Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Trudne trenerskie debiuty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Obecny sezon (2015/16) jest naszym dziewiątym na zapleczu Ekstraklasy. Przez ten czas naszą drużynę trenowało trzynastu trenerów. Jerzy Brzęczek będzie czternastym szkoleniowcem przy Bukowej. W tym artykule chciałbym omówić debiuty poszczególnych szkoleniowców.

Pierwszym trenerem GieKSy w II lidze (obecnie I liga) był Piotr Piekarczyk, który naszą drużynę do niej wprowadził. Nasz pierwszy sezon (2007/08) na zapleczu Ekstraklasy rozpoczęliśmy dość nietypowo, bo od… drugiej kolejki. Czwartego sierpnia pokonaliśmy w Łomży tamtejszy ŁKS 2:1. Trener prowadził zespół do 26. kolejki, gdy po porażce 1:2 z Wisłą w Płocku zastąpił go Wojciech Osyra. 26 kwietnia, pod wodzą nowego szkoleniowca, zremisowaliśmy na Bukowej z GKS-em Jastrzębie 0:0. Pierwsza wygrana przyszła dopiero w Lublinie, gdzie w trzydziestej kolejce wygraliśmy 2:0 z Motorem Lublin na wyjeździe.

W przerwie letniej doszło do zmiany szkoleniowca i sezon 2008/09 na ławce trenerskiej rozpoczął Jan Żurek. W pierwszej kolejce przegraliśmy z Turem Turek 0:1 na wyjeździe, a na pierwszą (i jedyną ligową) wygraną pod wodzą tego trenera musieliśmy czekać do trzeciej kolejki, gdy na Bukowej ograliśmy 2:1 Znicz Pruszków. Po porażce z Flotą 0:2 w Świnoujściu w 10. kolejce zarząd klubu postanowił zmienić trenera. Nim wybrano nowego szkoleniowca, to nasza drużyna zagrała na Bukowej z Dolcanem i… wygrała 3:0. Na ławce trenerskiej siedział wtedy Henryk Górnik. Kilka dni później ogłoszono nominację Adama Nawałki, który swoją przygodę z GieKSą rozpoczął od porażki po dogrywce 3:4 z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski. Ligowy debiut także nie był udany, bo 27 września 2009 przegraliśmy 0:2 ze Stilonem w Gorzowie (12. kolejka). Nawałka swoje pierwsze ligowe zwycięstwo odniósł dopiero 12 października – po golu… Bartosza Iwana wygraliśmy 1:0 ze Stalową Wolą.

W sezonie 2009/10 naszą drużynę prowadził dalej Adam Nawałka, ale niestety w przerwie zimowej przeszedł do Górnika Zabrze, z którym potem awansował do Ekstraklasy. Chyba każdy z nas się nie raz, nie dwa zastanawiał co by było gdyby Nawałka został na Bukowej. 30 grudnia 2009 roku na trenera wyznaczono Roberta Moskala, który swój debiut zaliczył 7 marca 2010 roku. W spotkaniu z Górnikiem Zabrze (prowadzonym już przez Nawałkę) doszło do bezbramkowego remisu. Pierwszą wygraną Moskal odniósł w swoim czwartym meczu, gdy w 23. kolejce ograliśmy 2:1 ŁKS w Łodzi.

Po raz kolejny w przerwie między sezonami nastąpiła zmiana i na ławce pojawił się Dariusz Fornalak. W debiucie zremisowaliśmy na Bukowej 1:1 z Dolcanem Ząbki. Wygranej przy tym szkoleniowcu… nie doczekaliśmy, bo po odpadnięciu z Pucharu Polski w Zdzieszowicach oraz pięciu kolejkach ligowych (dwa remisy, trzy porażki) Fornalak został zwolniony. Ostatni mecz tego trenera w GieKSie na pewno pamięta wiele osób – 28 sierpnia 2010 roku przegraliśmy 1:6 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Następnym trenerem został Wojciech Stawowy, który zaliczył falstart w Kluczborku – przegraliśmy 0:3 z tamtejszym MKS-em (6. kolejka). W następnej kolejce udało się już wygrać – ograliśmy 4:2 Stilon na Bukowej.

