Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po zwycięstwie w Kielcach
GieKSa wygrała trzeci mecz z rzędu i jest coraz bliżej awansu na dziewiątą lokatę w tabeli. Starcie z Dafi Społem nie było jakimś olśniewającym występem naszych siatkarzy, bo po pewnie wygranej pierwszej partii, w kolejnych dwóch męczyliśmy się troszkę. Na szczęście przeciwnik nie był najwyższych lotów i wszystko zamknęło się w trzech setach…
katowickisport.pl – Ważna wygrana GKS-u Katowice. Rywale tanio skóry nie sprzedali
W meczu 22 kolejki PlusLigi, zgodnie z przewidywaniami, siatkarze GKS-u Katowice pokonali na wyjeździe Dafi Społem Kielce 3:0. Rywale jednak dwukrotnie byli bliscy urwania seta podopiecznym Piotra Gruszki. Katowiczanie nie zawiedli w Kielcach. Pokonali Dafi Społem i mogą odetchnąć z ulgą. Oddalili się od drużyn zagrożonych barażami. Goście od początku prezentowali się zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim udało im się wyeliminować z gry liderów miejscowych, Tomislava Dokicia i Jakuba Wachnika. Zresztą, kielczanie sami ułatwili im zadanie. Ich rozgrywający, Przemysław Stępień, miał spore problemy z dokładnością. Jego koledzy zamiast skupić się na mocnym i precyzyjnym ataku, starali się w ogóle przebić piłkę na drugą stronę siatki. Gospodarze dobrze grać zaczynali dopiero wtedy, gdy znajdowali się nad przepaścią. Wtedy ryzykowali w polu zagrywki, a w ataku nie wstrzymywali ręki. Wówczas było już jednak za późno, by odrobić straty. Katowiczanie dysponują zbyt doświadczonymi zawodnikami, by roztrwonić pięcio, czy sześciopunktową przewagę. Dopisywało im też szczęscie, jak w drugiej partii. Decydujący o wygranej punkt zdobyli w niej, bo Maksim Morozau przekroczył środkową linię. (…)
siatka.org – PL: Pewne trzy punkty GKS-u w Kielcach
Siatkarze GKS-u Katowice wygrali w Kielcach z Dafi Społem 3:0 i pewnie zainkasowali trzy punkty. Było to dziesiąte zwycięstwo podopiecznych trenera Piotra Gruszki w tym sezonie, które pozwoliło im odskoczyć od strefy barażowej. Kielczanie nadal zajmują przedostatnie miejsce w tabeli zagrożone spadkiem. Co gorsza dla zespołu Dafi Społem, ma on już tylko punkt przewagi nad ostatnim BBTS-em. Mecz z GKS-em Katowice był dla podopiecznych trenera Dariusza Daszkiewicza miał spore znaczenie, ponieważ drużyny, z którymi bezpośrednio sąsiadują, zdobyły punkty i jednocześnie zbliżyły się do kielczan (BBTS) oraz powiększyły nad nimi przewagę (MKS Będzin). Od samego początku spotkania zarysowała się przewaga katowiczan, po ataku i asie serwisowym Pawła Pietraszko GKS prowadził 4:2. Przyjezdni kontrolowali boiskowe wydarzenia, odrzucili swoich rywali od siatki i po asie Emanuela Kohuta powiększyli przewagę do pięciu punktów (9:4). Kielczanie byli tłem dla dobrze grających katowiczan, mieli problemy z przyjęciem, nadziewali się na szczelny blok swoich rywali i po kolejnym ataku w wykonaniu Kohuta przegrywali 9:16. Przerwy na żądanie oraz roszady w składzie Społem na niewiele się zdały, GKS dominował i prowadził różnicą sześciu punktów. As serwisowy w wykonaniu Gonzalo Quirogi sprawił, że podopieczni Piotra Gruszki powiększyli przewagę do siedmiu punktów (22:15). Ostatecznie to ekipa gości wygrała 25:17 i prowadziła w meczu 1:0. (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: Klęska Dafi Społem w starciu z GKS Katowice
W spotkaniu 22. kolejki PlusLigi siatkarze Dafi Społem Kielce przegrali z GKS Katowice 0:3. Podopieczni trenera Piotra Gruszki wywalczyli ważne punkty w kontekście oddalenia się od baraży, kielczanie natomiast utknęli na miejscu zagrożonym spadkiem. (…) Druga partia dostarczyła dużo więcej emocji. Co prawda podopieczni trenera Piotra Gruszki znów szybko uzyskali wyraźną przewagę (4:8), tym razem jednak siatkarze Dafi Społem wyżej postawili poprzeczkę rywalom. Przede wszystkim lepiej przyjmowali, kilkukrotnie popisali się też trudnymi zagrywkami (choćby Jakub Wachnik) i mozolnie odrabiali straty (14:16, 21:22) i wreszcie dopięli swego po skutecznym bloku (23:23). Dwie kluczowe akcje padły jednak łupem katowiczan i to po błędach gospodarzy. Najpierw Tomislav Dokić zaatakował w aut, a po chwili błąd przejścia zakończył seta (23:25). W czwartym secie, po wyrównanym początku (4:4), znów inicjatywę przejęli siatkarze z Katowic (5:8, 10:16). Kielczanie nie rezygnowali, znów dobrze zagrywali (16:18) i w końcówce złapali kontakt z rywalami (20:21). Decydujące piłki znów jednak wygrała ekipa GKS. Piłkę setową wywalczyli katowiczanie po zepsutej zagrywce Wachnika (22:24), a wynik seta na 23:25 ustalił Serhij Kapelus. (…)
sportowefakty.wp.pl –Dafi Społem – GKS: ważne, wyszarpane trzy punkty katowiczan
(…) W kolejnej partii dał znać o sobie aktywny Jakub Wachnik, dzięki któremu gospodarze mogli liczyć na lepszy start. Jednak GKS lepiej przyspieszał grę i wygrywał większość starć przy siatce, po stronie gości był także challenge (4:7). Trener Dariusz Daszkiewicz w dosadnych, żołnierskich słowach napominał swoich siatkarzy, zarzucając im brak szybkiej reakcji na ruchy rywala. Katowiczanie czuli się pewnie, ale musieli mieć się na baczności, po asie Wachnika ich z pozoru bezpieczna przewaga stopniała do dwóch punktów (13:15). Maciej Pawliński robił wszystko, by zniwelować prowadzenie GieKSy, zaś goście odgryzali się serwisem, czasem dość szczęśliwym, jak w przypadku asa Dominika Witczaka. W końcu udało się to po serii chwiejnych przyjęć przyjezdnych i mądrych zagraniach Dokicia (23:23), ale koniec końców to GKS powiększył prowadzenie. Wszystko przez pomyłki Dafi Społem w najgorszym możliwym momencie, czyli autowe uderzenie atakującego kieleckiej ekipy i błąd Maksima Morozowa, który przekroczył linię środkową po wyskoku do ataku. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Trzy punkty jadą do Katowic
W meczu dwudziestej drugiej kolejki zespół Dafi Społem Kielce podejmował ekipę GKS-u Katowice. Katowiczanie od początku narzucili swój rytm gry. W końcówce drugiego i trzeciego seta gospodarze postawili im opór, lecz nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Po trzech setach przyjezdni dopisali do tabeli komplet punktów. (…) Trzeci set miał wyrównany początek, a kibice od pierwszych piłek byli świadkami emocji (4:4). Katowiczanie zdołali odskoczyć na dwupunktowe prowadzenie (7:5), a kolejne „oczko” na ich korzyść poskutkowało czasem na żądanie trenera Dariusza Daszkiewicza (8:5). To jednak nie zdało się na wiele. Na prowadzeniu cały czas utrzymywali się gracze z Kielc, powiększając swój dorobek punktowy. Gospodarze próbowali jeszcze walczyć, zmniejszając w końcowej fazie seta straty do „dwóch punktów (16:18). Trzecią partie także rozstrzygnęli na swoją korzyść katowiczanie (25:23). (…)
siatkakielce.pl – Bolesna porażka Dafi Społem Kielce
W niedzielne popołudnie Dafi Społem Kielce na własnym parkiecie podejmowało drużynę prowadzoną przez Piotra Gruszkę. Katowiczanie w trzech setach pokonali siatkarzy ze stolicy województwa świętokrzyskiego. Najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu został rozgrywający gości, Marcin Komenda. Zawodnicy GKS-u Katowice już od pierwszej piłki narzucili swój rytm gry. Mnóstwo błędów po stronie kielczan spowodowało, że przewaga przyjezdnych powiększała się z akcji na akcję. Ostatecznie pierwsza partia zakończyła się zwycięstwem katowiczan 25:18. (…)
Po meczu powiedzieli:
Piotr Gruszka, trener GKS-u Katowice: Cieszą punkty. Myślę, że to, co mieliśmy przygotowane na ten mecz miało sens: cierpliwość, determinacja. To jest trudna hala, trudne miejsce do grania. Wiedzieliśmy, że Kielce mają jeszcze szanse, żeby wbić się w tę grupę, która jest dosyć duża jeśli chodzi o granie. Zostało im jeszcze sporo meczów. Nam te punkty też były potrzebne. Konsekwencja i cierpliwość w trudnych piłkach się opłaciła. Ilość błędów po naszej stronie była mała, a o to też chodziło, żeby dużo więcej grać na siatce z tym zespołem niż ryzykować.
Marcin Komenda, rozgrywający GKS-u Katowice: Nie był to łatwy mecz. Myślę, że wynik mówi sam za siebie, drugi i trzeci set mogły się różnie skończyć. Duże brawa dla Dafi Społem, uważam, że zagrali solidną siatkówkę. Musieliśmy się sporo namęczyć, żeby wywieźć stąd trzy punkty. Błędy w trzecim secie nie powinny nam się zdarzyć. Jeśli prowadzimy ośmioma punktami i kończymy tę partię na styku, to nie wygląda to fajnie, ale na szczęście zakończyliśmy mecz na swoją korzyść i z tego się cieszę. W niektórych momentach zaważyła dokładność i wyrachowanie kilku naszych zawodników. Mocno trzymam kciuki za kielczan, żeby PlusLiga tutaj została. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zorganizowali niespodziankę i wręczyli mi upominek. Było to miłe, szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego. Jestem wdzięczny i wierzę w to, że w Kielcach siatkówka nie zniknie. (…)
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze