Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Chojniczance

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W niedzielny wieczór byliśmy świadkami emocjonującego spotkania przy Bukowej. Mecz ten był ostatnim granym u siebie w tym roku. Przegraliśmy to spotkanie 1:2 i niestety nasi zawodnicy nie zagrali w pewnych momentach najlepiej. Poniżej oceny za to spotkanie wraz z uzasadnieniem.

Bartosz Mrozek – 6,0

Przy pierwszej bramce bez szans, przy drugiej mógł być lepiej ustawiony, aczkolwiek strzał był do bólu precyzyjny. Oprócz tego za dużo roboty nie miał.

Zbigniew Wojciechowski – 6,5

Rywale z naszej prawej strony za dużo nie mieli do grania, a my główne zagrożenie budowaliśmy od prawej strony. Jedna akcja została nam w głowie, kiedy zagrał do Kiebzaka na jeden kontakt i świetnie wyszedł po podaniu.

Arkadiusz Jędrych – 5,5

Średni mecz Arka, był elektryczny z tyłu i nie włączał się mocno w rozgrywanie. Przy dużej liczbie stałych fragmentów nie miał okazji do strzelenia bramki, a ma do tego najlepsze warunki. Wygrał kilka pojedynków główkowych.

Grzegorz Janiszewski – 7,0

W obronie Janiszewski był współodpowiedzialny straconej bramki. Oprócz tego nie grał źle, a w ofensywie kapitalna bramka po rzucie rożnym oraz klasowe rozegranie do boku i wejście za akcją z doskonałym wykończeniem, co sędzia kontrowersyjnie anulował po odgwizdaniu faulu.

Grzegorz Rogala – 4,0

Rogala grał w tym meczu fatalnie oprócz dwóch wyjść w ofensywie. Niestety, ale za odpuszczenie przy golu powinien zebrać sporo ostrych słów. Rywale głównie grali naszą lewą flanką i mieli tam sporo miejsca. To był najgorszy występ Grześka w tej rundzie.

Michał Gałecki – 6,5

Gałecki gra dalej na swoim poziomie i z niego nie schodzi. Dobrze w destrukcji, agresywnie. Szuka piłek przed polem karnym na wykończenie.

Marcin Urynowicz – 4,0

Najgorszy nasz zawodnik w tym meczu niestety. Za stratę bramki również powinien karne pompki albo kółka robić. Niewidoczny w meczu. Zapamiętaliśmy go z tego, że w jednej sytuacji na prawej stronie przepuścił piłkę. Niestety rozczarował po całości w tym spotkaniu.

Szymon Kiebzak – 6,0

Bardzo słabe stałe fragmenty w pierwszej połowie, jednak w drugiej było lepiej, przez co zanotował asystę. Słabe pojedynki 1 na 1, większość przegranych.

Krystian Sanocki – 5,5

Zneutralizowany wczoraj przez rywali. Szybki doskok rywali bardzo utrudniał mu grę. Nie był to jego najlepszy mecz, koledzy też nie pomagali.

Dominik Kościelniak – 6,0

Nieco słabiej w tym meczu wypadł Dominik, nie był tak błyskotliwy jak w ostatnich spotkaniach. Problemy z przyjęciem piłki i nie miał też takich agresywnych odbiorów na połowie rywali jak w ostatnim meczu.

Filip Kozłowski – 6,0

Był blisko gola po dośrodkowaniu Bladą, w pierwszej połowie też piłka w kotle spadła mu pod nogi, ale nie oddał strzału. Walczył, próbował, ale mało z tego wynikło.

Arek Woźniak (grał od 63. minuty) – bez oceny

Kapitalny strzał głową w drugiej połowie od słupka po linii prosto do bramkarza – mega pechowo. Dobra zmiana, szarpał i pokazywał się do gry.

Adrian Błąd (grał od 63.minuty) – bez oceny

Duże ożywienie u nas po wejściu Błąda. Dobre dośrodkowanie na długi słupek do Woźniaka, który mogło zakończyć się bramką. Pokazał, że nie ma śladu po drobnej kontuzji.

Danian Pavlas (grał od 81. minuty) – bez oceny

Niewidoczny na boisku po wejściu.

Mateusz Stefanowicz (grał od 81. minuty) – bez oceny

Niewidoczny na boisku po wejściu.

Patryk Szwedzik (grał od 86. minuty) – bez oceny

Zmiana za Janiszewskiego, ale nie zauważyliśmy, żeby coś na boisku zdziałał.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Bce

    7 grudnia 2020 at 21:41

    Gdzie są strzały z daleka to nasza bolączka. Stałe fragmenty gry trzeba nad nimi pracować.

  2. Avatar photo

    KaTe

    8 grudnia 2020 at 13:20

    Skoro Kiebzak i Kościelniak zagrali słabo, to dlaczego otrzymali relatywnie wysokie noty („6”)?
    Zaiste, Pawłas, Stefanowicz i Szwedzik nic nie wnieśli. Może ktoś spyta trenera Góraka: czy obraził się na Grychtolika?

  3. Avatar photo

    Toczmek

    8 grudnia 2020 at 14:41

    KaTe, nota 6 to jest nota wyjściowa, od której wychodzimy w ocenie piłkarza. Jeżeli zawodnik drastycznie nie zawalił, a mecz nie był aż tak tragiczny w naszym wykonaniu, to oceny są w okolicy 5,5-6,5. Opisałem to do czego się doczepiłem, a oglądałem też ten mecz drugi raz z relacji TV TVP Sport i mój odbiór tego meczu na żywo był gorszy niż faktycznie go zagraliśmy. Stąd taka ocena moim zdaniem, jak Ty uważasz, że powinni być ocenieni Ci gracze? Dzięki za opinię.

  4. Avatar photo

    KaTe

    8 grudnia 2020 at 17:12

    Sądzę, że określając czyjś występ jako „słaby”, w punktacji 1-10 nota „6” wskazuje, że było „całkiem nieźle”.
    Ale nie upieram się. Wiadomo, że to tylko zabawa. Ja oglądałem mecz tylko jeden raz – i z tego co pamiętam, to występ Kiebzaka był irytujący, a Kościelniaka zupełnie bezbarwny.

  5. Avatar photo

    Afera

    8 grudnia 2020 at 19:41

    Ja bym przy Kiebzaku postawił słabiutką piątkę,przed stratą pierwszej bramki to on wyprowadzał indywidualnie piłkę z naszej połowy,biegł prosto na dwóch przeciwników nie odgrywając piłki do partnera w rezultacie strata,ale najbardziej co mnie zabolało to odpuszczenie po stracie maaaaaasakraaaaaa jakaś w takim momęcie brak jazdy na dupie po murawie kończy się stratą bramki w następnej akcji a mógł temu przynajmniej spróbować zapobiec a nie odpuszczać,za takie zaangażowanie ja Szymona w następnym meczu widzę na ławce

  6. Avatar photo

    Rafał

    9 grudnia 2020 at 00:50

    Stało się to co było wiadomo od początku, drużyny nauczyły się gry gksu i wiedzom jak mają z nią grać. Trener nie umie ustawić drużyny tak by grali z pierwszej piłki a zmiennicy co grali od początku to słabo wypadli, w drugiej połowie zmiany i też coś słabo tylko jak Błąd się pojawił to coś próbował, a reszta to chyba zapomniała jak się w piłkę gra a obrona to cała do wymiany, zawaliła cały mecz. Tak to bywa jak się niema pomysłu na drużynę i teraz to się mści. Drużyna nie umie narzucić swojego stylu gry i szybkich za grań z pierwszej piłki. Nie umieją grać na małej przestrzeni z pierwszej piłki, a dośrodkowania ze skrzydeł były albo nie dokłane a jak już trafiły do adresata to odrazu strata i kontra, PORAŻKA i tak też się skończyło.

  7. Avatar photo

    Pazurrr

    9 grudnia 2020 at 01:25

    Ale z niektórych z was, to pizdy nie kibice. była seria 7 wygranych z drużynami, z których większość, to nie byli kelnerzy. ja meczu z chojniczanką się obawiałem i zakładałem, że remis będzie sukcesem. bo to nie jest jeszcze drużyna, by tyle meczów mogła być w gazie. bo to końcówka sezonu, i zmęczenie jest nie tylko w nogach, ale też w głowie. i wg mnie tu głowy najbardziej przegrały, dlatego kiksy w sytuacjach bramkowych. dodajmy do tego sędziego złodzieja i ogromną furę szczęścia, jaką mieli chojnice. i to jest właśnie piłka. kuźwa, kto z Was zakładał, że pod koniec sezonu GieKSa będzie liderem? zwłaszcza po bardzo kiepskim początku? chłopaki zrobili swoje, teraz niech się zepną jeszcze na Rzeszów i zasłużyli na odpoczynek i podziękowania, a nie głupie pierdolenie po jednym niefartownym meczu. ciekawe, że cisza tu była, gdy było zwycięstwo za zwycięstwem, a teraz tyle wysypało tu mazgajów. niektórych to chyba podnieca, jak jest przegrana, bo można se pojeździć na chłopakach i powycierać gemby trenerem.

  8. Avatar photo

    Toczmek

    9 grudnia 2020 at 12:14

    Afera, KaTe
    dzięki za opinie. Miałem podobne odczucie przy Kiebzaku, jednak wpatrując się dokładniej w mecz miał jednak sporo tych dośrodkowań i dograń do przodu i celnych(nie licząc początkowej fazy meczu). Więc sumarycznie jakiś pozytywny efekt jego gry był. Niestety trener musi kilku naszych graczy mocno przestrzegać przed zachowaniem po stracie, bo na to się nie da patrzeć, czasem jeden taki brak powrotu po stracie powoduje u nas bardzo negatywny odbiór gry w całym spotkaniu i już niezależnie czy się skończy stratą gola czy nie uważamy, że zawodnik gra beznadziejnie. Mam dokładnie taki sam odbiór jak Wy, tylko staram się trzymać założonej skali na początku i oglądam kilkukrotnie sytuacje boiskowe po meczu, jednak nie znam założeń trenera dla danego zawodnika. Pamiętajcie, że finalnie to jest tylko zabawa 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga