Dołącz do nas

Felietony

Psychoterapia tego zespołu potrzebna NA JUŻ!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

To miał być mecz o sześć punktów i rzeczywiście takim był. Z tym że GKS Katowice przystępował do spotkania z lepszej pozycji mentalnej. Nasz zespół był co prawda po dwóch remisach w meczach, w których prowadził – ale to Zagłębie poniosło sromotną klęskę 0:5 w Nowym Sączu. To Zagłębiu zarzucano brak ambicji i zaangażowania. Po Zagłębiu przejechano się w mediach. Nawet prezes Marcin Jaroszewski zarzucił brak ambicji piłkarzom, a jak wiemy – nie ma dla piłkarza większej obrazy niż taki zarzut.

Na lepszy moment GieKSa więc trafić nie mogła. Zagłębie było rozbite, nasz zespół był podrażniony. Dwa remisy w wygranych meczach musiały powodować złość u naszych zawodników. Pojawiały się przewidywania, że GieKSa tu się odkuje i w końcu odniesie zwycięstwo nad ograbionych ze swoich mentalnych atutów przeciwnikiem. Oczywiście obawialiśmy się tego spotkania, bo wiadomo było, że za darmo trzech punktów nie dostaniemy, a Zagłębie to nadal dobra drużyna, z dobrymi zawodnikami. Można było spodziewać się trudnego meczu, ale po cichu liczyliśmy, że dobra gra z poprzednich meczów się powtórzy, nie powtórzą się natomiast fatalne błędy i wyłączenie prądu. Po cichu liczyliśmy, że GieKSa zdominuje rywala na jego terenie. Nawet były trener Zagłębia Artur Derbin rozgłaszał przed meczem, że lepiej GieKSa trafić nie mogła…

I pierwszą połowę mogliśmy oglądać z wielką przyjemnością. GieKSa rządziła na boisku i pokazywała Zagłębiu, na czym polega futbol. Dobrze patrzyło się, jak katowiczanie rozklepują obronę rywala i stwarzają sobie raz po raz dogodne sytuację. No niestety jednak… tradycyjnie fatalnie pudłowaliśmy. Dwóch okazji nie wykorzystał Lebedyński, w tym jednej setki. Dwie bardzo dobre miał Prokić – niecelnie. Foszmańczyk dostaje prezent od bramkarza i ma sto lat na strzał, pozwala sobie wybić piłkę. Jóźwiak przeprowadza kapitalny rajd – również mając czystą pozycję daje się wytrącić rywalowi. No ale są te sytuacje na pęczki. Świetnie gra Kalinkowski, Fosa rozdziela piłki, dostosowuje się do dobrego poziomu rekonwalescent Frańczak… Bramka jest tylko kwestią czasu.

Naprzeciw mamy Zagłębie. Stłamszone, bezradne, w wielkim kryzysie. Kryzys ten od pierwszego gwizdka jeszcze się pogłębił. Nie wychodzą im proste zagrania, notorycznie tracą piłki na własnej połowie, nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Dwudziesta któraś minuta i pierwsze okrzyki z trybun „kurwa mać, Zagłębie grać”. Z każdym zagraniem i z każdą akcją GieKSy frustracja u kibiców narasta, słychać teksty o żenadzie, o wstydzie dla tego klubu, słychać „wypierdalać” krzyczane do niektórych piłkarzy. Zbliża się przerwa, GieKSa totalnie dominuje, brakuje tylko bramki. Jeszcze w doliczonym czasie gry mieliśmy aż dwie sytuacje…

Stop. Przerwa. Schodzących piłkarzy Zagłębia żegna taka kocia muzyka, jakiej nawet na Bukowej chyba nigdy nie widzieliśmy. Schodzi z boiska zespół sfrustrowany, zdołowany, rozbity piłkarsko i mentalnie, zespół, który właśnie osiągnął dno. Na łopatkach. Czekający tylko na wymiar kary. Piłkarskie hospicjum.

Jednak wynik ciągle brzmi 0:0. I tutaj gdzieś pojawia się pierwsza nasza obawa. Nie strzeliliśmy bramki. Mamy doświadczenia z poprzednich meczów, kiedy to GieKSa z niewiadomych przyczyn przestawała grać w piłkę. Nie… To się przecież nie może trzeci raz powtórzyć. Mamy rywali na widelcu, więc trzeba utrzymać po prostu swój styl gry przez kilka minut drugiej połowy i w końcu ta bramka padnie. Jeśli nie zdarzy się katastrofa, wygramy. Grzechem ciężkim byłoby nie wygrać meczu z rywalem, który już nie jest drużyną…

Pierwsza akcja drugiej połowy, mamy piłkę, mamy rzut wolny. Nieudany, ale co tam, gramy swoje. Druga akcja drugiej połowy – Zagłębie robi pierwszą poważną akcję w meczu, dośrodkowanie z lewej strony i gol. Euforia na stadionie – ci którzy wyzywali piłkarzy, teraz padają sobie w ramiona, a my z opadniętymi szczękami nie możemy uwierzyć, w to co się właśnie wydarzyło. Nie mieliśmy prawa stracić tego gola, a już na pewno nie zaraz po przerwie, gdy to nam się gra układa przez cały mecz. Pół biedy jednak, że gola straciliśmy – w końcu cała druga połowa przed nami. Grać swoje i wygrać.

To był dla nas koniec meczu. Nasi zawodnicy w tym momencie opuścili boisko.

Od tego momentu WSZYSCY przestali grać w piłkę. Kalinkowski zaczął grać bardzo nerwowo i notować głupie straty, to samo Abramowicz. Foszmańczyk zaczął psuć każdą akcję. Przebojowy Jóźwiak zniknął i pokazał się tylko raz, aby oddać anemiczny strzał. Lebedyński i Prokić polecieli na inną planetę. Wprowadzenie Goncerza nie zdało się na nic, Gonzo nie zaliczył chyba jednego udanego zagrania. Nasz zespół po prostu przestał istnieć.

Oczywiście, że Zagłębie zaczęło grać trochę lepiej i złapało wiatr w żagle. Ale do jasnej, ciężkiej, pieprzonej cholery my w trzecim meczu z rzędu gramy znakomicie od początku meczu, by po jakimś czasie kompletnie spieprzyć cały włożony wysiłek, tydzień pracy, położyć się na boisku i oddać za darmo punkty rywalom!

To jest po prostu niepojęte – prowadzimy z Chojnicami 2:0 i cudem remisujemy. Gramy z hobbystami z Olsztyna, dla których wycieczka w nasze pole karne to najdalsza podróż w ich życiu i dajemy sobie strzelić dwa gole. W końcu tłamsimy błagających o koniec przygody z piłką graczy z Sosnowca, by ostatecznie dać im spektakularnie zmartwychwstać. Każdy z tych meczów – choć diametralnie inny – ma cechę wspólną. Nasi piłkarze stwarzający wcześniej efektowne, zespołowe lub indywidualne akcje, przestają kopać prosto piłkę, kopią ją za lekko, niedokładnie, nieprecyzyjnie i wywracają się przy próbach. To jest po prostu już zupełnie inny film. A minęło tylko 15 minut czy w poprzednich meczach nawet mniej…

Pisaliśmy o tym, że trzeba doprowadzić do tego, żeby wyrwać przycisk „off”. Niestety – z Zagłębiem to już nie było lekkie naciśnięcie, tylko ktoś po prostu wyrwał kable – i nie było już powrotu.

Ze zdumieniem słucham trenera Brzęczka, który za przyczynę porażki uważa „jedną akcję, pechowy rykoszet” i bramkę, która ustawiła to spotkanie. Naprawdę mamy szczerą nadzieję, że to tylko śpiewka dla mediów. Bo jeśli – nie daj Boże – trener tak naprawdę uważa, to chyba czas zwinąć żagiel z napisem „rejs do ekstraklasy”. Sprowadzanie kwestii tego meczu i naszych problemów do jednej akcji przeciwnika to jakieś totalne nieporozumienie.

W tych trzech meczach powinniśmy mieć siedem punktów minimum. Chojnice rzeczywiście przycisnęły, ale mecze ze Stomilem i Zagłębiem to czyste frajerstwo. Przyznam, że chodząc od 20 lat na GieKSę nie pamiętam, aby zespół w tak krótkim czasie dwukrotnie tak bardzo spartolił mecz. To się po prostu nie mieści w pale – jak mawiał Grzegorz Skwara. Innego cytatu z jego słynnej wypowiedzi lepiej nie przytaczać…

Niestety trener Brzęczek gubi się nie tylko w wypowiedziach. Decyzje kadrowe są mocno dyskusyjne. Usilne wystawianie słabego Wisia, który już zawalił dwa gole. Z Zagłębiem zdjął Lebedyńskiego i Prokića, którzy po przerwie słabo grali, ale jednak mieli szansę jeszcze coś zdziałać – i wprowadzenie Gonza i Cerimagica, którzy nie potrafili zrobić już nic.

Inną sprawą jest skuteczność. Bo kibice mówią na Stomilu i teraz w I połowie, że „tak dobrej, walczącej GieKSy dawno nie widzieli”. Przychylamy się. Tylko dlaczego nie potrafią wcisnąć na 2:0 z leszczami z Olsztyna i choćby na 1:0 z rozbitym Zagłębiem? Pisaliśmy o tych pieprzonych 30 meczach bez trzech goli. Czy naprawdę ten prostokąt jest taki mały? Może potrzebny jest klubowy okulista?

Obrona jako całość – stoi i nic nie robi przez cały mecz (bo przeciwnicy nie atakują), a jak raz trzeba poważniej popracować, to tracimy bramkę. To co było naszym atutem na jesieni, teraz jest piętą achillesową.

Stałe fragmenty gry. Groźne? Jeden z kibiców podliczył – z Chojniczanką 11 rzutów rożnych. Ze Stomilem i Zagłębiem po 13! Co łącznie z autami Abramowicza daje pewnie z 50 takowych! I gdzie te gole do cholery? Rzuty rożne Zagłębie – GKS 1:13. Zagrożenia – w Sosnowcu żadnego.

Niestety po raz kolejny od wielu lat jest to ważny mecz, spotkanie, które może być przełomem, milowym krokiem do lepszego jutra. I my zawsze takie mecze musimy przegrać, a najczęściej we frajerski sposób. Zresztą rok temu w Sosnowcu mogliśmy świetnie się ustawić na zimę i również koncertowo to spieprzyliśmy.

„Ten mecz to esencja kibicowania GieKSie w ostatniej dekadzie. Rozbudzone nadzieje i policzek od życia” – napisał jeden z kibiców. Ciągle od 10 lat to samo, i to samo, i to samo…

Przed rundą pisaliśmy, że będziemy wspierać zespół w trudnych sytuacjach. Ale pisaliśmy też, że będzie krytyka, jeśli na to zasłuży. I tego się trzymamy – i jednego, i drugiego. W najczarniejszych snach jednak nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Takiego, że drużyna pokazuje potencjał piłkarski na ekstraklasę, a zawala sukcesywnie mecz za meczem.

Problem jest w głowach i to olbrzymi problem. Naprawdę podchodząc bardzo emocjonalnie do tego meczu, aż ręka chce napisać coś bardziej niecenzuralnego, bo przecież inaczej wręcz się nie da. Ale jeszcze się powstrzymujemy, jeszcze piłka jest w grze, cały czas można ten sezon zakończyć sukcesem. Chyba jedyną drogą do tego jest zbiorowa psychoterapia tego zespołu wraz ze sztabem szkoleniowym. Plus indywidualna każdego z osobna. I to terapia szybka, nastawiona na efekt. Zmniejsza nam się margines błędu, a przed nami kolejne bardzo ciężkie mecze. Przecież oni mają potencjał i umieją grać na wysokim poziomie – co pokazują w każdym meczu. A jeśli tak, to naprawdę chyba tym facetom trzeba pomóc w inny sposób.

Wiadomo oczywiście, że w naszych warunkach kompleksowa psychoterapia nie jest możliwa. Klub jednak MUSI zatrudnić psychologa sportowego, ale nie w formie świeżo upieczonej absolwentki tego kierunku. To musi być ktoś z najwyższej półki. Facet. Psycholog sportowy to jest norma na świecie i dzięki temu sportowcy z potencjałem – ale z jakiegoś powodu zablokowani – odnoszą sukcesy. Zaraz mi jeden z drugim piłkarz powie – „nie jestem psychiczny”, albo „sami musimy rozwiązać swoje problemy, żaden psycholog nie pomoże”. Ogólnie to takie wstydliwe, korzystać z takiej pomocy. A wstydem nie jest mieć problemy, tylko udawać, nawet jeśli są – że się tych problemów nie ma. I partolić, co tylko się da – właśnie z tego powodu, że nie dam sobie pomóc.

Za tydzień Znicz. To co się wydarzyło w pierwszych trzech kolejkach jest już poważnym sygnałem. Brak wygranej w Pruszkowie będzie już katastrofą i awans będzie można zacząć rozpatrywać w kategoriach cudu. Możemy kilkoma meczami (a pamiętajmy też o niedawnych porażkach w Bytowie i Suwałkach) zaprzepaścić cały sezon i wszelkie szanse.

Mimo, że jesteśmy już na końcu tego pomeczowego felietonu nasuwa się ciągle to samo pytanie, co na początku i zaraz po meczu… Jak do diabła można było drugi raz z rzędu nie wygrać meczu, który jest wygrany? Jak można było to tak spieprzyć?…

Weźcie się do cholery ogarnijcie!

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Lukasz

    18 marca 2017 at 11:53

    Nic dodac, świetny tekst oddający nastroj, mój takze po tym co wczoraj zobaczyłem, z tym psychologiem to kwestia która dawno powinna być poruszona ale faktycznie jak teraz tego się nie ogarnie to eksklasa odplynie nam już za dwie trzy kolejki bezpowrotnie. Trenerze słowo do Pana – mam nadzieję że zauważył Pan że obrońca Wisio nie nadaje się obecnie do grania. Jest Oli jest Garbacik choć myślę że czas dać temu pierwszemu znów pograć w 1 jedenastce…

  2. Avatar photo

    Marc

    18 marca 2017 at 12:45

    Każdy z osobna i wszyscy razem jesteśmy zawiedzeni, sfrustrowani i po prostu wkur*. Pragnę jednak przypomnieć, że w rundzie jesiennej wygraliśmy tylko 1 spotkanie w pierwszych pięciu kolejkach a skończyliśmy na 2 miejscu. Ogromna prośba do całej społeczności. Wytrzymajmy ciśnienie, bo gra o wszystko dopiero się rozpoczęła. Wspierajmy jak nigdy i pokażmy wszystkim, że hasło „Cała GieKSa Razem” to nie pusty slogan. Może warto pomyśleć nad wizytą na treningu większej grupy kibiców z głośnym „Jesteśmy z Wami”?

  3. Avatar photo

    tomek

    18 marca 2017 at 15:13

    Prawda jest taka ze z ta pierdola brzeczkiem o awansie mozemy pomarzyc. Sciąga ciuli typu wisio a konkretnego napastnika brak. Pierdoli co tydzien to samo a prawda jest taka ze pojecia nie ma i swoimi decyzjami powoduje taka sytuacje. Co z tego ze pilka chodzi jak po sznurku jak nie przeklada sie to na bramki. Zaglebie jeden stezal w swiatlo bramki i jeden gol a my

  4. Avatar photo

    Kibol

    18 marca 2017 at 15:37

    Psychoterapia ha ha ha ha do poprawy natychmiast obrona ,kondycja na 90 min nie na 45 ,no i doszło strzały w światło bramki A nie na pałę byle szczelic brak jakiej kolwiek koncentracji jak z głowy tak z nogi no ale jak niektórzy w piłkę nie umieją trafić no to makabra nie wiem co wy trenujecie i gdzie te analizy ludzie opamietajcie się bo to narazie tragedia

  5. Avatar photo

    Marcin

    18 marca 2017 at 20:51

    Ja bym zmienił poprostu taktykę na bardziej ofensywną tzn; 4-3-3 BRAMKA: Abramowicz, OBRONA: Abramowicz, Kamiński, Praznowsky, Czerwiński POMOC: Cerimagić, Foszmańczyk, Zejdler ATAK: Goncerz mimo wszystko, Lebedyński, Prokić i ogień !!! Trener pomyśl o tym bo twoja taktyka jest daremna..

  6. Avatar photo

    Fjodor

    18 marca 2017 at 23:28

    Shellu – ten felieton to aplikacja do pracy w GieKSie? 🙂

    A poważniej pisząc, 100% racji.

  7. Avatar photo

    Fjodor

    18 marca 2017 at 23:33

    Jeszcze raz jednak po głębszym zastanowieniu się. A nie sądzicie, że im po prostu brakuje jednak pary od 60 minuty? Że po prostu odcina sztrom?

  8. Avatar photo

    Shellu

    19 marca 2017 at 00:03

    Fjodor, nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł 😉

  9. Avatar photo

    Scifo

    19 marca 2017 at 00:16

    do: Marcin – Cerimagic i Prokic nie mogą być na placu w tym samym czasie, zapomniałeś o Jóźwiaku.

    Zmiana taktyki, wy..bać trenera, wy..bać Wisio, Goncerz do dupy, sztromu starczo na 45 min…
    Tak to wygląda, ale odpowiedzcie mi skąd wzięła się dobra gra na początku każdego z trzech ostatnich meczy? Punkty są tylko dwa ale tylko tyle tracimy do lidera.
    Drużyna potrzebuje właśnie teraz naszego wsparcia!!! Praca z psychologiem to dobry pomysł, my kibice też możemy być jak psycholog!!!

  10. Avatar photo

    Irishman

    19 marca 2017 at 05:27

    Marcin, Ty serio twierdzisz, że możemy grać jeszcze bardziej ofensywnie? A poza tym w tym ustawienie przegramy wszystkie mecze 0-3.

    Ja też się ciągle bije z myślami czy to kondycji brakuje, czy psychika siada. Mimo wszystko jednak raczej przychylam się, że to to drugie w kompilacji z frajerstwem w grze obronnej i błędami w ustawieniu drużyny oraz obranej taktyce.
    Zauważcie, że na początku kiedy ciśniemy przeciwników, a oni skupiają się na obronie jest OK, a nawet pięknie to wygląda. Problemy zaczynają się, gdy przeciwnicy zmuszenie sytuacją zaczynają nas atakować. Wtedy nieoczekiwanie dla nich samych wchodzą w nas jak w ciepłe masło, a sytuację pogarsza jeszcze to, że nasi zawodnicy nieustannym szturmem są faktycznie lekko zmęczeni. No, a kiedy do tego dodamy jeszcze, że nasz nowy blok defensywny Z Wisiem w składzie (który dopiero łapie formę)jeszcze się zgrywa (bo w sparingach Brzeczek sobie eksperymentował aż miło) to już mamy pełen dramat pt. „Jak można głupio przegrywać awans”.
    No i tutaj faktycznie wchodzi aspekt psychologiczny.
    I mecz – gramy świetnie, Chojniczanka nie istnieje, prowadzimy 2-0! Nagle mimo tego, że zostawiamy serce, płuca i wątrobę na boisku przeciwnicy po głupich błędach łatwo wyrównują i mało nie wygrywają. Leki szok, ale dobra – pierwsze koty za płoty.
    II mecz – to samo co w pierwszym. I tu już nie tylko szok ale już lekki gong w dynię.
    III mecz – w I połowie pełna dominacja. I nagle znowu frajerska bramka. I jak się wtedy czuliście? Bo mnie się wszystkiego odechciało! A jak się musieli czuć zawodnicy, którzy gryzą trawę, a obrona niweczy ich wysiłki w tak głupi sposób???

    Psycholog? Pewnie, przydałby się. Ale w tej sytuacji to nawet jakby to był jakiś laureat Nagrody Nobla, to też niewiele by pomógł. Bo nasi piłkarze to ludzie, a nie cyborgi.

    Chociaż…no nie wiem. Może jakby taki psycholog porozmawiał z trenerami to by coś pomogło?????

  11. Avatar photo

    Lukasz

    19 marca 2017 at 09:15

    Wisio łapie formę??? Psycholog pracuje właśnie z ludźmi a nie cyborgami … Wg mnie kwestia leży w głowie – przez pierwsze 45 minut w trzech meczach jest nieustanny atak w którym 5-6 sytuacji zamienia się tylko w dwa gole z Chojnicami i jedna bramka że Stomilem no i pojawia się niepewność że nic więcej nie wpada. A to że wjeżdżają jak w masło świadczy o tym że są niepewni bojazliwi w obronie tutaj fizyczna forma raczej nie ma nic do rzeczy.

  12. Avatar photo

    kibic

    19 marca 2017 at 10:48

    czytam wasze wypowiedzi i smiech mnie ogarnia,czyste bzdury blad poprostu lezy po winie trenera i jego wizji gry pilka a my nie jestesmy Barcelona kazdy moze to sprawdzic prubuja wymiene pilki miedzy soba 4,5 podan dokladnych i nastepne zepsute i z tego idzie kontra i zagrozenie a natym nie polega gra w 1 lidze niestety,druga zecz transfery oszczednosciowe tak nie da sie awansowac i na konie o grajkach gonzo podpisal nowy lepszy kontrakt i kon iec jego staran Wisio,Sapala niepotrzebni 2 gracz z poza uni poco mogli spokojnie poczekac z nim do lata brak napastnika jest widoczny od pol roku brak wzmocnienia,srodek pomocy katastrofa,kto ma kreowac gre Foszmanczyk ok a jesli mu nie wychodzi kto ma go zastapic nikt b o brak zawodnika,ciagle w klubie sa popelniane te same bledy oco tu chodzi moze komus zalezy aby nie bylo awansu i na koniec krytyka pod adresem naszych rzadzacych kibicow gdzie wasze obuzenie po takim szpilu ze gorolami powinni czekac pod stadionem i pokozac im nasze nie zadowolenie poczac ta druzyna moze by to zmienilo a nie krecic sie przy prezesie i udawac ze nic sie nie stalo czekom na zetelne odpowiedzi a i bym zapomnial zoboczcie zaangazowanie i forma grajkow zagrali 80 procent 1 skladu w rezerwach i tam we 4 lidze tez sa slabi to jak mamy awansowac jesli oni sa slabi we 4 lidze to jest katastrofa

  13. Avatar photo

    Lukasz

    19 marca 2017 at 12:03

    Kibic czy Ty wogole widziałeś te trzy mecze? Piszesz głupoty jakich malo, wiekszosc gołym okiem dostrzega że Pierwsze 40-50 minut w każdym z tych trzech męczy GieKSa przeważa, atakuje kreuje naprawde dużo sytuacji wręcz momentami tlamsi rywala, więc nie pisz że nie potrafią wymienić 3-4 podań albo że są słabi bo problem tkwi w tym że nie potrafią dominować cały mecz i są nieskutecznie a to nieco szerszy problem skoro dotyczy już trzeba meczy. Co do transferów każdy jest mądry jak widać po fakcie – Gonzo wystrzelił wcześniej forma że nikt nie pytał o napastnika potem ściągnęli skutecznego przecież wtedy Mikołaja no i wydawało się że Prokic uzupełni ich ale rzeczywistość okazała się inna. Ale jaki to błąd transferowy ? Pokaż mi zawodnika który, jak tu nieraz widziałem że ktoś pisze, „gwarantuje” gole w lidze. Nie ma takich a na pewno nie w Polsce i nie za kasę jaką dysponuje GieKSa …

  14. Avatar photo

    kibic

    19 marca 2017 at 12:47

    Do Lukasz niestety widzialem wszystkie 3 mecze a na mecz ze stomiem przejechaem 800 km aby go zobaczyc i co zobaczylem niezly jak na 1 lige poczatek,ae to wszystko fatalna obrona jak obroncy moga w tak gupi sposob tracic pilki(D.Abramowicz,Wisio czysta pomylka),brak krycia wsrodku ,zaangazowania,panika,po stracie 2 bramki,czy wedlug ciebie tak ma wygladac gra,bo oczywiscie o 2 polowie z gorolami lepiej wogule nie pisac bo szkoda nerwow,a teraz o transferach to nie chodzi mi o Lebedynskiego czy Proksicza bo to dobre transfery tylko cos sie dzieje z naszym wyszkoleniem ze pilkarze przychodzac do nas sie zacinaja i graja na nizszym poziomie,wystarszy zobaczyc styl gry pilkarzy z 1 skladu we rezerwach oni tam powinni wygrywac po 10 zero a jak jest sam ocen,no i na koniec to nie kibice powinni szukac wzmocniem bo od tego sa skalci co biora zato kase,na polskim rynku nie ma zawodnikow tanich ale sa rynki poludniowe i wschodnie tylko trzeba szukac a nie kombinowac jak trener w meczu z gorolami bo jesli ciebie ta porazka nie boli to juz nie rozumiem,ja uwazam ze to wstyd i hanba i kolejny roz gorole nos upokorzyli i to bez gry,i ostatnie powiedz przy tych transferach kogo mial do dyspozycji trener w ataku gdy sciagnol z boiska 2 napastnikow Gonza(akurat do niego mam pozytywne stosunek choc cos jest nie tak ze od pol roku jest bez formy)nikogo a zamiast naprzyklad transferu Wisia szlo sciagnac napastnika a zostawic Jurkowskiego,ale widac ty patrzyles na inne mecze lub slonecznych okularach ze nie widzisz bledow i braku kondycji i paniki druzyny gdy czas ucieka i trzeba gonic wynik

  15. Avatar photo

    Lukasz

    19 marca 2017 at 14:20

    Problem polega na tym że każdy ma swoją ocenę a właściwie nie problem bo dobrze że komuś zależy i nam kibicom na pewno na dobrej grze. Ale o tym decyduje Brzęczek, nie wiemy jak wyglądał Jurkowski a patrząc na doświadczenie i grę w Austrii można było przypuszczać ze Wisio w walce o awans to wzmocnienie. Kwestie tego że w rezerwach powinni wygrywać po 10 zero to zostawię bo albo nigdy nie grałeś w piłkę albo myślisz że w 3 czy 4 lidze gra się tak latwo. Transfery nie zależą od kibiców i całe szczęście, jeśli wiesz jak pracują Skouci u nas to masz prawo komentować ale jak polega to tylko na zwykłym narzekaniu to oszczędz tego. Wg mnie mamy całkiem niezły personalnie skład a to kto mógłby grać to inna rzecz z tego co kojarzę o co mecz komentarz Twój dotyczy zmian personalnych tylko kurwa na czym Ty to opierasz? A przegrana z gorolami boli każdego kibica, mnie boli w huj strasznie i nie jest to powód żeby się wadzić o takie głupoty więc skoncz wylewać swoją frustracje. A co do 800 km to do Chojnic tyle a nie na do Olsztyna ;]

  16. Avatar photo

    kibic

    19 marca 2017 at 15:53

    jak bys przeczytal uwaznie,to napisalem ze przejechalem 800 km aby byc na szpilu i co rozczarowanie,po 2 sa to moje pierwsze zle wpisy na temat druzyny ,bo liczylem ze druzyna potrzebuje sie rozkrecic,niestety sie pomylilem,wedlug ciebie sklad personalny jest dobry to okpowiedz kto ma zastapic lub wchodzic na zmiany do ataku,kto ma zmienic Fozmanczyka na rozegraniu jesli mu nie wychodzi lub ma slabszy moment,co do Wisio kazdy mogl sie pomylic ale chyba nie trener i widzi na jakiej jest dyspozycji,za niego wolalbym nawet prze zemnie nielubianego Pielorza on nie ucieka od przeciwnika tak jak Wisio,a na koniec nie pisz jakis glupot o graniu i jak chcesz myslec o awansie jesli prawie cala jedenastka z 1 skladu nie umie poradzic sie w rezerwach,wedlug mnie mamy za szeroka kadre lepiej bylo ja zmniejszyc ale wzmocnic konkretniej

  17. Avatar photo

    Michał

    20 marca 2017 at 07:33

    Wszystko pięknie, napisane tak jakbym sam to pisał. Tylko jedno mi się nie podoba i podobać nie będzie. Nigdy nie napisał bym, że dany zespół to „leszcze” ani „hobbyści”. Każdy zespół zasługuje na nawet minimalny respekt. To, że Stomilowcy przędzą jak przędzą, brak kasy, stadion w opłakanym stanie, płace nie na czas… ale to zespół. Jakoś trzymają się w 1 lidze, jakoś grają i jakoś…. WYGRYWAJĄ z naszą GieKSą. Wiem, że pisał pewnie na gorącą tą recenzję, wiem, że czasami puszczają nerwy. Moim rodzinnym miastem jest Olsztyn, moim sercem jest GKS K-CE, mam mnóstwo znajomych Stomilowców( normalnych), nigdy nie padały słowa, że OKS, albo GKS to frajerzy, leszcze itp. Szanujmy się chociaż trochę, a będzie nam lepiej w kibicowaniu i dopingowaniu naszych grajków! Pozdrawiam normalnych, dla których każdy zespół jest czymś więcej niż 11-osobową watahą biegającą po boisku! PS no może oprócz Zagłębia i Ruchu….- ehh taki żarcik 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga