Piłka nożna
Trenerze pobudka – czas na zmiany, czas na Prokica w ataku
Nie ma, co ukrywać i owijać w bawełnę – trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie szczerze „Jest źle, jeśli chodzi o GieKSę”. Wszystko to, co się dzieje ostatnio w klubie strasznie ciężko ogarnąć, szczególnie w sytuacji gdzie niemalże rok temu nasza drużyna powoli docierała się jeśli chodzi o grę, powoli osiągała wyniki na jakie liczyliśmy. Nieco ponad rok po super meczu w Bielsku z drużyny zostały zgliszcza a sytuacja organizacyjna w klubie jest daleka od tej do jakiej przywykliśmy w ostatnim czasie.
3 kolejki – jeden punkt. Takiego początku rozgrywek chyba nikt się nie spodziewał. Oczywiście można było zakładać, że będzie ciężko, że drużyna nie jest w komplecie, że sparingi były słabe, że nie strzelamy bramek – ale chyba nikt z nas kibiców nie spodziewał się, że drużyna zacznie gorzej niż w poprzednich sezonach. Kadrę mamy, jaką mamy – śmiem twierdzić, że to, co najlepsze na rynku transferowym pierwszej ligi już przespaliśmy, dobrzy jak na warunki I ligi gracze znaleźli inne kluby. Znalezienie teraz zawodnika, który zbawi nas zespół będzie niczym wygranie losu na loterii. Nie wyobrażam sobie jednak byśmy nawet w tym składzie personalnym, co mamy, z doświadczonym trenerem u sterów poddali się po trzech kolejkach. Obowiązkiem wszystkich jest walczyć do końca bo od strony piłkarskiej trzeba ratować w tej rundzie, co się da a potem się zobaczy. By to zrobić potrzebne są zmiany w kadrze. Tak więc pobudka trenerze, czas na zmiany.
Pierwszym do zmiany jest Sebastian Nowak- czas w końcu postawić na Mateusza Abramowicza. Nowak z całym szacunkiem do niego, niczego w trzech meczach nam nie wybronił. Jedna spektakularna interwencja to za mało by dać nam punkty w trudnych sytuacjach. Pora by do bramki wrócił Mateusz Abramowicz, który wiele razy ratował nasz zespół w zeszłym sezonie. Jak to mówił nasz były trener Artur Skowronek – „W tej lidze punkty daje bramkarz i napastnik”. Pora by Mateusz znowu pokazał swoją klasę.
Następna do zmiany jest obrona – O ile środkowi obrońcy jeszcze się obronią swoją grą ( stosunkowo popełniają najmniej błędów) o tyle boczni kompletnie zawodzą. Zachodzimy w głowę jak to jest możliwe, że Mokwa zalicza taki zjazd w dół. Jak z taką grą można było zagrać tyle spotkań w ekstraklasie. Tutaj sytuacji nie ułatwia fakt, że brakuje zmienników. Do obrony wejść może Frańczak, który formą ostatnio nie grzeszy. Jednak zmiany są potrzebne, więc dobrze by było by Adrian dostał swoją szansę na boku obrony. Szczególnie, że do zmiany jest również styl grania bocznych obrońców. Mokwa i Mączyński póki co niewiele dają zespołowi w ofensywie. Drużyna przyzwyczajona do rajdów Czerwińskiego i podłączającego się często Dawida Abramowicza ma spory problem w utrzymaniu piłki gdy nie robią tego Mokwa z Mączyńskim. A gdy do tego dodamy stosunkowo słabe rozegranie piłki tych graczy to nie dziwi nas fakt, że to Puszcza miała 55% posiadania piłki w meczu z naszym zespołem.
Ciekawym, ale mało realnym pomysłem byłaby możliwość grania 3 stoperów w obronie, wspieranych przez bocznych obrońców. W ten sposób do obrony wróciłbym Klemenz, który kompletnie nie jest przygotowany do gry na środku pomocy. Problem jest jednak taki, że nikt takiego ustawienia nawet nie próbował testować.
Kolejna zmiana musi nastąpić w pomocy i związana jest ona z osobą Łukasza Zejdlera. Chłopakowi, który pokazał, że kapitalnie panuje nad piłką i potrafi ją rozdzielać grając do przodu ktoś zablokował „głowę”. Zejdler od pół roku gra tylko do boku, wolno, schematycznie. Czas aby trener popracował nad tym zawodnikiem by Zejdler znów był Zejdlerem, którego wszyscy chwaliliśmy.
I najważniejsze – zmiana na którą wszyscy kibice czekają najbardziej. Andreja Prokic w ataku. Czas przestać się oszukiwać, że Wojciech Kędziora nagle wyskoczy z formą, że Plizga złapie wiatr w żagle i będzie mógł grać również jako napastnik. 3 mecze Yunisa pokazały, że fajnie się zastawia, ale nic więcej z jego gry nie mamy. Goncerz pokazał spryt pod bramką oraz to, że wobec słabszej formy Foszmańczyka czy też jego kontuzji może zagrać na 10stce. Podstawą jest jednak wystawienie Prokica na szpicy. Czas przestać marnować siły Serba na skrzydle, czas skończyć z tym by grał on również w obronie. Czas przestać się oszukiwać, że to my prowadzimy grę i Prokic ciężko ma w ataku pozycyjnym. W ciągu trzech ligowych spotkań w każdym z nich przeciwnik przeważał jeśli chodzi o posiadanie piłki, prowadzenie gry. Wszystkie bramki, jakie strzeliliśmy były efektem kontry, ba wszystkie okazje, jakie mieliśmy były efektem kontry czy też szybkiego ataku. Skoro sam trener Mandrysz przyznaje, że Prokic w tym czuje się najlepiej to najwyższy czas z tego skorzystać. Miejsce Prokica jest w ataku.
Czas zmian powinien dotknąć również styl grania. Trzeba sobie jasno powiedzieć. Obecna kadra i poziom umiejętności graczy nie gwarantuje nam utrzymywania się przy piłce i bawienia się w Barcelonę. Im szybciej zapomnimy o takiej grze tym szybciej zaczniemy wygrywać. Przy defensywnej taktyce i wykorzystaniu szybkiego ataku będziemy cierpieć, będziemy mieć mniej okazji, ale paradoksalnie zwiększą się nasze szanse na wygraną. Przy dobrej defensywie takiej jak w Legnicy jesteśmy w stanie zagrać na zero z tyłu i wygrać mecz jedną akcją. Przy takich wygranych o stylu nikt nie będzie pamiętać. Ratujmy, co się do z tej rundy a o pięknym stylu póki, co zapomnijmy.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.



Mecza
15 sierpnia 2017 at 13:14
Mądrze napisane. Najlepsze zdanie „Obecna kadra i poziom umiejętności graczy nie gwarantuje nam utrzymywania się przy piłce” W poprzednim sezonie było identycznie ale stwarzaliśmy pozory bo boczni obrońcy grali wysoko i z rozegraniem było łatwiej ale za to obrony nie było wcale. Mandrysz to widział. Kadrę mamy słabą, słabszą nie w zeszłym sezonie. Zgadzam się że Abramowicz powinien bronić, w nim jest przyszłość a co może dać nam Nowak? Powinien siedzieć na ławce i awaryjnie być wystawianym. Klemenz jest środkowym obrońcą, koniec kropka. Z trójki Miedzierski, Kamiński, Klemenz jeden powinien siedzieć na ławce. Patrząc na Mokwe i Mączyńskiego, tęsknię za Pielorzem i Abramowiczem. Prokic tylko atak. Chciałbym w Częstochowie zobaczyć taki skład (zakładając że wszyscy zdrowi) Abramowicz-Frańczak, Midzierski, Kamiński, Zejdler – Mandrysz, Kalinkowski, Skrzecz, Słomka – Prokić. Ta liga jest mega słaba piłkarsko i młodzi nie będą odbiegać poziomem bo on jest równy zero. Skoro nasze najlepsze klubu kończą grę w europie w lipcu, co można sądzić o 1lidze? Co może dać piłkarz który nie łapie się do zespołu z dołu ekstraklasy i ma 30+ a my go bierzemy. Jak będzie jazda na tyłku przez 90minut to jest szansa na punkty. Dodatkowo zapunktujemy w projunior. Skrzecz i Słomka chyba nie zostali wypożyczeni aby przecierać bród z krzesełek.
Matti
16 sierpnia 2017 at 07:16
Popieram przedmówce dajmy szansę tym młodym bo napewno nie będą odbiegać od formy Plizgi i Kędziory. Co do tych dwóch to poszedłbym dalej i rozwiązał z nimi kontrakty bo to co oni robią na boisku to kpina. Nie mają umiejętnosci nawet na II ligę. Boczni obrońcy masakra! nie umieją kryć nie mówiąc już o ofensywie. I nasza największa bolączka środek pomocy tam mamy najwięcej strat i błędów. No i zgdazam się Prokić do napadu bo na skrzydle jest mało efektywny i widać że sie tam męczy. Ale poszedłbym dalej i zagrałbym 4-4-2. Myśle że na oboku obrony Kamiński również by sobie poradził i napewno nie zagrałbym gorzej od Mokwy ma warunki jest w miarę szybki i przynajmniej w defensywie dobry. Więc mój typ Abramowicz – Frańczak, Midzierski, Klemenz, Kamiński, Zejdler, Foszmańczyk, Mandrysz, Skrzecz, Yunis, Prokić
Irishman
16 sierpnia 2017 at 07:34
Błażej powtórzę to co napisałem na forum:
Piszecie ciągle, że Prokić ma grać w ataku. Ja też tak uważam. Tylko, że my mamy napastników, choć oczywiście żaden z nich się nie sprawdził póki co. A kto ma grać na lewym skrzydle??? A jak ma tam grać młody Mandrysz, to po pierwsze szkoda go, bo sobie z prawej strony znakomicie radzi, a po drugie kto ma grać na prawym skrzydle?
Irishman
16 sierpnia 2017 at 07:38
Słomka? Hmmm… może to jest jakiś pomysł? Tylko serio szkoda zabierać Mandrysza z prawej pomocy skoro sobie tak dobrze radzi.
No mamy efekt planu B Motały czyli „przykrótkiej kołdry”. No ale może faktycznie czas w takim razie na młodzież – Kuliński, Skrzecz, Słomka???
Marcin
16 sierpnia 2017 at 09:31
A może Frańczak nie wiem czy trener o nim zapomniał?
Mecza
16 sierpnia 2017 at 10:21
@Matti, też pomyślałem o rozwiązaniu kontraktu z nimi. Każdy jeden małolat który będzie tylko biegał i walczył więcej nam da niż oni.
fjodor
16 sierpnia 2017 at 10:27
No nie wiem, w kilku szpilach Kamyk grał na boku obrony i nie wyglądało to najlepiej. Ale chyba prawdą jest, że gorzej niż Mokwa nie zagra.
fjodor
16 sierpnia 2017 at 10:28
PS. Klemenz chyba też grywał na prawej, jeśli się mylę, to mnie poprawcie.
bce
16 sierpnia 2017 at 22:07
Pany możemy grać samymi małolatami i to da więcej niż zgraja emerytów. Zostawić ino Kamyka, Gonza i Prokicia żeby mądrze nimi dyrygowali a bedzie coś z tego.
Rafał
17 sierpnia 2017 at 22:17
Pewnie mecz z Rakowem i tak przegrają 2-1 i potem cały sztab szkoleniowy powinien podać się do dymisji, tak nieudolnego sztabu trenerskiego to chyba jeszcze nie było. Skoro trener mówi że on ponosi odpowiedzialność za styl i to co jest na boisku to nie wiem czemu obecny trener jest na swoim stanowisku do tej pory ile meczów musza przegrać by góra coś zrobiła!!!!!