Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: zmarnowana szansa na coś więcej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nadspodziewanie dobra postawa piłkarzy rozbudziła jesienią apetyty kibiców Pasów na czołowe lokaty w lidze. Tymczasem od pamiętnej porażki z GieKSą coś się zacięło i nadzieja na medale prysła jak bańka mydlana. O przyczyny tej sytuacji i ogólne nastroje w ostatniej fazie sezonu zapytaliśmy Artura Fortunę, kibica Cracovii, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Piłki Nożnej, a także autora bloga Historia Pasow”.

Jesienią Cracovia podejmowała GKS z pozycji faworyta, mając zaledwie dwa punkty straty do prowadzącego w tabeli Lecha. Można było odczuć wasz entuzjazm i ekscytację przed kolejnymi meczami. Ile z tego zostało dzisiaj?
Nie zostało zupełnie nic. Rozgoryczenie jest nawet większe, właśnie z powodu dobrych wyników jesienią, bo w pewnym momencie wydawało się, że może to właśnie ten sezon, w którym wreszcie wrócimy na „pudło”, a znowu skończyło się na niczym. To, czy zajmiemy szóste czy ósme miejsce, ma znaczenie dla budżetu, ale nie dla kibica. Jesienią otworzyła się przed nami szansa na coś więcej, ale wiosną szybko odpłynęła. Dystans do czołówki się zwiększał i pozostał tylko żal, że po raz kolejny się nie udało. Podobnie było w 2020 roku, w sezonie covidowym, kiedy po rundzie jesiennej zajmowaliśmy 2. miejsce z niewielką stratą do Legii, natomiast wiosną przytrafiła się seria 6 porażek i skończyliśmy z niczym. Wtedy przynajmniej udało się zdobyć Puchar Polski.

Która twarz Cracovii bardziej realnie oddaje obecne możliwości drużyny – ta walcząca o spadek czy bijąca się o najwyższe cele?
Na to pytanie wszyscy chcielibyśmy znać odpowiedź. Sam nie wiem, która twarz Cracovii jest prawdziwa, choć chciałbym wierzyć, że właśnie ta z jesieni. Wtedy wiele punktów udawało się zdobyć dzięki odpowiedniemu nastawieniu mentalnemu. Piłkarze dawali z siebie wszystko, zarówno gdy trzeba było gonić wynik, jak i gdy nadarzała się okazja, aby podwyższyć prowadzenie. W pewnym momencie wiosny ta wola walki zgasła, nie widać już wiary w zwycięstwo i to przede wszystkim trzeba naprawić. Same umiejętności piłkarskie nie zmieniły się przecież w kilka miesięcy, więc zadaniem trenera lub psychologa jest znalezienie recepty na powrót do właściwego nastawienia mentalnego. Trudno powiedzieć, czy wystarczy na to czasu, bo sezon się kończy, a w letniej przerwie spodziewamy się prawdziwej rewolucji w składzie.

Jesienią Rafał Nowak z serwisu TerazPasy.pl zwracał uwagę na problemy Cracovii z zestawieniem linii obrony, szczególnie wobec absencji Kamila Glika. Czy udało się to naprawić?
Kamil doznał kontuzji w październiku ubiegłego roku i do dziś nie wrócił na boisko. Od momentu jego kontuzji obrona gra źle. Glik nie był dobrze oceniany przez kibiców i sam też uważałem, że nie daje drużynie tyle, ile powinien. Tymczasem od momentu jego kontuzji obrona gra znacznie gorzej. Najwidoczniej Kamil miał wpływ na postawę tej formacji – wpływ, którego kibic nie był w stanie dostrzec. Obecnie, mimo zimowych transferów, obrona nadal gra źle i chaotycznie. Rozdajemy za dużo prezentów rywalom, popełniając proste błędy. Być może brakuje właściwego dyrygenta w tej formacji, który odpowiednio by nią pokierował.

Odpowiedzialność za postawę drużyny spada przede wszystkim na trenera. Jesienią Dawid Kroczek zbierał prawie wyłącznie pochwały. Co się stało, że jego ocena w oczach kibiców aż tak się zmieniła, że dziś nie ma on praktycznie zwolenników?
Zmieniła się przede wszystkim z powodu wyników, których wiosną nie ma. Brakuje zwycięstw, szczególnie u siebie, bo takie porażki najbardziej wpływają na nastroje kibiców. Nie wiem, czy trener Kroczek jest odpowiednim człowiekiem na tym stanowisku, bo nie widzę jego pracy na co dzień. Pamiętajmy też, że niedawno minął dopiero rok jego pracy – nie jest to wystarczająco długi czas na ocenę. Kryzys ma prawo się zdarzyć i trener powinien mieć szansę, by wyprowadzić z niego drużynę. Jednak moim zdaniem nic nie wskazuje na to, aby Dawid Kroczek dał radę podnieść zespół po ostatnich porażkach.

Los trenera Kroczka pod Wawelem jest więc przesądzony?
Przed sezonem jako cel postawiono zajęcie miejsca w pierwszej ósemce, a atak na wyższe lokaty zakładano w kolejnym sezonie. Z tego punktu widzenia trener jest bliski osiągnięcia celu, choć z drugiej strony prezes w wypowiedziach medialnych zostawił sobie pewną furtkę do rozmów o przyszłości szkoleniowca mówiąc, że na ocenie Dawida Kroczka zaważy fakt, czy potrafi wyprowadzić drużynę z kryzysu, w jakim się znalazła. Moim zdaniem jest to dość wyraźny sygnał, że jeśli nie będzie zwycięstw, to nie będzie też nowego kontraktu.

Tęsknicie za Jackiem Zielińskim, który obecnie osiąga nadspodziewanie dobre wyniki w Kielcach?
Ja osobiście nie. Wiem, że trener Zieliński cieszy się uznaniem wśród kibiców Cracovii, jednak ja nie mam dobrej opinii o jego pracy. Uważam, że Jacek Zieliński potrafił dobrze zarządzać drużyną w pierwszym roku, jednak z czasem przychodziły kłopoty. Drugi rok zawsze oznaczał walkę o utrzymanie, gdzie o włos unikaliśmy spadku. Tak było podczas jego pierwszej kadencji, kiedy w 2017 r. utrzymaliśmy się w zasadzie dzięki nieudolności rywali – Ruchu Chorzów i Górnika Łęczna. Nie inaczej było w ubiegłym sezonie – gdyby nie zmiana na trenera Kroczka, to dziś pewnie nie gralibyśmy w Ekstraklasie. Moim zdaniem właśnie na tyle stać trenera Zielińskiego. Mimo to niewykluczone, że w tym sezonie jego Korona wyprzedzi Cracovię w ligowej tabeli.

Patrząc z perspektywy poprzedniego sezonu, w którym niemal do końca biliście się o utrzymanie, obecny sezon można traktować jako przegrany?
To trochę jak ze zremisowanym meczem – lepsze nastroje mają ci, którzy doprowadzili do wyrównania niż ci, którzy wypuścili zwycięstwo z rąk. My byliśmy blisko czołówki i zaprzepaściliśmy szansę na coś więcej, więc nikt nie będzie traktował miejsca w środku stawki jako sukcesu. Oczywiście, ma znaczenie zarówno miejsce w tabeli, jak i poprawienie rankingu historycznego, co przekłada się na zwiększone przychody z Ekstraklasy. Te aspekty ekscytują jednak wyłącznie klubowych księgowych, ale nie kibiców.

Co takiego dzieje się z Cracovią przy Kałuży, że udało się wam wygrać zaledwie cztery mecze?
Jest to dla nas niezrozumiałe. Mogłoby się wydawać, że u siebie jest większe ciśnienie na piłkarzach ze strony kibiców, jednak nie spotykają ich przesadnie negatywne reakcje na kolejne porażki. Nie jestem w stanie tego w żaden sposób wytłumaczyć.

Szczególnie ostatnia kolejka była niemałym zaskoczeniem, bo skazywana przez wielu na spadek Lechia przyjechała do Krakowa jak po swoje.
Wracałem wtedy z majówkowego wyjazdu i obawiałem się, że nie zdążę na mecz. Jak się potem okazało, więcej powodów do zmartwienia miałem dlatego, że zdążyłem. Mecz był tragiczny w naszym wykonaniu – błędy w obronie, brak zaangażowania i niewielkie przebudzenie po przerwie, po stracie bramki. Niestety, wygrała drużyna lepsza. Żeby zobaczyć coś interesującego, musiałem włączyć w telefonie transmisję meczu w Gdyni, gdzie w tym samym czasie Arka „przyklepywała” awans do Ekstraklasy.

Można powiedzieć, że niemoc Cracovii zaczęła się od pamiętnego meczu z GieKSą.
Mam wrażenie, że nie był to zły mecz z naszej strony, ale przede wszystkim był to świetny mecz GKS-u, okraszony pięknymi golami Błąda i Maigaarda. W tym sezonie widzieliśmy w Krakowie wiele pięknych bramek, niestety najczęściej strzelanych przez rywali. Niemniej zawsze warto docenić kunszt piłkarza, który zdobywa bramkę niecodziennej urody, niezależnie od drużyny, której barw broni.

Na co dzień pasjonujesz się historią futbolu. Masz jakieś szczególne wspomnienia z rywalizacji Cracovii z GieKSą?
Najbardziej zapadła mi w pamięć rywalizacja z GKS-em w Krakowie w sezonie, w którym spadał z Ekstraklasy, jednak nie z powodu piłkarskich wrażeń. Wręcz przeciwnie – GKS przyjechał bronić remisu i od początku grał na czas. Trudno to traktować jako zarzut, jeśli drużyna broniąca się przed spadkiem za wszelką cenę stara się osiągnąć swój cel. Ostatecznie jednak i tak skończyło się naszym zwycięstwem, które walnie przyczyniło się do waszego spadku.

Jak podchodzisz do ostatniej fazy sezonu? Czujesz jeszcze jakieś emocje?
Od co najmniej miesiąca czekam już wyłącznie na koniec sezonu. Mam poczucie, że gramy już w zasadzie nieistotne sparingi. Jeśli jeszcze coś wygramy, to fajnie, natomiast nic się nie stanie, jeśli się nie uda. Nie wierzę w spektakularną metamorfozę drużyny, bo nie ma już na to czasu. Wyczerpały się wszystkie pokłady emocji i jestem już zmęczony tym sezonem. Rywale po raz kolejny odjechali sportowo i finansowo. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości znów otworzy się dla nas okienko, aby włączyć się w rywalizację o najwyższe ligowe cele.

Są przesłanki, aby w kolejnym sezonie było lepiej?
Nasze obawy związane są przede wszystkim ze składem drużyny. Przesądzone jest odejście Benjamina Källmana, jednego z najlepszych napastników w Ekstraklasie, który najprawdopodobniej spróbuje swoich sił w lepszej lidze. Dostał ofertę przedłużenia kontraktu, podobno bajeczną jak na nasze warunki, ale nie zdecydował się jej przyjąć. Będzie to dla nas duże osłabienie, bo ciężko będzie zastąpić takiego zawodnika. Ponadto kończą się kontrakty kilku innym ważnym zawodnikom, m.in. Glikowi i pojawia się wiele pytań o jego przyszłość.

Jaki scenariusz przewidujesz na nasz niedzielny mecz?
Chciałbym się przekonać, że trener Kroczek potrafi odpowiednio zmobilizować i ułożyć zespół w końcówce sezonu, ale szczerze mówiąc nie spodziewam się tego. Myślę, że będziemy w stanie co najwyżej strzelić bramkę i skończy się na 2:1 dla GKS-u.

Na jakim etapie są obecnie zmiany właścicielskie w Cracovii?
Od momentu śmierci profesora Filipiaka jest dużo niepewności. Z doświadczeń innych klubów wiemy, że zmiany właścicielskie mogą wnieść coś dobrego, ale równie dobrze może się skończyć spektakularnym upadkiem. Czekamy, co się wydarzy – czy Cracovia zostanie w Comarchu, czy też zostanie sprzedana. Na początku roku przeprowadzono oddłużenie klubu na kwotę ponad 150 mln zł, co jest wydarzeniem bez precedensu w polskim futbolu. Z jednej strony nowe władze Comarchu zapewniają, że będą kontynuować misję Profesora, ale z drugiej operacja oddłużeniowa wskazywała na przygotowanie do szybkiej sprzedaży klubu. Taka transakcja jednak nie nastąpiła. Być może piłkarska Cracovia zostanie jednak w Comarchu, jednak więcej obaw mamy co do przyszłości krakowskiego hokeja.

Z czego wynikają te obawy?
Cracovia zawsze mocno stała na dwóch nogach – piłce nożnej i hokeju, który znalazł się na dużym zakręcie. Pojawiają się zarzuty, że ta sekcja za dużo kosztuje i obciąża klub. Dodatkowo klub sam musi utrzymywać lodowisko, co wiąże się z wydatkami rzędu kilku milionów rocznie. Z tego powodu wyodrębniono nową spółkę, do której ma zostać przeniesiona sekcja hokeja, ale na dzień dzisiejszy nie ma tam nawet prezesa. Nie wiemy, z czego będzie finansowana, kto będzie nią zarządzał i kto będzie w niej grał. Dlatego nie bez podstaw są obawy o likwidację tej sekcji. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo hokej jest ważną częścią naszej tożsamości i pozbycie się go będzie dla nas wielką stratą.

Cracovia będzie pierwszą ekipą gości, która oficjalnie zasiądzie na trybunach Nowej Bukowej.
Przede wszystkim możecie się cieszyć, że macie wreszcie nowy stadion. Z pewnością stary obiekt miał swój klimat i wspomnienia, które zostaną z wami na zawsze, ale nowy obiekt to ważny krok w rozwoju zarówno waszego klubu, jak i całej ligi. Nowoczesne stadiony pomagają coraz lepiej opakowywać Ekstraklasę i coraz mniej klubów ma obiekty, które nie trzymają określonego poziomu. Od kilku lat rośnie frekwencja i pobijane są kolejne rekordy, kibice napędzają zainteresowanie sponsorów, a pieniądze przyciągają coraz lepszych zawodników. Podnosi się poziom sportowy, który przekłada się na postawę w europejskich pucharach. Ponadto warto zauważyć, że w tym sezonie beniaminkowie wnieśli coś nowego do ligi. Nie nastawiali się na utrzymanie za wszelką cenę, ale pokazali jakość i ciekawy styl. Jest to o tyle zaskakujące, że w poprzednich latach się to nie zdarzało. Wygląda na to, że zarówno Motor, jak i GKS, na dłużej zadomowią się w Ekstraklasie.

Jakie masz przewidywania na końcówkę tego sezonu i jak podsumujesz zapadające rozstrzygnięcia w Ekstraklasie?
Na trzy kolejki przed końcem raczej niewiele się zmieni, choć chciałbym aby to jednak Lech zdobył mistrzostwo. Nie wydaje mi się jednak, aby byli w stanie. Największy sukces tego sezonu to bez wątpienia to, co działo się poza ligą, czyli występy w europejskich pucharach – niesamowita historia napisana przez Legię i Jagiellonię, ale swoje trzy grosze dołożyli też pozostali pucharowicze, aby uzyskać dodatkowe miejsce dla polskiej drużyny w europejskich rozgrywkach. Z drugiej strony możemy być świadkami dramatu Jagi, która na ostatniej prostej może stracić miejsce na podium. Na minus należy odnotować drugą z rzędu porażkę Pogoni w Pucharze Polski. Nie jest to zła drużyna, jednak zawsze czegoś im brakuje do sukcesu. Osobiście jestem rozczarowany postawą Stali Mielec, która przed laty dość niespodziewanie wróciła do Ekstraklasy, a dziś jest już w zasadzie pewna spadku. Obawiam się, że przez wiele lat mogą nie być w stanie powtórzyć tego sukcesu. Tutaj rozgrywa się prawdziwy dramat kibiców, więc z tej perspektywy inaczej patrzę na nasze problemy w tym sezonie. Ponadto smutne jest to, co stało się z Lechią pod względem organizacyjnym. Pozostawia to spory niesmak, że działania ich zarządu pozostają w zasadzie bezkarne.

Wiele ciekawego dzieje się na krakowskim podwórku także w niższych ligach. Śledzisz te wydarzenia?
Zerkam zarówno na pierwszą, jak i drugą ligę, bo tam przynajmniej coś się dzieje. Liczyłem na awans zarówno Hutnika, jak i Wieczystej, ale ostatnie rozstrzygnięcia wskazują, że może się to udać najwyżej jednemu z tych zespołów. Wieczysta, podobnie jak kilka lat temu Garbarnia, przyciąga „hipsterskich” kibiców, którzy chcą zostawić na boku odwieczną rywalizację Cracovii z Wisłą. Powoli rodzi się też grupa zaangażowanych kibiców Wieczystej, którzy pojawili się nawet w sektorze gości na meczu z Hutnikiem. Ten projekt oczywiście nie musi być trwały, natomiast z punktu widzenia kibiców Cracovii Wieczysta angażuje finansowo jednego z najbogatszych kibiców Wisły, więc w jakiś sposób osłabia to naszego głównego rywala.

Sama Wisła po raz kolejny walczy o awans do Ekstraklasy. Jako kibic Cracovii wolisz widzieć lokalnego rywala w niższej lidze czy brakuje ci derbowej rywalizacji w Ekstraklasie?
Z obu sytuacji płynie pewien pożytek. Z jednej strony dekada sukcesów Wisły za czasów Bogusława Cupiała, w połączeniu ze sportowym dołkiem Cracovii, wywołała pychę wśród kibiców z drugiej strony Błoń. Kilkuletni pobyt Wisły w 1. lidze ostudził nieco te nastroje i szkoda, że nie wykorzystaliśmy maksymalnie tego okresu, ale mimo wszystko w ostatnich latach wyrównuje się szala między oboma klubami. Z drugiej strony łączy nas długa historia derbów na najwyższym poziomie, która musi być kontynuowana. Być może nie w następnym, ale dopiero w kolejnym sezonie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Porażka po rzutach karnych

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice, po rzutach karnych, przegrał z Herning Blue Fox w meczu o brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

 

Kontynuuj czytanie

Hokej

Misja Nottingham

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Już w czwartek nasi hokeiści rozpoczną rywalizację w Pucharze Kontynentalnym.

Obecna edycja nieco różni się od poprzednich, ponieważ zrezygnowano z drugiej rundy tych rozgrywek, rozszerzając zmagania finałowe. W finałowym turnieju rywalizować będzie sześć zespołów podzielonych na dwie grupy. Los sprawił, że naszymi rywalami będzie łotewska drużyna HK Mogo, a także gospodarze – Nottingham Panthers. Drugą grupę stanowią Duńczycy z Herning, francuskie Angers oraz Torpedo z dalekiego Kazachstanu. Każda z drużyn rozegra po trzy spotkania, dwa w grupie oraz „finałowe” o konkretne miejsce w zależności od wywalczonego miejsca w grupie.

My swoje zmagania rozpoczynamy w czwartek szesnastego stycznia, co ważne tym razem obyło się bez zamieszania z wizami czy pozwoleniami o pracę. W pełnym składzie przystąpimy do gry w drugim dniu turnieju. Wobec tego obie drużyny będą rozgrywać z nami swoje drugie mecze. O to, z jakim celem na Wyspy Brytyjskie wybrała się nasza drużyna, zapytaliśmy Patryka Wronkę: „Przyjeżdżamy po zwycięstwo – to jest nasz cel. Cieszymy się, że tutaj jesteśmy i jest to troszkę też odskocznia od codzienności od tej naszej ligi i fajne doświadczenie, które patrząc do przodu co nas czeka, przyniesie wiele dobrego.”

Na pierwszy ogień pójdą hokeiści HK Mogo. Drużyna, która swoje mecze rozgrywa w Rydze na co dzień występuje w rodzimej Optibet Hokeja Liga, a poprzednie dwa sezony zakończyła mistrzostwem. Obecnie jest liderem rozgrywek z punktem przewagi nad gościnnie grającym w tamtejszej lidze Kyiv Capitals. Sama pozycja w tabeli niczemu nie przesądza, bo pierwsze cztery zespoły dzielą raptem 4 punkty, a nasi rywali mają o mecz lub dwa więcej spotkań. Natomiast na duże uznanie zasługuje seria kolejnych wygranych spotkań, która rozpoczęła się 25 października. Łotysze przeszli suchą stopą przez kolejne czternaście spotkań, zaliczając przy tym trzy shot outy. Swoje zmagania w Pucharze Kontynentalnym rozpoczęli od poprzedniej rundy, która w połowie listopada rozegrana została we francuskim Angers. Mogo mimo rozpoczęcia turnieju porażką 4-6 w meczu z gospodarzami, finalnie awansowali dalej po wygranych z Cortiną 3-0 i węgierskim Gyergyoi 6-2. Liderem tego zespołu zdecydowanie jest Deivids Sarkanis, doświadczony hokeista zdobył w tym sezonie 36 pkt i góruje zdecydowanie zarówno w liczbie asyst (19) jak i goli (17). Kolejnymi znaczącymi graczami są: Kaspars Ziemins (28 pkt – 14G, 14A) oraz Janis Zemitis (27 pkt – 10G, 17A). Dostępu do bramki broni głównie Karlis Mezsargs (skuteczność 0.926% – 17 spotkań), a zastępuje go Rudolfs Lazdins (skuteczność 0.902- 7 spotkań) co ciekawe zespole występują tylko rodzimi zawodnicy.

Kolejnym naszym rywalem będą gospodarze – Pantery z Nottingham. Anglicy również zajmują pierwszą lokatę w Brytyjskiej Elite League. Poprzedni sezon zakończyli wyraźną porażką (0-4) w finale play-off z Belfast Giants. W tabeli obecnych rozgrywek również jest ciasno w czołówce tabeli i sytuacja będzie się wyjaśniać do końca rozgrywek. Historia poprzednich spotkań nie jest już taka okazała jak u bałtyckich rywali, bo jeszcze 10 stycznia przydarzyła się porażka z vice liderem z Belfastu (1-4). Tonu zespołowi nadają hokeiści zza oceanu, którzy zdobyli do tego pory po 31 pkt – Ross Armour (15G, 16A) i Tim Doherty (7G, 24A). Zawodników, którzy ciągną zespół do przodu jest więcej, bo ponad 20 pkt zdobyło ich łącznie sześciu. O zabezpieczenie tyłów dba Amerykańsko – kanadyjski duet bramkarzy Jason Grande (skuteczność 0.911% – 13 spotkań) i Kevin Carr (skuteczność 0.912% – 17 spotkań). Do Pucharu Kontynentalnego przystępują dopiero od trzeciej rundy, a w przeciwieństwie do pierwszego rywala katowiczan, Pantery to spora mieszanka hokeistów z Kanady i USA, a w zespole występują także Szwedzi, Węgier i oczywiście Brytyjczycy.

Zapytany o skalę trudności napastnik stwierdził: „Jeżeli chodzi o przeciwników, to ciężko stwierdzić kto będzie najtrudniejszym. Myślę, że będzie to wyrównany turniej, a o zwycięstwie będą decydowały małe rzeczy – tak zwane detale.”

Miejscem zmagań będzie Motorpoint Arena mieszcząca 10 000 widzów, z tym lodowiskiem dobre wspomnienia mają na pewno Bartosz Fraszko, Grzegorz Pasiut i Patryk Wronka, co też potwierdza ten ostatni: „To lodowisko już chyba na zawsze będzie miało same dobre skojarzenia, bo przecież awans do Elity tutaj robiliśmy jako reprezentacja, więc liczę, że dalej będzie dla nas szczęśliwe.” Życzyć należy, by równie dobre wspomnienia przywiozła reszta naszej drużyny niezależnie od narodowości. Natomiast wyżej wymienionemu tercetowi życzymy formy godnej legendy Robin Hooda – wszak to symbol tego miasta.

Kibicom, którzy wybierają się do Anglii, życzymy wyśmienitej zabawy i wielu okazji do świętowania!

15.01.2026 (czwartek, 20:00) GKS Katowice – HK Mogo
16.01.2026 (piątek, 20:00) Nottingham Panthers – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga