Dołącz do nas

Wywiady

Cholerzyński: Punktować na wyjazdach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

O zamieszaniu wokół „nowego” właściciela klubu, atmosferze w drużynie po wygranej z Dolcanem, zamierzeniach przed spotkaniem w Stróżach, nowym „szefie marketingu” i o braku milionerów w szatni – rozmowa z Kamilem Cholerzyńskim.

Najważniejszą wiadomością mijającego tygodnia, dotyczącą GKS-u Katowice, była informacja o zmianie właściciela. Jednak firma Trust Trading jest mocno powiązana z Centrozapem i z panem Królem. Czy liczycie na jakąkolwiek poprawę sytuacji finansowej?

Powiem szczerze: ciężko jest mi mówić o takich sprawach, bo ja się na tym kompletnie nie znam. My staramy się koncentrować wyłącznie na tym, co ma się wydarzyć na boisku w Stróżach. Ciężko jest mi się odnieść do tej sytuacji. Nikt z nami na ten temat nie rozmawiał, nie mieliśmy żadnego spotkania w tej sprawie. Z tego co się orientuję, takie spotkanie jest planowane na przyszły tydzień. Oczywiście, my w szatni rozmawialiśmy o tym, co się stało. A czy to są jakieś kluczowe decyzje, istotne zmiany? Tego nie wiemy. Od tego są prezesi, jest zarząd. My się koncentrujemy na wygrywaniu kolejnych spotkań.

Niektórzy dziennikarze ironizują, że ostatnio sponsorów i partnerów dla klubu załatwiają wyłącznie piłkarze (Grzegorz Goncerz i firma MMS Doradztwo Finansowe – przyp. red.).

(uśmiech) No, coś w tym jest. Troszeczkę śmiechu było na pewno w szatni, ale skoro jest taka możliwość, to dlaczego nie? To są wprawdzie jedynie jakieś drobne pieniążki, lecz w naszej sytuacji i to się bardzo przyda. Chłopaki żartują, że Grzesiu – w obliczu tej swojej kontuzji – mógłby się zająć klubowym marketingiem.

Mimo całego tego „bałaganu organizacyjnego”, kibice stoją murem za drużyną. Dali tego wyraz podczas meczu z Dolcanem, dopingując was przez pełne 90 minut.

To jest dla nas bardzo ważne! Cóż możemy poradzić na te trudne czasy? Kibicom jest ciężko, nam również. Myślę, że jeżeli będziemy się nawzajem wspierać – kibice nas głośnym dopingiem, my odwdzięczając się dobrymi wynikami – będzie nam łatwiej. Spróbujmy razem dążyć do poprawy obecnej sytuacji. Jeżeli po kilku meczach będziemy już „bezpieczni” w tabeli, to wtedy będzie można głośniej mówić z kimś o sprawach pozasportowych. W tej chwili najważniejsze jest to, by się skupić na wyniku sportowym, bo jeszcze nam „troszeczkę” do utrzymania brakuje. Trzeba zrobić wszystko, by utrzymać I ligę dla Katowic.

Ważne w meczu z Dolcanem było to, że wreszcie przełamali się zawodnicy ofensywni.

Ja tego nigdy nie odbieram w takich kategoriach. Nie patrzę na pozycję konkretnych zawodników – czy to jest ofensywa czy defensywa. Uważam, że to zawsze cała drużyna pracuje na bramkę. Kompletnie nieistotne jest to, kto skieruje ostatecznie piłkę do siatki. Najważniejszy jest kolektyw, dobro zespołu! Gole może strzelać obrońca, a i napastnik może nieraz bronić we własnym polu karnym. Ale rzeczywiście – przełamanie się zawodników z ofensywy jest na pewno dobrym prognostykiem.

Przed wami mecz z Kolejarzem. Dotychczasowy bilans bezpośrednich spotkań to zwycięstwo, remis i porażka. Ta ostatnia miała miejsce w poprzedniej rundzie przy Bukowej. Czas na rewanż.

Faktycznie! Trzeba przechylić tę szalę na naszą korzyść. Na razie jest remisowo. Na pewno nie będzie łatwo. Przy Bukowej nasza ambicja została mocno podrażniona, pamiętam, że bardzo ciężko nam się wtedy grało. Oni bardzo solidnie bronili i wyprowadzali groźne kontry. Jedną wykorzystali, strzelili gola, a nam się to nie udało. Nie wiem, może zabrakło nieco ambicji, charyzmy. Jedno jest pewne: jutro nie może nam tego zabraknąć! Myślę, że w Stróżach umiejętności piłkarskie zejdą na drugi plan, a dominować będzie twarda walka. Pamiętajmy, że boisko w Stróżach jest bardzo specyficzne, małe. Czeka nas mecz walki.

Wy jedziecie pozytywnie nastawieni po zwycięstwie nad Dolcanem, rywale doznali ostatnio dwóch porażek, więc będą dodatkowo zmotywowani. Zapowiada się ciekawy mecz.

Zgadza się. Ale oni mają pewien komfort, bo już zdobyli 36 punktów. Praktycznie wszystko „załatwili” sobie w rundzie jesiennej. Może ich słabsza ostatnio dyspozycja też jest tym spowodowana. Wkradło się nieco rozluźnienia. Co nie zmienia faktu, iż każdy z piłkarzy gra o dodatkowe premie, chcą się chłopaki wypromować. Nikt się tam nie położy, łatwo nie będzie.
My dobrze wiemy, że mimo zwycięstwa z Dolcanem, wciąż mamy „nóż na gardle”. Ale ostatnie zwycięstwo na pewno poprawiło sporo atmosferę w szatni. Powiało optymizmem i oby tak pozostało.

Szczególnie, że rywale na własnym boisku nie mają zbyt dobrego dorobku punktowego: zdobyli jedynie 13 punktów na 33 możliwych. Tyle, że GieKSa na wyjazdach spisuje się jeszcze gorzej – mamy tylko jedno wyjazdowe zwycięstwo…

Kolejarz to rzeczywiście była taka typowo „wyjazdowa” drużyna, na własnym boisku im kompletnie nie szło. Nie mamy nic przeciwko, by taki stan rzeczy utrzymał się także po naszym spotkaniu w Stróżach. Ale oni na pewno będą chcieli się zrehabilitować za te dwie porażki.
Jeżeli chcemy się utrzymać, nie możemy jedynie punktować na własnym boisku, bo w ogólnym rozrachunku może gdzieś braknąć tych punkcików zdobytych na terenie rywali. Trzeba zacząć punktować na wyjazdach!

Waszym głównym problemem w ostatnich meczach jest fakt, że późno „wchodzicie w mecz”. W Stróżach nie wolno sobie na to pozwolić, bo rywal jest bardzo zdyscyplinowany w obronie. No i – jak już wspomniałeś – te specyficzne boisko…

Boisko nie będzie naszym sprzymierzeńcem. Ciężko jest się przygotować do spotkania na takiej nawierzchni. Do tego dochodzi również godzina spotkania. To wszystko sprawia, że atmosfera robi się nieco „piknikowa”. Nie to co u nas, kiedy gramy przy zapalonych jupiterach, a kilka tysięcy kibiców na trybunach prowadzi głośny doping. Potrzebna nam będzie wielka koncentracja, podwójna mobilizacja i … „Do boju!”.

Krzysztof Gajtkowski w niedawnym wywiadzie stwierdził, że to oni będą prowadzili grę. Faktycznie nastawiacie się wyłącznie na kontry?

Tak jak powiedziałeś wcześniej – Kolejarz jest bardzo zdyscyplinowaną drużyną w defensywie, potwierdzają to też nasze materiały wideo, z którymi trenerzy nas już zapoznali. Nie mamy co kalkulować, nastawiać się tylko na kontry, bo nam są strasznie potrzebne punkty. A gra z kontry ich nie gwarantuje, równie dobrze mogłoby się to skończyć bezbramkowym remisem. Taki wynik nas w sobotę nie satysfakcjonuje. Od początku zaatakujemy wysoko, nie pozwolimy rywalom rozgrywać piłki, bo w tym ta drużyna naprawdę jest bardzo mocna. Myślę, że to przyniesie zamierzony efekt w postaci trzech punktów.

Rok temu Wielka Sobota nie była dla was zbyt udana – po słabym meczu zremisowaliście u siebie 1-1 z Ruchem Radzionków.

Na pewno fajnie by było wygrać te spotkanie. Po meczu będziemy mieli dwa dni wolnego, każdy rozjedzie się w swoje strony, spędzi święta z rodziną. Jeżeli wygramy, to nawet niedzielne śniadanie będzie smakowało od razu inaczej, dużo lepiej. Rodzina to też odczuje, bo po wygranej człowiek ma lepszy nastrój, jest się spokojniejszym. Z kolei, jeżeli wrócimy z zerowym dorobkiem punktowym, będą to dla nas fatalne święta.

Spotkanie posędziuje Mariusz Korzeb z Warszawy. Trzeba uważać, bo to do tego sędziego należy tegoroczny „rekord” – 12 żółtych i 2 czerwone kartki w jednym meczu (Olimpia Grudziądz – Zawisza Bydgoszcz).

Zaskoczyłeś mnie tą informacją. Tak jak wspominałem wcześniej, nastawiam się na prawdziwy mecz walki, więc trzeba będzie się pilnować z tymi kartkami. Wiadomo, jakiś faul na kartkę może mieć miejsce. Ale tu chodzi o to, by nie łapać jakiś głupich kartek, na przykład za dyskusje z arbitrem, symulowanie czy grę po gwizdku. Bo one później mogą zakończyć się czerwonym kartonikiem.

Czy dopuszczacie do siebie myśl, że spotkanie w Stróżach może być waszym ostatnim występem w I lidze? (oficjalne oświadczenie Centrozapu – przyp. red.)

Na razie nie zaprzątamy sobie tym głowy. Cóż my możemy zrobić? W szatni nie mamy prawników, chłopaki nie są też milionerami, którzy mogą przyjść i wyłożyć te pieniądze na stół. Na pewno temat pieniędzy jest ostatnio obecny w szatni. Ale co my możemy zrobić? Jedynie naszą dobrą grą, dobrą postawą, możemy coś sobie wywalczyć. Bo jeśli nie będzie tego wyniku sportowego, to ciężko jest iść na górę (do gabinetów prezesów – przyp. red.) i się kłócić o pieniądze. Wiadomo jak wtedy będzie się na nas patrzeć. Gdy zapewnimy sobie utrzymanie, łatwiej będzie iść „po swoje”, bo będziemy mieli mocne argumenty.

Rozmawiał: Michał Mijalski

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga