Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Bezdyskusyjna porażka GieKSy w Bełchatowie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u ze Skrą trwał 77 minut, z czego I set 25 min. – II set 23 min. – III set 29 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 22

Ilość zdobytych punktów – GKS 36: Butryn 15, Kapelus 11, Sobański 6, Krulicki 3, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 8: Kapelus 4, Butryn 3, Krulicki 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 2: Butryn 8, Kapelus 3, Krulicki -1, Van Walle -1, Mariański -3, Kalembka -4.

Ilość zagrywek – GKS 60: Butryn 13, Sobański 13, Kapelus 9, Kalembka 8, Krulicki 7, Falaschi 3, Fijałek 3, Stelmach 2, Błoński 1, Van Walle 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 11: Butryn 3, Kapelus 3, Krulicki 2, Kalembka 2, Sobański 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 2: Butryn 2.

Ilość przyjęć – GKS 61: Sobański 25, Mariański 16, Kapelus 13, Stańczak 5, Krulicki 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 8: Mariański 3, Sobański 3, Kapelus 2.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 26%: Kalembka 100%, Stańczak 40%, Kapelus 38%, Mariański 31%, Sobański 12%, Krulicki 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 11%: Kapelus 23%, Stańczak 20%, Mariański 19%, Sobański 0%, Krulicki 0%, Kalembka 0%.

Ilość ataków – GKS 68: Butryn 22, Kapelus 21, Sobański 10, Kalembka 6, Krulicki 5, Van Walle 2, Falaschi 1, Błoński 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 6: Butryn 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Kapelus 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Sobański 2, Kapelus 2, Butryn 2, Krulicki 1, Kalembka 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 30: Butryn 12, Kapelus 10, Sobański 5, Krulicki 2, Kalembka 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Butryn 55%, Sobański 50%, Kapelus 48%, Krulicki 40%, Kalembka 17%, Falaschi 0%, Błoński 0%, Van Walle 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 4: Butryn 1, Krulicki 1, Kapelus 1, Sobański 1.

 

Drugie spotkanie „telewizyjne” GKS-u i drugie przegrane w sposób wyraźny.

Pierwszy set wyrównany tylko w początkowej jego fazie. Potem gospodarze powoli, acz systematycznie powiększali swoją przewagę punktową. O dziwo procentową skuteczność ataku obie drużyny miały na zbliżonym poziomie, bo 48% do 47% na minimalną korzyść bełchatowian. Błędy własne na remis, po 8 z obu stron. Przegraliśmy tego seta 3 skończonymi akcjami z ataku, 2 punktowymi blokami oraz 1 asem serwisowym więcej siatkarzy Skry. Przyjęcie? Katastrofa totalna w naszym wykonaniu. Dokładne na poziomie 73% do 17%, a perfekcyjne na poziomie 47% do 6%, oczywiście na korzyść gospodarzy. Bez komentarza!

Drugi set, wypisz, wymaluj, kalka poprzedniego, wyrównany na początku, a im dalej w las… Partia pod jeszcze większą kontrolą Skry niż pierwsza. Tym razem skuteczność ataku to też przepaść – 74% do 30% dla bełchatowian. Gospodarze po własnych akcjach zdobyli aż 20 oczek, natomiast GKS… zaledwie 9, a więc aż 8 oczek dostaliśmy w prezencie. Gdyby nie taka dobroduszność, to ile mielibyśmy wszystkich punktów? Zapewne jeszcze mniej niż owe 17. Skra rozstrzelała nas zagrywką, posyłając 4 asy. A przyjęcie? Znów to samo – dokładne na poziomie 64% do 19%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 5%!

Trzecia partia w końcu na wyrównanym poziomie. Prowadziliśmy nawet kilkukrotnie i to nawet dwoma oczkami (10:12 i 11:13), ale przewagę traciliśmy bardzo szybko. Gdy gospodarze prowadzili już trzema punktami (19:16 i 20:17) sprawa wydawała się rozstrzygnięta. Udało się równie szybko wyrównać wynik na po 20, ale samą końcówkę siatkarze GieKSy rozegrali już słabiej zdobywając do końca tylko 2 punkty. Atak tym razem wyrównany, bo obie ekipy zdobyły tak po 14 punktów, a procentowo to nawet GKS miał lepszy – 50% do 54%. Błędy własne na mały plus dla nas, bo 6:5, ale seta przegrywamy dwoma asami serwisowymi oraz dwoma skutecznymi blokami. Poprawiliśmy znacząco przyjęcie, choć i tak mieliśmy je minimalnie gorsze od gospodarzy – dokładne na poziomie 55% do 41%, a perfekcyjne na poziomie 15% do 23%. W ataku brylowali Butryn oraz Kapelus zdobywając po 7 oczek, mając obaj 60% skuteczność.

W żadnym spotkaniu nie da się skutecznie powalczyć mając tak złe przyjęcie jakie zaprezentowali nasi siatkarze w pierwszych dwóch setach. Ogólnie w całym spotkaniu liczby te zamknęły się na wartościach 63% do 26% oraz 31% do 11%. W skuteczności ataku również przewaga gospodarzy, bo 56% do 44%. Kompletnie nie istniał w tym meczu również środek siatki, nasi środkowi zdobyli łącznie 4 oczka, a Skry aż 20. W blokach punktowych lepsi bełchatowianie 9:4, a w asach aż 8:2. Liczby te pokazują jak wyraźną przewagę posiadali siatkarze Skry. Znakomicie prezentowali się również w obronie, nie przez przypadek MVP meczu został uznany Kacper Piechocki, libero – co nie zdarza się przecież zbyt często. W naszym zespole można wyróżnić tylko Karola Butryna oraz Serhija Kapelusa. Z kolei Rafał Sobański próbował skutecznie grać w ataku, ale miał duże problemy na przyjęciu, ostrzeliwany zagrywką niemiłosiernie.

Ogólnie słaby, by nie powiedzieć przeciętny występ GKS-u w Bełchatowie i jeśli myślimy o jakichś zdobyczach w dwóch kolejnych spotkaniach wyjazdowych, to musi gra naszego zespołu poprawić się i to znacznie. I na to właśnie liczymy! Szansa na rehabilitację nastąpi już w najbliższą środę w Gdańsku.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 10 meczach  (35 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 925 minut, z czego I set 257 min. – II set 273 min. – III set 279 min. – IV set 98 min. – V set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 236: zagrywka 142, atak 57, siatka + inne 37.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 237: zagrywka 145, atak 71, siatka 7, inne 14.

Ilość zdobytych punktów – GKS 541: Kapelus 118, Butryn 114, Kalembka 67, Van Walle 66, Sobański 61, Krulicki 47, Błoński 36, Falaschi 18, Pietraszko 13, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 180: Butryn 43, Kapelus 31, Kalembka 24, Van Walle 20, Sobański 18, Błoński 16,  Krulicki 16, Falaschi 8, Pietraszko 3, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 361: Kapelus 87, Butryn 71, Van Walle 46,  Kalembka 43, Sobański 43,Krulicki 31, Błoński 20, Falaschi 10, Pietraszko 10.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 183: Butryn 59, Kapelus 54, Van Walle 39,  Kalembka 26, Krulicki 15, Falaschi 7, Błoński 5, Pietraszko 4, Stelmach 1, Fijałek -3, Sobański -6, Stańczak -6, Mariański -12.

Ilość zagrywek – GKS 779: Kapelus 124, Kalembka 122, Krulicki 98, Falaschi 95, Sobański 91, Butryn 86, Van Walle 75,  Błoński 53, Pietraszko 24, Fijałek 7, Stelmach 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 145: Sobański 26, Kalembka 25, Butryn 23, Krulicki 20, Błoński 12, Kapelus 11, Falaschi 10, Pietraszko 8, Van Walle 7, Fijałek 3.
Ilość asów serwisowych – GKS 48: Butryn 12, Sobański 9, Kalembka 8, Błoński 6, Van Walle 4, Krulicki 3, Kapelus 3, Falaschi 2, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 666: Kapelus 223, Sobański 183, Mariański 135, Błoński 77, Stańczak 38, Kalembka 3, Krulicki 3, Falaschi 2, Pietraszko 1, Butryn 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 54: Sobański 17, Kapelus 13, Mariański 12, Stańczak 6, Błoński 4, Krulicki 1, Falaschi 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 166: Sobański 57, Kapelus 52, Mariański 30, Błoński 16, Stańczak 8, Krulicki 1, Falaschi 1, Kalembka 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 106: Mariański 32, Kapelus 30, Sobański 26, Stańczak 10, Błoński 8.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 16%: Stańczak 26%, Mariański 24%, Sobański 14%, Kapelus 13%, Błoński 10%.

Ilość ataków – GKS 940: Kapelus 251, Butryn 180, Van Walle 133, Sobański 127, Kalembka 81, Błoński 69, Krulicki 60, Falaschi 20, Pietraszko 17, Stelmach 2.
Ilość błędów w ataku – GKS 71: Butryn 17, Kapelus 14, Kalembka 10, Van Walle 9, Błoński 8, Krulicki 7, Sobański 5, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 88: Kapelus 26, Sobański 19, Butryn 15, Van Walle 11, Błoński 7, Kalembka 6, Krulicki 4.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 414: Kapelus 104, Butryn 91, Van Walle 57, Sobański 45, Kalembka 43, Krulicki 28, Błoński 27, Falaschi 9, Pietraszko 9, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 53%, Pietraszko 53%, Butryn 51%, Stelmach 50%, Krulicki 47%, Falaschi 45%, Van Walle 43%, Kapelus 41%, Błoński 39%, Sobański 35%.

Ilość bloków punktowych – GKS 79: Kalembka 16, Krulicki 16, Kapelus 11, Butryn 11, Falaschi 7, Sobański 7, Van Walle 5,  Pietraszko 3, Błoński 3.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 7: Błoński 3, Sobański 3, Falaschi 1.
MVP – GKS 5: Butryn 2, Błoński 1, Kapelus 1, Sobański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga