Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Progres i optymizm, czyli jedna wielka iluzja…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wielu z kibiców zapewne z ulgą przyjęło, że piłkarski rok się już skończył. W obecnym, XXI wieku to był najgorszy sportowo rok kalendarzowy. Nawet gdy GKS Katowice spadał z ekstraklasy – nie było tak źle. Wówczas bowiem mieliśmy drużynę słabą, ale ambitną. Taką, na którą kibice chodzili z przyjemnością. Walczącą do końca, nie tylko z przeciwnikiem, ale i z przeciwnościami losu. To była ekipa, która w ósemkę przeciw dwunastu przeciwnikom (rywal i sędzia) potrafiła do końca walczyć z Odrą Wodzisław. Wtedy nawet bramka Odry w doliczonym czasie gry degradująca nasz klub nie powodowała, że ktokolwiek powiedział złe słowo. A kibice na ostatni mecz z Górnikiem pojawili się pod kasami, by pożegnać ekstraklasę, mimo że stadion był zamknięty.

Potem mieliśmy czwartą, trzecią ligę i od 10 lat zaplecze ekstraklasy. Wiodło nam się raz lepiej, choć częściej gorzej. O awans do tejże wymarzonej ekstraklasy nie ocieraliśmy jednak praktycznie wcale.

Ten rok miał to zmienić. Czołówka traciła punkty na tyle często, że i strata punktów przez GKS utrzymywała nasz klub w grze. I cały czas słuchaliśmy śpiewek Jerzego Brzęczka, cały czas mamił nas Dariusz Motała, a piłkarze mówili o szansach. My też robiąc dobrą minę do złej gry, propagując hasło „Cała GieKSa razem”, wierzyliśmy – z każdym tygodniem z gasnącym entuzjazmem – że jedna na ten najwyższy szczebel uda się prześliznąć.

Jakaż to była wielka iluzja… Przecież tak naprawdę w każdej poważnej lidze po kilku wiosennych meczach mielibyśmy 15 punktów straty i moglibyśmy gasić światło, trenera już rozliczać, i kłaść krzyżyk na sezonie. Tylko dlatego, że inni byli równie wielkimi patałachami, było inaczej. Tutaj byliśmy cały czas w nadziei, że zespół jest jednak na tyle dobry, że wygra kilka meczów z rzędu i umocni się w strefie awansu. Nie będziemy przypominać, co działo się za każdym takim razem…

Iluzja – słowo klucz. Iluzja, którą przeżywamy na nowo teraz, w grudniu 2017. Iluzja podkręcana przez trenera Piotra Mandrysza i dyrektora sportowego Tadeusza Bartnika.

Jeszcze raz przytoczymy słowa trenera Piotra Mandrysza z konferencji prasowej po meczu z Miedzią:

Ruchy personalne determinuje wynik, my dziś kończymy rundę i na pewno w najbliższych dniach będziemy analizować kadrę i ewentualne możliwości uzupełnienia kadry. Jestem przeciwnikiem rewolucji, w lecie to miało miejsce. Jestem zwolennikiem drobnych retuszy bo czas działa na korzyść zespołu. Nieprzypadkowo przez pierwsze 10 spotkań zdobyliśmy 9 punktów a w kolejnych 19. Progres jest więc duży i byłbym ostrożny by teraz mówić kogo chcemy a kogo nie chcemy w zespole.

W materiale oficjalnej strony klubu na temat rundy wypowiedział się też dyrektor Bartnik, który stwierdził:

Rundę trzeba podzielić na dwa okresy. Pierwszy, w którym drużyna zdobyła 8 punktów i to jest dokładnie połowa rundy i drugi, w którym zespół zdobył tych punktów 20. To pokazuje, że jest możliwość tego, aby GKS ze swoim potencjałem, jakim dysponuje, zdobywał punkty i zdobywał je seriami. I to jest chyba najbardziej optymistyczny wniosek, który można wysnuć po tej rundzie.

OK, nie będziemy się jakoś bardzo czepiać (tylko troszkę) tych wypowiedzi, bo też trudno, aby przedstawiciele klubu byli mało dyplomatyczni, żeby stwierdzili, tak jak większość kibiców, że z tej mąki chleba nie będzie. Z drugiej strony właśnie takie dyplomatyczne podejście powodowało, że brak twardej ręki powodował niski poziom motywacyjny zawodników. Jeszcze jeden problem jest jednak taki, że zachodzi poważna obawa, że trener i dyrektor szczerze wierzą w to, że zespół w tym kształcie jest poważną drużyną mogącą walczyć o awans do ekstraklasy, bo oczywiście tylko taki cel jest jedynym sensownym.

Kibice i my redaktorzy nieraz jesteśmy narwani to fakt, ale nikt nie wmówi mi, że człowiek oglądający większość lub prawie wszystkie mecze GKS Katowice w 2017 roku nie ma realnego osądu rzeczywistości. Kibice nie są głupi i potrafią odróżnić tak podstawowe rzeczy jak to, czy piłkarz walczy czy się nie angażuje. Czy jest dobry czy słaby. Czy w końcu można na nim opierać przyszłość i nadzieję czy po prostu należałoby się z nim jak najszybciej pożegnać. Oczywiście zdarzają się pomyłki w takiej ocenie, jednak na pewno nie na skalę całej drużyny, jej oceny jako całokształtu i przewidywań na przyszłość. To nie jest ocena na podstawie jednego czy dwóch meczów, tylko całokształtu twórczości danego zawodnika przez rundę, sezon czy nawet kilka lat.

Kibice GieKSy mają od lat przykre doświadczenia z piłkarzami z jednej strony słabymi, z drugiej strony – mało ambitnymi albo wprost olewającymi angażowanie się w grę. Pamiętamy piłkarzy z umiejętnościami na ekstraklasę, którzy nie potrafili z tego skorzystać w sposób zadowalający. Obecnie piłkarze są słabsi, ale niestety grzech olewactwa jest aż nadto widoczny.

Oczywiście to nie jest niemożliwe, by z tą kadrą awansować do ekstraklasy i odrobić 6-punktową stratę. Liga jest słaba, tabela spłaszczona do granic możliwości, a drużyny w większości dość wyrównane. Jednak do tego trzeba mieć piłkarzy poważnych, nawet nie super grających. Po prostu poważnych, którzy rzetelnie, na tyle na ile umieją, ale z sercem wykonują swoje obowiązki.

Problemem od lat nie jest to, że GKS nie wznosi się na wyżyny. Problemem jest to, że zespół nie potrafi osiągnąć minimum przyzwoitości w kluczowych momentach, co już samo w sobie dałoby ten awans w cuglach. Ilość dziwnych, niezrozumiałych przegranych meczów w tym roku była zatrważająca. Ilość meczów, w których posądziliśmy zawodników o brak zaangażowania również.

Patrząc na doświadczenie obecnej kadry, trudno marzyć o awansie, jeśli chodzi o kwestie mentalną. W tym sezonie widzieliśmy na Bukowej kilka drużyn, które jeździły na dupie podczas gdy nasi zawodnicy stali i pozorowali grę. Przegrali u siebie z outsiderami, z drużynami, z którymi przegrać prawa nie mieli. Przegrywali z najgorszymi na dany moment Wigrami czy Ruchem. Z Odrą Opole w komplecie wyglądali, jakby dzień wcześniej nawalili się i wyszli na upał skacowani. W Tychach jawnie przycięli w pręta, już tak naprawdę nie udając nawet, że zależy im na korzystnym wyniku.

Na wiosnę mieliśmy pozorantów, ale trudno nie odnieść wrażenia, że po wietrzeniu szatni, przyszli do niej następni zawodnicy, którzy przesiąknęli bylejakością. Grzechem jednak największym było to, że w klubie pozostali jedni z najbardziej winnych braku awansu, czyli przede wszystkim największy leser Tomasz Foszmańczyk, ale także fatalny Grzegorz Goncerz czy symbol katowickiej przeciętności Mateusz Kamiński.

Niestety po sezonie od prezesa Wojciecha Cygana usłyszeliśmy, że Kamiński rozegrał bardzo przyzwoity sezon, a Foszmańczyk najlepszy w karierze. I w momencie, gdy kibice domagali się odejścia tych zawodników, oni nie tylko zostali, ale także zostali w ten sposób ocenieni przez prezesa. Nie muszę chyba mówić, że takie podejście i trzymanie tych zawodników wróżyło fatalnie klubowi na rundę jesienną.

Nie myliliśmy się. Foszmańczyk akurat zbyt wiele się nie nagrał, Kamiński natomiast zawalił kilka meczów, a wystawianie Goncerza jest robieniem krzywdy byłemu kapitanowi GKS, a największą krzywdę zrobił mu trener Mandrysz wystawiając od pierwszej minuty w meczu z Ruchem Chorzów.

I teraz jest taka kwestia. Pisaliśmy kilka razy, że trucizny z szatni GKS Katowice należy się pozbyć. Jeśli nie dokonamy detoksu w postaci pozbycia się kilku zawodników – a ci wymienieni są pierwsi w kolejce – ta trucizna będzie zatruwać ten klub coraz bardziej i wpływać na coraz to kolejne organy. Przypominamy, że piłkarze zwolnili już trenera, dyrektora (choć Motała to też niezły gagatek), prezesa, wykopali AASA-ę i sporą liczbę kibiców. Ludzie widzą wyniki i brak zaangażowania i jedni po drugich odwracają się od GKS, bo ich marzenia o wielkim klubie są niszczone przez ludzi, którzy tego klubu w sercu nie mają. Utrata wiary to najgorsza rzecz, jaka się może przydarzyć kibicowi. A niestety choć ta wiara jest coraz bardziej irracjonalna i pozbawiona jakichkolwiek argumentów, piłkarze mają ciągle coś dodatkowego w zanadrzu by ją jeszcze bardziej podkopać.

Przeświadczenie Mandrysza i Bartnika, że ta drużyna rokuje jest niepokojące. Oczywiście oni mówią o zmianach, ale dają do zrozumienia, że raczej w formie uzupełnień. Niestety zanosi się na to, że największe zło w tej szatni zostanie, a na to nie ma akceptacji – mojej i wielu podobnie myślących kibicach. Na myśl, że na boisku znów będą pojawiać się – nawet sporadycznie – Goncerz i Kamiński, odbiera ochotę, z całą sympatią do tych zawodników. Natomiast perspektywa tego, że jeśli Foszmańczyk będzie zdrowy i wokół niego może (i być może chce) budować drużynę Mandrysz – to po prostu jest trenerski kryminał i za sam taki pomysł ktoś powinien stracić pracę i najlepiej dostać zakaz zbliżania się do Bukowej.

Oczywiście wymieniliśmy tych trzech zawodników, ale do pożegnania kandydowałoby wielu więcej, bo albo również się nie angażują i olewają, albo są po prostu beznadziejnie słabi i z nimi już typowo sportowo nic nie zwojujemy. Nazwiska przewijały się na naszej stronie wielokrotnie, więc nie będziemy powtarzać.

Zdajemy sobie sprawę, że trudno ot tak wywalić niektórych zawodników, bo mają ważne kontrakty. Wiemy też, że kluby piłkarskie to zakłady pracy chronionej, więc można ciąć w wałka, a i tak włos z głowy jednemu czy drugiemu piłkarzowi nie spadnie, bo „są przepisy”. Nawet więc jeśli będą zatruwać szatnię, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nie wystawiać ich do meczowej osiemnastki. Niech sobie trenują (albo i nie), ale o grze zapomną. Tylko czy na taki manewr zdecyduje się zadowolony i patrzący z optymizmem na ten zestaw ludzki trener Mandrysz? Wątpliwe.

Oczywiście na razie nie ma żadnych decyzji, więc nie komentujemy działań dyrektora i trenera. Bardziej są to przewidywania i wątpliwości, trochę na podstawie ich wypowiedzi teraz i wypowiedzi trenera z całej jesieni. Mam nadzieję, że dyplomacja jest tylko w mediach, w realnym działaniu będzie inaczej, bo po prostu niektórzy zawodnicy nie od dziś nie zasługują na przywdziewanie tych barw.

I jeszcze słówko o Złotych Bukach. Bardzo nam nie pasowało, że znajdzie się w nich kategoria „Piłkarz Roku”, bo uznaliśmy, że kuriozalnym jest za tak żenujący rok jeszcze dawać nagrody. Klub jednak optował za tym, żeby ta kategoria była, ze względu na same wydarzenie organizacyjnie, PR-owe. Zgodziliśmy się, choć były też duże spory, co do ilości kandydatów i personaliów. Kibice mają pretensje o to, że kategoria „Piłkarz Roku” się pojawiła. I są to pretensje oczywiście jak najbardziej uzasadnione.

Niech jednak do wszystkich przemówi to, kto został nominowany. Alan Czerwiński, do którego kibice mają sympatię i życzą mu wszystkiego dobrego w ekstraklasie. Andreja Prokić, który strzelił kilka bramek, w kluczowych meczach co prawda zawiódł, ale również ma fory u kibiców. W końcu Adrian Błąd, który swoimi trzema bramkami i ze dwoma dobrymi meczami znalazł się w kategorii nieosiągalnej dla całej reszty leserów. Wystarczyło pokazać odrobinę chęci i zaangażowania. Tylko i aż tyle.

Czekamy na zdecydowane ruchy klubu. Na tę chwilę sprawa jest prosta – im dłużej tolerowana będzie obecność w klubie zawodników, którzy sabotują działania GieKSy, tym szybciej stadion przy Bukowej będzie się coraz bardziej wyludniać. Aż do momentu, w którym pozostanie jedynie kilkuset najbardziej chorych z miłości do tego klubu GieKSiarzy…

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    7 grudnia 2017 at 15:08

    Powiało pesymizmem ale to lepsze niż pompowanie balonika, rzeczywistość będzie o wiele przyjemniejsza. Jestem przekonany iż w pozostałych 15 meczach zdobędą więcej niż teraz w 19 (28 pkt) i to będzie najlepszy sezon od kiedy jesteśmy w tej lidze. Liga na wiosnę będzie chyba taka sama jak rok temu (poza Chojniczanką która odjedzie) Kto zdobędzie 60 punktów powinien z 2 miejsca awansować.

  2. Avatar photo

    Greg

    7 grudnia 2017 at 15:46

    Panowie skład jest jaki jest każdy wie ze potrzebne są zmiany należy sprowadzić jakościowo lepszych piłkarzy tylko jak dyrektor mówi ze pieniędzy moze nie byc na transfery to huj z tego będzie wszystko zależy od głównego udziałowca miasta jak miasto da zielone światło mamy awans jak nie niezbędnie tyle w temacie bez napalania

  3. Avatar photo

    artur

    7 grudnia 2017 at 17:45

    ale miasto własnie dlatego nie dało kasy żeby nie było awansu i nie ma się co łudzić choćby dogonili czołówkę to na 2 kolejki przed oddadzą mecz. Cała rzecz polega na tym, że nikt nie rozliczy miasta i Krupy.

  4. Avatar photo

    Marcin

    8 grudnia 2017 at 12:00

    Cześć,
    rozumiem rozgoryczenie i narzekanie, ale to nic nie da. Albo pogodzimy się z rzeczywistością i będziemy z GKS na dobre i złe, albo lepiej nic nie mówmy. Shellu, sorry, ale czy Tobie by się chciało, gdybyś z każdej strony był tylko obrażany. Kibic jest od dopingu, a od oceniania jest prezes. Jeśli ja bym ciągle narzekał na moich pracowników, to albo by się na mnie wypieli (i tak czuję, że robią piłkarze), albo po prostu się zwolnili. A powiedzmy szczerze, nie stać nas na lepszych.
    A i jeszcze jedno. Od lat 80-tych kibicuję też Milanowi (ten wydał ponad 200 mil euro na transfery), który remisuje z najgorszą drużyną, która nie zdobyła nawet punktu. I co nikt na piłkarzy nie narzeka, tylko jeszcze bardziej ich motywuje. Może nad tym trzeba się zastanowić …
    Pozdrawiam
    Marcin

  5. Avatar photo

    kejta

    8 grudnia 2017 at 16:20

    @marcin
    w zyciu wiekszych bzdur nie czytalem! Co to wogole ze haslo: czy im by sie chcialo jakby z kazdej strony byli obrazani?! Im ma sie chciec nawet jakby stadion byl zamkniety przez caly sezon! kurwa chopie jakie obrazanie? Na kazdym wyjezdzie komplet i doping caly mecz mimo ze graja kupe przez caly rok, u siebie motywacja na Ruch komplet na trybunach i znowu kupa. Po takim roku kopacze nie zasluguja na zadne pochwaly! Tylko krytyka! Sorry chopie ale bredzisz

  6. Avatar photo

    Mecza

    9 grudnia 2017 at 12:05

    @Marcin rozumiem Twój tok myślenia ale… Mnie nie interesuje czy oni mają GKS w sercu, cy są obrażeni itp, itd. Mogą być ale jeśli w kadrze będą ambitni pracownicy którzy chcą zarabiać grając w piłkę w ekstraklasie a najlepiej na zachodzie to co im z obrażania się? Facet ma 10 lat do wykorzystania i olewa swoje życie bo ktoś go skrytykował, obraził? Jeśli mamy takich „piłkarzy” to trzeba szukać szybko innych. Mogę mieć wyjeb… na GKS ale niech grają tacy co są ambitni i chcą osiągnąć wysoki poziom. Wówczas wyniki będą.

  7. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:06

    O tyle rozumiem tok myślenia Marcina, że obecna kadra dostawała od samego początku sezonu za przewinienia tej z wiosny.
    Jednak właśnie dlatego tym bardziej powinnismy się pozbyć za wszelką cenę tych, którzy najbardziej kojarzą się kibicom z tym wiosennym wstydem. I nie tylko chodzi o wymienioną trójkę ale i w moim przekonaniu także o Kalinkowskiego czy Nowaka. Uważam, że gdyby tylko ta piątka odeszła i nikt nie przeszedłby to bylibyśmy silniejsi. Chociażby z tego powodu, że trener nie mógłby na nich postawić i musiałby kombinować. A, że jak pokombinuje to czasem wychodzi to nieźle pokazują ostatnie mecze Kulińskiego czy Słomki.

  8. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:10

    A poza tym poprawiłoby to stosunki pomiędzy drużyną, a kibicami co jest nieodzowne, żeby coś osiągnąć, a co (tu się będę upierał) ciągle osiągnąć możemy! I żadne spotkania z kibicami niczego tu nie zmienią.

  9. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:22

    a Ty Irishman dalej swoje, zrozum że oni nie awansują nawet jakby chcieli bo im nie wolno, juz to dał do zrozumienia w tym roku Krupa, a w poprzednich sezonach artykułowali to innymi sposobami.

  10. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:25

    I dlatego dobra rada dla Shella, nie ma co się wysilać bo tylko zawód będzie tu trza uderzać w Ktupe a nie w piłkarzy oni są tylko wykonawcami założonego planu.

  11. Avatar photo

    Mecza

    11 grudnia 2017 at 08:39

    @artur twoją teorię o zakazie awansu możesz bajtlowi opowiadać, głupota do potęgi. Tak zakaz byłby przecież doskonałym alibi dla „piłkarzy” dlaczego dobrze nie grają. Kto ostatnio odszedł? Np. Duda, Wołkowicz – odeszli i są nadal zastraszeni, grozi im Krupa i dlatego nie mówią o zakazie awansu w Katowicach. Oni chcieli bo są bardzo dobrymi piłkarzami ale nie mogli awansować? Ci co są w kadrze również są bardzo dobrymi piłkarzami ale im Krupa zabronił? Może mają 10 letnie kontrakty na granie w chu..?

  12. Avatar photo

    artur

    11 grudnia 2017 at 15:23

    zbanalizowałeś to bardzo. A Ty wierz sobie dalej w awanse i budowanie drużyny a na koniec sezonu zobaczymy kto miał rację.

  13. Avatar photo

    Mecza

    12 grudnia 2017 at 08:05

    Ja nigdzie nie napisałem że awansują, wiem tylko że to nie kwestia jakiegokolwiek zakazu. Piłkarze mają gdzieś Krupę i on sobie może mówić, zakazywać maja to w du… Jak będą mieli umiejętności to awansują nie patrząc na nikogo. Jak będą dobrzy to zrobią awans i pójdą za darmo gdzieś gdzie lepiej płącą, Krupie nic do tego.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Wesoły nam mecz dziś nastał

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga