidołek z którego można fajnie żyć. I tak jest od lat. Jesienią B1 powinna być pusta. No chyba że zapomnieliście że ktoś puścił poprzedni sezon? Po chamsku, na oczach wszystkich się podkładali. Kto kazał? Starszyzna? Cygan? UM? No chyba że ktoś jest idiotą i łyka, że stało się to „sportowo na boisku”…
obiektywny
2 sierpnia 2017 at 20:25
Nie chciałbym być złym prorokiem, ale wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie będzie to samo. Z całym szacunkiem do p. Mandrysza ale on też dobrze wie o co gra i jest juz odpowiednio nakierowany przez Cygana.