Przed sezonem 2011/12 znowu doszło do zmian na ławce trenerskiej. Nielubianego na Bukowej Stawowego zastąpił Rafał Górak. Niestety on także poległ w debiucie – przegraliśmy przed własną publicznością 0:1 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Po ośmiu kolejkach ligowych zajmowaliśmy przedostatnie miejsce w tabeli i mieliśmy fatalny bilans – pięć remisów oraz trzy porażki. Na dodatek odpadliśmy z Pucharu Polski przegrywając w rzutach karnych z Puszczą w Niepołomicach. W dziewiątej kolejce ograliśmy jednak u siebie KS Polkowice aż 5:0, a dwie pierwsze bramki strzelił obecny trener rezerw Adrian Napierała.

Sezon 2012/13, z punktu widzenia mojego artykułu, był najnudniejszy – GieKSę dalej prowadził Rafał Górak. Jak największej ilości tak „nudnych” w zmiany trenerów sezonów życzę oczywiście Jerzemu Brzęczkowi.

W sezonie 2013/14 Rafał Górak stracił pracę. Stało się tak po porażce 5:0 w Bełchatowie. W 5. kolejce na ławce znalazł się Tomasz Owczarek, który poprowadził GieKSę do wygranej 1:0 z Miedzią Legnica przy Bukowej. Następnego dnia ogłoszono już nowego szkoleniowca – został nim Kazimierz Moskal. Debiut zaliczył nieudany – w 6. kolejce przegraliśmy 0:3 w Łęcznej. Zwycięstwo przyszło jednak w następnym spotkaniu, gdy wygraliśmy 2:1 z ROW Rybnik przy Bukowej. Był to co prawda mecz ósmej kolejki, bo siódmą graliśmy dopiero cztery dni później. Spowodowane to było powołaniem trzech graczy z Arki Gdynia do młodzieżowych reprezentacji Polski. Co ciekawe – te spotkanie także wygraliśmy (2:0).

Sezon 2014/15 na ławce trenerskiej rozpoczął Kazimierz Moskal, ale 27 października został tymczasowo zastąpiony przez Tomasza Owczarka. Ten nie zdążył jednak poprowadzić GieKSy w żadnym spotkaniu, bo dwa dni później pojawił się w klubie Artur Skowronek. Debiut okazał się nieudany – w Nowym Sączu przegraliśmy 0:1. Wygrana przyszła w następnej kolejce, gdy po dobrym spotkaniu pokonaliśmy GKS Tychy 2:0 na Bukowej. Po porażce 0:5 z Zagłębiem Lubin na trenera został mianowany ponownie… Piotr Piekarczyk. Zaliczył zwycięski debiut pokonując 2:1 Chrobrego w Głogowie.

Obecny sezon, czyli 2015/16, na ławce trenerskiej rozpoczął Piotr Piekarczyk, który jak dobrze wiemy podał się do dymisji. Nim zarząd znalazł nowego trenera, to w spotkaniu 10. kolejki mogliśmy zobaczyć trzynastego trenera w GieKSie w dziewiątym sezonie w pierwszej lidze. Ireneusz Kościelniak zremisował 2:2 z Rozwojem Katowice, a kilka dni później (28 września) trenerem naszej drużyny został Jerzy Brzęczek. Swój debiut zaliczy 3 października 2015 roku w spotkaniu z Bytovią w Bytowie w ramach 11. kolejki.

Ciężko porównywać czternaście debiutów poprzednich trenerów. Od razu zaznaczę, że nie jest to pomyłka – mieliśmy trzynastu trenerów, ale czternaście debiutów ponieważ Piotr Piekarczyk prowadził GieKSę dwukrotnie na zapleczu Ekstraklasy. Patrząc bezwzględnie mamy następującą statystykę – cztery wygrane, pięć remisów i pięć porażek (debiut Adama Nawałki liczę jako remis, bo w Pucharze Polski przegraliśmy z Górnikiem dopiero po dogrywce). Ośmiokrotnie trenerzy debiutowali na Bukowej (bilans 2-5-1), a sześciokrotnie na wyjeździe (2-0-4).

Ja skłaniałbym się jednak do większej selekcji debiutów – przede wszystkim odrzuciłbym wyniki Henryka Górnika, Tomasza Owczarka i Ireneusza Kościelniaka, którzy byli tymczasowymi szkoleniowcami tzw. „trenerzy na jedno spotkanie”. Co ciekaw mają bardzo dobry bilans – dwie wygrane i jeden remis. Nie liczyłbym także pierwszego meczu w sezonie 2007/08 jako debiutu Piotra Piekarczyka (wygrana). Oczywiście był to jego pierwszy mecz na zapleczu Ekstraklasy, ale prowadził drużynę już w poprzednim sezonie w rozgrywkach III ligi (dzisiejsza II). Nie wliczałbym także debiutów trenerów zatrudnionych między sezonami, czyli Jana Żurka, Dariusza Fornalka oraz Rafała Góraka. Mieli oni wystarczającą ilość czasu by na spokojnie poukładać drużynę. Co ciekawe statystka wcale nie jest dla nich dobra – dwie porażki i jeden remis. Z podobnych powodów nie ma co brać pod uwagę debiutu Roberta Moskala (remis), który został szkoleniowcem GieKSy między rundami i miał cała zimę na przygotowanie drużyny według własnego pomysłu.

Według mnie w analizie należy wziąć pod uwagę sześć debiutów – Wojciecha Osyry, Adama Nawałki, Wojciecha Stawowego, Kazimierza Moskala, Artura Skowronka oraz niedawny Piotra Piekarczyka. Wszyscy ci szkoleniowcy podejmowali pracę w trakcie rozgrywek i nie mieli przez to zbyt wiele czasu na kontakt z drużyną. Tutaj bilans jest następujący – jedna wygrana, dwa remisy i trzy porażki. Co ciekawe jedyne zwycięstwo zaliczył Piotr Piekarczyk, który przez wiele osób traktowany był jako trener tymczasowy. Może właśnie podejście do pracy „tu i teraz”, a nie myślenie długofalowe tak dobrze wpływa na wynik w debiucie? Potwierdzałby to także bardzo dobry bilans trzech „jedno-meczowych trenerów”, o którym wspomniałem wyżej. A może po prostu Piotr Piekarczyk nie wiedział, że trzech jego poprzedników (Stawowy, Moskal, Skowronek) na wyjeździe w swoim debiucie przegrywało nie strzelając nawet bramki, a tracąc łącznie siedem? Jeśli tak to nie mówcie nic o tym artykule Jerzemu Brzęczkowi. Oczywiście to tylko liczby, które opisują to co było, a nie to co się wydarzy w przyszłości. Ja wierzę w zwycięstwo w Bytowie, ale przede wszystkim wierzę w dobre czasy pod wodzą Jerzego Brzęczka.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    kejta

    1 października 2015 at 05:44

    Siedze sobie i pije jacka danielsa z kieliszka na 50cio lecie naszej Gieksy i tak sobie mysle:
    Mamy 50 lat a jestesmy w czarnej dupie :/

  2. Avatar photo

    Jacek

    1 października 2015 at 08:59

    Fajny materiał: brakuje mi tabelki z bilansem zwycięstw itd, bramek.

  3. Avatar photo

    kosa

    1 października 2015 at 12:46

    Taka tabelka i wykresy pewnie będą, ale nie to miał na celu ten artykuł. Chciałem skupić się jedynie na debiutach.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga