Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Olimpii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice już tak nas przyzwyczaił do porażek w tym sezonie, że przegrana w Grudziądzu nie jest niczym dziwnym. Co prawda nie był to tak słaby mecz, jak niektóre poprzednie, ale noty dla większości zawodników nie mogą być wysokie. Umówmy się – przegraliśmy z ekipą, która w poprzednich ośmiu kolejkach wygrała tylko raz…

Rafał Dobroliński – 5
Trochę mizerna była ta jego obrona przy akcji bramkowej Olimpii. Byc może był zasłonięty, ale interweniował zbyt późno i za mało energicznie. Chciałoby się zacytowac klasyka: „Ale ty się chłopie rzucaj!”. Ponadto kilka wyjśc w okolice szesnastki. Przeciętny mecz. Irytuje zwalnianie akcji i przetrzymywanie piłki, gdy aż prosi się uruchomic szybką kontrę. Na koniec meczu poleciał w pole karne, ale koledzy nie dali mu dojśc do piłki.

Alan Czerwiński – 5
Sporo akcji szło jego stroną. Nic tym razem nie wniósł do zespołu. Po fajnym początku sezonu mocno sprzeciętniał. Fatalne próby dośrodkowań, tak jakby robił to pierwszy raz w życiu. Mizeria.

Mateusz Kamiński – 5
Ma te swoje charakterystyczne wyjścia i zdarza mu się zgarnąc piłkę. Generalnie jednak średni mecz, to nie jest ten czyściciel, który czasem był w niektórych meczach w poprzednich sezonach. Teraz to czysta przeciętnośc, choc na tle naszego zespołu to komplement. Raz dał się strasznie łatwo minąc Djousse i była z tego groźna akcja.

Adrian Jurkowski – 4,5
Przy bramce dupą odwrócił się do strzału – jak dzieci na placu. Tak grały miernoty, które bały się, że dostaną piłką. W drugiej połowie „świetnie” wystawił piłkę rywalowi pięc metrów od bramki. Jeden poważnie przegrany pojedynek główkowy, co też jest standardem. Poza tym średnio i nie był tak elektryczny, jak nieraz mu się to zdarza. Jak zauważył trener Piekarczyk, Adrian gra tylko dlatego, że jest lewonożny.

Rafał Pietrzak – 6
Na tle zespołu lekko wyróżniał się in plus. Zaliczył 2-3 bardzo dobre, mocne dośrodkowania. Mowa o tych z pierwszej połowy na głowę Trochima – raz z akcji, raz z rzutu wolnego. W defensywie średniawka, ale bez jakichś karygodnych błędów.

Adrian Frańczak – 5,5
Coś tam próbował, ale bez efektu. Ścięcia do środka niewiele dają. Ma spory problem z asekuracją w grze defensywnej. Lubi sobie odpuścic krycie, względnie kryc na radar.

Łukasz Pielorz – 6
W polu jako tako nic ciekawego, za to masa wybic z pola karnego przy stałych fragmentach rywali. Nie były to jednak zdjęcia z nogi czy głowy przeciwników, ale ustawiał się bardzo dobrze.

Povilas Leimonas – 5
Ogólnie słaby, choc mógł strzelic bramkę z dystansu. Dziwnie blokował piłkę przy golu dla Olimpii. Niewiele wnosi do zespołu, ale przynajmniej nie grał na stoperze. To już duży postęp.

Wojciech Trochim – 3
Nie poznajemy zawodnika. Braki techniczne plus jakaś niebywale osłabiona koncentracja powodują w ostatnich meczach rekordową ilośc strat w środku boiska, a wręcz na własnej połowie. Zmieniony w przerwie. Szkoda, że nie wykorzystał dwóch znakomitych sytuacji, z czego jedna to była prawdziwa setka.

Krzysztof Wołkowicz – 3
Znów tragedia. Czyli na swoim poziomie. Gdy ma rywala przeciw sobie, nic nie potrafi zrobic. Kompletnie nieefektywny.

Daniel Ciechański – 3,5
Słaby w ataku. Nie było z jego strony żadnego zagrożenia. Jeszcze symulka w polu karnym (a może nie symulka, tylko faul na samym sobie?). To kolejny mecz – trzeci z rzędu, w którym nic nie dał zespołowi.

Bartosz Iwan (grał od 46. minuty) – 5,5
Pierwsza akcja w drugiej połowie i mógł byc bohaterem, ale świetnie jego strzał obronił Fabiniak. Dobry był też strzał z dystansu, po którym był rykoszet i uderzenie w słupek za bramką. Przez sporą częśc gry niewidoczny. Ale i tak zrobil więcej niż niektórzy jego koledzy przez cały sezon.

Maciej Bębenek (grał od 59. minuty) – 3
Dramat. Kolejną szansę otrzymał i znów popisał się haniebnymi i kompromitującymi zawodowego piłkarza dośrodkowaniami. Co się k… z nim dzieje? Przecież z Sandecją na wiosnę wymiatał na Bukowej…

Filip Burkhardt (grał od 69. minuty) – niesklas.
Wszedł za późno. Szkoda, bo wniósł jakośc piłkarską. Dobrze rozprowadzał akcje, ale co z tego, skoro miał słabych kolegów. Ale lekki plus za tę zmianę.

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    mobil

    20 września 2015 at 12:35

    Shellu-Czyżby ”sabotaż”? Przy obecnej dyspozyci piłkarzy zostawił bym w kadrze zespołu 4-5 zawodników pozostałych ewentualnie -”wzmocnić drugą drużynę.Biorąc pod uwagę osiągnięcia sportwe ,to nie zarząd powinien oddać się do dyspozycji ,ale cały sztab szkoleniowy odpowiedzialny za wizerunek i wynik sportowy.

    PS.Mnie ”odżegnywałeś od trzci i wiary”,gdy stawałem w obronie ”sabotażysty”przyszłość pokazała kto maiał rację(obecnie zawodnik jest podstawowym zawodnikiem lidera I-ligi).Twoje wystawione oceny zawodnikom po blamażu należało by podzielić przy najmniej przez dwa.Zarzucąc komu kolwiek”braki techniczne”(czyżby ”ignorant” pozyskiwał Go do drużyny?) jeśli takowe się zatraca(wraz z wiekiem)-czas oddać ”prawo jazdy”.

  2. Avatar photo

    Anty GRZYB

    20 września 2015 at 13:01

    madre I do tego celne opinie ale tylko ze strony mobila. Juz chyba wszyscy czesto czytajacy ta rubryke zrozumielismy ze dopoki nie zmieni sie autor to tu nie ma co zbyt czesto zagladac bo tu pisze sie PRYWATNE BZDURY

  3. Avatar photo

    Irishman

    20 września 2015 at 15:48

    @mobil – rozumiem, że chodzi Ci o Petasza. No fakt, że Shellu strasznie na niego siadł po jednym z meczów, no ale też chyba wszyscy byliśmy TOTALNIE rozczarowani postawą tego zawodnika. Trzeba jednak także pamiętać, że Piekarczyk nie dał mu szans na rehabilitację – w przeciwieństwie do innych „sabotażystów”, na których wręcz namiętnie stawia.

    Nie zgodzę się jednak, że Shellu pisze bzdury! Oczywiście, że dla mnie „wyrocznią” nie jest – bywa, że totalnie nie zgadzam się z jego opiniami, a czasem tylko nie do końca, ale jest jednym z ludzi, z którymi gdybym się pospierał przy piwku, to myślę, że sporo bym z tej dyskusji wyniósł, bo widać, że facet zna się na rzeczy. No, a że pisze „prywatnie” czyli subiektywnie oceniając sytuację? No to co ma robić jakąś ankietę na temat – co mam napisać?

    Inna sprawa, że tu chyba najtęższe głowy wymiękają, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie dlaczego my mamy ciągle pod górkę. Dlaczego my jesteśmy jakimś kurde „trójkątem bermudzkim” polskiej piłki, w którym 99% piłkarzy po przyjściu do nas prędzej, czy później gubi formę i dziadzieje…

  4. Avatar photo

    mobil

    21 września 2015 at 21:45

    Irishman-Trzeba czytać ze zrozumieniem ,gdzie napisałem że Shellu pisze same bzdury?.
    Ostanio dałem Mu plusa że jeszcze ma cierpliwość komentowanić to ”coś” co oglądamy ,ale jeśli chce cokolwiek publicznie relacjonować to musi więcej skupić się na faktach a mniej na własnych sugestiach.Przypisując stratę bramek jednemu zawodnikowi(a może gdyby nie On wpadło by jeszcze więcej),gdy w wielu przypadkach trener zawiesił ręcznik w bramce(historia powtarzała się wielokrotnie-ostatnio też) i jeśli ktoś myślał że jeden zawodnik będzie jednacześnie bronił i strzelał bramki wygrywając mecze to jest w błędzie.Zarząd spełnia swoje zadania za to sekcja szkleniowa i część zawodników do odstawki(kto wyselekcjonował i przygotowywał drużynę do sezonu?) .Okienko transferowe zamknięte to nie wystawiać do składu wciąż tych samych nieudaczników(cóż za różnica czy będą przegrywać z”x” czy”y” w składzie dać szansę innym, będzie to motywacja dla jednych i drugich.Potencjał jest lepszy od zajmowanego miejsca w tabeli.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga