Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W minionym tygodniu koronawirus pokrzyżował plany rozegrania spotkań przez piłkarki oraz siatkarzy. Występy obu drużyn zostały przełożone ze względu na zakażenia w naszych ekipach. Panie miały rozegrać mecz z Czarnymi Sosnowiec, panowie z Jastrzębskim Węglem. W ekstralidze kobiet planowo została do rozegrania jedna kolejka (w przyszły weekend, GieKSa ma do rozegrania mecz z APLG Gdańsk) i spotkanie w Pucharze Polski (04 listopada). W Pucharze Polski piłkarki mają się zmierzyć z drugoligową drużyną WAP Włocławek na wyjeździe.Siatkarze planowo mają do rozegrania mecz w przyszłą niedzielę (08 listopada) z Indykpolem AZS-em Olsztyn.
Piłkarze z kolei wygrali w zaległym meczu 9 kolejki z Błękitnymi Stargard 5:0 (3:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Hokeiści rozegrali dwa spotkania w ubiegłym tygodniu. Oba mecze zakończyły się identycznym wynikiem 5:2, z tą różnicą, że w meczu z Zagłębiem Sosnowiec wygrała GieKSa, a w meczu z JKH GKS-em Jastrzębie przegrała. Jedno i drugie spotkanie było rozgrywane w Satelicie.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Stało się ! Czwarty mecz 10. kolejki odwołany. Koronoprzekręt ?
Mamy czwarty przełożony mecz w 10. kolejce Ekstraligi. Z powodu oficjalnej interwencji sanepidu mecz Czarnych Sosnowiec z GKS-em Katowice został odwołany.
Według naszej wiedzy już na początku tygodnia GKS Katowice wysłał oficjalne pisma do PZPN-u z prośbą o przełożenie spotkania z Czarnymi Sosnowiec. Oficjalnie klub z Górnego Śląska argumentował izolacją covidovą większości zawodniczek. Według naszej wiedzy prośba została odrzucona. Nie wiadomo także, które zawodniczki są zarażone.
Jednak GieKSa się nie poddała i wysłała pismo do sanepidu. Pociągnęło to konsekwencje, bo TVP nie czekając na decyzję, zrezygnowała z transmisji spotkania na TVP SPORT. Zapadła decyzja, iż będzie transmitowany mecz Medyka Konin z AZS UJ Kraków. Po godzinie 17 oficjalnie podano do wiadomości, że mecz został odwołany.
Jak wypowiedział się dyrektor Czarnych Sosnowiec Grzegorz Majewski: – ‚Skandal level PRO. (…) Piłkarki i sztab mają kwarantannę …. uwaga do drugiego listopada, czyli jeszcze trzy dni. Potwierdzony przypadek musiał mieć miejsce w ubiegły piątek. Sanepid został poinformowany dopiero wczoraj (czwartek – 29.10), że taki przypadek miał miejsce. Dziwna sytuacja, chyba nie był to przypadek. Komuś bardzo zależało na przełożeniu tego meczu. My jako klub KKS Czarni Sosnowiec nie zostawimy tego bez konsekwencji wobec zatajenia informacji o zarażeniu i nie zastosowania odpowiednio wcześnie izolacji dla jednego potwierdzonego przypadku. Dramat’.
dziennikzachodni.pl – Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!
W sobotę 31 października miał zostać rozegrany mecz kobiecej Ekstraligi Czarni Sosnowiec – GKS Katowice. Dzień wcześniej spotkanie zostało jednak odwołane. Dlaczego?
Czarne Sosnowiec zdecydowanie prowadzą w tabeli Ekstraligi, GKS Katowice spisuje się słabiej niż w poprzednich sezonach. W sobotę 31 października miało dojść do meczu tych zespołów na Stadionie Ludowym w Sosnowcu. Na niespełna dobę przed pierwszym gwizdkiem sędzi spotkanie odwołano. Udało nam się zajrzeć za kulisy tej decyzji.
W minionym tygodniu jedna z zawodniczek zgłosiła do klubu zakażenie koronawirusem u członka rodziny, co wiązało się z ryzykiem także dla niej. Została więc odizolowana od zespołu, na kwarantanne trafiła też piłkarka, która dzieliła z nią pokój. Ten fakt, związany także z osłabieniem zespołu przeżywającego problemy kadrowe, skłonił GKS Katowice do złożenia wniosku do PZPN o przełożenie spotkania z Czarnymi.
PZPN wniosek odrzucił, uznając, że jeden przypadek (piłkarka otrzymała w tym czasie pozytywny wynik testu) nie stanowi przesłanki do zmiany terminarza rozgrywek. GKS wznowił więc treningi, ale jednocześnie o chorobie zawodniczki poinformował Sanepid, który wydał decyzję o przejściu całej drużyny na kwarantannę.
W takiej sytuacji PZPN nie miał wyjścia i mecz został odwołany.
Postępowanie GKS-u wzbudziło duże emocje w Sosnowcu.
– Najbardziej boli nas fakt, że dowiedzieliśmy się o odwołaniu meczu dopiero w piątek po 18. Wygląda to na celowe działania związane z kłopotami kadrowymi GKS-u, który chce być profesjonalnym klubem, a nie ma nawet zespołu rezerw. Bo dlaczego informacja do Sanepidu poszła nie od razu, a dopiero wtedy, gdy PZPN odpowiedział odmownie na pytanie o przełożenie spotkania? My też mamy dwie dziewczyny w izolacji po powrocie z reprezentacji, a jednak nie robimy takich rzeczy, bo najważniejsze jest dla nas granie w piłkę – mówi dyrektor Czarnych, Grzegorz Majewski. – Specjalnie organizowaliśmy to spotkanie na Stadionie Ludowym, przy światłach, miała być transmisja telewizyjna, krótko mówiąc świetna reklama dla piłki kobiecej. Pojawiło się wielu sponsorów, którzy chcieli się przy takiej okazji pokazać, na ledy, po raz pierwszy w kobiecym futbolu, zamierzał wejść STS. Na pewno wyślemy pismo do PZPN, w którym będziemy się domagać od GKS-u pokrycia wszystkich kosztów, jakie ponieśliśmy w związku z organizacją tego meczu.
Sporo wskazuje na to, że nowy termin meczu Czarni Sosnowiec – GKS Katowice zostanie wyznaczony na 11 listopada.
SIATKÓWKA
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Bardzo dużo zakażeń w zespole siatkarzy
Koronawirus atakuje w siatkarskim GKS-ie Katowice. W zespole jest już pandemia.
GKS Katowice poinformował o kolejnych zakażeniach koronawirusem w zespole siatkarzy.
Oświadczenie klubu:
Informujemy, że wyniki testów RT-PCR na obecność SARS-CoV-2 dały wynik pozytywny w przypadku pięciu kolejnych członków zespołu siatkarzy GKS-u Katowice. Tym samym obecnie zarażonych koronawirusem jest łącznie jedenastu siatkarzy naszego Klubu. Przypominamy, że testy członków sztabu szkoleniowego GKS-u dały wynik negatywny.
Chorzy lub zakażeni przedstawiciele drużyny będą mogli podać do publicznej wiadomości swoje dane za pomocą prywatnych kont w mediach społecznościowych. Co najważniejsze, na chwilę obecną przebieg choroby u większości naszych zawodników jest łagodny.
Nieustannie jesteśmy w kontakcie z władzami PLS oraz służbami medycznymi i sanitarnymi nadzorującymi przebieg izolacji. Przypominamy, że ligowe mecze naszego Klubu z Jastrzębskim Węglem i Treflem Gdańsk zostały odwołane i przełożone na późniejszy termin. Będziemy informować o stanie zdrowia naszych zawodników w kolejnych komunikatach.
Dziękujemy za wyrazy wsparcia ze strony naszych Kibiców i całej siatkarskiej Polski!
siatka.org – Coraz więcej zakażonych w GKS-ie Katowice
Już u jedenastu siatkarzy GKS-u Katowice potwierdzono zakażenie koronawirusem. We wtorek klub poinformował o pozytywnych wynikach testów na obecność SARS-CoV-2 w organizmie sześciu zawodników. W czwartek okazało się, że zarażonych jest pięciu kolejnych.
HOKEJ
infokatowice.pl – Pewne zwycięstwo GieKSy z Zagłębiem
W zaległym spotkaniu Polskiej Hokej Ligi GieKSa pokonała Zagłębie Sosnowiec 5:2. Jest to piąte z rzędu zwycięstwo katowiczan.
Od początku spotkania przewagę na lodzie posiadali gospodarze, którzy długimi momentami zamykali sosnowiczan w ich tercji. Pomimo tego na tablicy świetlnej długo utrzymywał się bezbramkowy remis, głównie za sprawą debiutującego w bramce Zagłębia Kanadyjczyka Codiego Portera. Napór katowiczan przyniósł efekt w 18 min., kiedy krążek do siatki skierował sprowadzony przed sezonem z Sosnowca Stoklasa. Pierwsza tercja skończyła się więc jednobramkowym prowadzeniem GieKSy.
Druga odsłona rozpoczęła się od dwuminutowej gry w przewadze GKS-u, oblężenie bramki Portera nie przyniosło jednak efektu. Niewiele później to podopieczni trenera Piotra Sarnika grali w osłabieniu, nie pozwalając rywalom na przeprowadzenie żadnej groźnej akcji. Chwilę po powrocie na lód Cunika na ławkę kar powędrował Łopuski. Tym razem przyjezdni zagrali znacznie lepiej, a co ważne, także skuteczniej, doprowadzając do remisu. Choć spotkanie w drugiej tercji było znacznie bardziej wyrównane, kolejne bramki zdobywali już tylko katowiczanie. W 32 min. na listę strzelców wpisał się Wajda, wykorzystując dobre podanie Pasiuta, a na kilkanaście sekund przed końcową syreną swoje trafienie dołożył Michalski i po czterdziestu minutach było 3:1 dla GieKSy.
W trzeciej części gospodarze kontrowali przebieg pojedynku. W 48 min. swoją drugą bramkę zdobył Michalski, a w 54 min. sosnowieckiego golkipera precyzyjnym strzałem z niebieskiej linii pokonał także Franssila. W końcówce jedną z nielicznych akcji w tej tercji przeprowadziło Zagłębie, a Nikiforov nie dał szans Simbochowi. Tym samym GieKSa pokonała Zagłębie 5:2. Było to piąte z rzędu zwycięstwo katowickich hokeistów.
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:2 (1:0; 2:1; 2:1)
hokej.net – JKH górą w hicie na Satelicie
Zarówno GKS Katowice, jak i JKH GKS Jastrzębie w ostatnim czasie byli na fali wznoszącej; nic więc dziwnego, że dzisiejsze starcie było anonsowane jako hit kolejki. Górą okazali się być przyjezdni, którzy triumfowali 5:2. Hat-trickiem błysnął Zackary Phillips, kompletując go w ostatniej sekundzie strzałem do pustej bramki.
Początek pierwszej odsłony spotkania to sporo niedokładności po obu stronach. Pierwsi grę uporządkowali jastrzębianie. Efektem przewagi gości była dosyć kuriozalny gol strzelony w drugiej minucie meczu. Juraj Šimboch sparował kąśliwe uderzenie Macieja Urbanowicza, krążek odbił się od nogi Radosława Sawickiego i wpadł do bramki. Sędzia po analizie video stwierdził że bramka została zdobyta prawidłowo. Katowiczanie wkrótce otrząsnęli się po stracie gola i coraz częściej zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Patrika Nechvátala. Doskonałą okazję na wyrównanie zmarnował Grzegorz Pasiut. W 13 minucie na ławkę kar powędrował Dominik Jarosz, na którego arbiter nałożył karę łączoną 2 minuty za atak z tyłu i 10 minut za niesportowe zachowanie. Na wykorzystanie gry w przewadze gospodarze potrzebowali raptem 22 sekundy. Patryk Krężołek sprytnym strzałem dobił krążek po uderzeniu Mateusza Michalskiego. Gospodarze poszli za ciosem i w 19 minucie Patryk Wajda atomowym strzałem z niebieskiej linii znalazł sposób na świetnie dysponowanego Nechvátala. I kiedy wydawało się, że na tym emocje w pierwszej tercji się skończyły, do akcji ponownie weszli jastrzębianie. To, co wydarzyło się w ostatniej minucie to prawdziwy rollercoaster. W zamieszaniu podbramkowym największą przytomność umysłu zachował Marcin Horzelski, który wepchnął krążek do bramki Šimbocha po akcji Kamila Wałęgi. Sytuacja była mocno kontrowersyjna i arbiter drugi raz skorzystał z video weryfikacji, po czym ponownie wskazał na środek tafli.
Końcówka pierwszej tercji była doskonałym zwiastunem emocji jakie przyniosła druga odsłona tego spotkania. Goście rozpoczęli od mocnego uderzenia. Zackary Philips popisał się pięknym uderzeniem i z bliskiej odległości pokonał Šimbocha. Jastrzębianie grali w tej części dużo bardziej dojrzale, uważnie w obronie i mądrze w ataku. Poczynania gospodarzy przypominały bicie głową w mur. Nie pomogły kolejne okresy gry w przewadze – podopieczni Piotra Sarnika nie potrafili wykorzystać nawet 47 sekund podwójnego osłabienia przeciwnika. A że niewykorzystane okazje się mszczą przypomniał gospodarzom ponownie Zackary Philips, podwyższając rezultat na 4-2.Pod koniec tercji gapiostwo jastrzębian mogło skończyć się golem kontaktowym ale bramkarz skutecznie zamroził gumę w łapaczce.
Trzecia tercja to nieustanne ataki katowiczan i spokojna kontrola meczu przez hokeistów JKH. Doskonałą okazję na podwyższenie wyniku miał Martin Kasperlik, jednak jego uderzenie zatrzymało się na słupku bramki gospodarzy. W ataku gości najwięcej wiatru robił Maciej Urbanowicz. Na minutę przed końcem spotkania trener gospodarzy wycofał bramkarza, jednak katowiczanie nie wykorzystali gry w przewadze, a na sekundę przed końcem meczu wynik ustalił najlepszy na tafli Zackary Philips posyłając krążek do „pustaka”.
[…] GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:5 (2:2, 0:2, 0:1)
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze