Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W minionym tygodniu koronawirus pokrzyżował plany rozegrania spotkań przez piłkarki oraz siatkarzy. Występy obu drużyn zostały przełożone ze względu na zakażenia w naszych ekipach. Panie miały rozegrać mecz z Czarnymi Sosnowiec, panowie z Jastrzębskim Węglem. W ekstralidze kobiet planowo została do rozegrania jedna kolejka (w przyszły weekend, GieKSa ma do rozegrania mecz z APLG Gdańsk) i spotkanie w Pucharze Polski (04 listopada). W Pucharze Polski piłkarki mają się zmierzyć z drugoligową drużyną WAP Włocławek na wyjeździe.Siatkarze planowo mają do rozegrania mecz w przyszłą niedzielę (08 listopada) z Indykpolem AZS-em Olsztyn.
Piłkarze z kolei wygrali w zaległym meczu 9 kolejki z Błękitnymi Stargard 5:0 (3:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Hokeiści rozegrali dwa spotkania w ubiegłym tygodniu. Oba mecze zakończyły się identycznym wynikiem 5:2, z tą różnicą, że w meczu z Zagłębiem Sosnowiec wygrała GieKSa, a w meczu z JKH GKS-em Jastrzębie przegrała. Jedno i drugie spotkanie było rozgrywane w Satelicie.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Stało się ! Czwarty mecz 10. kolejki odwołany. Koronoprzekręt ?
Mamy czwarty przełożony mecz w 10. kolejce Ekstraligi. Z powodu oficjalnej interwencji sanepidu mecz Czarnych Sosnowiec z GKS-em Katowice został odwołany.
Według naszej wiedzy już na początku tygodnia GKS Katowice wysłał oficjalne pisma do PZPN-u z prośbą o przełożenie spotkania z Czarnymi Sosnowiec. Oficjalnie klub z Górnego Śląska argumentował izolacją covidovą większości zawodniczek. Według naszej wiedzy prośba została odrzucona. Nie wiadomo także, które zawodniczki są zarażone.
Jednak GieKSa się nie poddała i wysłała pismo do sanepidu. Pociągnęło to konsekwencje, bo TVP nie czekając na decyzję, zrezygnowała z transmisji spotkania na TVP SPORT. Zapadła decyzja, iż będzie transmitowany mecz Medyka Konin z AZS UJ Kraków. Po godzinie 17 oficjalnie podano do wiadomości, że mecz został odwołany.
Jak wypowiedział się dyrektor Czarnych Sosnowiec Grzegorz Majewski: – ‚Skandal level PRO. (…) Piłkarki i sztab mają kwarantannę …. uwaga do drugiego listopada, czyli jeszcze trzy dni. Potwierdzony przypadek musiał mieć miejsce w ubiegły piątek. Sanepid został poinformowany dopiero wczoraj (czwartek – 29.10), że taki przypadek miał miejsce. Dziwna sytuacja, chyba nie był to przypadek. Komuś bardzo zależało na przełożeniu tego meczu. My jako klub KKS Czarni Sosnowiec nie zostawimy tego bez konsekwencji wobec zatajenia informacji o zarażeniu i nie zastosowania odpowiednio wcześnie izolacji dla jednego potwierdzonego przypadku. Dramat’.
dziennikzachodni.pl – Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!
W sobotę 31 października miał zostać rozegrany mecz kobiecej Ekstraligi Czarni Sosnowiec – GKS Katowice. Dzień wcześniej spotkanie zostało jednak odwołane. Dlaczego?
Czarne Sosnowiec zdecydowanie prowadzą w tabeli Ekstraligi, GKS Katowice spisuje się słabiej niż w poprzednich sezonach. W sobotę 31 października miało dojść do meczu tych zespołów na Stadionie Ludowym w Sosnowcu. Na niespełna dobę przed pierwszym gwizdkiem sędzi spotkanie odwołano. Udało nam się zajrzeć za kulisy tej decyzji.
W minionym tygodniu jedna z zawodniczek zgłosiła do klubu zakażenie koronawirusem u członka rodziny, co wiązało się z ryzykiem także dla niej. Została więc odizolowana od zespołu, na kwarantanne trafiła też piłkarka, która dzieliła z nią pokój. Ten fakt, związany także z osłabieniem zespołu przeżywającego problemy kadrowe, skłonił GKS Katowice do złożenia wniosku do PZPN o przełożenie spotkania z Czarnymi.
PZPN wniosek odrzucił, uznając, że jeden przypadek (piłkarka otrzymała w tym czasie pozytywny wynik testu) nie stanowi przesłanki do zmiany terminarza rozgrywek. GKS wznowił więc treningi, ale jednocześnie o chorobie zawodniczki poinformował Sanepid, który wydał decyzję o przejściu całej drużyny na kwarantannę.
W takiej sytuacji PZPN nie miał wyjścia i mecz został odwołany.
Postępowanie GKS-u wzbudziło duże emocje w Sosnowcu.
– Najbardziej boli nas fakt, że dowiedzieliśmy się o odwołaniu meczu dopiero w piątek po 18. Wygląda to na celowe działania związane z kłopotami kadrowymi GKS-u, który chce być profesjonalnym klubem, a nie ma nawet zespołu rezerw. Bo dlaczego informacja do Sanepidu poszła nie od razu, a dopiero wtedy, gdy PZPN odpowiedział odmownie na pytanie o przełożenie spotkania? My też mamy dwie dziewczyny w izolacji po powrocie z reprezentacji, a jednak nie robimy takich rzeczy, bo najważniejsze jest dla nas granie w piłkę – mówi dyrektor Czarnych, Grzegorz Majewski. – Specjalnie organizowaliśmy to spotkanie na Stadionie Ludowym, przy światłach, miała być transmisja telewizyjna, krótko mówiąc świetna reklama dla piłki kobiecej. Pojawiło się wielu sponsorów, którzy chcieli się przy takiej okazji pokazać, na ledy, po raz pierwszy w kobiecym futbolu, zamierzał wejść STS. Na pewno wyślemy pismo do PZPN, w którym będziemy się domagać od GKS-u pokrycia wszystkich kosztów, jakie ponieśliśmy w związku z organizacją tego meczu.
Sporo wskazuje na to, że nowy termin meczu Czarni Sosnowiec – GKS Katowice zostanie wyznaczony na 11 listopada.
SIATKÓWKA
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Bardzo dużo zakażeń w zespole siatkarzy
Koronawirus atakuje w siatkarskim GKS-ie Katowice. W zespole jest już pandemia.
GKS Katowice poinformował o kolejnych zakażeniach koronawirusem w zespole siatkarzy.
Oświadczenie klubu:
Informujemy, że wyniki testów RT-PCR na obecność SARS-CoV-2 dały wynik pozytywny w przypadku pięciu kolejnych członków zespołu siatkarzy GKS-u Katowice. Tym samym obecnie zarażonych koronawirusem jest łącznie jedenastu siatkarzy naszego Klubu. Przypominamy, że testy członków sztabu szkoleniowego GKS-u dały wynik negatywny.
Chorzy lub zakażeni przedstawiciele drużyny będą mogli podać do publicznej wiadomości swoje dane za pomocą prywatnych kont w mediach społecznościowych. Co najważniejsze, na chwilę obecną przebieg choroby u większości naszych zawodników jest łagodny.
Nieustannie jesteśmy w kontakcie z władzami PLS oraz służbami medycznymi i sanitarnymi nadzorującymi przebieg izolacji. Przypominamy, że ligowe mecze naszego Klubu z Jastrzębskim Węglem i Treflem Gdańsk zostały odwołane i przełożone na późniejszy termin. Będziemy informować o stanie zdrowia naszych zawodników w kolejnych komunikatach.
Dziękujemy za wyrazy wsparcia ze strony naszych Kibiców i całej siatkarskiej Polski!
siatka.org – Coraz więcej zakażonych w GKS-ie Katowice
Już u jedenastu siatkarzy GKS-u Katowice potwierdzono zakażenie koronawirusem. We wtorek klub poinformował o pozytywnych wynikach testów na obecność SARS-CoV-2 w organizmie sześciu zawodników. W czwartek okazało się, że zarażonych jest pięciu kolejnych.
HOKEJ
infokatowice.pl – Pewne zwycięstwo GieKSy z Zagłębiem
W zaległym spotkaniu Polskiej Hokej Ligi GieKSa pokonała Zagłębie Sosnowiec 5:2. Jest to piąte z rzędu zwycięstwo katowiczan.
Od początku spotkania przewagę na lodzie posiadali gospodarze, którzy długimi momentami zamykali sosnowiczan w ich tercji. Pomimo tego na tablicy świetlnej długo utrzymywał się bezbramkowy remis, głównie za sprawą debiutującego w bramce Zagłębia Kanadyjczyka Codiego Portera. Napór katowiczan przyniósł efekt w 18 min., kiedy krążek do siatki skierował sprowadzony przed sezonem z Sosnowca Stoklasa. Pierwsza tercja skończyła się więc jednobramkowym prowadzeniem GieKSy.
Druga odsłona rozpoczęła się od dwuminutowej gry w przewadze GKS-u, oblężenie bramki Portera nie przyniosło jednak efektu. Niewiele później to podopieczni trenera Piotra Sarnika grali w osłabieniu, nie pozwalając rywalom na przeprowadzenie żadnej groźnej akcji. Chwilę po powrocie na lód Cunika na ławkę kar powędrował Łopuski. Tym razem przyjezdni zagrali znacznie lepiej, a co ważne, także skuteczniej, doprowadzając do remisu. Choć spotkanie w drugiej tercji było znacznie bardziej wyrównane, kolejne bramki zdobywali już tylko katowiczanie. W 32 min. na listę strzelców wpisał się Wajda, wykorzystując dobre podanie Pasiuta, a na kilkanaście sekund przed końcową syreną swoje trafienie dołożył Michalski i po czterdziestu minutach było 3:1 dla GieKSy.
W trzeciej części gospodarze kontrowali przebieg pojedynku. W 48 min. swoją drugą bramkę zdobył Michalski, a w 54 min. sosnowieckiego golkipera precyzyjnym strzałem z niebieskiej linii pokonał także Franssila. W końcówce jedną z nielicznych akcji w tej tercji przeprowadziło Zagłębie, a Nikiforov nie dał szans Simbochowi. Tym samym GieKSa pokonała Zagłębie 5:2. Było to piąte z rzędu zwycięstwo katowickich hokeistów.
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:2 (1:0; 2:1; 2:1)
hokej.net – JKH górą w hicie na Satelicie
Zarówno GKS Katowice, jak i JKH GKS Jastrzębie w ostatnim czasie byli na fali wznoszącej; nic więc dziwnego, że dzisiejsze starcie było anonsowane jako hit kolejki. Górą okazali się być przyjezdni, którzy triumfowali 5:2. Hat-trickiem błysnął Zackary Phillips, kompletując go w ostatniej sekundzie strzałem do pustej bramki.
Początek pierwszej odsłony spotkania to sporo niedokładności po obu stronach. Pierwsi grę uporządkowali jastrzębianie. Efektem przewagi gości była dosyć kuriozalny gol strzelony w drugiej minucie meczu. Juraj Šimboch sparował kąśliwe uderzenie Macieja Urbanowicza, krążek odbił się od nogi Radosława Sawickiego i wpadł do bramki. Sędzia po analizie video stwierdził że bramka została zdobyta prawidłowo. Katowiczanie wkrótce otrząsnęli się po stracie gola i coraz częściej zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Patrika Nechvátala. Doskonałą okazję na wyrównanie zmarnował Grzegorz Pasiut. W 13 minucie na ławkę kar powędrował Dominik Jarosz, na którego arbiter nałożył karę łączoną 2 minuty za atak z tyłu i 10 minut za niesportowe zachowanie. Na wykorzystanie gry w przewadze gospodarze potrzebowali raptem 22 sekundy. Patryk Krężołek sprytnym strzałem dobił krążek po uderzeniu Mateusza Michalskiego. Gospodarze poszli za ciosem i w 19 minucie Patryk Wajda atomowym strzałem z niebieskiej linii znalazł sposób na świetnie dysponowanego Nechvátala. I kiedy wydawało się, że na tym emocje w pierwszej tercji się skończyły, do akcji ponownie weszli jastrzębianie. To, co wydarzyło się w ostatniej minucie to prawdziwy rollercoaster. W zamieszaniu podbramkowym największą przytomność umysłu zachował Marcin Horzelski, który wepchnął krążek do bramki Šimbocha po akcji Kamila Wałęgi. Sytuacja była mocno kontrowersyjna i arbiter drugi raz skorzystał z video weryfikacji, po czym ponownie wskazał na środek tafli.
Końcówka pierwszej tercji była doskonałym zwiastunem emocji jakie przyniosła druga odsłona tego spotkania. Goście rozpoczęli od mocnego uderzenia. Zackary Philips popisał się pięknym uderzeniem i z bliskiej odległości pokonał Šimbocha. Jastrzębianie grali w tej części dużo bardziej dojrzale, uważnie w obronie i mądrze w ataku. Poczynania gospodarzy przypominały bicie głową w mur. Nie pomogły kolejne okresy gry w przewadze – podopieczni Piotra Sarnika nie potrafili wykorzystać nawet 47 sekund podwójnego osłabienia przeciwnika. A że niewykorzystane okazje się mszczą przypomniał gospodarzom ponownie Zackary Philips, podwyższając rezultat na 4-2.Pod koniec tercji gapiostwo jastrzębian mogło skończyć się golem kontaktowym ale bramkarz skutecznie zamroził gumę w łapaczce.
Trzecia tercja to nieustanne ataki katowiczan i spokojna kontrola meczu przez hokeistów JKH. Doskonałą okazję na podwyższenie wyniku miał Martin Kasperlik, jednak jego uderzenie zatrzymało się na słupku bramki gospodarzy. W ataku gości najwięcej wiatru robił Maciej Urbanowicz. Na minutę przed końcem spotkania trener gospodarzy wycofał bramkarza, jednak katowiczanie nie wykorzystali gry w przewadze, a na sekundę przed końcem meczu wynik ustalił najlepszy na tafli Zackary Philips posyłając krążek do „pustaka”.
[…] GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:5 (2:2, 0:2, 0:1)
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Galeria Piłka nożna
Wesoły nam mecz dziś nastał
W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.


Najnowsze komentarze