Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: zmarnowana szansa na coś więcej
Nadspodziewanie dobra postawa piłkarzy rozbudziła jesienią apetyty kibiców Pasów na czołowe lokaty w lidze. Tymczasem od pamiętnej porażki z GieKSą coś się zacięło i nadzieja na medale prysła jak bańka mydlana. O przyczyny tej sytuacji i ogólne nastroje w ostatniej fazie sezonu zapytaliśmy Artura Fortunę, kibica Cracovii, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Piłki Nożnej, a także autora bloga „Historia Pasow”.
Jesienią Cracovia podejmowała GKS z pozycji faworyta, mając zaledwie dwa punkty straty do prowadzącego w tabeli Lecha. Można było odczuć wasz entuzjazm i ekscytację przed kolejnymi meczami. Ile z tego zostało dzisiaj?
Nie zostało zupełnie nic. Rozgoryczenie jest nawet większe, właśnie z powodu dobrych wyników jesienią, bo w pewnym momencie wydawało się, że może to właśnie ten sezon, w którym wreszcie wrócimy na „pudło”, a znowu skończyło się na niczym. To, czy zajmiemy szóste czy ósme miejsce, ma znaczenie dla budżetu, ale nie dla kibica. Jesienią otworzyła się przed nami szansa na coś więcej, ale wiosną szybko odpłynęła. Dystans do czołówki się zwiększał i pozostał tylko żal, że po raz kolejny się nie udało. Podobnie było w 2020 roku, w sezonie covidowym, kiedy po rundzie jesiennej zajmowaliśmy 2. miejsce z niewielką stratą do Legii, natomiast wiosną przytrafiła się seria 6 porażek i skończyliśmy z niczym. Wtedy przynajmniej udało się zdobyć Puchar Polski.
Która twarz Cracovii bardziej realnie oddaje obecne możliwości drużyny – ta walcząca o spadek czy bijąca się o najwyższe cele?
Na to pytanie wszyscy chcielibyśmy znać odpowiedź. Sam nie wiem, która twarz Cracovii jest prawdziwa, choć chciałbym wierzyć, że właśnie ta z jesieni. Wtedy wiele punktów udawało się zdobyć dzięki odpowiedniemu nastawieniu mentalnemu. Piłkarze dawali z siebie wszystko, zarówno gdy trzeba było gonić wynik, jak i gdy nadarzała się okazja, aby podwyższyć prowadzenie. W pewnym momencie wiosny ta wola walki zgasła, nie widać już wiary w zwycięstwo i to przede wszystkim trzeba naprawić. Same umiejętności piłkarskie nie zmieniły się przecież w kilka miesięcy, więc zadaniem trenera lub psychologa jest znalezienie recepty na powrót do właściwego nastawienia mentalnego. Trudno powiedzieć, czy wystarczy na to czasu, bo sezon się kończy, a w letniej przerwie spodziewamy się prawdziwej rewolucji w składzie.
Jesienią Rafał Nowak z serwisu TerazPasy.pl zwracał uwagę na problemy Cracovii z zestawieniem linii obrony, szczególnie wobec absencji Kamila Glika. Czy udało się to naprawić?
Kamil doznał kontuzji w październiku ubiegłego roku i do dziś nie wrócił na boisko. Od momentu jego kontuzji obrona gra źle. Glik nie był dobrze oceniany przez kibiców i sam też uważałem, że nie daje drużynie tyle, ile powinien. Tymczasem od momentu jego kontuzji obrona gra znacznie gorzej. Najwidoczniej Kamil miał wpływ na postawę tej formacji – wpływ, którego kibic nie był w stanie dostrzec. Obecnie, mimo zimowych transferów, obrona nadal gra źle i chaotycznie. Rozdajemy za dużo prezentów rywalom, popełniając proste błędy. Być może brakuje właściwego dyrygenta w tej formacji, który odpowiednio by nią pokierował.
Odpowiedzialność za postawę drużyny spada przede wszystkim na trenera. Jesienią Dawid Kroczek zbierał prawie wyłącznie pochwały. Co się stało, że jego ocena w oczach kibiców aż tak się zmieniła, że dziś nie ma on praktycznie zwolenników?
Zmieniła się przede wszystkim z powodu wyników, których wiosną nie ma. Brakuje zwycięstw, szczególnie u siebie, bo takie porażki najbardziej wpływają na nastroje kibiców. Nie wiem, czy trener Kroczek jest odpowiednim człowiekiem na tym stanowisku, bo nie widzę jego pracy na co dzień. Pamiętajmy też, że niedawno minął dopiero rok jego pracy – nie jest to wystarczająco długi czas na ocenę. Kryzys ma prawo się zdarzyć i trener powinien mieć szansę, by wyprowadzić z niego drużynę. Jednak moim zdaniem nic nie wskazuje na to, aby Dawid Kroczek dał radę podnieść zespół po ostatnich porażkach.
Los trenera Kroczka pod Wawelem jest więc przesądzony?
Przed sezonem jako cel postawiono zajęcie miejsca w pierwszej ósemce, a atak na wyższe lokaty zakładano w kolejnym sezonie. Z tego punktu widzenia trener jest bliski osiągnięcia celu, choć z drugiej strony prezes w wypowiedziach medialnych zostawił sobie pewną furtkę do rozmów o przyszłości szkoleniowca mówiąc, że na ocenie Dawida Kroczka zaważy fakt, czy potrafi wyprowadzić drużynę z kryzysu, w jakim się znalazła. Moim zdaniem jest to dość wyraźny sygnał, że jeśli nie będzie zwycięstw, to nie będzie też nowego kontraktu.
Tęsknicie za Jackiem Zielińskim, który obecnie osiąga nadspodziewanie dobre wyniki w Kielcach?
Ja osobiście nie. Wiem, że trener Zieliński cieszy się uznaniem wśród kibiców Cracovii, jednak ja nie mam dobrej opinii o jego pracy. Uważam, że Jacek Zieliński potrafił dobrze zarządzać drużyną w pierwszym roku, jednak z czasem przychodziły kłopoty. Drugi rok zawsze oznaczał walkę o utrzymanie, gdzie o włos unikaliśmy spadku. Tak było podczas jego pierwszej kadencji, kiedy w 2017 r. utrzymaliśmy się w zasadzie dzięki nieudolności rywali – Ruchu Chorzów i Górnika Łęczna. Nie inaczej było w ubiegłym sezonie – gdyby nie zmiana na trenera Kroczka, to dziś pewnie nie gralibyśmy w Ekstraklasie. Moim zdaniem właśnie na tyle stać trenera Zielińskiego. Mimo to niewykluczone, że w tym sezonie jego Korona wyprzedzi Cracovię w ligowej tabeli.
Patrząc z perspektywy poprzedniego sezonu, w którym niemal do końca biliście się o utrzymanie, obecny sezon można traktować jako przegrany?
To trochę jak ze zremisowanym meczem – lepsze nastroje mają ci, którzy doprowadzili do wyrównania niż ci, którzy wypuścili zwycięstwo z rąk. My byliśmy blisko czołówki i zaprzepaściliśmy szansę na coś więcej, więc nikt nie będzie traktował miejsca w środku stawki jako sukcesu. Oczywiście, ma znaczenie zarówno miejsce w tabeli, jak i poprawienie rankingu historycznego, co przekłada się na zwiększone przychody z Ekstraklasy. Te aspekty ekscytują jednak wyłącznie klubowych księgowych, ale nie kibiców.
Co takiego dzieje się z Cracovią przy Kałuży, że udało się wam wygrać zaledwie cztery mecze?
Jest to dla nas niezrozumiałe. Mogłoby się wydawać, że u siebie jest większe ciśnienie na piłkarzach ze strony kibiców, jednak nie spotykają ich przesadnie negatywne reakcje na kolejne porażki. Nie jestem w stanie tego w żaden sposób wytłumaczyć.
Szczególnie ostatnia kolejka była niemałym zaskoczeniem, bo skazywana przez wielu na spadek Lechia przyjechała do Krakowa jak po swoje.
Wracałem wtedy z majówkowego wyjazdu i obawiałem się, że nie zdążę na mecz. Jak się potem okazało, więcej powodów do zmartwienia miałem dlatego, że zdążyłem. Mecz był tragiczny w naszym wykonaniu – błędy w obronie, brak zaangażowania i niewielkie przebudzenie po przerwie, po stracie bramki. Niestety, wygrała drużyna lepsza. Żeby zobaczyć coś interesującego, musiałem włączyć w telefonie transmisję meczu w Gdyni, gdzie w tym samym czasie Arka „przyklepywała” awans do Ekstraklasy.
Można powiedzieć, że niemoc Cracovii zaczęła się od pamiętnego meczu z GieKSą.
Mam wrażenie, że nie był to zły mecz z naszej strony, ale przede wszystkim był to świetny mecz GKS-u, okraszony pięknymi golami Błąda i Maigaarda. W tym sezonie widzieliśmy w Krakowie wiele pięknych bramek, niestety najczęściej strzelanych przez rywali. Niemniej zawsze warto docenić kunszt piłkarza, który zdobywa bramkę niecodziennej urody, niezależnie od drużyny, której barw broni.
Na co dzień pasjonujesz się historią futbolu. Masz jakieś szczególne wspomnienia z rywalizacji Cracovii z GieKSą?
Najbardziej zapadła mi w pamięć rywalizacja z GKS-em w Krakowie w sezonie, w którym spadał z Ekstraklasy, jednak nie z powodu piłkarskich wrażeń. Wręcz przeciwnie – GKS przyjechał bronić remisu i od początku grał na czas. Trudno to traktować jako zarzut, jeśli drużyna broniąca się przed spadkiem za wszelką cenę stara się osiągnąć swój cel. Ostatecznie jednak i tak skończyło się naszym zwycięstwem, które walnie przyczyniło się do waszego spadku.
Jak podchodzisz do ostatniej fazy sezonu? Czujesz jeszcze jakieś emocje?
Od co najmniej miesiąca czekam już wyłącznie na koniec sezonu. Mam poczucie, że gramy już w zasadzie nieistotne sparingi. Jeśli jeszcze coś wygramy, to fajnie, natomiast nic się nie stanie, jeśli się nie uda. Nie wierzę w spektakularną metamorfozę drużyny, bo nie ma już na to czasu. Wyczerpały się wszystkie pokłady emocji i jestem już zmęczony tym sezonem. Rywale po raz kolejny odjechali sportowo i finansowo. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości znów otworzy się dla nas okienko, aby włączyć się w rywalizację o najwyższe ligowe cele.
Są przesłanki, aby w kolejnym sezonie było lepiej?
Nasze obawy związane są przede wszystkim ze składem drużyny. Przesądzone jest odejście Benjamina Källmana, jednego z najlepszych napastników w Ekstraklasie, który najprawdopodobniej spróbuje swoich sił w lepszej lidze. Dostał ofertę przedłużenia kontraktu, podobno bajeczną jak na nasze warunki, ale nie zdecydował się jej przyjąć. Będzie to dla nas duże osłabienie, bo ciężko będzie zastąpić takiego zawodnika. Ponadto kończą się kontrakty kilku innym ważnym zawodnikom, m.in. Glikowi i pojawia się wiele pytań o jego przyszłość.
Jaki scenariusz przewidujesz na nasz niedzielny mecz?
Chciałbym się przekonać, że trener Kroczek potrafi odpowiednio zmobilizować i ułożyć zespół w końcówce sezonu, ale szczerze mówiąc nie spodziewam się tego. Myślę, że będziemy w stanie co najwyżej strzelić bramkę i skończy się na 2:1 dla GKS-u.
Na jakim etapie są obecnie zmiany właścicielskie w Cracovii?
Od momentu śmierci profesora Filipiaka jest dużo niepewności. Z doświadczeń innych klubów wiemy, że zmiany właścicielskie mogą wnieść coś dobrego, ale równie dobrze może się skończyć spektakularnym upadkiem. Czekamy, co się wydarzy – czy Cracovia zostanie w Comarchu, czy też zostanie sprzedana. Na początku roku przeprowadzono oddłużenie klubu na kwotę ponad 150 mln zł, co jest wydarzeniem bez precedensu w polskim futbolu. Z jednej strony nowe władze Comarchu zapewniają, że będą kontynuować misję Profesora, ale z drugiej operacja oddłużeniowa wskazywała na przygotowanie do szybkiej sprzedaży klubu. Taka transakcja jednak nie nastąpiła. Być może piłkarska Cracovia zostanie jednak w Comarchu, jednak więcej obaw mamy co do przyszłości krakowskiego hokeja.
Z czego wynikają te obawy?
Cracovia zawsze mocno stała na dwóch nogach – piłce nożnej i hokeju, który znalazł się na dużym zakręcie. Pojawiają się zarzuty, że ta sekcja za dużo kosztuje i obciąża klub. Dodatkowo klub sam musi utrzymywać lodowisko, co wiąże się z wydatkami rzędu kilku milionów rocznie. Z tego powodu wyodrębniono nową spółkę, do której ma zostać przeniesiona sekcja hokeja, ale na dzień dzisiejszy nie ma tam nawet prezesa. Nie wiemy, z czego będzie finansowana, kto będzie nią zarządzał i kto będzie w niej grał. Dlatego nie bez podstaw są obawy o likwidację tej sekcji. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo hokej jest ważną częścią naszej tożsamości i pozbycie się go będzie dla nas wielką stratą.
Cracovia będzie pierwszą ekipą gości, która oficjalnie zasiądzie na trybunach Nowej Bukowej.
Przede wszystkim możecie się cieszyć, że macie wreszcie nowy stadion. Z pewnością stary obiekt miał swój klimat i wspomnienia, które zostaną z wami na zawsze, ale nowy obiekt to ważny krok w rozwoju zarówno waszego klubu, jak i całej ligi. Nowoczesne stadiony pomagają coraz lepiej opakowywać Ekstraklasę i coraz mniej klubów ma obiekty, które nie trzymają określonego poziomu. Od kilku lat rośnie frekwencja i pobijane są kolejne rekordy, kibice napędzają zainteresowanie sponsorów, a pieniądze przyciągają coraz lepszych zawodników. Podnosi się poziom sportowy, który przekłada się na postawę w europejskich pucharach. Ponadto warto zauważyć, że w tym sezonie beniaminkowie wnieśli coś nowego do ligi. Nie nastawiali się na utrzymanie za wszelką cenę, ale pokazali jakość i ciekawy styl. Jest to o tyle zaskakujące, że w poprzednich latach się to nie zdarzało. Wygląda na to, że zarówno Motor, jak i GKS, na dłużej zadomowią się w Ekstraklasie.
Jakie masz przewidywania na końcówkę tego sezonu i jak podsumujesz zapadające rozstrzygnięcia w Ekstraklasie?
Na trzy kolejki przed końcem raczej niewiele się zmieni, choć chciałbym aby to jednak Lech zdobył mistrzostwo. Nie wydaje mi się jednak, aby byli w stanie. Największy sukces tego sezonu to bez wątpienia to, co działo się poza ligą, czyli występy w europejskich pucharach – niesamowita historia napisana przez Legię i Jagiellonię, ale swoje trzy grosze dołożyli też pozostali pucharowicze, aby uzyskać dodatkowe miejsce dla polskiej drużyny w europejskich rozgrywkach. Z drugiej strony możemy być świadkami dramatu Jagi, która na ostatniej prostej może stracić miejsce na podium. Na minus należy odnotować drugą z rzędu porażkę Pogoni w Pucharze Polski. Nie jest to zła drużyna, jednak zawsze czegoś im brakuje do sukcesu. Osobiście jestem rozczarowany postawą Stali Mielec, która przed laty dość niespodziewanie wróciła do Ekstraklasy, a dziś jest już w zasadzie pewna spadku. Obawiam się, że przez wiele lat mogą nie być w stanie powtórzyć tego sukcesu. Tutaj rozgrywa się prawdziwy dramat kibiców, więc z tej perspektywy inaczej patrzę na nasze problemy w tym sezonie. Ponadto smutne jest to, co stało się z Lechią pod względem organizacyjnym. Pozostawia to spory niesmak, że działania ich zarządu pozostają w zasadzie bezkarne.
Wiele ciekawego dzieje się na krakowskim podwórku także w niższych ligach. Śledzisz te wydarzenia?
Zerkam zarówno na pierwszą, jak i drugą ligę, bo tam przynajmniej coś się dzieje. Liczyłem na awans zarówno Hutnika, jak i Wieczystej, ale ostatnie rozstrzygnięcia wskazują, że może się to udać najwyżej jednemu z tych zespołów. Wieczysta, podobnie jak kilka lat temu Garbarnia, przyciąga „hipsterskich” kibiców, którzy chcą zostawić na boku odwieczną rywalizację Cracovii z Wisłą. Powoli rodzi się też grupa zaangażowanych kibiców Wieczystej, którzy pojawili się nawet w sektorze gości na meczu z Hutnikiem. Ten projekt oczywiście nie musi być trwały, natomiast z punktu widzenia kibiców Cracovii Wieczysta angażuje finansowo jednego z najbogatszych kibiców Wisły, więc w jakiś sposób osłabia to naszego głównego rywala.
Sama Wisła po raz kolejny walczy o awans do Ekstraklasy. Jako kibic Cracovii wolisz widzieć lokalnego rywala w niższej lidze czy brakuje ci derbowej rywalizacji w Ekstraklasie?
Z obu sytuacji płynie pewien pożytek. Z jednej strony dekada sukcesów Wisły za czasów Bogusława Cupiała, w połączeniu ze sportowym dołkiem Cracovii, wywołała pychę wśród kibiców z drugiej strony Błoń. Kilkuletni pobyt Wisły w 1. lidze ostudził nieco te nastroje i szkoda, że nie wykorzystaliśmy maksymalnie tego okresu, ale mimo wszystko w ostatnich latach wyrównuje się szala między oboma klubami. Z drugiej strony łączy nas długa historia derbów na najwyższym poziomie, która musi być kontynuowana. Być może nie w następnym, ale dopiero w kolejnym sezonie.
Felietony Piłka nożna
Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?
Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.
Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.
Co do poprawy?
OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.
GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.
STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).
Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.
Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.
Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.
MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.
TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.
Galeria Kibice Piłka nożna
Spodek Super Cup 2026
Zapraszamy do pierwszej galerii z Superbet Spodek Super Cup 2026. Turniej wygrała Reprezentacja Polski Socca, która w finale pokonała Wieczystą Kraków, a ostatnie miejsce na podium wywalczył ROW Rybnik. Autorem zdjęć jest Misiek.
Piłka nożna
Mateusz Wdowiak piłkarzem GieKSy!
Mateusz Wdowiak dołączył do naszej drużyny na zasadzie transferu definitywnego. 29-latek związał się z GieKSą umową do 30 czerwca 2027 roku.
Wdowiak jest pomocnikiem – może grać jako „10” oraz wahadłowy. W poprzedniej rundzie reprezentował Zagłębie Lubin. W barwach tej drużyny wystąpił łącznie w 73 spotkaniach, strzelił 9 bramek oraz zaliczył 6 asyst. W tym sezonie wystąpił w 12 meczach (11 Ekstraklasa, 1 Puchar Polski).
Na wcześniejszym etapie kariery reprezentował Cracovię, z którą był związany od najmłodszych lat. W barwach „Pasów” zaliczył 152 spotkania, strzelając 13 bramek i notując 23 asysty. Z ekipą z Krakowa świętował zdobycie Pucharu Polski, strzelając decydującą bramkę w finale.
Po dobrych występach po zawodnika sięgnął Raków Częstochowa, a dla Wdowiaka nastał najlepszy okres w karierze. Z ekipą z Częstochowy zdobył: Mistrzostwo Polski, Puchar Polski (dwukrotnie) oraz Superpuchar (również dwa razy). W Rakowie wystąpił w 98 spotkań, strzelając 17 bramek i zaliczając 7 asyst.
Nowy zawodnik wkrótce dołączy do drużyny przebywającej na zgrupowaniu w Turcji. Życzymy mu wszystkiego, co najlepsze w naszych barwach!


Najnowsze komentarze