Dołącz do nas

Piłka nożna

[TRANSFER] Pierwsze odejścia w GieKSie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Z klubu w poniedziałkowe popołudnie napłynęły pierwsze informacje transferowe w tym okienku. Otrzymaliśmy informację, iż z GieKSą na ten moment żegna się pierwsza grupa zawodników.

Kontrakty Patryka Procka, Macieja Wierzbickiego, Tomasza Foszmańczyka, Bartłomieja Kalinkowskiego oraz Tomasza Mokwy nie zostaną przedłużone. 

Ponadto okres wypożyczenia zakończył występy w GieKSie Oktawiana Skrzecza oraz Kamila Słabego.

Jak podkreślił dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik, są to pierwsze decyzje i kolejne czekają nas w najbliższych dniach. 

23 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

23 komentarze

  1. Avatar photo

    Sk

    4 czerwca 2018 at 16:35

    Kaminski midzierski zejdler nowak raus!

  2. Avatar photo

    Oleg

    4 czerwca 2018 at 16:47

    Albo do tego Kamiński, Zejdler, Midzierski, Nowak i Frańczak albo JANICKI, BARTNIK i reszta goroli WON !!

  3. Avatar photo

    kejta

    4 czerwca 2018 at 18:04

    Kaminski, Zejdler, Nowk out out out !!!

  4. Avatar photo

    misiek

    4 czerwca 2018 at 18:14

    Czy tylko ja mam jakieś deja vu? Przecież już wymienialiśmy skład i to nawet nie raz. Tylko kogo zatrudnią na ich miejsce, znowu tych co się nie łapią w innych klubach?

    Jeśli myślicie że w ich miejsce przyjdą lepsi to obym się mylił ale to są mrzonki i fantazje. Bez sponsora, bez kasy, bez stadionu… z czym do ekstraklasy?

    Nawet jakbyśmy w tym sezonie awansowali to gdzie byśmy grali? Kto by wyłożył kasę na wzmocnienia? Tu należy zespół budować ale z fundamentami. Jak to jest że Tychy było stać na stadion, Zabrze było stać na stadion, wiele innych miast… a w Katowicach od 10 lat są plany… Taka nasza rzeczywistość pierwszoligowa…

  5. Avatar photo

    Marcin

    4 czerwca 2018 at 19:52

    Akurat Foszmańczyk fajnie odgrywał i rozgrywał.. A Abramowicz w wywiadzie dla polsat sport widać że miał wywalone czy zostanie w Katowicach. Stwierdził że kontrakt ma do końca czerwca i z wypowiedzi wynikało że ma w dupie Katowice !!!!

  6. Avatar photo

    Mecza

    4 czerwca 2018 at 20:14

    Jedyny minus że po tych czystkach ewentualni nowi będą zaporowe żądania stawiać wiedząc że mamy nóż na gardle i musimy ich brać.

  7. Avatar photo

    Bartolo

    4 czerwca 2018 at 21:46

    Kto przyjdzie za nich ?? Ano tacy sami…starzy „wyjadacze”,którzy wiedzą jak „zrobić” mecz.Bo tacy w GKS są potrzebni!! Żeby robić takie wałki,jak robią to trzeba „doświadczonych”,znanych w światku piłkarskim(przestępczym!) sabotażystów, i tacy są co sezon sprowadzani..dokładnie w tym celu..Grzegorz P.,Grzegorz G., Mateusz K.,Tomasz F., Sławomir D.,Sebastian N.,Adrian F., Wojciech K.,Tomasz M.i tak dalej i dalej można by wymieniać..a to i tak tylko pionki w grze.

  8. Avatar photo

    supporterwnc

    4 czerwca 2018 at 22:00

    Dobre decyzje. Może być jednego (Skrzecza), nieco bardziej żal niż innych, ale ogólnie popieram.
    Cyt. misiek: „Jeśli myślicie że w ich miejsce przyjdą lepsi to obym się mylił ale to są mrzonki i fantazje”
    Nie licze na lepszych, ani na awans- tylko ambicja i walka- najlepiej młodzieżą. To mi wystarczy, zeby przychodzić na B1. Mi nie jest potrzebna Extraklasa- chce widzieć zaangażowanie i ekipę, za którą nie będe się wstydził.
    Wolę przegrać, ale po meczu wstać, bić brawo za walkę i czekać, aż ostatni wejdzie do tunelu, niż piać bezkrytycznie z zachwytu i jarać się możliwością bycia liderem na papierze. Liderami mają być na boisku i w życiu, tylko silnie ukształtowane charaktery nie zesrają się w ostatnich meczach sezonu.
    Aha i nie pompujcie balonika- to już jest śmieszne! Luzie, jaki awans? Za 2-3 lata, może- jak znajdziemy odpowiednich ludzi. Sporo szczęścia potrzebujemy.

  9. Avatar photo

    Hanys

    4 czerwca 2018 at 22:13

    Potrzebujemy sponsora ze sporą kasą na awans, a tak …

  10. Avatar photo

    potf

    4 czerwca 2018 at 23:19

    Poczobut, Błąd, Klemenz, Mączyński. Ich bym zostawił. Reszta wyjazd.

  11. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    5 czerwca 2018 at 01:05

    Kto przyjdzie zobaczymy..teraz to chce widzieć drużyne przez duże D..Cieżki bardzo ciężki sprzęt na Bocheńskiego i mase robotników..

  12. Avatar photo

    misiek

    5 czerwca 2018 at 08:04

    Zgadzam się z Tobą supporterwnc. Niestety w ostatnich latach nie udawało się ściągnąć do nas walczaków. Może tym razem się uda… 🙂

  13. Avatar photo

    Mecza

    5 czerwca 2018 at 10:20

    @supporterwnc, bardzo rozsądne podejście. Jestem ZA. Gdyby większość kibiców tak rozsądnie podchodziła do tematu a nie na zasadach marzeń bylibyśmy w innym miejscu. Jest dużo napinaczy którzy myślą o awansie. Po co nam awans jak nie będziemy mieli fundamentów, wejdźmy choćby za 4 lata ale z drużyną której nie będziemy musieli się wstydzić i wymieniać całej po awansie. Ja chcę normalności a ektraklasa nie jest mi do tego potrzebna. W 3,4 lidze było większe utożsamianie się z klubem niż teraz a Ex może to zmienić tyko a chwilę a nie o to chodzi.

  14. Avatar photo

    Irishman

    5 czerwca 2018 at 11:06

    Nie rozumiecie, że my kibicowsko tracimy z roku na rok w tej p… I lidze. To jest ZABÓJCZE i SZKODLIWE myślenie dla katowickiej piłki. Jeśli Wam wystarczy półamatorskie kopanie piłki (byle było ambitnie) to sobie chodźcie na Rozwój albo Podlesiankę, ewentualnie na mecze AMG. Na Bukowej to nie przejdzie i nie można się na to zgodzić!

    Konsekwencją takiego myślenia jak proponujecie jest dalszy i coraz większy spadek frekwencji na meczach , brak szans na pozyskanie sponsora strategicznego, brak motywacji dla miasta, aby inwestowało w stadion i w ogóle w sekcję piłkarską. To jest w perspektywie śmierć katowickiej piłki, bo tym właśnie będzie sprowadzenie jej do roli szkółki piłkarskiej – obecnie dla Górnika i Piasta, w przyszłości dla Tych, a może i Zagłębia jeśli za Brynicą będą potrafili mądrze wykorzystać ten awans, który zrobili. Za 4 lata? Za 4 lata to chorzowscy wstaną z kolan i awansują do Ex, gdzie będą się bić z innymi możnymi śląskiej piłki, a my na to będziemy ze smutkiem patrzeć, z perspektywy małego klubiku, wspominając lata 80-te i 90-te.

    Krótko mówiąc, moim zdaniem takie podejście to SABOTAŻ!!!

  15. Avatar photo

    Irishman

    5 czerwca 2018 at 11:17

    Przykładem na to, że wcale nie trzeba jakichś wielkich podstaw jest awans Sandecji i Zagłębia. Wystarczy mądrze to wszystko poukładać.
    I wcale to się nie musi skończyć jak w Nowym Sączu, gdzie ten awans najzwyklej na świecie zmarnowano. Wystarczy sobie poczytać co tam się działo przez rok!
    My mamy stadion spełniający wymogi Ex i możemy na nim grać, do czasu aż powstanie nowy, mamy kibiców oraz marketing na ekstraklasowym poziomie, mamy rozwijające się szkolenie młodzieży. Więc nie pieprzcie, że nie mamy podstaw!!!
    Brakuje nam tylko sukcesu sportowego, aby to wszystko ruszyło do przodu i NATYCHMIAST ustawiło nas w roli średniaka ekstraklasy, z perspektywami na dalszy rozwój.

  16. Avatar photo

    Irishman

    5 czerwca 2018 at 11:29

    Ale też nie chodzą z głową w chmurach, żyjąc przeszłością! Dziś wychodzą lata zaniedbań i błędów! Nawet tych całkiem niedawnych, jakim było wycofanie rezerw, czy podpisanie bezsensownych kontraktów z niektórymi piłkarzami.
    Ale też nie gadajcie, że trzeba CZTERACH LAT(!!!!!), aby to wszystko ogarnąć! No ludzie!!! Przecież w Sosnowcu to ogarnęli w rok, a organizacyjnie wydaje się, że są za nami! Tylko trzeba chcieć i zacząć radykalne, odważne, szybkie zmiany w sferze sportowej! A nie zgadzać się, żeby przez kolejne lata nasz klub był spokojnym miejscem, gdzie można sobie spokojnie, bezstresowo i dostatnio wegetować za miejskie pieniądze! BO TO JEST WŁAŚNIE NIEGOSPODARNOŚĆ I NIEWYKORZYSTANIE SZANSY NA PROMOCJE KATOWIC!!!

  17. Avatar photo

    Robson

    5 czerwca 2018 at 11:54

    Irishman nie zawsze się z Tobą w 100% zgadzam ale ostatni wpis wyjąłeś mi z ust ! Jakie znowu 4 lata ?! Co to za pierdolenie ! Awans musi być w najbliższym sezonie i to bez dyskusji ! Jak patrzę na drużyny to nikt nie jest bardziej gotowy na to organizacyjnie niż my. W sumie to widzę tylko 4 kandydatów do awansu i nie chcę słyszeć dziwnych tłumaczeń prezesa który nic kompletnie nie robi ja nie wiem po co on tam jest ? jeśli po kilku kolejkach będzie coś nie tak to pierwszy powinien się poddać dymisji !

  18. Avatar photo

    Mecza

    5 czerwca 2018 at 12:08

    @Irishman, napisałem choćby 4 lata. Nie wiem ile to może zająć, może 6lat? może rok? Na pewno nie można robić tego awans na wariackich papierach a tak kadra była budowana rok temu po nieudanym PIERWSZYM podejściu aby awansować.

  19. Avatar photo

    Mecza

    5 czerwca 2018 at 12:38

    Wy pierdolicie znowu o awansie, dlaczego Opole, Częstochowa prawie z marszu mogły awansować ale zjebały wiosnę bo przekombinowali. Dlaczego w 2 lidze beniaminkowie z marszu prawie w komplecie awansowali do 1? Bo kurwa mieli wszyscy zgrane ekipy które wiedzą jak wygrywać bo awans leszcz nie zrobi. To samo się dotyczy Górnika, był zaprogramowany na 3 punkty i to już bez znaczenia czy 1 czy ekstraklasa. Pomarzyć można, gdyby ktoś wyłożył powiedzmy 50mln na transfery, czy wy dalibyście głowę że będzie awans? Nie a tym bardziej z tym budżetem który będzie – JEDEN Z WIELU TAKI SAM W 1 LIDZE ale z tą różnicą że u nas są zgliszcza a w Tychach, Częstochowie pewnie Termalice gotowe zespoły aby punktować. Z czym do ludzi? Tylko marzyć nam zostaje.

  20. Avatar photo

    Irishman

    5 czerwca 2018 at 14:08

    @Mecza, co Ty gadasz o Górniku? Górnik miał gotową pakę na awans????
    Przecież oni dopiero podczas rundy jesiennej, najpierw lizali rany po spadku, a potem budowali tą ekipę, m.in. pozbywając się gwiazdorów.
    A Sosnowiec? Też miał gotową drużynę na awans?

    Tylko tam byli ludzie, którzy nie pieprzyli o jakichś planach dwuletnich tylko robili ten awans! Tam nie pieprzyli, że zimą nie da się zrobić transferów, tylko je robili. Tam nie cackali się z zawodnikami, którzy mieli obowiązujące kontrakty tylko się ich pozbywali jeśli nie pasowali.

    A Ty pieprzysz, że trzeba spokojnie dać pracować, choćby 4 czy 6 lat!!!

  21. Avatar photo

    Mecza

    5 czerwca 2018 at 14:26

    Tak, Górnik po spadku miał gotową pakę na awans, tylko że trener od początku nie postawił na tych co trzeba, ale wszystko w obrębie kadry i tylko uzupełnienia (akurat z Angulo mieli farta). Sosnowiec nie był lepszy piłkarsko od GKS (nie mylić potencjału z tym co pokazuje się na boisku) Kogo to wina, że motywacja u nas kulała w porównaniu z Sosnowcem? Generalnie odchodzimy od tematu. Powtórzę tylko, że u nas są zgliszcza a nie wiem czy już dotknęliśmy dna. Jakbym miał postawić pieniądze: awans lub spadek, postawiłbym spadek. Taka jest moja realna ocena.

  22. Avatar photo

    KKOLEGA

    5 czerwca 2018 at 14:29

    Panowie napiszcie listę kogo byście widzieli w gieksie, i dajcie ją prezesowi.

  23. Avatar photo

    misiek

    5 czerwca 2018 at 18:02

    Panowie, jak my będziemy co sezon/dwa wymieniać skład to nigdzie nie zajedziemy. Jakiś trzon musi być. Gdzie zgranie będzie… Pokazali to możni tego świata… Czy PSG zdobyło Lige Mistrzów? Chociaż wpakowali mase kasy w trasfery? Takich przykładów można mnożyć.
    Wiem że powiedzie gdzie porównanie PSG do 1 ligi. Wiem… nie ma… ale jedno jest pewne. Nie da się wymieniać składu i oczekiwać sukcesów od ręki już w pierwszym sezonie. Cuda się zdarzają ale to raczej rzadkie przypadki i dotyczą sytuacji gdzie nowi są o niebo lepsi od wcześniejszych a na to nie mamy co liczyć.

    Tak więc przychylam się do głosu ludzi którzy mówią o fundamentach. Awansować jest łatwiej niż się utrzymać a potem z rozpędu zlecieć jak Ruch czy Łęczna albo jeszcze gorzej zbankrutować jak Widzew i startować od 0…

    To co mówi serce to jedno ale to co mówi ekonomia to niestety zupełne co innego.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga