Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [31] – Wygrana GKS-u w meczu o… poprawę nastrojów
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u ze Stocznią trwał 122 minuty, z czego I set 25 min. – II set 25 min. – III set 23 min. – IV set 26 min. – V set 23 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 25: zagrywka 17, atak 5, siatka 1, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 33: zagrywka 22, atak 10, siatka 0, inne 1.
Ilość zdobytych punktów – GKS 81: Butryn 20, Kapelus 20, Sobański 18, Pietraszko 12, Kohut 6, Komenda 2, Kalembka 2, Fijałek 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 25: Butryn 11, Pietraszko 4, Kapelus 3, Sobański 3, Kohut 2, Komenda 1, Kalembka 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 56: Kapelus 17, Sobański 15, Butryn 9, Pietraszko 8, Kohut 4, Komenda 1, Kalembka 1, Fijałek 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 30: Kapelus 10, Butryn 8, Pietraszko 8, Sobański 7, Kalembka 2, Komenda 1, Krulicki -1, Witczak -1, Mariański -1, Quiroga -1, Fijałek -2,
Ilość zagrywek – GKS 106: Kapelus 16, Fijałek 16, Pietraszko 15, Komenda 14, Butryn 14, Kohut 14, Sobański 14, Krulicki 1, Witczak 1, Kalembka 1,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 22: Kohut 5, Butryn 4, Pietraszko 3, Sobański 3, Kapelus 2, Fijałek 2, Krulicki 1, Witczak 1, Komenda 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Komenda 1, Butryn 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Sobański 1,
Ilość przyjęć – GKS 88: Sobański 42, Kapelus 28, Mariański 13, Kohut 2, Butryn 1, Pietraszko 1, Quiroga 1,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 10: Sobański 4, Kapelus 3, Kohut 1, Mariański 1, Quiroga 1,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 36%: Pietraszko 100%, Kohut 50%, Mariański 38%, Sobański 38%, Kapelus 32%, Butryn 0%, Quiroga 0%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Pietraszko 100%, Kohut 50%, Mariański 31%, Sobański 17%, Kapelus 7%, Butryn 0%, Quiroga 0%,
Ilość ataków – GKS 123: Butryn 46, Kapelus 30, Sobański 29, Pietraszko 11, Kohut 4, Kalembka 1, Fijałek 1, Stelmach 1,
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Butryn 4, Kapelus 2, Sobański 2, Pietraszko 1, Fijałek 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 2,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 61: Kapelus 17, Butryn 16, Sobański 16, Pietraszko 7, Kohut 4, Kalembka 1,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 50%: Kalembka 100%, Kohut 100%, Pietraszko 64%, Kapelus 57%, Sobański 55%, Butryn 35%, Fijałek 0%, Stelmach 0%,
Ilość bloków punktowych – GKS 15: Pietraszko 4, Butryn 3, Kapelus 3, Komenda 1, Kalembka 1, Fijałek 1, Kohut 1, Sobański 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:
W pierwszym secie trwała wyrównana gra od początku do samego końca. Z jedną przerwą (przy stanie 10:11) to gospodarze wciąż prowadzili z jednym punktem przewagi, aż do wyniku 17:16. Wtedy to GKS wyszedł na prowadzenie (17:18), by za chwilę odskoczyć na dwa oczka przewagi (19:21). W nerwowej końcówce lepiej zagraliśmy w ataku od rywali i stąd wzięło się zwycięstwo w tym secie 22:25. Skuteczność w ataku – GKS miał 55% przy 42% Stoczni – w punktach wyszło 16:11. W asach i blokach był remis 2:2. Błędy własne – GieKSa miała 9 przy 7 szczecinian. Przyjęcie troszkę lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 56% do 58%, a perfekcyjne na poziomie 31% do 42%. Najlepiej punktującym był Rafał Sobański, który zdobył 7 oczek (przy 86% skuteczności!).
W drugiej partii gra falowała po obu stronach siatki. Zaczęło się od prowadzenia GKS-u 2:4, potem to gospodarze wyszli na prowadzenie – 10:8. Następnie to znów GieKSa zbudowała przewagę – 11:14, by za chwilę ją stracić (15:15) i znów odzyskać (15:18). Od tego momentu kontrolowaliśmy już przebieg tej partii i dość pewnie zamknęliśmy tego seta wynikiem 20:25. Skuteczność w ataku – GKS miał 57% przy 42% Stoczni – w punktach podliczono 16:11, a więc podobnie jak we wcześniejszym secie zdecydowała lepsza skuteczność w ataku. W asach i blokach wygraliśmy 4:1. Błędy własne – GieKSa miała 8 przy 5 szczecinian, więc tylko do tego elementu można się przyczepić. Przyjęcie tym razem o wiele lepsze po stronie przeciwników – dokładne na poziomie 33% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 11% do 45%. W tym secie grę w ataku trzymał Butryn zdobywca 7 oczek (przy 55% skuteczności).
Trzeciego seta zaczęliśmy źle, przegrywając 3:1, by na chwilę wyjść na prowadzenie 4:5. Potem to gospodarze przejmowali inicjatywę i powoli acz systematycznie powiększali swoją przewagę. Zaczęło się od wyniku 10:8 i 13:10, poprzez 17:13 oraz 20:15 i tak już zostało do samego końca. No ale jeśli zdobywa się tylko 2 oczka na breake point’cie (czyli w fazie własnej zagrywki), to trudno myśleć o odrabianiu strat punktowych. Skuteczność w ataku – GKS miał 48% przy 39% Stoczni – w punktacji wyliczono 15:11, a mimo tego set został przegrany! W asach i blokach przegraliśmy 2:5. Resztę zrobiły błędy własne – GieKSa miała 9 przy tylko 3 szczecinian! Przyjęcie się bardziej wyrównało – dokładne na poziomie 55% do 53%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 40%. Tym razem w ataku najlepiej zaprezentował się Kapelus zdobywając 5 oczek (przy 67% skuteczności).
Rollercoaster w kolejnej partii trwał w najlepsze. Zaczęliśmy źle przegrywając 5:2, potem gra się wyrównała i wyszliśmy nawet na chwilę na prowadzenie 11:12. Gospodarze szybko znów wyszli na prowadzenie (15:13), a nasz przestój w grze wykorzystali do maksimum prowadząc już 19:15. W samej końcówce udało się jeszcze zniwelować straty do stanu 22:21, ale trzy ostatnie punkty padły łupem zespołu znad morza. Skuteczność w ataku – GKS miał 40% przy 48% Stoczni – co dało punktację 8:13, czyli pierwszy raz w tym meczu na korzyść rywali. W asach i blokach wygraliśmy 8:6, to bardzo wysoki wynik jak na jeden set. Błędy własne – GieKSa miała 6 przy 5 szczecinian. Przyjęcie bardzo słabe po naszej stronie – dokładne na poziomie 14% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 5% do 19%. I znów Kapelus ratował sytuację w ataku – zdobył 6 oczek (przy 67% skuteczności).
Tie-break zaczęliśmy bardzo dobrze, bo od prowadzenia 1:4, które jednak bardzo szybko straciliśmy (5:5). Chwilę potem znów byliśmy z przodu (6:8 i 7:10), by po dobrym fragmencie gry prowadzić już bezpiecznie 8:13. „Bezpiecznie” – przynajmniej tak się wydawało, bo nasi siatkarze od tego momentu stanęli kompletnie, nie zdobywając już do samego końca meczu ani jednego punktu po własnej skończonej akcji!!! Niepotrzebna nerwówka zakończyła się dwiema zepsutymi zagrywkami przez przeciwników i w taki oto dziwny sposób udało się w końcu wygrać to spotkanie 13:15. Skuteczność w ataku – GKS miał 40% przy 39% Stoczni – w punktacji podliczono 6:7. W asach i blokach przegraliśmy 4:5. Błędy własne – GieKSa miała 1!!! (z zagrywki) przy 5 szczecinian. Tym razem to Butryn trzymał atak – zdobył 4 oczka (przy 60% skuteczności).
Ogólnie zagraliśmy lepiej niż we wcześniejszych meczach, choć oczywiście trzeba wziąć poprawkę na klasę przeciwnika. Powinniśmy zamknąć ten mecz w trzech setach będąc lepszym zespołem w ataku, ale błędy własne plus niemożność zdobywania punktów przy własnej zagrywce (w trzecim secie), spowodowały grę na pięć partii. Zabrakło też znów stabilności dyspozycji w przegranych setach (to największa bolączka tego sezonu) i o mały włos, a ponownie przegralibyśmy to spotkanie w samej końcówce tie-breaka na własne życzenie. Skuteczność w ataku – GKS miał 50% przy 42% Stoczni – w punktach podliczono 61:53. W asach serwisowych przegraliśmy 5:10, by okazać się lepszym w blokach punktowych 15:9. Łącznie po skończeniu własnych akcji wynik był następujący – 81:72. Błędy własne – GieKSa miała aż 33 (w tym 22 na zagrywce) przy 25 szczecinian. Przyjęcie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 36% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 17% do 35%. Wyjątkowo w tym meczu cała piątka graczy z wyjściowego składu dobrze punktowała, choć na różnym procencie skuteczności. Butryn zdobył 20 oczek, przy 35% skuteczności, a Kohut tylko 6 oczek, ale przy 100% skuteczności. MVP spotkania został uznany Serhij Kapelus zdobywca 20 punktów (17 atakiem i 3 blokiem) przy 57% skuteczności. 28 razy przyjmował piłkę robiąc to na 32% (dokładnego) i 7% (perfekcyjnego) skuteczności przyjęcia. Szkoda tylko, że tak rzadko Ukrainiec prezentował taką dyspozycję w trakcie tego sezonu. Przed nami już tylko mecz rewanżowy w Szopienicach i sezon 2017/18 dla siatkarskiej GieKSy będzie zamknięty.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 31 meczach (119 setów)
Bilans meczów łącznie – 13:18 – Bilans punktów – 38:55 – Bilans setów – 52:67 – Bilans małych punktów – 2584:2681
Bilans meczów „u siebie” – 5:10 – Bilans punktów – 16:29 – Bilans setów – 22:34 – Bilans małych punktów – 1207:1273
Bilans meczów „na wyjeździe” – 8:8 – Bilans punktów – 22:26 – Bilans setów 30:33 – Bilans małych punktów – 1377:1408
Rozegrane mecze – 31: Komenda, Butryn, Kapelus, 30: Quiroga, Pietraszko, Kohut, Mariański, 29: Witczak, 25: Fijałek, 24: Sobański, 20: Stelmach, 19: Krulicki, 18: Stańczak, 17: Kalembka,
Rozegrane sety – 111: Butryn, 110: Komenda, 107: Quiroga, 105: Kohut, 104: Pietraszko, 103: Mariański, 98: Kapelus, 68: Sobański, 66: Witczak, Fijałek, 57: Stańczak, 34: Stelmach, 33: Krulicki, 32: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 20.960:23.930
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 2961 minut, z czego I set 759 min. – II set 777 min. – III set 783 min. – IV set 509 min. – V set 133 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 767: zagrywka 460, atak 226, siatka 38, inne 43.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 806: zagrywka 523, atak 212, siatka 28, inne 43.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1817: Butryn 422, Quiroga 333, Pietraszko 234, Kapelus 233, Kohut 215, Sobański 126, Witczak 108, Komenda 60, Krulicki 35, Kalembka 33, Fijałek 12, Stelmach 6.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 607: Butryn 140, Quiroga 98, Pietraszko 89, Kohut 75, Kapelus 68, Komenda 45, Sobański 35, Witczak 26, Krulicki 12, Fijałek 7, Kalembka 7, Stelmach 5,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1210: Butryn 282, Quiroga 235, Kapelus 165, Pietraszko 145, Kohut 140, Sobański 91, Witczak 82, Kalembka 26, Krulicki 23, Komenda 15, Fijałek 5, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 672: Butryn 202, Quiroga 142, Kohut 117, Pietraszko 115, Kapelus 68, Witczak 41, Krulicki 18, Sobański 12, Kalembka 7, Komenda 2, Stelmach 0, Stańczak -7, Fijałek -12, Mariański -33.
Ilość zagrywek – GKS 2587: Quiroga 394, Pietraszko 373, Butryn 349, Kohut 322, Kapelus 315, Komenda 296, Sobański 156, Witczak 125, Fijałek 102, Kalembka 75, Krulicki 71, Stelmach 9.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 523: Pietraszko 89, Butryn 82, Kohut 80, Quiroga 58, Kapelus 56, Komenda 50, Sobański 28, Witczak 23, Fijałek 21, Kalembka 20, Krulicki 13, Stelmach 3.
Ilość asów serwisowych – GKS 167: Pietraszko 34, Quiroga 33, Butryn 30, Kohut 19, Komenda 14, Kapelus 11, Witczak 9, Fijałek 6, Sobański 5, Krulicki 4, Stelmach 1, Kalembka 1,
Ilość przyjęć – GKS 2217: Quiroga 682, Kapelus 563, Mariański 472, Sobański 314, Stańczak 99, Pietraszko 20, Kohut 20, Stelmach 16, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 6, Witczak 5, Butryn 5, Fijałek 3,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 176: Quiroga 45, Kapelus 41, Sobański 34, Mariański 33, Stańczak 7, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 3, Stelmach 3, Fijałek 1, Kalembka 1, Witczak 1, Kohut 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 476: Quiroga 140, Kapelus 131, Mariański 90, Sobański 77, Stańczak 21, Stelmach 6, Pietraszko 3, Kohut 3, Komenda 1, Kalembka 1, Krulicki 1. Witczak 1, Butryn 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 541: Quiroga 178, Mariański 141, Kapelus 120, Sobański 65, Stańczak 21, Kohut 4, Pietraszko 4, Stelmach 2, Kalembka 2, Witczak 2, Krulicki 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 24%: Witczak 40%, Kalembka 33%, Mariański 30%, Quiroga 26%, Kapelus 21%, Sobański 21%, Stańczak 21%, Butryn 20%, Kohut 20%, Pietraszko 20%, Krulicki 17%, Stelmach 13%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 3036: Butryn 808, Quiroga 654, Kapelus 472, Kohut 260, Witczak 223, Sobański 246, Pietraszko 242, Kalembka 42, Krulicki 40, Komenda 32, Stelmach 9, Fijałek 8,
Ilość błędów w ataku – GKS 212: Butryn 74, Quiroga 49, Sobański 27, Kapelus 23, Witczak 16, Pietraszko 10, Kohut 6, Komenda 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Fijałek 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 234: Butryn 64, Kapelus 45, Quiroga 39, Witczak 27, Sobański 25, Pietraszko 17, Kohut 11, Kalembka 3, Komenda 2, Fijałek 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1429: Butryn 366, Quiroga 283, Kapelus 201, Kohut 155, Pietraszko 151, Sobański 110, Witczak 95, Kalembka 26, Krulicki 21, Komenda 13, Fijałek 4, Stelmach 4,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Pietraszko 62%, Kalembka 62%, Kohut 60%, Krulicki 53%, Fijałek 50%, Butryn 45%, Sobański 45%, Stelmach 44%, Witczak 43%, Quiroga 43%, Kapelus 43%, Komenda 41%,
Ilość bloków punktowych – GKS 221: Pietraszko 49, Kohut 41, Komenda 33, Butryn 26, Kapelus 21, Quiroga 17, Sobański 11, Krulicki 10, Kalembka 6, Witczak 4, Fijałek 2, Stelmach 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 28: Kohut 6, Butryn 5, Komenda 5, Quiroga 4, Pietraszko 2, Sobański 2, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1, Witczak 1,
MVP – GKS 13: Komenda 5, Butryn 3, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1, Sobański 1, Kapelus 1,
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 17: Butryn 7, Kapelus 2, Quiroga 2, Sobański 2, Witczak 1, Pietraszko 1, Stańczak 1, Komenda 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze