Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Emocji nie zabrakło, aż 108 minut kar!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

 

PIŁKA NOŻNA

expressilustrowany.pl – Niewiele brakowało, żeby łodzianki były z lepszych humorach

[…] Jedynego gola w tym meczu zdobyła w 55 minucie Hajduk, która pokonała bramkarkę zespołu z naszego miasta uderzeniem głową po dośrodkowaniu z rożnego. Umówmy się, że przy choć odrobinie większym szczęściu podopieczne trenera Marka Chojnackiego mogły pokusić się o znacznie lepszy wynik. M.in. Turkiewicz trafiła w poprzeczkę, a Karczewska w słupek.

 

2×45.info – Podsumowanie letniego okna transferowego w I lidze. Oceniamy ruchy wszystkich drużyn

Okienko transferowe w I lidze zamknęło się prawie dwa tygodnie temu, lecz w czasie, gdy zbierały się reprezentacje różnych krajów, na zapleczu Ekstraklasy wciąż dopinano kilka zmian kadrowych. Kto się wzmocnił, a kto osłabił przed rozpoczętym już sezonem 2018/19? Zapraszamy do naszej oceny ruchów transferowych pierwszoligowych klubów. Swoje wnioski oparliśmy o dziewięć dotychczas rozegranych kolejek oraz o własne przeczucia.

Na wstępie należy zaznaczyć, że u bram ekstraklasy, jak co roku, panował naprawdę spory ruch. Liczby niesione przez statystyków tylko potwierdzają  tezę o absolutnym braku stabilizacji w praktycznie każdym pierwszoligowym klubie.

[…] Po opisie trzech drużyn z umiarkowanymi zmianami kadrowymi czas na kogoś, kto ostatniego lata nie próżnował. W Katowicach mają już serdecznie dość gry w I lidze, co wiązało się z tzw. „wietrzeniem szatni”. I jeśli wietrzenie szatni nastąpiło np. w Niecieczy czy Chojnicach, to o wietrze w katowickiej szatni można mówić jako o huraganie.

Pozbyto się mnóstwo zawodników, którzy odgrywali większą lub mniejszą rolę w ostatnich próbach awansu do ekstraklasy – przede wszystkim Mateusza Abramowicza, Tomasza Foszmańczyka, Grzegorza Goncerza czy Łukasza Zejdlera.

Sprowadzono za to wielu uznanych na boiskach pierwszoligowych i nie tylko. Spokój w bramce mają zapewnić Krzysztof Baran oraz Mariusz Pawełek, ofensywny środek pola wzmocnili Damian Michalik i Grzegorz Piesio, zaś linię obrony – Rafał Remisz i Wojciech Lisowski. Końcówka sierpnia przyniosła na Bukową jeszcze kilka bardzo mocnych nazwisk – do obrony sprowadzeni zostali jeszcze doświadczony Jakub Wawrzyniak i młody Tymoteusz Puchacz (wypożyczony z Lecha), zaś rotację na lewym skrzydle i ataku zasilił wypożyczony z Zagłębia Arkadiusz Woźniak.

Wszystko to wygląda imponująco, lecz jak dotąd bez oczekiwanych rezultatów. GieKSa wystartowała w tym sezonie fatalnie, zajmując szesnaste miejsce po ośmiu rozegranych spotkaniach (w tym aż pięciokrotnie przegrywali).

[…] Ocena: 7/10

 

HOKEJ NA LODZIE:

 

hokej.net – Nieskuteczni gospodarze i waleczni rywale

Hokeiści Tauron KH GKS Katowice razili nieskutecznością w wygranym skromnie 3:2 spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec. W bramce gości pewnie bronił Rafał Radziszewski zatrzymując kilka sytuacji sam na sam z rywalem.

[…] Atmosfera w „Satelicie” znów była niesamowita. Komplet widzów zgromadzony na hali euforycznie zareagował, gdy hokeiści przy efektownej „ogniowej” oprawie pojawili się na lodzie. GieKSa od początku meczu robiła wszystko, by stanąć na wysokości zadania. Efekt bramkowy przyszedł bardzo szybko. W pierwszej tercji trafienia zaliczyli Grzegorz Pasiut i Patryk Krężołek. Gdy na początku drugiej części gola dołożył Mikołaj Łopuski, wydawało się, że jest po meczu.

Goście jednak wcale się nie poddali. Jeszcze w drugiej tercji strzelili dwa gole i wynik znów stał się sprawą otwartą. GieKSa ani myślała oddać punkty przeciwnikowi. Decydujące fragmenty meczu toczyły się pod dyktando zespołu z Katowic. Problemem była jednak niska skuteczność. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy, choć w niewielkich rozmiarach.

 

hokejfan.pl – Minimalna wygrana Katowic – skuteczny Radziszewski

[…] Pierwsze spotkanie obu ekip w Sosnowcu zakończyło się wygraną gości i to oni przystąpili do debiutu przed własną publicznością (mecz z kadrą odbył się bez jej udziału) w roli faworyta. Po 10 minutach wydawało się, że wszystko pójdzie według planu i hokeiści Tauronu będą spokojni o wynik. Za sprawą skutecznie interweniującego w bramce Rafała Radziszewskiego (45 strzałów celnych na jego bramkę) gospodarze zdobyli tylko jedną bramkę na początku drugiej tercji, a w tej samej odsłonie koledzy „Radzika” zanotowali dwa trafienia. W trzeciej tercji nie padła jednak żadna bramka.

 

hokej.net.pl – Emocji nie zabrakło, aż 108 minut kar!

GKS Tychy po emocjonującym i twardym starciu wygrał z Tauronem KH GKS-em Katowice 3:2. Sędzia Tomasz Radzik na zawodników obu drużyn nałożył aż 108 minut karnych! Gospodarze wszystkie trzy bramki zdobyli, podczas gier w przewadze.

[…] Pierwsza tercja była wyrównana. Mogą o tym świadczyć sytuacje, jakie mieli Michael Kolarz czy Patryk Wronka. Oboje mogli wpisać się na listę strzelców. Mecz z minuty na minuty coraz bardziej się rozkręcał, ale trzeba przyznać, że dzisiejszy wieczór należał do bramkarzy. Chwilę później Maciej Urbanowicz zaatakował Michała Kotlorza po syrenie kończącej pierwszą odsłonę. Obaj zawodnicy zostali odesłani przez sędziego do szatni, ale ta sytuacja była początkiem lawiny kar.

Drugą tercję gospodarze rozpoczęli z wysokiego „C”. Przeszło dwie minuty od rozpoczęcia drugiej odsłony, a Filip Komorski uciekł obrońcom, objechał bramkę i wepchnął krążek do katowickiej bramki. W następnych minutach drużyna gości musiała grać w podwójnym osłabieniu, a ponadto jeszcze jeden zawodnik został odesłany do boksu kar. Na efekt nie musieliśmy długo czekać, gdyż tę sytuację skrzętnie wykorzystał Tomáš Sýkora, który oddał strzał z pierwszego krążka na tyle mocny, że zdołał pokonać zasłoniętego bramkarza rywali. Po odbyciu swoich kar, drużyna gości zaczęła grać w przewadze. Chwilę później John Murray nie nakrył krążka po strzale Dušana Devečki, więc szybko dopadł do niego Tomasz Malasiński, któremu nie pozostało nic innego jak zdobyć gola. Nie minęła minuta, a Andrej Michnow ostro zaatakował Oskara Krawczyka przy bandzie. Defensor GKS-u Katowice opuścił lód z grymasem bólu na twarzy i z pomocą kolegów z drużyny.

[…] W trzeciej tercji spotkania to tyszanie dominowali przebieg gry.

[…] Katowiczanie próbowali jeszcze wyrównać wynik meczu, ale próby Mikołaja Łopuskiego, czy Patryka Wronki pod koniec meczu okazały się nieskuteczne. Pod koniec meczu trener Tom Coolen podjął decyzję o wycofaniu bramkarza, na 48 sekund przed końcową syreną, ale ten zabieg nie przyniósł oczekiwanego efektu, a Grzegorz Pasiut pod koniec meczu, został ukarany i tym samym przekreślił marzenia katowiczan na wyrównanie

 

SIATKÓWKA:

 

jastrzebskiwegiel.pl – GKS lepszy od JW w test-meczu w Łaziskach Górnych

[…] Pierwsza partia meczu miała wyrównany przebieg. Wprawdzie to zespół z Katowic był ciągle w natarciu, ale nasza ekipa skutecznie odpowiadała (od 14:11 do 14:14, od 23:21 do 23:23). W końcówce seta Bartosz Krzysiek popisał się asem serwisowym i tym samym zamknął premierową odsłonę na korzyść katowickiej ekipy.

Drugą część meczu lepiej zaczęli Pomarańczowi, którzy prowadzili 10:5. Podopieczni trenera Ferdinando De Giorgiego poprawili przyjęcie, a także byli skuteczniejsi na zagrywce oraz w bloku (16:10, 19:12). Jastrzębianie do końca kontrolowali wynik i tym razem to oni byli górą w partii (25:19).

Początek trzeciego seta znów należał do katowiczan. Przy stanie 10:6 „Fefe” de Giorgi wziął przerwę na żądanie, po której Jakub Bucki przerwał serię żółto-czarnych. Atakujący naszej ekipy należał w tym fragmencie meczu do wyróżniających się graczy w ofensywie. Na pochwałę zasłużył też rozgrywający Lukas Kampa, który najpierw znakomicie obił ręce blokujących (!), a następnie asem serwisowym doprowadził do wyrównania (14:14). Kłopoty w przyjęciu sprawiły jednak, że to nasi rywale znów odskoczyli punktowo. Pomimo tego, że Pomarańczowi mocno naciskali na przeciwnika, to jednak to GKS okazał się lepszy w trzecim secie.

[…] Katowiczanie utrzymali swój dobry rytm gry z poprzedniego seta i to oni zwycięsko wyszli z tej partii i całego spotkania (19:25).

 

sportdziennik.pl – GKS górą w Łaziskach

[…] Po zajęciu drugiego miejsca na ubiegłotygodniowym turnieju we Włoszczowie, tym razem – dość nieoczekiwanie – pokonał Jastrzębski Węgiel. Mecz został rozegrany w Łaziskach Górnych i przez jego większą część, to katowiczanie nadawali rytm wydarzeniom na boisku. Najwięcej emocji było w pierwszym secie, wygranym przez GieKSę w końcówce. W pozostałych pewnie zwyciężała jedna lub druga drużyna.

Świetnie w zwycięskim zespole spisywał się Karol Butryn, który póki co wygrywa walkę o miejsce w składzie z Bartoszem Krzyśkiem. Dobrej grze atakującemu GieKSy wtórowali Dominik Depowski czy Emanuel Kohut.

[…] – To nie było wielkie widowisko, bo ani my, ani Jastrzębski Węgiel nie jest jeszcze w pełnym składzie, ani w pełni formy, która ma przyjść dopiero na start ligi. My z każdym meczem chcemy po prostu grać coraz lepiej – podsumował Wojciech Sobala, środkowy GKS-u, który poprzednio występował w drużynie z Jastrzębia-Zdroju.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga