Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Garbarni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie taki początek zmagań nowego sezonu sobie wyobrażaliśmy. Awans do kolejnej fazy puchary był obowiązkiem, jednak jak to przystało na zawodników GieKSy, zadanie było zbyt wymagające. Poniżej noty poszczególnych graczy za spotkanie.

Szymon Frankowski – 5
Mógł być lepiej ustawiony przy bramce, czym dałby sobie więcej szans na reakcję. Pewny na linii, bez pustych przelotów, jednak powinien poprawić chwyt, bo zdarzyło się wypuścić piłkę, jednak w większości na szczęście sędzia odgwizdał przewinienie.

Grzegorz Rogala – 2,5
Jego stroną poszła bramkowa akcja, gdzie rywal miał mnóstwo miejsca na spokojne dogranie. Gdzie był wtedy Grzegorz? W środku pola. Z przodu zapamiętany głównie z tego, jak w drugiej połowie nieatakowany spektakularnie wywrócił się na piłce.

Michał Kołodziejski – 4
Mecz raczej bez historii w jego wykonaniu. Grał tylko w pierwszej połowie, niczym się nie wyróżnił.

Arkadiusz Jędrych – 5
Kilkukrotnie wyjaśnił sytuacje w obronie, wybijając piłkę z pola karnego. Poprawny występ. Irytujące krycie na radar w polu karnym, przez co rywale w dwóch sytuacjach mieli dużo czasu na zastanawianie się nad zakończeniem akcji.

Zbigniew Wojciechowski – 4,5
Nie popełnił rażących błędów, jego centrostrzał prawie wylądował w bramce, oraz miał pod koniec meczu dobre dogranie do Szwedzika, który mógł zdobyć bramkę.

Arkadiusz Woźniak – 2,5
Występ bez wiary, bez szybkości, kompletnie niewidoczny. Nie ma co się pastwić nad Arkiem, było fatalnie.

Michał Gałecki – 3,5
Za dużo rywale mieli miejsca przed polem karnym, nie pomagał obrońcom. Jak porównamy sobie szczelnie ustawioną Garbarnię w defensywie, to u nas coś przeciekało.

Adrian Błąd – 4
Chyba jedyny zawodnik, który próbuje grać bez piłki i szukać podań. Aktywny i dużo biegał, jednak bardzo nieskutecznie. Stałe fragmenty na dobrej wysokości, nie raziły w oczy dośrodkowania na wysokości kolan.

Marcin Urynowicz – 3
Oddał pierwszy celny strzał drużyny, który mógł dać bramkę, gdyby Kościelniak sięgnął piłki. Oprócz tego niestety niczym większym się nie wykazał w ataku.

Dominik Kościelniak – 3
Asekurował lewą stronę przy stracie bramki, dał się „obciąć” podcinką jak dziecko, przez co rywal miał dużo miejsca na dogranie. Dużo biegał i kilkukrotnie bliski przecięcia strzału lub przyjęcia piłki w dobrej pozycji, jednak był tylko bliski.

Filip Kozłowski – 3
Niczym się nie wyróżnił. Strzelił ładną bramkę głową ze spalonego. W oczy rzuciła się akcja, gdzie sam z rywalem na plecach przyjął ładnie piłkę i wypracował sobie dużo czasu na dogranie kolegom ze skraju pola karnego, tylko że.. kolegów nie było i nie kwapili się do pomocy.

Radek Dejmek – 3 (grał od 46. minuty)
Główny winny utraty bramki, krył rywala jakby uznał, że z tej pozycji nie da się nic korzystnego zrobić dla drużyny. Oprócz tego brak poważnych błędów.

Damian Pavlas – bez oceny (grał od 65. minuty)
Dużo szumu i biegania, zero pożytku. Tak jakby za każdym razem rywal dokładnie wiedział, co Pavlas chce zrobić.

Mateusz Stefanowicz – bez oceny (grał od 70. minuty)
Kreator gry, niestety wychodził po piłkę i większość odgrywał do tyłu. Typowy mecz Stefanowicza z końcówki poprzedniego sezonu.

Patryk Szwedzik – bez oceny (grał od 70. minuty)
Bliski strzelenia bramki głową w doliczonym czasie gry. W zasadzie tyle zdziałał w 20 minut gry. Nie przypominamy sobie więcej akcji z jego udziałem.

30 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

30 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    23 sierpnia 2020 at 19:19

    Świetne oceny i uzasadnienie – trafione w dychę.

    Kozłowski nic wielkiego w tym meczu nie pokazałł i ocena adekwatna. Ale jak się nauczy grać z drużyną, a drużyna z nim i przestanie palić akcje, to możemy mieć z niego spory pożytek!

  2. Avatar photo

    KaTe

    23 sierpnia 2020 at 20:07

    Uważam, że akurat Kozłowski w porównaniu do reszty – wypadł nieźle. Dobrze grał tyłem (co było słabą stroną Rogalskiego i Kurbiela). Odgrywał. Wychodził na pozycję. I w porównaniu do innych dużo biegał. No ale wiadomo, zawsze napastników ocenia się za bramki. A tych zero!

  3. Avatar photo

    Kato

    24 sierpnia 2020 at 07:19

    ” no ale przecież za tydzień rusza liga…”
    A za rok znowu i znowu.
    Czym się martwić przecież wystartujemy w PP ponownie.
    Znowu zapewnimy Kibiców o naszej formie, a potem powiemy że to nie my byliśmy.
    A wypłaty to kto pobiera, my czy nie my.

  4. Avatar photo

    Rafał

    24 sierpnia 2020 at 22:57

    Im prędzej wyleci trener i dyrektor sportowy jaki obecny prezes to może sezon będzie do uratowania ale to już teraz na dniach mają wylecieć a razem z nimi cały sztab trenerski który nic nie robi. I wziąść ludzi którzy już raz pomogli GKSowi.

  5. Avatar photo

    jezyk

    25 sierpnia 2020 at 12:08

    Marazmu ciąg dalszy i odnoszę wrażenie że na GKS nikomu już nie zależy. Kibice przyzwyczaili się już do tego stanu i bredzą (na szczęście niektórzy) że stabilizacja plus Górak da efekt. Miasto zadowolone bo stadionu nie trzeba budować no i kasa mniejsza idzie na GKS. Zawodnicy w świetnych nastrojach kasa leci dobra i niewiele trzeba się wysilać. Prezes to jakaś totalna porażka. Zniknął i zero aktywności no ale po tęczowym prezesie czego się spodziewać. Góralczyk ma tylko usta pełne frazesów tak samo jak Górak a wyników jak nie było tak nie ma. Jeżeli ktoś się ostro za to nie weźmie to będzie dramat. Akademia działa tylko, że brak dobrych wychowanków. Tak niestety we wszystkim jest fajnie tylko brak wyników.

  6. Avatar photo

    Piko

    25 sierpnia 2020 at 14:21

    Jak mawiał Kazimierz Górski – „to jest bardzo dobry trener , tylko wyników nie ma” :))

  7. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2020 at 18:16

    Wojciechowski jedna z najwyższych ocen… ja go zapamiętałem jak się dał ograć w pierwszej połowie jak dziecko przy linii końcowej. Później nie było gorzej bo Garbarnia nie musiała. Kościelniaka zapamiętałem przez kolor włosów i potwierdzam że był na boisku. Kozłowski, pierwsze wrażenie że koordynacja ruchowa lepsza niż u Kurbiela ale nie przepadam za napastnikami którzy są sprowadzani głównie po to aby grać tyłem do bramki. Brzydkie to jest. No cóż taka taktyka. PS Gotuję się, czytając brednie że właściciel woli tkwić w 2 lidze bo „kasa mniejsza idzie na GKS” W Ekstraklasie właśnie mniej się wydaje jeśli chodzi o angaż właścicielski. Przecież oszołomy z Kielc nie wkładali kilka milionów w Koronę co sezon aby ona była w Ex. Dużo przykładów, również z Krakowa. Jprdl. Daleko szukam. Gliwice, Zabrze mniej środków angażują niż miasto Katowice.

  8. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2020 at 18:22

    W dużej polityce są trole a skoro to działa to dlaczego nie spróbować w sporcie gdzie jeszcze łatwiej wzbudzać negatywne emocje. Jeden się pojawił w ostatnich tygodniach tutaj. Lubi mącić. Bardzo aktywny.

  9. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2020 at 18:31

    Jak napisał dzisiaj Michał Świerczewski. Myślicie że walka o ten rynek to tylko boisko i gabinety? Trole konkurencyjne są pożyteczne i już działają. Cytuję „Ogromny potencjał do wzrostu. Aglomeracja – ponad 2 mln osób. GKS mógłby zostać regionalnym hegemonem. Historia i kibice. Potencjał marketingowy, ciekawe barwy. Bogate miasto, możliwość budowy nowoczesnego stadionu oraz bieżącego finansowania. Dużo firm w regionie”

  10. Avatar photo

    jezyk

    26 sierpnia 2020 at 19:06

    Mecza przestań takie brednie wypisywać, że w ekstraklapie wydaje się mniejsze pieniądze. Tam kosztuje infrastruktura inne koszty kontraktów inne koszty najmu stadionu oraz organizacji imprez masowych. Żeby wyjąć kasę najpierw trzeba ja wyłożyć a żeby to zbilansować to trzeba zająć wysokie miejsce w lidze. W innym przypadku niestety to się nie bilansuje. Jeszcze gorzej jak się poniesie koszty a potem spadnie. No ale ty wiesz lepiej. Jasne jak się zajmuje czołowe miejsca rok w rok to się to opłaci i tylko wtedy. Kolego Mecza nasz portalowy mądralo czym zatem uzasadnisz fakt całkowitego braku zainteresowania tym co się dzieje w GKS. No gdyby priorytetem był szybki awans sportowy to reakcje właściciela na to co się dzieje były by błyskawiczne. Niestety jest odwrotnie nikt nie reaguje na nic. Skoro celem jest ekstraklasa to dlaczego od tylu lat nie wybudowano stadionu. W każdym innym mieście któremu zależało stadion powstał. Proszę nie pisz takich głupot ze np Zabrze czy Gliwice wykładają mniejsze pieniądze bo używasz tzw. argumentum ad absurdum. Mecza ty jesteś właśnie trollem takim w różowych okularach i trollujesz ze jest dobrze nawet jak jest tragicznie. I na koniec skoro ekstraklasa powoduje samofinansowanie to dlaczego władze miasta nie robią nic by szybko dostać się do tego grona. Powiem ci tak co jak co ale liczyć to oni tam umieją

  11. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2020 at 19:40

    Hmm…szybko odpisałeś i treściwie. Tylko potwierdza moją wersję. Wymagania w ekstraklasie i już 1 lidze co do infrastruktury są podobne. Stadion GKS jest przystosowany od wielu lat do grania w Ex. Koszty organizacyjne są te same a przychody z dnia meczowego w 1 czy 2 lidze są o wiele mniejsze. Pierdolisz. Tekst „braku zainteresowania tym co się dzieje w GKS” to jakbym czytał artykuł jakiegoś dziennikarza aby mieć poczytność. Ja nie widzę żadnej przychylności z Twojej strony.

  12. Avatar photo

    Rafał

    26 sierpnia 2020 at 19:45

    Panowie co wy chcecie infrastruktura Bukowej jest jaka jest ale dawało radę kilka pokoleń a teraz jakoś nie daje rade. Po zobaczeniu na youtubie treningu obecnego GKS to powiem tak że nie wiem co oni ćwiczą , przypomina to szkolne zabawy pozajęciowe w szkole podstawowej a nie trening 1 drużyny aż nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. W profesjonalnej piłce. I Trener jaki dyrektor sportowy mają już odejść a nie będą czekać do 4 porażek z rzędu bo trener i dyrektor sportowy nie mają HONORU!!!!! W ogóle nie maja pomysłu ani koncepcji jak to wszystko poukładać i tyle w temacie.

  13. Avatar photo

    jezyk

    26 sierpnia 2020 at 20:07

    Mecza czy ty jestes ograniczony czy jak. Jedno proste pytanie czy gdybyś to ty kasę wykładał dużą i miałbyś wiedze ze awans do ekstraklasy spowoduje że będziesz zarabiał to pozwoliłbyś na to aby tych awansów nie było. Odpowiedz jest prosta nie- no chyba ze właściciel jest idiotą i wywala pieniądze nie oczekując nic w zamian. Powiem ci więcej wtedy by była prawdziwa presja i rozliczanie z wyników a i wyniki by były też.

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2020 at 21:13

      OK, potwierdziłeś że urodziłeś się najdalej 20 lat temu. Żaden właściciel, inwestor w klub ekstraklasy niczego jeszcze się nie dorobił na piłce w PL. To jest hobby i wielu oszustów się przewinęło aby zaistnieć na chwile, napewno nie zarobić. Tylko długi robili, tym większe tym bardziej oczy mydlili. Wielu marzy aby wychodzić na 0, optymalnie przy udziale miasta. Inna sprawa, że ktoś kto ma pomysł musi się zderzyć z rzeczywistością. Zagraj w FM, tam pewnie może będą idealne warunki.

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2020 at 22:57

      Nie nadajemy na tych samych falach. Dla mnie jesteś dziwny ale proponuję Ci lepszy biznes (bo co to za satysfakcja dla Ciebie że ja wtopię, pewnie wolisz zarobić?) Postaw 200 tys (zera Ci się pomyliły?) o których wspominałeś na brak awansu w tym sezonie. Przecież to się nie może udać. Będziesz wygranym podwójnie. Brak awansu (a nie mówiłem) i jakiś tam % z tych 200 tysi.

  14. Avatar photo

    jezyk

    26 sierpnia 2020 at 21:41

    Mecza jesteś debilem i nie rozumiesz o czym ja pisze. jak wyłożysz kiedykolwiek na jakikolwiek projekt swoje pieniądze to zrozumiesz. No ale ty nie masz pojęcia o zarzadzaniu czymkolwiek i tu jest problem. Człowieku pomyśl logicznie gdyby gra w tejże ekstraklapie bilansowała się na zero albo powodowała, że kwota wykładana przez właściciela byłaby znacząco niska to tylko debil nie dążyłby do tego by się tam znaleźć. Nie jest tez prawdą ze nikt się nie dorobił bo Romanowski się dorobił i nie tylko on. Oczywiście trzeba rozumieć jeszcze na czym polega korzyść biznesowa czego ty nie kumasz. Jak jesteś taki kozak to możesz się sprawdzić. Wyłóż 200 tyś na projekt i doprowadź do tego ze będzie sukces i satysfakcjonująca stopa zwrotu. Dam ci narzędzia i prawo wyboru ludzi którzy będą to robić. Sam ich wybierzesz i sam ich będziesz nadzorował jako właściciel projektu. Dasz dupy wjebiesz 200 tys. poradzisz sobie zarobisz. Tylko gwarantuje ci to ze twoja beztroska zmieni się bardzo szybko i pierdolenie fantasmagorii nie mających pokrycia w rzeczywistości. Masz jaja to zapraszam

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2020 at 22:19

      @jezyk skąd Ty się urwałeś? Tak większość (wszystkie?) klubów w ekstraklasie jest nierentowna i musi korzystać z pomocy samorządu. Wspominasz o Romanowskim dodając o korzyści biznesowej czyli nie na piłce bezpośrednio. Można tylko gdybać gdy on działał w czasie prosperity Pruszkowa. W ogóle to jest chore że się dałem wciągnąć w tą głupią gadkę. Zobacz jak prywatny kapitał zarządza – Mioduski. Właśnie z kelnerami odpadają kelnerzy a Ty się czepiasz GKS.

  15. Avatar photo

    jezyk

    26 sierpnia 2020 at 22:23

    Mecza co to ma do rzeczy. Czy ty myslisz ze taki Mioduski nie osiaga korzysci i wyklada kase bo nie ma co z nia zrobic. Puknij sie w pale. To co poprowadzisz projekt na ktory wylozysz wlasne pieniadze. Kwota jest mala wiec i ryzyko nie tak wielkie. Czy tez strach cie oblecial

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2020 at 23:39

      Proponuję dla Ciebie lepszy biznes niż satysfakcja że ja wtopiłem kasę i nie miałem racji. Postaw 200 tys. (nie pomyliłeś zer?) na brak awansu GKS w tym sezonie. Wygrasz podwójnie. „A nie mówiłem plus wygrana u buka” Cześć wygranej wpłać na konto Gieksa.pl Strach Cię obleciał czy stawiasz na pewniaka?

  16. Avatar photo

    Kato

    27 sierpnia 2020 at 07:57

    Gra losowa a biznes to są dwie różne sprawy.
    Biznes to jest np. sprzedaż karnetów i biletów.
    Dla tego wystarczyło wygrać jeden mecz w PP.
    A czym chcą zachęcić do kupna karnetu teraz?
    To jest właśnie biznes.
    Ale nie u nas.

  17. Avatar photo

    Irishman

    27 sierpnia 2020 at 12:20

    Przede wszystkim Panowie dajmy spokój z tymi prywatnymi wycieczkami. Przecież to do niczego nie prowadzi. Sam muszę się przyznać, że w ferworze przedsezonowych, gorących dyskusji dałem się niepotrzebnie ponieść.
    @jezyk, faktycznie miałem Cię za trollującego dzieciaka, gdy prawie w każdym temacie wrzucałeś swoje negatywne komentarze, choćby tylko jedno zdanie, tak aby zamieszać. Ale chyba się pomyliłem, bo widzę, że masz też całkiem logiczne argumenty, tak więc proponuję abyśmy przy nich pozostali, a za resztę z mojej strony SORRY!
    Nie zmienia to faktu, że nie zgadam się z taką, katastroficzną wizją, że wszystko jest i będzie źle. Kiedyś naszym wybawieniem było to, że przejęło nas Miasto, spłacając potężne długi, przez które klub mógł upaść, a byłby to już drugi upadek, z którego nie wiem czy pozbieralibyśmy się. Ale konsekwencją tego było także to, że wpadliśmy w struktury miejsce, a one działają w swoim., „urzędniczym tempie”, tak trochę wg zasady „11-te przykazanie – nie wychylaj się”. No bo, my tutaj psioczymy, że nie ma zainteresowania klubem, budową stadionu itp. no, a zobaczcie ile trzeba było czekać na powstanie przyzwoitych basenów w Katowicach! Obecnie najważniejsza inwestycją miejską jest przebudowa węzła Giszowiec. Tymczasem jeszcze w kwietniu Magistrat zgodził się na przesunięcie terminu jej oddania o PONAD ROK! A przecież nie było jakiejś ciężkiej zimy (a wręcz odwrotnie), a zamieszanie z koronawirusem dopiero się zaczynało. No i co z tego, że stoimy w korkach tracąc czas i pieniądze na paliwo oraz remonty swoich samochodów? Takie jest to „urzędnicze tempo” i tyle. I to jest nasz problem, a nie jakieś tam teorie, które uważam za spiskowe, że nie chcemy awansu! A już tym bardziej awansu z II ligi do I.
    Podobnie, choć też jestem wkurzony po pucharowym blamażu, daję jeszcze szansę sztabowi szkoleniowemu i piłkarzom na ogarnięcie się. Ale też oczywiście BEZ PRZESADY!!! No bo ostatnio, jak przeczytałem gdzieś tam wypowiedź Góraka, że 10-12 miesięcy to jest za mało, aby drużyna nauczyła się jego stylu, to aż mnie zmroziło! No przecież do licha, nikt trenerowi, nie kazał zbudować Kaplicy Sykstyńskiej, tylko drużynę piłkarką i to NA MIARĘ LEDWIE II LIGI!!! No i tu niestety muszę się zgodzić, że w Katowicach powstała spokojna przystań, gdzie sobie całymi latami, za miejskie pieniądze, bezstresowo można wygodnie żyć! Bo gdyby prywatny sponsor usłyszał coś takiego, to już na drugi dzień trener Górak z dyrektorem Góralczykiem stali by u niego na dywaniku i wyszliby z określonym ultimatum co do postawy drużyny! Magistrat niestety działa znacznie, znacznie wolniej ale myślę, że jak to tak będzie wyglądać to też w końcu straci cierpliwość.

  18. Avatar photo

    Kato

    27 sierpnia 2020 at 13:28

    Miasto się rozwija, a piłka ciągle spadki i brak sukcesów.
    Jak taką sytuacje racjonalnie wytłumaczyć. Może nie chodzi o finanse, może to coś innego.

  19. Avatar photo

    jeżyk

    27 sierpnia 2020 at 15:15

    Mecza sorry ale ty naprawdę masz jakiś deficyt intelektu. Ja o kozie ty o wozie. Ty porównujesz hazard z realnym wpływem na kształtowanie rzeczywistości. To co ja tobie proponuje nie zależy od szczęścia tylko od umiejętności zarządczych. No ale czego się po tobie spodziewać jeżeli ty uważasz że sukces jest pochodną szczęścia. Tak samo uważają trener i dyrektor sportowy. należy zatrudnić szamana i to rozwiąże istniejące problemy. Gratuluje logiki.

  20. Avatar photo

    Mecza

    27 sierpnia 2020 at 16:52

    @jeżyk jesteś frustratem mającym problemy w życiu zawodowym i prywatnym. Tutaj dajesz upust swoim negatywnym emocjom obrażając innych i wiecznie narzekając. Kończę „dyskusję” która do niczego nie prowadzi.

  21. Avatar photo

    jezyk

    27 sierpnia 2020 at 20:04

    Mecza chciałbys byc takim frustratem jak ja z taka pozycja i kasą.

  22. Avatar photo

    Rafał

    28 sierpnia 2020 at 00:03

    Kiedy Szczerbowski wypierdzieli Te 2 niedojdy jakimi są trener i dyrektor sportowy, te patałachy pokazały co potrafią w zeszłym sezonie i nic z tym nie zrobiono tylko uwierzono w bajki i legendy obu panów. Puki ci panowie będą to sezon spisuje na straty przy tych pseudo wzmocnieniach kopaczy których nikt nie chciał. Kiedy nastąpią zmiany Szczerbowski???? Im prędzej ich wymienisz tym lepiej. A pieniądze które ten klub dostaje to są publiczne wiec wywal te niedojdy bo ludzie mają więcej do powiedzenia niż te ciapy i Ty, chyba do UM Katowice wpłynie petycja o zmiany na stanowisku Prezesa jak nie wyleci Trener i dyrektor sportowy.

  23. Avatar photo

    Irishman

    28 sierpnia 2020 at 12:48

    @Mecza, daj spokój tej pyskówce. To serio nie ma sensu.

    Natomiast co do opinii o naszych szansach ale nie takich, że „mi się wydaje” tylko fachowych, za którymi idą duże pieniądze, to dobrze napisano na naszym Forum:
    Kurs na STS, że wygramy ligę 2,5 – kolejna drużyna już tylko 6
    Kurs, że w ogóle awansujemy to 1,5
    i tyle w temacie, a jak będzie zobaczymy.

    Natomiast wracając do tematu tego wpisu. @Mecza, mnie też rozwala ta taktyka, którą preferuje Górak. Nie dość, że to pykanie sobie balikiem to jest nudne, to w naszym przypadku jeszcze coraz bardziej nieskuteczne. No i tu jest potrzebny napastnik, który potrafi grać tyłem do obrońców. A Koizłowski nie dość, że to potrafi to jeszcze jest bardzo uniwersalnym piłkarzem. Moim zdaniem jak tylko się wdroży w tą taktykę Góraka, to będziemy mieli z niego wiele pożytku i radości. A nawet jakby Górak poleciał, to i w innej taktyce będzie naszym mocnym punktem.

  24. Avatar photo

    Mecza

    28 sierpnia 2020 at 16:54

    @Irishman, Kozłowski akurat nie musi się wdrażać do taktyki. Pracował z Górakiem najdłużej z całej naszej kadry. Co do samej taktyki to zamysł wydaje się dobry. Wolę gdy zespół chce grać w piłkę a nie siedzieć w krzakach i wyskakiwać z tych krzaków na chwilę (w ten sposób Łapiński określił taktykę Paszulewicza słusznie zauważając że nią nie można awansować) Zamysł dobry ale wykonanie beznadziejne i z miesiąca na miesiąc gorsze zamiast widzieć progres. Cytat ze sportu „Biorąc pod lupę 8 ostatnich spotkań GieKSy o stawkę, żadnej bramki nie zdobyła z ataku pozycyjnego! Poprzednio ta sztuka udała jej się 27 czerwca we Wronkach” Teoretycznie wykonawcy się nie nadają albo im ta taktyka nie podchodzi ale każdy twierdzi że odpowiada mu sposób gry który chce Górak. Nie że się podchlebiają, oni to mówią nie pytani o to.

  25. Avatar photo

    Irishman

    29 sierpnia 2020 at 00:20

    Wiesz @Mecza, ja to już jestem zniechęcony do tego stylu gry, jeszcze od czasów Brzęczka. Wtedy też byliśmy chwaleni za to pykanie balikiem, tylko, że myśmy sobie pykali, a różne „wiochy”, które „siedziały w krzakach” zrobiły jeden, drugi przechwyt, strzelały nam bramki, a my grając „pięknie” traciliśmy punkty i przegraliśmy awans. Ale może faktycznie to kwestia wykonawstwa.

    A co do Kozłowskiego, to może trochę źle się wyraziłem. On raczej musi się wdrożyć w drużynę, która z kolei musi się wdrożyć w styl Góraka. A to idzie jej póki co topornie. Ale dobra, nie ma co wyciągać daleko idących wniosków po jednym meczu, który został potraktowany NIESTETY chyba raczej treningowo. Tak więc z niecierpliwością czekam na mecz z Hutnikiem, bo tu już tłumaczenia nie będzie!

  26. Avatar photo

    Kato

    29 sierpnia 2020 at 09:42

    Wielka szkoda przegranego meczu w PP. Szkoda z uwagi na brak poprawy nastrojów Kibiców przed ligą. Szkoda marketingowo, bo ruszyła sprzedaż karnetów.
    Może w PP Gieksa by nie zdobyła trofeum, ale odpadnięcie na tym poziomie uważam za duży bład.
    Obecnie dalej wiem że nic nie wiem i czego się spodziewać po drużynie.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga