Felietony
„Szanuj kibica swego, bo możesz nie mieć żadnego”
Skończyła się nasza męczarnia. Problem w tym, że przed nami nie przerwa zimowa, a zaledwie letnia. A to oznacza, że już za niespełna dwa miesiące wrócimy – niestety – do rozgrywek ligowych.
Nie ma co mówić, wielu kibicom – w tym mnie – te mecze zbrzydły. Najzwyczajniej w świecie zbrzydły. I powiem tak – rok temu przy starcie sezonu zastanawiałem się, czy nie rzucić tym udzielaniem się w GieKSiarskich mediach w diabły. Po poprzedniej rundzie wiosennej czułem się oszukany, ale to jeszcze pół biedy. Czułem, że to moje działanie nie ma wielkiego sensu, bo mamy w składzie nadal zawodników, którzy i rok temu zrobili wszystko, żeby nie awansować. Łudziłem się, że po pewnych zmianach kadrowych (choć rdzeń piłkarskiego nowotworu w szatni został) jesteśmy w stanie cokolwiek zdziałać.
Jutro dowiemy się, kto w GieKSie zostanie, a z kim się pożegnamy. Nie ukrywamy, że tak naprawdę na noszenie barw GKS Katowice nie zasługuje prawie nikt z tego zespołu, niestety jednak z kilkoma piłkarzami będziemy musieli się znów użerać. Na szczęście już na Twitterze pożegnał się Foszmańczyk. Choć znając cynizm naszych zawodników, nie zdziwilibyśmy się, jakby to był żart.
Problem jest taki, że na ten moment nie dostaliśmy absolutnie żadnego sygnału z klubu, że poza kwestią sportową (czyli jakość piłkarska zawodników) istnieje jakikolwiek problem pozasportowy (zaangażowanie, gierki pozaboiskowe). Żaden z piłkarzy, trener, dyrektor i prezes nie zająknęli się, że powtarzająca się sytuacja sprzed roku to jakaś reguła, a nie kwestia przypadku. Że awans został przegrany poza boiskiem, a nie na nim. Z drugiej strony mamy 95% kibiców, którzy mecze GieKSy oglądają od lat dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu, którzy doskonale potrafią odróżnić walkę i zaangażowanie od przechodzenia obok meczu i całego sezonu – i doskonale widzieli, co się wydarzyło.
Na ten moment, wszyscy w klubie robią z nas idiotów.
Mało tego. Tak naprawdę po raz kolejny okazuje się, że to kibice są winni. Niby między słowami, a w innych miejscach bardziej oficjalnie. Tymczasem nie ma w Polsce drugiej tak bardzo wyrozumiałej ekipy kibicowskiej ekipy, jak GKS Katowice. W Warszawie wystarczy kilka słabszych meczów, żeby kibice pojawili się na treningu i dali oklep. W Poznaniu kilka słabych meczów w grupie mistrzowskiej i mamy przerwany mecz. Przykłady można mnożyć.
Ilość frustracji, którą przeżywają kibice GKS Katowice to jest bicie światowych rekordów. Jaki bowiem klub z tak wielkimi aspiracjami co sezon, dodatkowo mający wszelkie dane sportowe by osiągnąć sukces zalicza:
a) jedenasty sezon w lidze bez awansu
b) dwie porażki ze znienawidzonym derbowo rywalem, z czego drugi mecz z większością nastolatków w jego składzie, którego leją wszyscy jak leci i z hukiem spada z ostatniego miejsca.
c) dwie klęski z innym derbowym rywalem
d) mając autostradę i mecze z dołem tabeli przegrywa prawie wszystko
e) daje się dogonić innemu znienawidzonemu rywalowi, podczas gdy ten w połowie rundy ma sześć punktów straty i jeden mecz więcej rozegrany.
I w trakcie tej całej błazenady mamy bardzo dobry liczebnie wyjazd do Olsztyna, wsparcie z Podbeskidziem, a po klęsce z Ruchem ani słowa, ani transparentu, tylko normalny doping. Zresztą to samo było rok temu, kiedy GKS zawalał awans z Sandecją i Górnikiem i piłkarze nie słyszeli, że mają spadać, tylko ciągle mobilizujące „chcemy awansu”. Już wtedy pisaliśmy, że nie zasłużyli na takie wsparcie, a jednak je dostali. I teraz je dostali po raz kolejny.
I w tym momencie na białym koniu wjeżdża prezes Janicki, który mówi:
„Uważam, że brakuje nam wzajemnego szacunku. Choćby szacunku kibiców wobec zawodników oraz na poziomie wewnętrznym, w klubie. To problem, który zdiagnozowałem, i na pewno będę chciał z nim walczyć. Uważam, że minimum szacunku się należy. Nie wyobrażam sobie bowiem, żeby zawodnik GKS-u Katowice był obrażany, nazywany zerem, wkładem do koszulki… To być może spotka się z negatywnym odbiorem części tutejszej społeczności czy kibiców, ale ja się z tym liczę. To są moi pracownicy i na pewno będę o nich dbał”.
Powiem szczerze, że gdy przeczytałem tę wypowiedź, naprawdę się załamałem. Dla mnie wypowiedź prezesa jest bezczelna, bo tyle ile kibice wkładają serca raz w działanie, a dwa w to, żeby jednak to minimum szacunku do piłkarzy utrzymać, również ociera się o jakąś abstrakcję. I mówi to prezes klubu, którego zawodnicy choćby w jednym procencie nie robią nic, by pokazać, że ten szacunek do kibiców mają. Mamy olewanie meczów, zwłaszcza najważniejszych meczów derbowych, mamy jakieś gesty Klemenza do publiczności, dzisiaj mieliśmy wypowiedź Abramowicza, który powiedział, że „jadą na zasłużony odpoczynek”. Rok temu mieliśmy taneczne kółko w Grudziądzu. A po meczu z Ruchem na jesieni, gdy wszyscy byliśmy czerwoni z nerwów i rozpaczy, a w Chorzowie była feta, nasi zawodnicy zaopatrywali się na stacji w alkohol na imprezkę i wpieprzali hot-dogi.
Więc chłopie, o jakim szacunku Ty mówisz? Do tych ludzi, którzy raz po raz kpią sobie ze swoich PRACODAWCÓW?
Niestety, to tylko pokazuje, że prezes również mocno odlatuje i pojawia się znak zapytania, czy z taką mentalnością sternika GKS jesteśmy w stanie gdziekolwiek zajść. Dodam, że prezes już jesienią posądzał mnie o to, że w jakimś minimalnym procencie, ale jednak – moje teksty mogą mieć wpływ na drużynę. Okej, załagodziłem wtedy swój ton. Nawet jeśli posądził mnie również o to, że cieszę się z porażek…
Dużo na ten moment do nauczenia się ma trener Paszulewicz, bo jeżeli on nie potrafi zrozumieć, dlaczego dzisiaj mieliśmy pusty Blaszok, to naprawdę, ale nadal nie rozumie specyfiki tego klubu. Tak naprawdę wychodzi na to, że nie rozumie tej specyfiki żaden trener czy prezes oraz wielu zawodników. Jest natomiast w kadrze kilka osób z grona wspomnianego „piłkarskiego nowotworu”, które jednak nauczyły się tym środowisku funkcjonować tak, aby wyłapać dla siebie jak najwięcej. Problem w tym, że zarażają oni chorobowymi komórkami tych, którzy przychodzą do klubu i niektórzy w rekordowym tempie również zaczynają prezentować katowicką mentalność, ale tę „szatnianą”.
Uważam że jeżeli nie wyleci prawie cała kadra, to wiele się nie zmieni. I nie chcę już słuchać tekstów typu „nie można wymienić całej kadry, bo trzeba ją jakoś zastąpić”. Jakby to ode mnie zależało, zostawiłbym może dwóch zawodników. A niestety ci, którzy mają szanse teoretycznie zostać, to są zawodnicy, którzy zawalili dwa awanse. I nie obchodzi mnie, czy ktoś zagrał dobrą czy słabą rundę, bo już dawno ustaliliśmy, że kwestia formy jest w dużej mierze kontrolowana. I jakby awans był na „niebezpiecznie” bliskim dystansie, to tym „najlepszym” by ta forma nagle siadła, odnieśliby kontuzję lub zarobili głupią żółtą czy czerwoną kartkę. Byli przecież tacy, co to wykluczyli się ze spotkania z Ruchem.
Boję się, że kilku zawodników zostanie. Przede wszystkim oczywiście mający ważny kontrakt Mateusz Kamiński. Tak, to jeden z tych zawodników, który mógłby zagrać rundę na miarę Sergio Ramosa, a i tak uważam, że klub powinien się z nim pilnie pożegnać. Kamiński już rok temu był, a teraz jest jeszcze większym symbolem sportowo-moralnego upadku GKS Katowice. Powiedziałbym, że bardziej nawet moralnego niż sportowego. Jeśli ktoś uważa, że Kamiński powinien w GKS Katowice zostać, to powiem to, co znakomicie sformułował nasz nowy kolega redakcyjny Mayek – taki ktoś po prostu zasługuje na takie wyniki, jakie serwuje mu GKS Katowice.
Rok temu pisałem w felietonie przed jeszcze tanecznym popisem w Grudziądzu:
„Przeraziło mnie ze strony kibiców zdejmowanie odpowiedzialności z piłkarzy i właśnie zrzucanie jej tylko na trenera. Przeraziło mnie to, że wiele osób wymieniając tych kopaczy, którzy powinni zostać w klubie, wymieniło ich naprawdę sporo, na przykład siedmiu z podstawowej jedenastki. Ktoś inny napisał, że powinni mieć szansę odkupienia swoich win…
Powiem tak – wiadomo, że wietrzenia szatni nie będzie. Większość zostanie. I po prostu mam spory ból i dylemat, bo dla mnie oni są po prostu skreśleni. Przeraża mnie, że kibice wygłaszając takie twierdzenia i obwiniając głównie trenera, sankcjonują wszystko to, co robili piłkarze na boisku! Czyli grę bez ambicji, tragiczny poziom czysto techniczny, bardzo słabą psychikę (czasem jedna dobra akcja rywala potrafiła zmienić obraz gry). Kibice przyjmują tych piłkarzy, mimo że prawie każdy przyczynił się do zniszczenia naszych marzeń w sposób bezczelny, a swoją postawą działał na szkodę klubu. Dla mnie to postawa nie do przyjęcia. Brak instynktu samozachowawczego kibiców. Przygotowywanie pola pod kolejną druzgocącą klęskę i wielkie rozczarowanie”.
Niestety moje słowa okazały się prorocze. Zostały te wszystkie Kalinkowskie, Zejdlery, Foszmańczyk, Kamiński, Goncerz. I mieliśmy totalne deja vu, czyli wzbudzone nadzieje i znów strzał w pysk. I ja się w pewnym momencie dałem znów na to nabrać. Znów zaufałem tej zdradzającej dziewczynie, a ona z uśmiechem na ustach zrobiła to jeszcze bardziej cynicznie niż wcześniej. A przecież trzeba było zaufać doświadczeniu z końcówki zeszłego roku i po prostu się nie nastawiać, że może być inaczej.
Co do dzisiejszego meczu z Łęczną, to dodam jeszcze, że to zadowolenie trenera plus wypowiedź Abramowicza przypomina też co do joty zeszłoroczny Grudziądz. Bo oprócz tańca był jeszcze tweet Goncerza „Moje pierwsze zwycięstwo w Grudziądzu”, a trener Jojko dziękował zawodnikom za walkę i zaangażowanie.
I znów powtórzę, to co kilka akapitów wcześniej – ludzie w Katowicach czerwoni ze złości, a w klubie zadowolenie z dobrego meczu i dobrze zapowiadających się wakacji. Przegraliśmy awans, ale jak to powiedział Abramowicz w wywiadzie „taka jest piłka, taki jest sport, widzimy się w następnym sezonie”.
Jak tutaj k… ma być dobrze, jak mamy taki psychiatryk na Bukowej?
Czekamy na jutrzejsze decyzje. Sprawa jest jasna, trzeba wyciąć piłkarski nowotwór z wielkim marginesem. Ten nowotwór dotyczy albo tych, których podejrzewamy o wałki, ale także tych, którzy są po prostu bardzo słabi, ale się zasiedzieli od lat. Jeśli w klubie zostanie któryś z zawodników: Nowak (pamiętamy Kluczbork), Frańczak, Kamiński, Midzierski, Kalinkowski, Mandrysz, Zejdler, to będzie można ogłosić koniec sezonu 2018/19 już przed jego rozpoczęciem. Choć ja uważam, że większość niewymienionych tu zawodników, również powinna opuścić klub, ale ci wymienieni to absolutna konieczność. Nie mam zaufania praktycznie do nikogo, na ten moment również ze struktur klubu. Zbyt dużo się podziało. Jeszcze mam cień nadziei, że Bartnik z Paszulewiczem to ogarną, ale to takie marzenie ściętej głowy, bo też wątpię, czy pan Tadeusz będzie miał na tyle cojones, żeby walnąć pięścią w stół, bo dotychczas jego wypowiedzi – zarówno po jesieni, jak i ostatniej konferencji – były mocno poddające w wątpliwość jego możliwości zdecydowanego działania.
Boję się, że te rewolucyjne zmiany, o których tak wszyscy pięknie mówią, w pierwszej kolejności dotkną zawodników tak naprawdę mało kluczowych jak Mokwa. A ostatnie się kilka osób z rdzenia. To będzie oznaczało także dla naszej redakcji zapewne jakieś modyfikacje. Bo opisywanie ustawionych meczów merytorycznie, ocenianie zawodników „jak grali” naprawdę mija się wtedy z celem i jest robieniem z siebie samych i kibiców durniów.
Kibice mają dość tej spleśniałej szatni. I jeśli znaczące kroki ku wyczyszczeniu szatni, ale tak NAPRAWDĘ nie zostaną poczynione, to w przyszłym sezonie mogą być naprawdę pustki na stadionie, a pusty Blaszok będzie regułą, a nie wyjątkiem.
I pamiętajcie panowie trenerzy i działacze, że jeśli zarzucacie kibicom brak szacunku po tym, co oni pokazali wspierając drużynę w ostatnich dwóch sezonach – sami pokazujecie brak szacunku do tych kibiców. I ten brak szacunku pokażecie również, jeśli utrzymacie w kadrze tych, co nigdy nie powinni w niej mieć miejsca.
Jest takie powiedzenie: „Szanuj kibica swego, bo możesz nie mieć żadnego”.
Lepiej pamiętajcie o tym, bo znów będzie płacz i dymisje w środku rundy jesiennej.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Mariusz
3 czerwca 2018 at 20:37
Jak zwykle świetny artykuł. Shellu jesteś głosem rozsądku w tym szambie.
Paszulewicz niech się weźmie za szatnie a nie opowiada bzdury, jak to się ciężko gra przy pustych trybunach! Jeżeli trener nie rozumie frustracji kibiców, którzy drugi raz z rzędu zostali zrobieni w wała to powinien odejść.
Prezes Janicki wypowiada się o szacunku do siebie i wszystkich pracowników klubu. Oburza się na nazywanie pseudokopaczy ”wkładami do koszulek”!
Jak inaczej można nazwać ludzi, którzy nie mają ambicji i oddają bez walki mecz z odwiecznym rywalem, który spadł z ligi.
Bartolo
3 czerwca 2018 at 21:08
Za te słowa, to Janicki powinien dostać ostro po mordzie,śmierdzący h.j
Katowiczanin
3 czerwca 2018 at 21:10
Do jednego z wkładów który się tu wypisał, za nim został (słusznie) usunięty:
Jestem z klubem od dekad. Marazmu, stagnacji i żałości, przekrętów z królem i innymi frajerami widziałem w chuj, a jestem z klubem dalej na każdym meczu. Przez cały ten czas dawałem z siebie wszystko na każdym meczu, zdzierając gardło przez 90 minut na Bukowej i obcych stadionach, tracąc głos na kilka dni co szpil, a ty ile z siebie dałeś?
Można przegrać mecz, czy sezon, ale po ambitnej walce do samego końca, dając z siebie wszystko, tak jak my dajemy z siebie wszystko na blaszoku, a nie przechodząc wielokrotnie obok meczu, śmiejąc się do tego w ryj za to, że stworzyliśmy wam miejsca pracy ratując ten klub i płacąc wam z naszych katowickich podatków przez cały ten czas. Pieśń jest dalej aktualna, tylko wy, wkłady będąc debilami nie potraficie zrozumieć, że nie do was się ona odnosi.
Oczekiwaliście pozytywnego dopingu i go dostaliście. Nie daliście nic w zamian. Scenariusz pozytywny mamy więc sprawdzony, teraz będzie tylko gorzej.
Oleg
3 czerwca 2018 at 21:35
Shellu jak zwykle piszesz prawdę. I nareszcie zaczynasz dostrzegać że ten klub nie gnije tylko od strony boiska ale i gabinetów. A w pracy robi się tyle ile wystarczy szefowi. Niestety Janicki to ta sama klika i towarzystwo wspólnej arogancji co P.Cygan (mimo całej sympatii i szacunku do Pana Wojciecha). Nawet gorzej, bo gorol z Poznania, który ma Nas tak naprawdę w rzici. Jemu niestety również „szef” na to pozwala. Jeśli nie kibice, My, którzy ratowaliśmy ten klub wielokrotnie, nie zdecydowane działania, protest a nawet strajk wobec tego co się dzieje, podejrzewam, że nic i nikt nie jest w stanie owej kliki rozwalić, co zwiastuje kolejne stracone lata…
Oleg
3 czerwca 2018 at 21:36
*adoracji (arogancji również)
fan
3 czerwca 2018 at 21:41
Chodzę na GKS od lat osiemdziesiątych. Prawda jest taka, że tak słabego GKSu jak w ostatnich latach nie pamiętam. Budujecie kadrę na awans ile lat ? Jeżeli nie potraficie zatrudnić odpowiednich ludzi prezesów, dyrektorów sportowych,trenerów i w końcu wykonawców – piłkarzy to mamy duży problem. Panie Prezydencie Krupa ma Pan władzę, zatrudnij Pan odpowiednich ludzi !!!
GieKSiorz
3 czerwca 2018 at 21:53
Jo powiem tak,Gieksa zawsze w moim sercu ale nie ta dzisiuejszo zarządzano przez goroli bez ambicji,pilkarzyn bez honoru itd.2 sezon tak potraktować kibicow to jest dno!!!Panie prezesie Janicki o co pretensje do kibicow?!robicie nos w ciula kolejny roz,jeszcze my sa najgorsi,zoboczcie u siebie co wy robicie,Panie trenerze będą puste trybuny bo ludzie maja dość tych upokorzen drugi roz z rzedu,porazek w derbach ze smrodami co im cisna po 6-0 a my z nimi w rzić,byly szpile co ludzie przyłazili ale zescie ti zdupcyli,jo i dużo moich znajomych nie będzie lazic na szpile w następnym sezonie,bo ten rak toczy naszo Gieksa a ludzie co nia zadza nic nie widza.karnetu już nie kupia,nie dom się nabrać zescie nos tak upokorzyli to h… wam w dupa.mi jest wstyd i czuja się upokorzony,ida za Gieksa i jest w moim sercu ale ta z lot 80-90 co chopcy mieli ambicja i honor!!!zegnam
GieKSiorz
3 czerwca 2018 at 22:15
Chopy mom pomysl,zrobmy tako inicjatywa lazemy tłumnie na mecze naszych Kobitek w Ekstarlidze,puste trybuny na meczach wkladow bez ambicji!!!
Irishman
3 czerwca 2018 at 22:37
Jeszcze poczekajmy do jutra.
Ale jeśli jutro znowu winowajcy naszego upodlenia ostaną się na kolejne lata, to będzie oznaczało, że dla nas kibiców jest ZERO(!!!) szacunku w GieKSie! I w takim przypadku pozostaje nam już tylko BOJKOT meczów i manifestacje pod UM, bo z Janickim nie będzie sensu rozmawiać!
Hmh
3 czerwca 2018 at 22:44
Po odejściu wkładów niech klub opublikuje dane z ich GPSów które w tym sezonie mieli na plecach. Przynajmniej część.
Tomi
3 czerwca 2018 at 22:56
Panowie wszyscy się znamy na piłce oczywiście piszę to z przekąsem .Trener robi robotę ale potrzebuje piłkarzy transfer najlepszy od lat Pan Bartek Poczotuk zobaczcie jak facet gra jak od pierwszego meczu w Gieksie walka zaangażowanie pasja chęć woła walki ten facet wystarczy na cały skład
Irishman
3 czerwca 2018 at 22:59
Nie znam drugiego, tak upodlającego nas sezonu w historii GKS Katowice!
Tylko dwa razy w historii zdarzyło się, że przegraliśmy dwa razy w sezonie z chorzowskim!
1. Sezon 1998/1999.
Spadliśmy ale wtedy wywalczyliśmy 1 punkt w derbach z Górnikiem i po 4 z Odrą W. i Ruchem Radzionków!
2.Sezon 1966/1967
I wtedy dostaliśmy także łomot w derbach z Górnikiem. i Polonią B., wygrywając tylko raz z Szombierkami.
Ale wtedy zlaliśmy resztę Polski i zrealizowaliśmy nasz podstawowy cel, jakim było utrzymanie!
Obecnie nie tylko mamy wstyd po derbach z chorzowskimi ale także Tychami!
Irishman
3 czerwca 2018 at 23:00
Ale to kibice powinni okazywać szacunek zawodnikom!
PANIE JANICKI, PYTAM SIĘ ZA CO?!?!?!?!?!?!?!?!?!?
Fridek76
3 czerwca 2018 at 23:37
Lepiej bym tego nie napisał. Brawo
mekail
3 czerwca 2018 at 23:51
Dlatego właśnie, żeby się więcej nie frustrować przez „Panów piłkarzy” w koszulach GKS Katowice proponuję sympatie skierować na hokej w Satelicie, a na fussball jeździć do Zabrza i/lub Ostrawy.
Rafał
4 czerwca 2018 at 00:23
Zmienić trenera, chłopaków do drużyny znaleść w śród kibiców i odpowiedniego trenera i efekt był by lepszy niż przy tych pseudo piłkarzy za 3gr. i trenera który nieumi ustawić drużyny ani zmotywować. Nowy trener i chłopaków z podwórka którzy walczą i dają serducho w ten klub.
jarek
4 czerwca 2018 at 00:29
Trener żenada , O Abramowiczu nie wspomne.
Najgorszy mój sezon od 30 lat.
Sk
4 czerwca 2018 at 00:54
Nowak midzierski kaminski foszmanczyk zejdler kalinkowski WYPIERDALAC!!!
kejta
4 czerwca 2018 at 05:41
4 czerwiec wklady do koszulek WYPIERDOLAC z GieKSy !!!
Kato
4 czerwca 2018 at 08:12
SZACUNEK DLA KIBICÓW!
Derby grać dla Kibiców!
Gra bez walki to gańba!
Paweł
4 czerwca 2018 at 09:37
Foszmańczyk, Nowak, Kamiński – hamulcowi z ubiegłego sezonu.
Goncerza już nie wspomnę.
Frańczak, Kalinkowski, Mokwa, Volas, Wierzbicki.
WSZYSCY WYPIERDALAĆ!!!!
Zejder do rezerw!
Budować drużynę wokół piłkarzy pokroju Poczobuta. To jemu należy się opaska kapitana.
gosc
4 czerwca 2018 at 09:37
Panowie zastanowcie sie komu a moze jakiemu klubowi najbardziej zalezy zeby GIEKSA nie awansowała bo moga potracic i tak juz ostatnich sponsorów jakich maja a i kibicowsko by na tym tracili Moze warto sie zastanowic czy czasem nasi pilkarze nie byli zastraszani bo jest mi to bardzo podejzane ze ostatnie mecze ze słabymi druzynami juz drugi sezon z rzedu przegrywamy bo moze to te k…y pilkarzy zastraszaja po nich wszystkiego sie mozna spodziewac bo to k…y i szmaty To jest takie moje przemyslenie byc moze sie myle ale wszystko mozliwe
Paweł
4 czerwca 2018 at 09:41
Zapomniałem jeszcze o tak ”ważnym” pseudokopaczu, jak Midzierski. Szrot niechciany w Legnicy u Nas został wybrany kapitanem. Cień piłkarza. Drewno bojące się własnego cienia. Kpina i plucie kibicom w twarz.
Midzierski WYPIERDALAJ!
Paweł
4 czerwca 2018 at 09:53
Najśmieszniejsze jest to koło wzajemnej adoracji – Prezydent Krupa, Prezes Janicki oraz człowiek widmo – Bartnik. Brakuje tylko zaproszenia na śniadanie u Krupy i wzajemnego lizania się po kroczach. Czemu Prezydent nie zaprosił ”wkładów do koszulek”????
Byli już u Krupy hokeiści, choć hali z prawdziwego zdarzenia w Katowicach brak, siatkarze też nie mają swojego adresu. W ubiegły poniedziałek piłkarki. To wszystko to nic innego tylko zagrywki polityczne przed zbliżającymi się wyborami.
Wszyscy chcieli awansu a tak na prawdę interes się kręci. Władze chcą mieć pełny stadion i ułożonych kibiców, którzy ”będą szanowali piłkarzy”. Tylko, ze na szacunek trzeba zasłużyć tego pan Prezes Janicki chyba nie zrozumiał.
Tak, jak trener Paszulewicz do dziś nie zrozumiał czym była porażka z Ruchem. Dla nich to zwykłe mecze. Dlatego trudno o jakiś optymizm.
PołudnioweK-ce
4 czerwca 2018 at 12:55
Dobrze że już mamy to za sobą.Najgorszy sezon jaki pamiętam a wiele ich było.Wiadomo były spadki itd. i nawet nie ten kolejny brak awansu frustruje ale te 4 porażki z tychami i chorzowem..tego sie nie da zapomnieć..zwłaszcza ta na cichej.Teraz nowy sezon dajmy Paszulowi wolną ręke niech się wykaże a na koniec roku go rozliczymy.A i należy chyba wspomnieć o prezesie.Chyba będe oryginalny bo wcale mnie nie dziwią jego słowa broniące piłkarzy przed nami.Panowie przyjelibyscie się do firmy gdzie jej szef na pierwszym spotkaniu powiedziałby Wam że jak coś pójdzie nie tak to możecie dostać po pysku itd. i że to popiera??Przecież to jest oczywiste że tego zrobić nie może z kilku przyczyn a zwłaszcza z takiej że za chwile takowe rozmowy kwalifikacyjne będzie przeprowadzał..oby było ich wiele chyba wszyscy tego chcemy..
gosc
4 czerwca 2018 at 14:04
ja panowie bym jeszcze zrobił jedno na miejscu zarzadu i kibiców panowie wariograf i po koleji kazdego z tych grajków a ktory sie nie zgodzi wynocha i ogłosic to w mediach zeby go juz nikt nie zatrudnił
misiek
4 czerwca 2018 at 14:41
Ja mam inne odczucie. Oczywiście, mecze z ruchem przegrane fatalnie… totalny brak zrozumienia przez większość piłkarzy jak wazne to mecze dla nas…
Jednak w zakresie awansu to aby myśleć o awansie to należy wydać kasę i zatrudnić najlepszych… a my od lat kogo mamy za piłkarzy? Tych co to byli niechciani w innych klubach?
Czy w tym sezonie byliśmy przed sezonem w gronie faworytów? NIE NIE NIE. To były nasze marzenia… Może jestem naiwny ale uważam że nie było tu sprzedawania, po prostu jakich kopaczy (właśnie kopaczy a nie piłkarzy) zatrudniono… takie wyniki. Taka Miedź miała skład wiele silniejszy i nie tylko Miedź.
Jeśli kogoś wywalają z klubu za brak zaangażowania to po co on do GIEKSY? Odpowiedź prosta, bo na innego Klubu nie było stać…
Dopóki nie będziemy mieli sponsora z prawdziwego zdarzenia i piłkarzy z prawdziwego zdarzenia to będziemy się kisić w tej lidze i oglądać kopaczy na boisku…
Krzysztof
4 czerwca 2018 at 14:59
Ludzie czy wy nierozumiecie że tu chodzi o kase,jakby awansowali to wszystkich prawie wszystkich grajków trzeba wymienić,a kto przyjdzie messi ,neymar?Stadion też pozostawia wiele do życzenia,dlatego kazano im nie awansować.
Robson
4 czerwca 2018 at 21:33
Ja widzę że Janicki nie rozumie co to jest Śląski charakter i jakim klubem kieruje 🙁 Niech już się synek poda do dymisji i wraca do Poznania tam na pewno go przyjmą z otwartymi rękami 🙁
Robson
4 czerwca 2018 at 21:54
A za Paszodupka zatrudnić właśnie Dawida Plizgę (którego tak gnoił) jako grającego trenera niech zbiera chłopków z 1,2 3 ligi ze szkółek piłkarskich Śląskich klubów itd.. Niech grają GieKSiarze rozumiejący znaczenia derbów a prezesem niech będzie Jasiu,{iotrek Piekarczyk,Piotrek Świerczewski, Kaziu Węgrzyn jakiś symbol GieKSy albo jak potrzebujemy dobrego Menadżera niech to będzie GieKSiarz który udowodnił że potrafi jak np Michał Marcinkowski który od bajtla chodzi na bukową a z Tauzena jako prezes zrobił najpiękniejsze osiedle w kraju! lub ktoś inny ale GieKSiarz !!!
Pamiętacie jak było jak ratowaliśmy klub ? Rządzili GieKSiarze jak umieli grali GieKSiarze i był pełny stadion i awans za awansem !
Robson
4 czerwca 2018 at 21:56
I Shellu jeszcze raz wielki SZACUN za to że piszesz to co wszyscy czujemy !
PołudnioweK-ce
5 czerwca 2018 at 00:55
Robson..Plizga jako trener??..może i jest Gieksiarzem z Tauzena zaczynajacym swoją przygode z piłką w stadionie Ślaskim..ale prosze Cie nie kazdy się do wszystkiego nadaje delikatnie napisze.A co do naszych wspomnianych byłych legend/piłkarzy to prawdopodobieństwo że tu wrócą w jakiejkolwiek formie jest mniej więcej takie same jak powrót Nawałki..innymi klockami już się bawią
Robson
5 czerwca 2018 at 11:48
Chodziło mi o to że ze swoim GieKSiarskim sercem był by z niego na pewno lepszy pożytek niż z Paszulewicza. A podstawa to GieKSiarz trener ktoś kto u nas kiedyś grał rozumie klimaty i znaczenie derbów. Dlaczego Darek Dudek trenuje Zagłębie a nie nas ? Dlaczego prezesina się nie stara właśnie o takich ludzi ? Bo sam jest gorolem i nigdy tego nie zrozumie 🙁
PołudnioweK-ce
5 czerwca 2018 at 23:51
Mam wątpliwości czy metodą na sukces jest koniecznosc zatrudnienia człowieka który czuje i utożsamia się z klubem..gdzie jest ruch i niedawny ich trener legenda Warzycha..wszyscy wiemy..my też mieliśmy Jasia Furtoka, Grzesia Prokse (znamy ich kolor serca i krwi) w klubie..nic to nie dało niestety.Wątpie a nawet nie wierze że Darek Dudek poradziłby sobie z ekipą i marazmem jaki u nas panował/panuje.Wstrzelił się w punkt, miał dużo szczęścia, źle jemu osobiscie nie życze ale mam przeczucie że długo tam nie będzie pracował
PołudnioweK-ce
6 czerwca 2018 at 00:06
Nam potrzeba ludzi którzy chcą osiągnąć sukces mają parcie do przodu i mają jaja, nie pekają przed presją..myśle że z dwie z tych cech ma nasz obecny trener..ludzie dla których awans z GieKSą do ekstraklasy będzie nie szczytem lub zakończeniem a jedynie jedną z pozytywnych kart sportowej kariery