Piłka nożna
[POMECZOWO] Ziemia do trenera Paszulewicza
Wielu z was na forum czy to w prywatnych telefonach zaraz po meczu pytało „Jak to tam wyglądało?” Wiadomo, że z uwagi na zakaz kibicowski mecz obejrzała dosłownie garstka kibiców GieKSy – my jako redakcja plus kibice, którzy akurat przebywali na wakacjach w okolicach. Na początek więc mała analiza tego, jak to tam wyglądało dla wszystkich. Posłużę się do tego relacją z konferencji prasowej.
Paszulewicz: Myślę, że kibice zobaczyli bardzo dobre spotkanie (bardzo przeciętne I ligowe spotkanie) i poziom tego widowiska stał na wysokim średnim poziomie. Obydwa zespoły dążyły do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść (od 75. minuty). Oba zespoły chciały wygrać – Chojnice, bo grały u siebie, my, bo po ostatnich spotkaniach chcieliśmy się odbudować po dwóch porażkach (zgoda). Myślę, że zagraliśmy dobre spotkanie i jak na ironię podnosząc jakość gry ofensywnej (po tym jak wprowadziłem Michalika czyli od 73. minuty), jesteśmy karani porażką (na własne życzenie). Uważam, że kluczowe były dziś dwa momenty – strata pierwszej bramki oraz czerwona kartka Poczobuta.
.

To zadecydowało, że nie mamy punktów dzisiaj w mojej opinii (zadecydowało co innego). Za walkę do końca i jakość w grze dziękuję zespołowi. Brakuje nam ciągle punktów i jest to niepokojące (jest to bardzo niepokojące). Kolejny raz wypromowaliśmy bramkarza do „11” kolejki (skoro nie jesteśmy skuteczni i nie mamy za wielu okazji do 75. minuty to co się dziwić).
Ciężko się zgodzić z trenerem Paszulewiczem, że było to dobre spotkanie z obu stron. Było to bardzo przeciętne spotkanie dwóch bardzo średnich tego dnia drużyn. Na stadionie w Chojnicach byliśmy już kilka razy i uczciwie trzeba przyznać, że to była najsłabsza Chojniczanka, jaką widzieliśmy. Zwykle były to twarde pojedynki, gdzie gospodarze niekiedy z furią naciskali na nasz zespół. Tutaj mecz momentami przypominał niedzielne granie na stadionie w Wodzisławiu – zapach kiełbasek, cisza na stadionie itd.
W meczu z Rakowem popełniono błędy ze składem oraz taktyką, z Jastrzębiem ustawienie personalne trener wziął na siebie. W Chojnicach? W Chojnicach zabrakło po prostu planu. Zabrakło odwagi trenerowi i reakcji na wydarzenia boiskowe. Mecz nam się idealnie otworzył szybką bramką, Chojnice nic nie grały i przy lepszej grze w pierwszej połowie powinno być 2:0. Co robimy w drugiej połowie? Według trenera „Można było liczyć, że tak doświadczony zespół nie popełni błędów i uda się strzelić w końcówce drugą bramkę” – trenerze – no można było liczyć, ale po co? Dlaczego nie można było grać swojej piłki, dlaczego nie można było iść do ataku i szybko strzelić drugiego gola? Dlaczego ciągle musimy bazować na obronie gdzie już wejście Michalika i stworzenie czterech akcji w 15 minut (dogodnych) pokazało, jak Chojnice były słabe i jak szybko można było ten mecz zakończyć, zamiast bawić się w bronienie wyniku? Zamiast szukać rozwiązań, by pomóc zespołowi się rozwijać na boisku w czasie spotkania, to my szukamy sposobu by „przetrwać” a nuż się uda…. no nie udało się, trzeci raz z rzędu.
Równie dobrze można odpowiedzieć „można się było spodziewać, że tak doświadczony zespół, jak Chojniczanka obudzi się w końcówce i strzeli bramkę”, co też się stało. Nie rozumiemy więc po raz kolejny, dlaczego ciągle czekamy?
Dlaczego mówi Pan o tym, że Chojnice to trudny teren i doświadczona drużyna – oczywiście można się z tym zgodzić, ale w ten sposób nie zbudujemy pewności tego zespołu, nie zbudujemy tych nowych, czasem młodych zawodników, bo ciągle z tyłu głowy będzie świtać im myśl „byle nie stracić, byle nie stracić”. Trenerze! Czas zacząć budować ten zespół w ataku, a nie tylko skupiać się na obronie.
Czas zacząć pracować nad atakiem, a nie gadać ciągle o przygotowaniu fizycznym i motoryce, bo jak to powiedziała niejedna osoba „Skoro konikiem trenera jest przygotowanie fizyczne, to niech zostanie trenerem od przygotowania fizycznego. Teraz potrzebujemy trenera od piłki nożnej”. To, co najbardziej boli to fakt, że ten zespół na papierze ma zawodników, którzy mogą i potrafią grać ofensywnie. Czas skończyć ze schematami i ustawieniami w obronie a pozwolić im grać w przodzie, pozwolić im rozwijać się w ataku. I trener może się obrażać na słowa „Trener Paszulewicz ma tylko jedną taktykę i jest to gra z kontry”, ale prawda jest taka, że póki co tak to wygląda, że planu na grę w ataku pozycyjnym jak nie było, tak nie ma. Mimo iż wymieniliśmy wszystkich ofensywnych zawodników.
Słów, że kluczowa była czerwona kartka dla Poczobuta aż szkoda komentować, bo chyba nikt poza Panem nie rozumie, w jakim sensie była to kluczowa sytuacja skoro była 90. minuta, było po 10 na boisku, a Pan miał dwie zmiany do wykorzystania.
Czas się obudzić trenerze, czas porozmawiać z zespołem z radą drużyny co można zmienić, co poprawić. Mamy dwa tygodnie przerwy na wyciągnięcie mitycznych wniosków. Może jakieś mini zgrupowanie, może jakaś impreza integracyjna dla wszystkich, może te słynne „zamknięcie się w pokoju i niech każdy powie co mu leży na wątrobie i sercu”?
To nie czas na obrażanie się, na szukanie winnych w zawodnikach – choć pewnie też krytyka im się należy za brak skuteczności. To czas na głęboką analizę własnych działań, własnych słów i wypowiedzi oraz tego, co można zmienić, by było lepiej. Skoro drugi trener Dawid Szwarga tak pięknie analizuje grę zachodnich piłkarzy, to może jest to również czas, by dłużej popracował z Ruminem i spółką.
Działania 7/11 bez piłki. Pedro wykonał więcej działań bez piłki w kilka sekund niż część skrzydłowych we wczorajszym meczu Legii przez cały mecz. Dla mnie największa różnica między TOPOWYM, a przeciętnym graczem. pic.twitter.com/L3fGs5VBKM
— Dawid Szwarga (@Szwari) 17 sierpnia 2018
Krytyka, jaka wylewa się na trenera Paszulewicza, w moim odczuciu jest zasłużona. Zupełnie nie pomaga drużynie i zawodnikom swoimi decyzjami w ostatnich spotkaniach. Bilans, jaki mamy jest fatalny, a strata do góry tabeli jest już bardzo duża, biorąc pod uwagę, że za nami osiem spotkań.
Jedni powiedzą, że trenera trzeba teraz zmienić, inni, że zostawić i dać pracować. Przyznam szczerze, że w tym momencie w obu opcjach widzę plusy i minusy i ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, jakie decyzje byłyby lepsze dla klubu i drużyny. Tą na siebie musi po raz kolejny podjąć dyrektor Bartnik i prezes Janicki.
Miało być jeszcze słowo o piłkarzach, ale szczerze mówiąc, dajmy im pracować. Niech wykorzystają te dwa tygodnie, by poprawić to co w grze szwankowało, czy to pod okiem trenera Paszulewicza, czy być może już pod okiem innego szkoleniowca.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


Mecza
2 września 2018 at 19:16
Dwa tygodnie przerwy to idealny moment na zmianę, póki nie ma jeszcze straty do bezpiecznego miejsca gwarantującego pozostanie w lidze. Ta liga jest zbyt wyrównana aby GKS nie mógł spaść z tym trenerem.
Mecza
2 września 2018 at 19:22
Dodam, że mi nawet nie chodzi o wyniki trzech ostatnich meczów ale o podejście trenera o którym pisze Błażej. Trener przestraszony i zespół też. Jakby grali do przodu, widać byłoby jakiś pomysł w ofensywie to można byłoby czekać.
Ronny64
2 września 2018 at 19:24
Przez długi czas byłem za tym aby Paszulewicz dostał czas na zbudowanie druzyny ale po ostatnich dziwnych roszadach coraz bardziej myślę że on nie ma pomysłu jak zbudować solidna ekipę.
kasia
2 września 2018 at 20:01
Nie ma co sie bawic w kotka i myszka. Paszulewicz do domu janicki i bartnik tak samo. Sezon i tak juz raczej stracony. Po co trzymac tych ludzi skoro nic nie daja.
Rafał
2 września 2018 at 20:11
Nie wiem co robi Prezes, ŚPI?!?!?!?! czy w kulki se leci, 23 chłopów WYMIENIŁ bez mrugnięcia a trenera kopnąć w d..pe nie umie. Ten nieudacznik niema HONORU by sam odejść. To trzeba go zwolnić puki jest sposobność i znaleść trenera który umie i potrafi ułożyć drużynę. PASZULEWICZ WON!!!!!!!!!!
Marcin C.
3 września 2018 at 06:06
To chyba wygląda tak, jak powiedział kiedyś Janicki, że on rolę prezesa widzi tak: on się zajmuje finansami, a za sferę sportową odpowiada dyrektor sportowy. Czyli się nie wtrąca. Bartnik naściagał zawodników, którzy całościowo mogą dać dużo zespołowi. Problem tkwi w tym, że trener jakoś nie potrafi wykorzystać ich umiejętności. Zwolnienie Paszula teraz, chyba nie. Ps. Byłem zwolennikiem pożegnania się z wieloma zawodnikami. Tak się stało. Co teraz, tylko cierpliwość. Do kiedy? Moim zdaniem na pewno w przerwie zimowej, jeśli nie zaczniemy wygrywać. Boję się tego, że nowy trener powie, ten i ten mi nie pasują do koncepcji… I znowu „w koło Macieju”.
PanGoroli
2 września 2018 at 20:57
A ja zgadzam się z trenerem – ten zespół potrzebuje więcej jakości. Natychmiast. Na pozycji trenerskiej. Reszta da sobie radę. To nie orkiestra fałszuje, tylko dyrygent krzywo macha.
q2
2 września 2018 at 21:26
Mecza i Pan goroli, błagam nie piszcie już nic więcej. Przegrywamy z kretesem, przy pozwoleniu góry a wy zajmujcie się szatnią i trenerem. Problem leży gdzie indziej.
kasia
2 września 2018 at 21:57
q2 ja im to tlumacze juz dlugo niestety bez efektu.
1964
2 września 2018 at 22:04
Ewidentnie miastu nie na ręke ta męska kopana w KATO!
KosaEir
2 września 2018 at 22:20
Takie rzeczy https://sportdziennik.pl/skandaliczne-zachowanie-gieksy/
Gryfny
3 września 2018 at 07:00
Poprawcie bo kłuje w oczy „a nóż” bo to nie chodzi o taki do krojenia tylko „a nuż” gdy ma się nadzieję…
Mirek
3 września 2018 at 07:16
Mam nadzieje dzisiaj przeczytać: Trener Paszulewicz odchodzi z GKS. Dość tego wuefisty w naszej GIEKSIE.
Firek
3 września 2018 at 07:45
Błażej na trenera!;) A poważnie: drużyna na boisku nie powinna w ogóle patrzeć na wynik. Czy jest 0:0, 0:3, czy 3:0 – po prostu gramy swoje, czyli w defensywie walka o przejęcie każdej piłki, a w ofensywie próba zagrania fajnej akcji. Nie piszę nawet o próbie strzelenia bramki, bo to przyjdzie samo. Jasne, że czasem taka taktyka sprawi, że stracimy i zremisujemy (lub przegramy), ale statystycznie na pewno rzadziej, niż przy próbach „obrony Częstochowy” mając 1:0…
Mecza
3 września 2018 at 09:37
„Ziemia do trenera Paszulewicza” Nawet jeśli ktoś nie czyta artykułu to chyba tytuł przynajmniej czy od razu do komentarzy? Odniosłem się do tego co napisał Błażej, to nie był wpis o zarządzaniu, Janickim czy Bartniku. Jeśli jesteście tak spragnieni swojej prawdy proszę bardzo, chłopaki cały czas zachęcają kibiców do pisania felietonów.
cross
3 września 2018 at 12:42
Przez takich działaczy , trenerow,zawodników klub traci kibiców.To widać po trybunach.To już tyle lat,czy to przypadek czy komuś to na rękę???
PanGoroli
3 września 2018 at 12:47
Trochę myślenia – jeśli odgórne zadanie jest nie awansować, to poprzednia ekipa perfekcyjnie wywiązywala się z takiego zadania. Więc jeśli macie racje, że 'góra’ nie chce awansu, to po co zmieniali ekipę, która gwarantowała, ze awansu nie będzie?
GieKSiorz
3 września 2018 at 15:59
Po to zmieniali żeby zamydlić nam oczy,oraz żeby przyciągnąć na stadion naiwniaków
Rafał
3 września 2018 at 18:14
Góra się kompromituje od końca sezonu trzymając PASZULEWICZA dalej jako trenera tego nie dojdę. PREZES JESTEŚ tam?? SKORO 23 facetów wyleciało i śmiało mówiłeś o nowej jakości i przewietrzeniu szatni to chyba CI coś PREZESIE nie wyszło a tylko zaszkodziło. To teraz czas Trenera zmienić bo KOMPLETNIE NIC NIE ROBI NIERÓB JEDEN A TYLKO KASE KASUJE PRZYCHLAST W GARNIAKU!!!!!! WYMIANA TRENERA TU I TERAZ!!!!!!! A MOŻE CAŁĄ GÓRĘ BY WYMIENIĆ RAZEM Z TRENEREM BO TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI??? TRENER WON MI STĄD!!!!!
kasia
3 września 2018 at 18:42
Janickiego z bartnikiem trudno zrozumiec. Zakup Śpiaczki ma byc rozwiazaniem problemu. Niby w jaki sposób jak przyczyna lezy gdzie indziej. Oj latwo sie wydaje nie swoje pieniadze latwo.Na logike to trudno zrozumiec argument tu podawany ze miasto nie chce awansu i chce placic pieniadze za anty promocje. Jesli jednak posluchac innych i zobaczyc jakie dzialania podejmuje wlasciciel to faktycznie tak to wyglada. Jezeli miasto toleruje takie marnotrastwo i nieudolnosc to o cos musi chodzic. W normalnym toku spraw po calej trojce juz tylko smrod bysmy wachali. Zadziwiajacy tez jest brak jakiejkolwiek komunikacji z kibicami ze strony zarzadu. zachowuja sie tak jakby problemu nie bylo. Tymczasem problem robi sie bardzo powazny.Zarzad zamiast podjac jakies kroki w celu jego rozwiazania zachowuje sie jak wycofana pierdola ktora ze strachu schowala sie do kata. Dokladnie tak samo bylo z Cyganem. Taktyka i pomysl jest prosty ze moze po przerwie cos sie uda wygrac i znowu bedzie kredyt zaufania. Tylko w oparciu o co nawet tak bzdurna dorazna strategie budowac. Bezjajeczni nie potrafia podjac decyzji a ona jest oczywista. Paszulewicz nie ma umiejetnosci aby ten zespol gral na miare mozliwosci ktore bez watpienia ma. Ten facet co podkreslal we wszystkich wyiadach ktore czytalem stawia na bieganie. Gdyby samym bieganiem mecz sie wygrywalo to jeszcze bym zrozumial. Problem w tym ze pilka nozna to bardziej zlozny sport. Jak lubi bieganie to niech trenuje maratonczykow.Po co zostal kupiony Spiaczka. Trzeba bylo kupic kreatywnego pomocnika bo to jest widoczne golym okiem ze nie ma kto rozgrywac. Sorry ale ja juz w ta cala trojke nie wierze. Swoim zarzdzaniem doprowadziliscie do sytuacji ze 1000 na bukowej to bedzie rekord ale co was to obchodzi kase i tak wezmiecie
Rafał
3 września 2018 at 22:31
A gdzie jest właściciel Klubu czyli prezydent miasta Katowice, Halo za nasze pieniądze zostawili durnego trenera a ja się nie godzę by za nasze pieniądze ten trener trenował tą drużyne gdzie jest prokuratura posadzić całą trójkę z zarządu za sprzeniewierzenie piniędzy buplicznych które daje miasto, czyli my podatnicy. Skoro prezes nie umie słuchać to czas go do odpowiedzialności pociągnąć i wywalić razem z dyrektorem sportowym i trenerem. A im szybciej ktoś się tym zajmie tym szybciej się pozbędziemy chwastów z zarządu który jest jescze w MKSie i ciekawe czy wyprowadza pinądze z kasy GKSu do swojego MKS gdzie prokurator i gdze PREZYDENT Miasta się pytam?? CZAS NA PORZĄDKI PANIE PREZYDENCIE KRUPA JUŻ CZAS!!!