Piłka nożna
[POMECZOWO] Ziemia do trenera Paszulewicza
Wielu z was na forum czy to w prywatnych telefonach zaraz po meczu pytało „Jak to tam wyglądało?” Wiadomo, że z uwagi na zakaz kibicowski mecz obejrzała dosłownie garstka kibiców GieKSy – my jako redakcja plus kibice, którzy akurat przebywali na wakacjach w okolicach. Na początek więc mała analiza tego, jak to tam wyglądało dla wszystkich. Posłużę się do tego relacją z konferencji prasowej.
Paszulewicz: Myślę, że kibice zobaczyli bardzo dobre spotkanie (bardzo przeciętne I ligowe spotkanie) i poziom tego widowiska stał na wysokim średnim poziomie. Obydwa zespoły dążyły do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść (od 75. minuty). Oba zespoły chciały wygrać – Chojnice, bo grały u siebie, my, bo po ostatnich spotkaniach chcieliśmy się odbudować po dwóch porażkach (zgoda). Myślę, że zagraliśmy dobre spotkanie i jak na ironię podnosząc jakość gry ofensywnej (po tym jak wprowadziłem Michalika czyli od 73. minuty), jesteśmy karani porażką (na własne życzenie). Uważam, że kluczowe były dziś dwa momenty – strata pierwszej bramki oraz czerwona kartka Poczobuta.
.

To zadecydowało, że nie mamy punktów dzisiaj w mojej opinii (zadecydowało co innego). Za walkę do końca i jakość w grze dziękuję zespołowi. Brakuje nam ciągle punktów i jest to niepokojące (jest to bardzo niepokojące). Kolejny raz wypromowaliśmy bramkarza do „11” kolejki (skoro nie jesteśmy skuteczni i nie mamy za wielu okazji do 75. minuty to co się dziwić).
Ciężko się zgodzić z trenerem Paszulewiczem, że było to dobre spotkanie z obu stron. Było to bardzo przeciętne spotkanie dwóch bardzo średnich tego dnia drużyn. Na stadionie w Chojnicach byliśmy już kilka razy i uczciwie trzeba przyznać, że to była najsłabsza Chojniczanka, jaką widzieliśmy. Zwykle były to twarde pojedynki, gdzie gospodarze niekiedy z furią naciskali na nasz zespół. Tutaj mecz momentami przypominał niedzielne granie na stadionie w Wodzisławiu – zapach kiełbasek, cisza na stadionie itd.
W meczu z Rakowem popełniono błędy ze składem oraz taktyką, z Jastrzębiem ustawienie personalne trener wziął na siebie. W Chojnicach? W Chojnicach zabrakło po prostu planu. Zabrakło odwagi trenerowi i reakcji na wydarzenia boiskowe. Mecz nam się idealnie otworzył szybką bramką, Chojnice nic nie grały i przy lepszej grze w pierwszej połowie powinno być 2:0. Co robimy w drugiej połowie? Według trenera „Można było liczyć, że tak doświadczony zespół nie popełni błędów i uda się strzelić w końcówce drugą bramkę” – trenerze – no można było liczyć, ale po co? Dlaczego nie można było grać swojej piłki, dlaczego nie można było iść do ataku i szybko strzelić drugiego gola? Dlaczego ciągle musimy bazować na obronie gdzie już wejście Michalika i stworzenie czterech akcji w 15 minut (dogodnych) pokazało, jak Chojnice były słabe i jak szybko można było ten mecz zakończyć, zamiast bawić się w bronienie wyniku? Zamiast szukać rozwiązań, by pomóc zespołowi się rozwijać na boisku w czasie spotkania, to my szukamy sposobu by „przetrwać” a nuż się uda…. no nie udało się, trzeci raz z rzędu.
Równie dobrze można odpowiedzieć „można się było spodziewać, że tak doświadczony zespół, jak Chojniczanka obudzi się w końcówce i strzeli bramkę”, co też się stało. Nie rozumiemy więc po raz kolejny, dlaczego ciągle czekamy?
Dlaczego mówi Pan o tym, że Chojnice to trudny teren i doświadczona drużyna – oczywiście można się z tym zgodzić, ale w ten sposób nie zbudujemy pewności tego zespołu, nie zbudujemy tych nowych, czasem młodych zawodników, bo ciągle z tyłu głowy będzie świtać im myśl „byle nie stracić, byle nie stracić”. Trenerze! Czas zacząć budować ten zespół w ataku, a nie tylko skupiać się na obronie.
Czas zacząć pracować nad atakiem, a nie gadać ciągle o przygotowaniu fizycznym i motoryce, bo jak to powiedziała niejedna osoba „Skoro konikiem trenera jest przygotowanie fizyczne, to niech zostanie trenerem od przygotowania fizycznego. Teraz potrzebujemy trenera od piłki nożnej”. To, co najbardziej boli to fakt, że ten zespół na papierze ma zawodników, którzy mogą i potrafią grać ofensywnie. Czas skończyć ze schematami i ustawieniami w obronie a pozwolić im grać w przodzie, pozwolić im rozwijać się w ataku. I trener może się obrażać na słowa „Trener Paszulewicz ma tylko jedną taktykę i jest to gra z kontry”, ale prawda jest taka, że póki co tak to wygląda, że planu na grę w ataku pozycyjnym jak nie było, tak nie ma. Mimo iż wymieniliśmy wszystkich ofensywnych zawodników.
Słów, że kluczowa była czerwona kartka dla Poczobuta aż szkoda komentować, bo chyba nikt poza Panem nie rozumie, w jakim sensie była to kluczowa sytuacja skoro była 90. minuta, było po 10 na boisku, a Pan miał dwie zmiany do wykorzystania.
Czas się obudzić trenerze, czas porozmawiać z zespołem z radą drużyny co można zmienić, co poprawić. Mamy dwa tygodnie przerwy na wyciągnięcie mitycznych wniosków. Może jakieś mini zgrupowanie, może jakaś impreza integracyjna dla wszystkich, może te słynne „zamknięcie się w pokoju i niech każdy powie co mu leży na wątrobie i sercu”?
To nie czas na obrażanie się, na szukanie winnych w zawodnikach – choć pewnie też krytyka im się należy za brak skuteczności. To czas na głęboką analizę własnych działań, własnych słów i wypowiedzi oraz tego, co można zmienić, by było lepiej. Skoro drugi trener Dawid Szwarga tak pięknie analizuje grę zachodnich piłkarzy, to może jest to również czas, by dłużej popracował z Ruminem i spółką.
Działania 7/11 bez piłki. Pedro wykonał więcej działań bez piłki w kilka sekund niż część skrzydłowych we wczorajszym meczu Legii przez cały mecz. Dla mnie największa różnica między TOPOWYM, a przeciętnym graczem. pic.twitter.com/L3fGs5VBKM
— Dawid Szwarga (@Szwari) 17 sierpnia 2018
Krytyka, jaka wylewa się na trenera Paszulewicza, w moim odczuciu jest zasłużona. Zupełnie nie pomaga drużynie i zawodnikom swoimi decyzjami w ostatnich spotkaniach. Bilans, jaki mamy jest fatalny, a strata do góry tabeli jest już bardzo duża, biorąc pod uwagę, że za nami osiem spotkań.
Jedni powiedzą, że trenera trzeba teraz zmienić, inni, że zostawić i dać pracować. Przyznam szczerze, że w tym momencie w obu opcjach widzę plusy i minusy i ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, jakie decyzje byłyby lepsze dla klubu i drużyny. Tą na siebie musi po raz kolejny podjąć dyrektor Bartnik i prezes Janicki.
Miało być jeszcze słowo o piłkarzach, ale szczerze mówiąc, dajmy im pracować. Niech wykorzystają te dwa tygodnie, by poprawić to co w grze szwankowało, czy to pod okiem trenera Paszulewicza, czy być może już pod okiem innego szkoleniowca.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Post scriptum do Rakowa i Lecha
Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.
1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.
2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.
3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.
4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.
5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.
6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.
7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.
8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.
9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.
10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.
11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.
12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.
13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.
14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.
15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.
16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.
17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.
18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.
19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.
20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.
21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.
22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.
23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.
24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.
25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.
26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.
27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.
28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.
29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.
—–
30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.
31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.
32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.
33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.
34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.
35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.
36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.
37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.
38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.
39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.
40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.
41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.
42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.
43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.
44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.
45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.
46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.
47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.
48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.
49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.
50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.
51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.
52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.
53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.
54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.
55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.
56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.
57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.
58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.
59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.
60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.
61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.



































































Mecza
2 września 2018 at 19:16
Dwa tygodnie przerwy to idealny moment na zmianę, póki nie ma jeszcze straty do bezpiecznego miejsca gwarantującego pozostanie w lidze. Ta liga jest zbyt wyrównana aby GKS nie mógł spaść z tym trenerem.
Mecza
2 września 2018 at 19:22
Dodam, że mi nawet nie chodzi o wyniki trzech ostatnich meczów ale o podejście trenera o którym pisze Błażej. Trener przestraszony i zespół też. Jakby grali do przodu, widać byłoby jakiś pomysł w ofensywie to można byłoby czekać.
Ronny64
2 września 2018 at 19:24
Przez długi czas byłem za tym aby Paszulewicz dostał czas na zbudowanie druzyny ale po ostatnich dziwnych roszadach coraz bardziej myślę że on nie ma pomysłu jak zbudować solidna ekipę.
kasia
2 września 2018 at 20:01
Nie ma co sie bawic w kotka i myszka. Paszulewicz do domu janicki i bartnik tak samo. Sezon i tak juz raczej stracony. Po co trzymac tych ludzi skoro nic nie daja.
Rafał
2 września 2018 at 20:11
Nie wiem co robi Prezes, ŚPI?!?!?!?! czy w kulki se leci, 23 chłopów WYMIENIŁ bez mrugnięcia a trenera kopnąć w d..pe nie umie. Ten nieudacznik niema HONORU by sam odejść. To trzeba go zwolnić puki jest sposobność i znaleść trenera który umie i potrafi ułożyć drużynę. PASZULEWICZ WON!!!!!!!!!!
Marcin C.
3 września 2018 at 06:06
To chyba wygląda tak, jak powiedział kiedyś Janicki, że on rolę prezesa widzi tak: on się zajmuje finansami, a za sferę sportową odpowiada dyrektor sportowy. Czyli się nie wtrąca. Bartnik naściagał zawodników, którzy całościowo mogą dać dużo zespołowi. Problem tkwi w tym, że trener jakoś nie potrafi wykorzystać ich umiejętności. Zwolnienie Paszula teraz, chyba nie. Ps. Byłem zwolennikiem pożegnania się z wieloma zawodnikami. Tak się stało. Co teraz, tylko cierpliwość. Do kiedy? Moim zdaniem na pewno w przerwie zimowej, jeśli nie zaczniemy wygrywać. Boję się tego, że nowy trener powie, ten i ten mi nie pasują do koncepcji… I znowu „w koło Macieju”.
PanGoroli
2 września 2018 at 20:57
A ja zgadzam się z trenerem – ten zespół potrzebuje więcej jakości. Natychmiast. Na pozycji trenerskiej. Reszta da sobie radę. To nie orkiestra fałszuje, tylko dyrygent krzywo macha.
q2
2 września 2018 at 21:26
Mecza i Pan goroli, błagam nie piszcie już nic więcej. Przegrywamy z kretesem, przy pozwoleniu góry a wy zajmujcie się szatnią i trenerem. Problem leży gdzie indziej.
kasia
2 września 2018 at 21:57
q2 ja im to tlumacze juz dlugo niestety bez efektu.
1964
2 września 2018 at 22:04
Ewidentnie miastu nie na ręke ta męska kopana w KATO!
KosaEir
2 września 2018 at 22:20
Takie rzeczy https://sportdziennik.pl/skandaliczne-zachowanie-gieksy/
Gryfny
3 września 2018 at 07:00
Poprawcie bo kłuje w oczy „a nóż” bo to nie chodzi o taki do krojenia tylko „a nuż” gdy ma się nadzieję…
Mirek
3 września 2018 at 07:16
Mam nadzieje dzisiaj przeczytać: Trener Paszulewicz odchodzi z GKS. Dość tego wuefisty w naszej GIEKSIE.
Firek
3 września 2018 at 07:45
Błażej na trenera!;) A poważnie: drużyna na boisku nie powinna w ogóle patrzeć na wynik. Czy jest 0:0, 0:3, czy 3:0 – po prostu gramy swoje, czyli w defensywie walka o przejęcie każdej piłki, a w ofensywie próba zagrania fajnej akcji. Nie piszę nawet o próbie strzelenia bramki, bo to przyjdzie samo. Jasne, że czasem taka taktyka sprawi, że stracimy i zremisujemy (lub przegramy), ale statystycznie na pewno rzadziej, niż przy próbach „obrony Częstochowy” mając 1:0…
Mecza
3 września 2018 at 09:37
„Ziemia do trenera Paszulewicza” Nawet jeśli ktoś nie czyta artykułu to chyba tytuł przynajmniej czy od razu do komentarzy? Odniosłem się do tego co napisał Błażej, to nie był wpis o zarządzaniu, Janickim czy Bartniku. Jeśli jesteście tak spragnieni swojej prawdy proszę bardzo, chłopaki cały czas zachęcają kibiców do pisania felietonów.
cross
3 września 2018 at 12:42
Przez takich działaczy , trenerow,zawodników klub traci kibiców.To widać po trybunach.To już tyle lat,czy to przypadek czy komuś to na rękę???
PanGoroli
3 września 2018 at 12:47
Trochę myślenia – jeśli odgórne zadanie jest nie awansować, to poprzednia ekipa perfekcyjnie wywiązywala się z takiego zadania. Więc jeśli macie racje, że 'góra’ nie chce awansu, to po co zmieniali ekipę, która gwarantowała, ze awansu nie będzie?
GieKSiorz
3 września 2018 at 15:59
Po to zmieniali żeby zamydlić nam oczy,oraz żeby przyciągnąć na stadion naiwniaków
Rafał
3 września 2018 at 18:14
Góra się kompromituje od końca sezonu trzymając PASZULEWICZA dalej jako trenera tego nie dojdę. PREZES JESTEŚ tam?? SKORO 23 facetów wyleciało i śmiało mówiłeś o nowej jakości i przewietrzeniu szatni to chyba CI coś PREZESIE nie wyszło a tylko zaszkodziło. To teraz czas Trenera zmienić bo KOMPLETNIE NIC NIE ROBI NIERÓB JEDEN A TYLKO KASE KASUJE PRZYCHLAST W GARNIAKU!!!!!! WYMIANA TRENERA TU I TERAZ!!!!!!! A MOŻE CAŁĄ GÓRĘ BY WYMIENIĆ RAZEM Z TRENEREM BO TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI??? TRENER WON MI STĄD!!!!!
kasia
3 września 2018 at 18:42
Janickiego z bartnikiem trudno zrozumiec. Zakup Śpiaczki ma byc rozwiazaniem problemu. Niby w jaki sposób jak przyczyna lezy gdzie indziej. Oj latwo sie wydaje nie swoje pieniadze latwo.Na logike to trudno zrozumiec argument tu podawany ze miasto nie chce awansu i chce placic pieniadze za anty promocje. Jesli jednak posluchac innych i zobaczyc jakie dzialania podejmuje wlasciciel to faktycznie tak to wyglada. Jezeli miasto toleruje takie marnotrastwo i nieudolnosc to o cos musi chodzic. W normalnym toku spraw po calej trojce juz tylko smrod bysmy wachali. Zadziwiajacy tez jest brak jakiejkolwiek komunikacji z kibicami ze strony zarzadu. zachowuja sie tak jakby problemu nie bylo. Tymczasem problem robi sie bardzo powazny.Zarzad zamiast podjac jakies kroki w celu jego rozwiazania zachowuje sie jak wycofana pierdola ktora ze strachu schowala sie do kata. Dokladnie tak samo bylo z Cyganem. Taktyka i pomysl jest prosty ze moze po przerwie cos sie uda wygrac i znowu bedzie kredyt zaufania. Tylko w oparciu o co nawet tak bzdurna dorazna strategie budowac. Bezjajeczni nie potrafia podjac decyzji a ona jest oczywista. Paszulewicz nie ma umiejetnosci aby ten zespol gral na miare mozliwosci ktore bez watpienia ma. Ten facet co podkreslal we wszystkich wyiadach ktore czytalem stawia na bieganie. Gdyby samym bieganiem mecz sie wygrywalo to jeszcze bym zrozumial. Problem w tym ze pilka nozna to bardziej zlozny sport. Jak lubi bieganie to niech trenuje maratonczykow.Po co zostal kupiony Spiaczka. Trzeba bylo kupic kreatywnego pomocnika bo to jest widoczne golym okiem ze nie ma kto rozgrywac. Sorry ale ja juz w ta cala trojke nie wierze. Swoim zarzdzaniem doprowadziliscie do sytuacji ze 1000 na bukowej to bedzie rekord ale co was to obchodzi kase i tak wezmiecie
Rafał
3 września 2018 at 22:31
A gdzie jest właściciel Klubu czyli prezydent miasta Katowice, Halo za nasze pieniądze zostawili durnego trenera a ja się nie godzę by za nasze pieniądze ten trener trenował tą drużyne gdzie jest prokuratura posadzić całą trójkę z zarządu za sprzeniewierzenie piniędzy buplicznych które daje miasto, czyli my podatnicy. Skoro prezes nie umie słuchać to czas go do odpowiedzialności pociągnąć i wywalić razem z dyrektorem sportowym i trenerem. A im szybciej ktoś się tym zajmie tym szybciej się pozbędziemy chwastów z zarządu który jest jescze w MKSie i ciekawe czy wyprowadza pinądze z kasy GKSu do swojego MKS gdzie prokurator i gdze PREZYDENT Miasta się pytam?? CZAS NA PORZĄDKI PANIE PREZYDENCIE KRUPA JUŻ CZAS!!!