Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Ranking zagranicznych karier byłych zawodników GieKSy – TOP 20

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jest niemal setka zawodników, którzy po pobycie w naszym klubie próbowała sił w zagranicznych ligach. Oczywiście duża część z nich zaliczyła poza Polską jedynie krótkie epizody lub grała na niskich, czasami wręcz amatorskich poziomach. Jak to było jednak z tymi najlepszymi? Zapraszam na ranking 20 byłych piłkarzy GieKSy pod kątem osiągnięć za granicą.

20. Piotr Polczak (okres gry w GKS: 2003-2007)

Nie trafił za granicę od razu z GKS-u, ale dopiero po okresie gry w Cracovii. W 2011 roku wytransferowany przez „Pasy” do Tereka Grozny prowadzonego w tamtym okresie przez Ruuda Gullita. Wielkiej roli w czeczeńskim zespole Polczak jednak nie odegrał. W trakcie dwuletniej przygody z tym zespołem wystąpił w zaledwie 15 spotkaniach, w których zdobył jednego gola. Terek zamienił na inny klub z rosyjskiej ekstraklasy – Wołga Niżny Nowogrod, gdzie mógł liczyć na troszkę więcej minut spędzonych na murawie. Niestety w drugim sezonie zanotował spadek do drugiej ligi rosyjskiej, a klub popadł w poważne finansowe tarapaty. Polczak spędził jeszcze kolejne pół roku w Niżnym Nowogrodzie, po czym zdecydował się na powrót do kraju. Trzy lata później podjął drugą próbę gry za granicą i była ona już zdecydowanie bardziej udana. Trafił do jednego z czołowych zespołów ligi rumuńskiej – Astry Giurgiu. Był pewnym punktem drużyny, kończąc sezon z 30 występami i dwoma golami na koncie.

Ogólny bilans Polczaka to 5 sezonów za granicą, w których rozegrał ponad 70 spotkań.

.
19. Paweł Brożek (2004)

Kompletnie rozczarował po wyjeździe z polskiej Ekstraklasy. Strzelił zaledwie 5 bramek (!) przez dwa i pół roku gry w Turcji, Szkocji i Hiszpanii. Jego obecność w tym rankingu ratuje wicemistrzostwo Turcji zdobyte z Trabzonsporem w sezonie 2010/11, przy którym miał swój skromny udział. Dzięki rozegraniu trzech meczów w barwach Celtiku Glasgow może pochwalić się również mistrzostwem ligi szkockiej. Krótko mówiąc – Brożek wycisnął maksa, jeżeli chodzi o sukcesy drużynowe na tak małą ilość spotkań, jakie rozegrał za granicą.

18. Jerzy Wijas (1979-1983, 1986-1989)

Jego kariera za granicą byłaby z pewnością bogatsza, gdyby trafił tam o wiele wcześniej. Wyjechał dopiero w wieku 31 lat do Izraela, a ściągnął go tam prowadzący Hapoel Kfar Saba – Wojciech Łazarek. Już po 6 miesiącach pobytu na obczyźnie Wijas mógł świętować swój pierwszy sukces zdobywając Puchar Izraela. Po roku wyjechał do Niemiec, gdzie na początku grał zaledwie na 4. poziomie rozgrywkowym w VFL Lubeck. Stamtąd trafił do 2. Bundesligi do zespołu VFL Osnabruck, z którym niestety po roku spadł z ligi. Ostatnie dwa sezony w Niemczech to gra dla Hessen Kassel (III liga).

17. Krzysztof Hetmański (1983-1988)

Ma na koncie naprawdę solidną karierę w Niemczech. Z GieKSy odszedł do występującego w Bundeslidze Homburga. Jego nowy klub okazał się niestety zdecydowanie najsłabszy w najwyższej klasie rozgrywkowej i w swoim drugim sezonie za zachodnią granicą występował już w 2.Bundeslidze. Jak się później okazało Krzysztofowi Hetmańskiemu nie było już dane wystąpić w Bundeslidze i resztę swojej kariery w Niemczech spędził na murawach niższych lig. Hetmański może się pochwalić 28 meczami i 1 bramką w Bundeslidze, a także 82 występami na zapleczu, w których trafił trzykrotnie do siatki rywali. Reprezentował barwy takich klubów jak: FC 08 Homburg, VFL Lubeck, VFL Osnabruck i 1.FC Magdeburg.

16. Stanisław Gzil (1972-1973)

Kolejne miejsce zajmuje napastnik występujący w GieKSie w latach ‘70. Stanisław Gzil w 1979 roku trafił do belgijskiego Beerchot Antwerpia, w którym z powodzeniem występował przez pięć kolejnych sezonów. Po odejściu z Beerchot 3 lata grał jeszcze na niższych szczeblach rozgrywkowych w Belgii. Bardzo ceniony w tym kraju, został później nawet trenerem i osiągał całkiem dobre wyniki.

15. Gia Guruli (1991-1992)

Bezdyskusyjnie najlepszy obcokrajowiec, który kiedykolwiek zakładał koszulkę GKS-u Katowice. Guruli po odejściu z naszego klubu w 1992 roku trafił do francuskiej Ligue 1 napakowanej wtedy gwiazdami pokroju Klinsmanna, Weah, Vollera czy Alena Boksica. Pierwszy sezon w barwach klubu Le Havre miał naprawdę dobry. Zdobył 9 goli  i został drugim najlepszym strzelcem zespołu zaraz po Joelu Tiehim. Po dwóch sezonach przeszedł do drugoligowej Dunkierki, w której wiodło mu się już jednak troszkę gorzej. Miał coraz większe problemy ze zdobywaniem bramek, a co gorsza w sezonie 95/96 jego zespół spadł do 3. ligi . Na zakończenie kariery pograł jeszcze w zespole Calais RUFC.

.
14. Sławomir Wojciechowski (1995-1998)

Wyjechał z Polski w 1998 roku do Szwajcarii do FC Aarau, gdzie prezentował się na tyle dobrze, że zwrócił uwagę samego Ottmara Hitzfelda ówczesnego trenera Bayernu Monachium. Były to jednak zdecydowanie za wysokie progi dla Wojciechowskiego i można jedynie powiedzieć, że tam tylko był, aniżeli grał. Uzbierał zaledwie 7 występów we wszystkich rozgrywkach w tym jeden w Lidze Mistrzów (z Dynamem Kijów). Dzięki pobytowi w stolicy Bawarii może się jednak pochwalić aż trzema tytułami: Mistrzostwem, Pucharem Niemiec i Pucharem Ligi Niemieckiej. Po półtora roku w Bayernie wytransferowany z powrotem do FC Aarau, gdzie rozegrał swój ostatni sezon za granicą.

13. Piotr Leciejewski (2005)

Ciekawy przypadek zawodnika, który nie poradził sobie w polskiej lidze, a został doceniony za granicą. W 2008 roku były bramkarz GieKSy trafił do drugiej ligi norweskiej do zespołu Sogndal, w którym z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem. W trzecim sezonie udało mu się w końcu wywalczyć awans do Elitserien, a także zwrócić na siebie uwagę lepszych klubów. W 2011 roku podpisał kontrakt z Brann Bergen, w którym spędził kolejne 7 lat. Podczas pobytu w Bergen udało mu się raz dojść do finału pucharu Norwegii (2011) oraz zdobyć nagrodę dla najlepszego bramkarza ligi w 2016. Bilans Piotra Leciejewskiego na norweskich murawach to 264 mecze i 80 czystych kont.

12. Mirosław Kubisztal (1984-1990)

Następny w zestawieniu jest napastnik, który z Katowic wyjechał w 1991 roku do Szwecji, wiążąc się z klubem Örebro SK. Podobnie jak Leciejewski z powodzeniem odnalazł się w Skandynawskich realiach. Z klubem z Örebro dwukrotnie zdobywał wicemistrzostwo kraju (1991 i 1994). Sporych rozmiarów udział miał szczególnie w sukcesie z 1994 roku, kiedy to zdobył aż 19 goli i został wicekrólem strzelców. Dla Örebro zdobył w sumie 58 bramek w 148 występach. Do dziś jest bardzo ceniony w Szwecji. Na jego cześć stowarzyszenie kibiców Örebro nazywa się Kubanerna,  a także doczekał się swojego piwa o nazwie „Kuba Ale”.

.

11. Paweł Olkowski (2010-2011)

Zanotował bardzo dobry początek w barwach FC. Koln w Bundeslidze, po transferze z Ekstraklasy w 2014 roku. Niestety z sezonu na sezon jego pozycja w zespole z Kolonii słabła. Ten ofensywnie usposobiony obrońca w trakcie swojego 4-letniego pobytu w Bundeslidze rozegrał 65 spotkań, w których zdobył 2 gole i zanotował 6 asyst. Przed sezonem 2018/19 trafił do zespołu z angielskiej Championship – Bolton Wanderers. Z miejsca stał się tam ważnym ogniwem w układance trenera Phila Parkinsona, opuszczając jedynie 9 spotkań w całym sezonie ligowym. Solidna postawa polaka nie uchroniła jednak Boltonu przed spadkiem. W ubiegłym roku Olkowski zamienił Anglię na Turcję i podpisał kontrakt z Gazişehir Gaziantep FK. Przed wybuchem pandemii koronawirusa na Świecie zdołał wystąpić 8 razy w tureckiej ekstraklasie.

Olkowski ma dopiero 30 lat i jego pozycja w tym rankingu w dalszym ciągu ma szansę się jeszcze poprawić.

10. Jan Wraży (1965-1970)

Pierwszą dziesiątkę otwiera kluczowa postać katowickiej defensywy w latach ‘60. Wyjechał z Polski dopiero w wieku 32 lat, ale może pochwalić się bardzo udaną karierą na zagranicznych boiskach. W 1975 roku trafił do US Valenciennes-Anzin, grającego w pierwszej lidze francuskiej. Doświadczony polski obrońca w trakcie 5 sezonów zdołał rozegrać 147 meczów i zdobyć 2 bramki w barwach klubu z północy Francji.

9. Mirosław Sznaucner (1999-2003)

Związany tylko z jednym krajem przez całą swoją karierę za granicą. Trafił do Grecji zaraz po zdobyciu z GieKSą brązowego medalu w 2003 roku. Jego pierwszym klubem w greckiej lidze był Iraklis Saloniki, w którym spędził 4 sezony i rozegrał ponad 100 spotkań. Jego najlepsze lata w tej lidze pod kątem sukcesów przypadają natomiast na okres gry w PAOK-u Saloniki (2007-2012). Z zespołem grającym na popularnej Tumbie udało mu się zdobyć wicemistrzostwo, a także raz uplasować się na 3. miejscu w lidze. W sumie w PAOK-u rozegrał 121 oficjalnych spotkań. Na zakończenie kariery zaliczył jeszcze sezon w klubie AS Veria.

Sznaucner spędził naprawdę udane 10 lat na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Grecji, szkoda tylko, że był tak niedocenianym zawodnikiem przez selekcjonerów reprezentacji Polski. Aktualnie pracuje z młodzieżą w PAOK-u.

8. Marek Świerczewski (1989-1995, 1999-2002)

Popularny “Generał” podobnie jak Sznaucner za granicą grał tylko w jednym kraju. W jego przypadku była to Austria. Szczerze mówiąc, długo się wahałem, którego z nich umieścić w tym rankingu wyżej, ale ostatecznie padło na Marka Świerczewskiego. Głównym czynnikiem, który o tym zadecydował były po prostu osiągnięcia. W trakcie 6 sezonów w austriackiej Bundeslidze Świerczewski zdobył dwa Puchary i jeden Superpuchar Austrii, a także wicemistrzostwo i brązowy medal w lidze. W sumie w barwach: Sturmu Graz, Austrii Wiedeń i Admiry Wacker Mödling rozegrał ponad 130 oficjalnych spotkań, w których 9 razy wpisywał się na listę strzelców.

7. Adam Ledwoń (1991-1997)

Popularny “Ledek” spędził na boiskach Austrii i Niemiec ponad 10 lat. W 1998 roku przeszedł z GKS-u do Bayeru Leverkusen, w którym niestety nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w składzie. Wystąpił w zaledwie 10 meczach i zanotował jedną asystę. Po roku “Aptekarze” oddali go do zespołu z 2.Bundesligi – Fortuny Koln, gdzie mógł liczyć już na zdecydowanie więcej minut na boisku. W 2000 roku odszedł do Austrii Wiedeń. W austriackiej lidze spędził kolejne 8 sezonów i w tym okresie poza wiedeńczykami reprezentował jeszcze barwy takich klubów jak: Admira Wacker Mödling, Sturm Graz i Austria Karnten. Ma na swoim koncie jeden tytuł mistrzowski za sezon 2002/03, chociaż w tamtej ligowej kampanii rozegrał zaledwie 13 minut w barwach Austrii Wiedeń. Adam Ledwoń na austriackich murawach rozegrał 224 mecze i zdobył 7 bramek.

6. Andrzej Lesiak (1986-1992)

W 1992 roku odszedł z GieKSy do Tirolu Innsbruck i już w pierwszym sezonie świętował zdobycie pucharu Austrii. Po dwóch latach gry w austriackiej lidze otrzymał ofertę z Dynama Drezno z Bundesligi, z której zdecydował się skorzystać. Niestety przygoda Lesiaka z najwyższym poziomem rozgrywkowym w Niemczech nie trwała zbyt długo, bo Dynamo w sezonie 94/95 spadło z hukiem do 2. Bundesligi. Nie zmienia to jednak faktu, że były pomocnik GKS-u był tam podstawowym graczem. Wystąpił w 30 spotkaniach Bundesligi i zdobył 2 bramki. Lesiak wrócił do ligi austriackiej, podpisując kontrakt z SV Ried. Bardzo dobra forma w sezonie 95/96 zaowocowała transferem do ówczesnego mistrza kraju Rapidu Wiedeń. W barwach klubu ze stolicy, Lesiak wystąpił w Lidze Mistrzów i zdobył nawet bramkę z rzutu wolnego przeciwko późniejszemu finaliście tej edycji Juventusowi Turyn.

.
Później występował jeszcze w Austrii Salzburg, Pasching i ponownie SV Ried. Jego dorobek w austriackiej Bundeslidze to 209 meczów i 16 bramek.

5. Roman Szewczyk (1990-1993)

Wytransferowany z GKS-u do francuskiego Sochaux w 1993 roku. We Francji spędził trzy lata i był podstawowym zawodnikiem “Les Lionceaux”. Podczas okresu gry w Sochaux zdobył dwie bramki i co ciekawe obie padły już w jego debiucie w meczu z Angers (4:1).

.
Z Francji odszedł do ligi austriackiej. W 1996 roku podpisał kontrakt z Austrią Salzburg, w której spędził kolejne 8 lat. Z zespołem z Salzburga udało mu się zdobyć tytuł mistrzowski w 1997 roku oraz brązowy medal w 2003. Szewczyk był bardzo bliski również zdobycia Pucharu Austrii w 2000 roku, ale niestety jego zespół musiał uznać wyższość Grazeru AK po serii rzutów karnych. W barwach Austrii Salzburg zagrał w 253 oficjalnych meczach i zdobył 10 bramek.

4. Jerzy Brzęczek (1995)

Tuż za podium znajduje się obecny selekcjoner reprezentacji Polski. Podobnie jak kilku zawodników w tym rankingu swoją karierę za granicą spędził głównie w Austrii. Reprezentował tam barwy takich zespołów jak: Tirol Innsbruck, Sturm Graz i FC Karnten. Może się pochwalić dwoma mistrzowskimi tytułami zdobytymi z Tirolem w 2001 i 2002 roku. Brzęczek rozegrał najwięcej spotkań w austriackiej Bundeslidze spośród wszystkich Polaków. Jego dorobek to 306 występów, a drugiego w tej klasyfikacji Krzysztofa Ratajczyka wyprzedza aż o 45 meczów.

Brzęczek spędził także półtora roku w Izraelu, do którego trafił w 1999 roku. W barwach Maccabi Hajfa rozegrał w sumie 47 spotkań i zdobył 11 bramek. Dotarł z tym klubem do finału Pucharu Izraela oraz wywalczył wicemistrzostwo kraju w 2000 roku.

3. Andrzej Rudy (1988)

Najniższy stopień podium dla zdecydowanie najbardziej utytułowanego za granicą spośród wszystkich byłych GieKSiarzy. Autor jednego z najgłośniejszych transferów w polskiej lidze w latach ‘80, a później ucieczki do Niemiec. W swojej karierze miał okazję występować w takich ligach jak: Bundesliga, Eredivisie, liga belgijska i liga duńska. Na swoim koncie posiada mistrzostwo Belgii z Lierse, mistrzostwo i dwa puchary Holandii z Ajaxem Amsterdam, wicemistrzostwo Niemiec i finalista pucharu z FC. Koln, a także mistrzostwo 2.Bundesligi z VFL Bochum. Za granicą rozegrał łącznie 330 spotkań, w których zdobył 33 bramki.

.
2. Piotr Świerczewski (1989-1993)

Na drugim miejscu uplasował się piłkarz, który pojawił się na okładce gry FIFA ‘93. W tym samym roku został również wytransferowany z GieKSy do francuskiego St. Etienne. Popularny “Świr’ z miejsca stał się tam fundamentalną postacią, nie schodząc poniżej 30 spotkań rozegranych w sezonie. Po dwóch sezonach spędzonych w St. Etienne przeszedł do Bastii. W zespole z Korsyki spędził w sumie 6 kolejnych sezonów z mała przerwą na półroczne wypożyczenie do japońskiego Gamba Osaka. W sumie była to wtedy bardziej wymiana niż wypożyczenie, bo w przeciwnym kierunku powędrował Serb – Nebojsa Krupniković.

Jego przygoda z Bastią dobiegła końca w 2001 roku, kiedy po Świerczewskiego zgłosiła się Marsylia. W barwach klubu z południa Francji udało mu się rozegrać 36 ligowych spotkań i zdobyć jedną bramkę.

.
W sumie na boiskach Ligue 1 wystąpił 258 razy i zdobył 15 bramek.

Świerczewski po opuszczeniu Francji miał jeszcze epizod w Premier League w barwach Birmingham. Niestety zdołał tam rozegrać zaledwie 38 minut w przegranym 1:3 spotkaniu z Chelsea Londyn.

1. Jan Furtok (1977-1988, 1995-1997)

Pierwsze miejsce w moim zestawieniu zajmuje nie kto inny jak legendarny snajper GieKSy – Jan Furtok. Spędził 7 sezonów na boiskach Bundesligi w barwach HSV Hamburg i Eintrachtu Frankfurt. Zapisał się złotymi zgłoskami w historii HSV. Zajmuje 11. miejsce w klasyfikacji wszechczasów najlepszych strzelców klubu z Hamburga w Bundeslidze. Ponadto plasuje się także na drugiej lokacie, zaraz za Siergiejem Barbarezem w zestawieniu najskuteczniejszych obcokrajowców w barwach „Rothosen” w Bundeslidze. W sezonie 90/91 zabrakło mu zaledwie jednego gola do sięgnięcia po koronę króla strzelców. Ustanowiony wtedy rekord 20 goli strzelonych przez Polaka w Bundeslidze w jednym sezonie utrzymywał się aż do 2012 roku. Wówczas poprawił go Robert Lewandowski, któremu udało się zdobyć 2 gole więcej. Ogólny dorobek Jana Furtoka w Bundeslidze to 60 goli w 188 występach. Na zakończenie dodam tylko, że nasz były super snajper, w dalszym ciągu okupuje druga lokatę w zestawieniu najskuteczniejszych Polaków w Bundeslidze i coś czuję, że nie prędko się to zmieni.

Na deser akcja duetu Jay-Jay Okocha – Jan Furtok w meczu przeciwko Borussii Dortmund na Westfalenstadion:

.
Oczywiście powyższy ranking jest tylko i wyłącznie moim subiektywnym spostrzeżeniem i analizą występów byłych GieKSiarzy w ligach zagranicznych. Napiszcie w komentarzach, jak według Was powinien wyglądać taki ranking lub kogo w waszej opinii tutaj zabrakło.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Bce

    27 kwietnia 2020 at 12:07

    Zdecydowanie J.Furtok

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga