Dołącz do nas

Klub Piłka nożna Sponsorzy

Nasza przyszłość jest super, bo GieKSa jest super!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W środę 17 lipca prezes Klubu Krzysztof Nowak ogłosił nowego sponsora – firmę SUPERBET, której przedstawicielem na konferencji był Mateusz Borek. Oprócz prezesa pojawili się bohaterzy GIEKSTRAKLASY – Rafał Górak, Adrian Błąd oraz Arkadiusz Jędrych.

Konferencja została zorganizowana na 30. piętrze wieżowca KTW II (szklany budynek obok Spodka) i przyciągnęła wielu dziennikarzy.

Mateusz Borek: Witam panie, witam panów. Na codzień jestem ambasadorem firmy Superbet, z takim bramkarzem [Jerzym Dudkiem – przyp. red.] czy też Sławkiem Peszko, który jest nie tylko znanym piłkarzem, ale też gwiazdą internetu. Spoglądamy w prawo, widzimy stary stadion GieKSy, po lewej widzimy nowy obiekt, który dostępny będzie od rundy wiosennej. Czas szczególny, GKS Katowice wraca do Ekstraklasy po 19 latach. Ja przyjeżdżałem tu jako młody reporter, pamiętam czasy Piekarczyka, te czasy, gdy GKS grał w europejskich pucharach. Dzisiaj zaczyna się nowy rozdział – duża, polska firma, Superbet, rozpoczyna współpracę z GKS-em Katowice!

Zaprezentowano film, przybliżający historię GieKSy. W roli głównej wystąpił Adrian Błąd, który opowiadał o swojej historii w Katowicach i o tym, jak wiele zmieniło się przez te lata, gdy Trójkolorowe marzenia o awansie były przekładane na kolejne lata. „Nasza przyszłość jest super, bo GieKSa jest super. Superbet – nowy sponsor wielosekcyjnej GieKSy”.

Następnie nastąpiło symboliczne uściśnięcie ręki, które oficjalnie zapoczątkowało współpracę.

Prezes Nowak: Jestem podekscytowany i stremowany, co zapewne widać. Tak, ja myślę, że jesteśmy gotowi. Bardzo dużo pracowaliśmy przy formalnościach i przy stadionie, podziękowania dla UM i MOSiR, którzy przygotowali Bukową najlepiej, jak to możliwe. Pod względem organizacyjnym jesteśmy gotowi, pod względem sportowym – jestem przekonany że tak, ale o tym powie Rafał Górak.

Borek: Superbet wspiera wielkie ośrodki kibicowskie, co to dla pana znaczy? Jak ważna jest to pozycja budżetowa?

Nowak: Jesteśmy w roku 60-lecia. Pod względem sportowym mamy kilka sukcesów, hokeiści i panie w piłce nożnej, historyczny awans do Ekstraklasy. Teraz dopełniamy to pozyskaniem największego partnera biznesowego prywatnego. Cieszę się, że rozmowy z Superbetem przebiegły naprawdę szybko. Od razu stwierdzili, że podpisujemy umowę na trzy lata i na cztery sekcje. Mam nadzieję, że zostaniemy na dłuższe lata i za Superbetem zapewne przejdą kolejni sponsorzy.

Borek: Dziurowicz dzwonił do kopalń, ministerstw i pieniądze od razu płynęły. GieKSie niczego nie brakowało. Na stole tych ofert zwykle jest wiele, dlaczego pan prezes Seweryniak wybrał GieKSę?

Prezes Seweryniak: Ogromnie się cieszę, że możemy oficjalnie ogłosić, że jesteśmy oficjalnym sponsorem GKS-u. Cieszę się, że ta umowa obejmuje cztery sekcje. Bardzo skrupulatnie podchodzimy do naszych wyborów, liczą się oddani kibice, liczy się nasza wiara w poziom sportowy. Katowice spełniają dla nas wszystkie elementy, dodatkowo mamy biuro w Katowicach. Miejsce, w którym się spotykamy, pokazuje, że mamy duże ambicje i wspólnie chcemy rosnąć, przyczynić się do tego, by GieKSa była wielka.

Borek: Oglądasz wszystkie dyscypliny?

Seweryniak: Oczywiście piłkę męską, ale coraz chętniej patrzę na piłkę kobiecą. Dziewczyny mają dużo sukcesów i bardzo się z tego cieszymy.

Borek: Firma Superbet przygotuje mnóstwo niespodzianek i dla Klubu i dla kibiców. Pierwsza inicjatywa: SUPERBET dołoży parę złotych do pierwszych 1964 koszulek oryginalnych w klubowym sklepie! 

Seweryniak: Tym ruchem chcemy pokazać, że superbet jest bardzo aktywnym sponsorem. My dużo robimy, chcemy zapewniać zabawę i interakcję z kibicami, stąd ta akcja wsparcia 100 złotych na koszulkę oryginalną. Wystarczy pokazać naszą aplikację. Łącznie to prawie 200 tysięcy złotych, ale planujemy więcej inicjatyw. Z nami się nie można nudzić! Ta koszulka będzie w takim wypadku kosztowała około 200 złotych, to bardzo atrakcyjna cena. 

Borek: Z nazwiskiem Błąd jest oczywiście droższa (śmiech). Przepiękny obiekt się buduje, mnóstwo przestrzeni, szereg atrakcji – proszę to rozwinąć. Czym jest ta Ekstraklasa dla Katowic, to była taka plama, że czegoś tutaj brakuje. Był Górnik, był GKS Katowice w tamtym czasie.

Wiceprezydent Maciej Biskupski: Witamy w mieście nowoczesnym. W mieście, które stawia na sport i w którym przyszły sukcesy. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, kontynuujemy nasza strategie o powołaniu wielosekcyjnej GieKSy. Państwo dołączyli dzisiaj do wielkiej rodziny sportowej, ogromnej rodziny wiernych kibiców, którzy byli z nami w trudnych momentach, których niestety było sporo. Pozyskujemy partnerów, którzy będą brali na siebie odpowiedzialność, będziemy budowali klub na miarę jednego z najsłynniejszych w Polsce. Dla Katowic Ekstraklasa jest wielkim wydarzeniem, czekaliśmy na to 19 lat. Przeżywaliśmy chwilę wzlotów i upadków, w 2005 roku kibice rozpoczęli inicjatywę ratowania GieKSy. Wszyscy mamy poczucie, że w sobotę rozpoczynamy fantastyczną przygodę. Z tymi sukcesami, na które czekamy, zapełnimy nowy stadion.

Borek: To co było napisane, to się zmaterializuje – na wiosnę kibice zasiądą na Nowej Bukowej?

Biskupski: Marcin Krupa to obiecał, a ja potwierdzam! Ta ulica będzie miała zmienioną nazwę, będzie to jeden z nowocześniejszych obiektów i będzie wielofunkcyjny, by cieszyć wszystkich fanów. Jako ciekawostkę, kończymy powoli montaż krzesełek. Kończą się prace wykończeniowe, rozpocznie się procedura odbiorowa, ona krótka nie będzie z racji przeznaczenia obiektu. Na pewno widzimy się na meczu w sobotę i na pierwszym meczu na nowym obiekcie.

Borek: Miasto planuje budżet. Z racji poziomu rozgrywkowego planuje się wsparcie, w zimę myśleliście zapewne o pierwszej lidze. Big Boss Górak z ekipą zrobili awans, więc trzeba było klepnąć inny budżet?

Biskupski: Nie, byliśmy gotowi na różne scenariusze. Sam niejednokrotnie zachęcałem prezydenta do działania. Prezydent mówił: „Maciek, spokojnie, sukces przyjdzie”. Końcówka była emocjonująca, co chwilę sprawdzaliśmy wiadomości, a tam: „znowu wygrali!”. To jest kierunek pożądany, to co do tej pory zrobiliśmy, jest najlepsza podstawą, by tą współpracę rozwijać. GKS jest do dyspozycji partnerów, którzy razem z nami odniosą sukces.

Borek: Trenerowi Górakowi życzymy wszystkiego dobrego, budowanie czegoś wielkiego przez lata. „To nie jest gra w bierki – to jest poważna sprawa, bo to jest życie prywatne wielu ludzi” – przed trenerem wielką kariera literacka.

Trener Górak: Presja jest elementem sportu, cóż by bez niej było? Była ogromna, gdy w 2019 roku wróciłem do drugiej ligi. Ta presją była ogromna, czy damy radę to wyprowadzić na prostą. Przez te 5 lat dziękuję Marcinowi Krupie, wiele kryzysów przeszliśmy, ale to wsparcie było. Nie traktujemy tego awansu jako presji, z tego się trzeba cieszyć.

Borek: Sport jest nieprzewidywalny. Sądzę, że w wolnym czasie oglądał pan Ekstraklasę. W jakim miejscu jest pana zespół? Co pan myśli przed sezonem? Jest spokój?

Górak: Piłka nożna jest nieprzewidywalna. Natomiast ja spotykałem się z tym, że beniaminkom grozi automatyczny spadek. My musimy budować swoją tożsamość, swoją historię w Ekstraklasie. Jeśli powiem, że walczymy o utrzymanie, to ta szatnia po prostu by wyszła – my jesteśmy ambitni i znamy się bardzo dobrze. W sobotę trzeba być przygotowanym do meczu z Radomiakiem. 

Borek: Arek i Adrian nie są daleko od składu, skoro są dzisiaj z nami?

Górak: Jeszcze myślę (śmiech).


Borek: Teraz nadszedł czas na pytania z sali.

Jakie pieniądze będą zaangażowane w GKS Katowice?

Seweryniak: Nie chcemy ujawniać kwoty, jest ona znaczna. Przewidziane są bonusy sportowe, umowa jest progresywna. 

To o ile powiększył się budżet?

Nowak: Dobre pytanie (śmiech). Można je zadać na wiele sposobów. Wiceprezydent Biskupski mówił, że miasto było przygotowane na różne warianty. Będziemy mieli pieniądze z Canal Plus, Superbet będzie trzecim co do wielkości partnerem, na razie nie chcemy tego ujawniać. Takie akcje jak z koszulkami są pozapisywane, wszystko będzie zapisane. Nie zmieni nam się finansowanie w pozostałych sekcjach, mamy podobne budżety jak w ostatnich latach. Dziewczyny podniosły pieniądze z murawy, za medale Prezydent ufundował dodatkowe bonusy. W tamtych sekcjach nie będzie rewolucji, ta rewolucja po prostu musi dotyczyć piłki nożnej mężczyzn. Uspokajam – piłka nożna mężczyzn nie zabierze funduszów innym, pozostałe sekcje nie ucierpią.

Czy miasto ograniczy wydatki na Klub?

Biskupski: Planujemy środki finansowe na przyszły rok, jednak oczekujemy, że ten sukces będzie wykorzystany marketingowo, a dzisiejszy partner jest dopiero pierwszym tak znaczącym partnerem. To zostaje po stronie klubu, miasto zapewnia pełne wsparcie w pozyskaniu sponsorów, będziemy analizować budżet, by pozwolił na realizację celów.

Borek: Kontrakt jest podpisany na trzy lata z opcją przedłużenia. Przy założeniu, że jest ten nowy stadion, jak zmieni się budżet dnia meczowego, o jakiej skali mówimy?

Nowak: Właśnie o tym dyskutujemy, spółka będzie zarządzać stadionem. Robimy wszystko, by wypełnić ten stadion, dlatego wiosną gramy z Legią czy Górnikiem na nowym stadionie. Już w pierwszej lidze mieliśmy komplety, wreszcie dzięki temu mamy dodatni bilans! Liczę na to, że granie na nowym stadionie to będzie znaczący przychód. 

Borek: Ile będzie kosztował bilet na nowy stadion?

Nowak: Odbywają się spotkania w UM. Ustaliliśmy, że na rundę wiosenną nie zmienimy cen biletów. Chcemy zapełnić stadion – karnety i bilety będą w tej samej cenie. W przyszłym roku zobaczymy. 

Umowa progresywna jest zależna od wyniku sportowego. A co jeśli powinie się noga? 

Seweryniak: Przewidujemy różne sytuacje. Umowa jest na minimum trzy sezony.

Borek: W umowie nie ma takiego słowa jak „spadek”, a jest premia za mistrzostwo?

Górak: (śmiech) dzisiaj będzie to domknięte. 

Biskupski: Także propozycja jest na stole, jeśli chodzi o nazwę stadionu, chcemy komercjalizować te rozgrywki.

Od kiedy koszulki będą w sprzedaży?

Nowak: Sytuacja jest tego typu, że dzisiaj jeszcze mamy prezentacje naszej drużyny. Zainteresowanie będzie większe, niż pierwsza partia, ale będziemy robić po prostu zapisy, każdy koszulkę dostanie, może się to jednak opóźnić. Wczoraj jeszcze rozmawiałem z facetem, przepraszam, panem z Hummela, takiego zainteresowania nie będzie nigdzie jak w GieKSie. Czuwamy i wiemy, że ta akcja promocyjna spowoduje, że to zainteresowanie przejdzie najśmielsze oczekiwania. Podejrzewam, że to jeszcze wzrośnie, choć już w pierwszej lidze zainteresowanie naszymi produktami było ogromne. 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga