Felietony
Nie ma miejsca na tłumaczenie się pandemią
Święta, święta i po świętach – chciałoby się rzec. Proszę państwa – koniec laby, czas wracać na ligowe boiska, a kibice – już wkrótce – na stadiony.
Piszę ten artykuł 31 maja, czyli w weekend, podczas którego miała odbyć się ostatnia kolejka drugiej ligi, a w niej – nasz mecz z Resovią. Mecz, który w zależności od układu tabeli mógł być spotkaniem decydującym o awansie lub nie mieć znaczenia. Mecz, który dodatkowo mógł być rewanżem za pojedynek z jesieni, bo przecież remis w tamtych okolicznościach był jak porażka.
Na spotkanie z Resovią jednak jeszcze poczekamy. Bo jakkolwiek „absurdalna” jest runda jesienna rozgrywana w lecie, czy runda wiosenna w zimie – to teraz wiosna rozciągnie nam się przez ponad miesiąc na lato. I to na przełomie wiosny i lata, zamiast zimy i wiosny, będziemy rozgrywać mecze w ramach „rundy wiosennej”. W czasach Piotra Piekarczyka czy pierwszego pobytu Rafała Góraka w GieKSie żartowaliśmy sobie z mnogości sparingów (raz było chyba z szesnaście!), że to runda zimowa. Teraz śmiało będziemy mogli mówić o rundzie letniej i to niekoniecznie w kontekście „Pucharu Lata”, którym rundę finałową ekstraklasy nazwał ironicznie swego czasu trener Michał Probierz. Nie mylić z Pucharem Intertoto, który również taki miał przydomek…
Uff, no dobrze, kwestie nazewnictwa mamy już za sobą. Czas przejść do meritum, a jest nim nasz pierwszy mecz po pandemicznej przerwie – spotkanie z Górnikiem Łęczna. Na pierwszy ogień mamy mecz na szczycie, mecz o przeskoczenie bezpośredniego rywala i bardzo możliwe, że o wejście do strefy awansu. Oczywiście nie wiadomo, jaka jest forma obu zespołów, ale jakkolwiek by na to nie patrzeć, spotkanie zapowiada się bardzo ciekawie.
Wiadomo, że nie można patrzeć na inaugurację wiosny, bo to było trzy miesiące temu. Obie ekipy zaliczyły falstart. GieKSa można by powiedzieć tradycyjnie. Natomiast o ile porażka Łęcznej z Widzewem nie była wielkim szokiem, to klęska w Toruniu aż 0:5 już tak. Można więc powiedzieć, że jeśli ktoś był w gorszym położeniu mentalnym, to na pewno był to Górnik. I w takim kontekście pandemia mogła się temu zespołowi „przydać”, bo przecież gorzej być nie mogło.
Od razu jednak przestrzegałbym przed szybkim wydawaniem sądów w pierwszych minutach meczów. Na 10 minut włączyłem bowiem na Eleven Sports pierwszy mecz Borussii Dortmund i Schalke 04. W trakcie tych 10 minut komentatorzy powiedzieli, że przerwa ewidentnie przysłużyła się Schalke. Problem w tym, że Schalke przegrało 0:4, a potem trzy kolejne spotkania ligowe i gra po prostu dramatycznie.
Powstrzymanie się od szybkich osądów to więc jedno, ale niech to będzie przestroga również przed tym, że tak niespodziewana sytuacja, jak pandemia, w żaden sposób nie wyrównuje szans. Tutaj działają te same schematy co zawsze, czyli – kto lepiej sobie poradził w kryzysowej sytuacji. Oczywiście ta „nowość” oznacza, że trzeba było wziąć pod uwagę kilka nowych czynników, jak chociażby przygotowanie zespołu do rundy bez sparingów, rozpisanie treningów indywidualnych na tyle dobrze, żeby zawodnik był gotowy do treningów zespołowych i nie musieć wiele nadrabiać, w końcu zadbanie już od samego początku przerwy w rozgrywkach – o kwestie mentalne. Zaangażowanie i charyzma trenerów musiały być w tym zakresie nieodzowne. I wyobrażam sobie, że mogły grac tutaj rolę tak subtelne kwestie psychologiczne, jak częstość kontaktów trenera z zawodnikami, jakość tych kontaktów i choćby takie poczucie zawodnika, że „kurde, temu trenerowi naprawdę zależy, dam z siebie więcej”. Czysta psychologia i to może być w wielu momentach wyrównanej gry – czynnik decydujący.
Tak jak pisałem w jednym z felietonów – grać będzie też to, czy od początku niewymuszonej przerwy, działania były skierowane na walkę o awans. Bo można sobie wyobrazić sytuację, gdy dany trener czy piłkarz po sezonie powie, że sezon był nietypowy, więc brak awansu nie jest aż tak straszny. Jeśli ktoś ma takie podejście już teraz i nawet podświadomie, chciałby tłumaczyć się koronawirusem w razie niepowodzenia – tego niepowodzenia doświadczy. Jakkolwiek sytuacja była dla nas wszystkich trudna i zaskakująca, to siłą przyszłych zwycięzców jest to, że już od początku myśleli i przygotowywali się na to, jak to będzie – gdy świat wróci do normalności. Te osoby (nie tylko w piłce) nie traciły czasu na nadmierne (powtarzam – nadmierne) przeżywanie pandemii, tylko planowały, kalkulowały, przygotowywały się na to, co będzie za miesiąc, dwa, pół roku. I to te osoby są teraz – wyjściowo – lepiej przygotowane.
Chcę wierzyć, że to dalekowzroczne myślenie (co to w ogóle za sformułowanie?), mieli nasi trenerzy i przekazali je zawodnikom. Bo tutaj nic się nie zmienia, musimy grać tak, jakbyśmy grali z Górnikiem tego 14 marca. Czyli mając w głowie kilka straconych punktów i mecz z bezpośrednim rywalem o przeskoczenie go. Tu nie ma w ogóle miejsca na choćby jeden procent myślenia o nietypowej sytuacji i nietypowym terminie. Sami postulowaliśmy przełożenie tego meczu, wtedy gdy było to konieczne. Tak, wtedy był ważniejsze sprawy i mówił to trener Rafał Górak. Pełna zgoda – mówiliśmy wtedy jednym głosem.
Teraz liczymy na to, że nadal ten głos będzie wspólny, czyli pandemia w sensie piłkarskim – za nami – i nie ma nic ważniejszego niż punktowanie, punktowanie, punktowanie.
Kładę nacisk na to, tym bardziej że niejednokrotnie GieKSa dawała ciała w pierwszej kolejce jesieni czy wiosny i potem dokładnie tych punktów brakowało. Więc poluzowanie już na samym początku najprawdopodobniej będzie miało opłakane skutki na koniec.
A mówiąc już tak czysto po kibicowsku – dość już tego dawania ciała w pierwszym meczu, nosz k… ileż można? Weźcie w końcu wygrajcie na początek i nastawcie nas optymistycznie, a nie żebyśmy musieli – jak zawsze – od początku liczyć, ile to musimy nadrobić w następnych kolejkach.
Do boju GieKSa!
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.


Irishman
3 czerwca 2020 at 07:46
Trochę się zgadzam, trochę nie… ale jednak (jak to raczej bywa z Shellem) bardziej się zgadzam. Bo też mnie to trochę zaniepokoiło to gadanie naszych trenerów, że zobaczymy, że nie wiadomo jak to będzie po takiej (nietypowej) przerwie, że zobaczymy za kilka spotkań. Cóż, tak to można gadać kiedy ma się przed sobą całą rundę i ewentualne początkowe straty można później nadrobić. A teraz nie wiadomo jak to się potoczy! Teraz trzeba ten mecz (tym bardziej z takim rywalem) grać, jakby był to rewanżowy mecz barażowy o awans!!! Poza tym rywale też nie zaliczyli obozu, nie rozegrali serii sparingów! Są w tej samej sytuacji jak my!
Z drugiej strony…… Niestety nie stać mnie na Eleven Sport, a tylko na TVP Sport czy N+ ale i oglądając mecze na tych kanałach uśmiechałem się pod nosem po kiksach czołowych piłkarzy grających w naszym kraju, nieraz decydujących o zwycięstwie rywali (a choćby Lech-Legia). Tymczasem my dziś zaczynamy rozgrywki o dwie klasy niżej więc można się spodziewać, że jeszcze bardziej tu rządził przypadek. Ale może w końcu kurka wodna, po tych wszystkich falstartach, po tych wszystkich frajerskich bramkach traconych na początku rund….. to tym razem do nas uśmiechnie się szczęście i tym razem to my strzelimy o tą jedną bramkę więcej?! Zresztą fajnie to ujął trener Fornalik, który stwierdził, że jego drużynie „zarzuca się” strzelenie bramek po błędach rywali….. a tymczasem oni właśnie byli nastawieni, żeby coś takiego wykorzystywać. I tego niech się nasi trenerzy i piłkarze trzymają!
A zresztą olać! NAJWAŻNIEJSZE ŻE W KOŃCU WRACAMY DO GRY!!! 🙂 🙂 🙂
kosa
3 czerwca 2020 at 11:29
@Irish
Może na przyszłą środę napiszesz coś od siebie? Bo będzie wtedy luźniej, więc chętnie wrzucilibyśmy przemyślenia kibiców.