Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Trudne trenerskie debiuty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Obecny sezon (2015/16) jest naszym dziewiątym na zapleczu Ekstraklasy. Przez ten czas naszą drużynę trenowało trzynastu trenerów. Jerzy Brzęczek będzie czternastym szkoleniowcem przy Bukowej. W tym artykule chciałbym omówić debiuty poszczególnych szkoleniowców.

Pierwszym trenerem GieKSy w II lidze (obecnie I liga) był Piotr Piekarczyk, który naszą drużynę do niej wprowadził. Nasz pierwszy sezon (2007/08) na zapleczu Ekstraklasy rozpoczęliśmy dość nietypowo, bo od… drugiej kolejki. Czwartego sierpnia pokonaliśmy w Łomży tamtejszy ŁKS 2:1. Trener prowadził zespół do 26. kolejki, gdy po porażce 1:2 z Wisłą w Płocku zastąpił go Wojciech Osyra. 26 kwietnia, pod wodzą nowego szkoleniowca, zremisowaliśmy na Bukowej z GKS-em Jastrzębie 0:0. Pierwsza wygrana przyszła dopiero w Lublinie, gdzie w trzydziestej kolejce wygraliśmy 2:0 z Motorem Lublin na wyjeździe.

W przerwie letniej doszło do zmiany szkoleniowca i sezon 2008/09 na ławce trenerskiej rozpoczął Jan Żurek. W pierwszej kolejce przegraliśmy z Turem Turek 0:1 na wyjeździe, a na pierwszą (i jedyną ligową) wygraną pod wodzą tego trenera musieliśmy czekać do trzeciej kolejki, gdy na Bukowej ograliśmy 2:1 Znicz Pruszków. Po porażce z Flotą 0:2 w Świnoujściu w 10. kolejce zarząd klubu postanowił zmienić trenera. Nim wybrano nowego szkoleniowca, to nasza drużyna zagrała na Bukowej z Dolcanem i… wygrała 3:0. Na ławce trenerskiej siedział wtedy Henryk Górnik. Kilka dni później ogłoszono nominację Adama Nawałki, który swoją przygodę z GieKSą rozpoczął od porażki po dogrywce 3:4 z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski. Ligowy debiut także nie był udany, bo 27 września 2009 przegraliśmy 0:2 ze Stilonem w Gorzowie (12. kolejka). Nawałka swoje pierwsze ligowe zwycięstwo odniósł dopiero 12 października – po golu… Bartosza Iwana wygraliśmy 1:0 ze Stalową Wolą.

W sezonie 2009/10 naszą drużynę prowadził dalej Adam Nawałka, ale niestety w przerwie zimowej przeszedł do Górnika Zabrze, z którym potem awansował do Ekstraklasy. Chyba każdy z nas się nie raz, nie dwa zastanawiał co by było gdyby Nawałka został na Bukowej. 30 grudnia 2009 roku na trenera wyznaczono Roberta Moskala, który swój debiut zaliczył 7 marca 2010 roku. W spotkaniu z Górnikiem Zabrze (prowadzonym już przez Nawałkę) doszło do bezbramkowego remisu. Pierwszą wygraną Moskal odniósł w swoim czwartym meczu, gdy w 23. kolejce ograliśmy 2:1 ŁKS w Łodzi.

Po raz kolejny w przerwie między sezonami nastąpiła zmiana i na ławce pojawił się Dariusz Fornalak. W debiucie zremisowaliśmy na Bukowej 1:1 z Dolcanem Ząbki. Wygranej przy tym szkoleniowcu… nie doczekaliśmy, bo po odpadnięciu z Pucharu Polski w Zdzieszowicach oraz pięciu kolejkach ligowych (dwa remisy, trzy porażki) Fornalak został zwolniony. Ostatni mecz tego trenera w GieKSie na pewno pamięta wiele osób – 28 sierpnia 2010 roku przegraliśmy 1:6 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Następnym trenerem został Wojciech Stawowy, który zaliczył falstart w Kluczborku – przegraliśmy 0:3 z tamtejszym MKS-em (6. kolejka). W następnej kolejce udało się już wygrać – ograliśmy 4:2 Stilon na Bukowej.

Przed sezonem 2011/12 znowu doszło do zmian na ławce trenerskiej. Nielubianego na Bukowej Stawowego zastąpił Rafał Górak. Niestety on także poległ w debiucie – przegraliśmy przed własną publicznością 0:1 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Po ośmiu kolejkach ligowych zajmowaliśmy przedostatnie miejsce w tabeli i mieliśmy fatalny bilans – pięć remisów oraz trzy porażki. Na dodatek odpadliśmy z Pucharu Polski przegrywając w rzutach karnych z Puszczą w Niepołomicach. W dziewiątej kolejce ograliśmy jednak u siebie KS Polkowice aż 5:0, a dwie pierwsze bramki strzelił obecny trener rezerw Adrian Napierała.

Sezon 2012/13, z punktu widzenia mojego artykułu, był najnudniejszy – GieKSę dalej prowadził Rafał Górak. Jak największej ilości tak „nudnych” w zmiany trenerów sezonów życzę oczywiście Jerzemu Brzęczkowi.

W sezonie 2013/14 Rafał Górak stracił pracę. Stało się tak po porażce 5:0 w Bełchatowie. W 5. kolejce na ławce znalazł się Tomasz Owczarek, który poprowadził GieKSę do wygranej 1:0 z Miedzią Legnica przy Bukowej. Następnego dnia ogłoszono już nowego szkoleniowca – został nim Kazimierz Moskal. Debiut zaliczył nieudany – w 6. kolejce przegraliśmy 0:3 w Łęcznej. Zwycięstwo przyszło jednak w następnym spotkaniu, gdy wygraliśmy 2:1 z ROW Rybnik przy Bukowej. Był to co prawda mecz ósmej kolejki, bo siódmą graliśmy dopiero cztery dni później. Spowodowane to było powołaniem trzech graczy z Arki Gdynia do młodzieżowych reprezentacji Polski. Co ciekawe – te spotkanie także wygraliśmy (2:0).

Sezon 2014/15 na ławce trenerskiej rozpoczął Kazimierz Moskal, ale 27 października został tymczasowo zastąpiony przez Tomasza Owczarka. Ten nie zdążył jednak poprowadzić GieKSy w żadnym spotkaniu, bo dwa dni później pojawił się w klubie Artur Skowronek. Debiut okazał się nieudany – w Nowym Sączu przegraliśmy 0:1. Wygrana przyszła w następnej kolejce, gdy po dobrym spotkaniu pokonaliśmy GKS Tychy 2:0 na Bukowej. Po porażce 0:5 z Zagłębiem Lubin na trenera został mianowany ponownie… Piotr Piekarczyk. Zaliczył zwycięski debiut pokonując 2:1 Chrobrego w Głogowie.

Obecny sezon, czyli 2015/16, na ławce trenerskiej rozpoczął Piotr Piekarczyk, który jak dobrze wiemy podał się do dymisji. Nim zarząd znalazł nowego trenera, to w spotkaniu 10. kolejki mogliśmy zobaczyć trzynastego trenera w GieKSie w dziewiątym sezonie w pierwszej lidze. Ireneusz Kościelniak zremisował 2:2 z Rozwojem Katowice, a kilka dni później (28 września) trenerem naszej drużyny został Jerzy Brzęczek. Swój debiut zaliczy 3 października 2015 roku w spotkaniu z Bytovią w Bytowie w ramach 11. kolejki.

Ciężko porównywać czternaście debiutów poprzednich trenerów. Od razu zaznaczę, że nie jest to pomyłka – mieliśmy trzynastu trenerów, ale czternaście debiutów ponieważ Piotr Piekarczyk prowadził GieKSę dwukrotnie na zapleczu Ekstraklasy. Patrząc bezwzględnie mamy następującą statystykę – cztery wygrane, pięć remisów i pięć porażek (debiut Adama Nawałki liczę jako remis, bo w Pucharze Polski przegraliśmy z Górnikiem dopiero po dogrywce). Ośmiokrotnie trenerzy debiutowali na Bukowej (bilans 2-5-1), a sześciokrotnie na wyjeździe (2-0-4).

Ja skłaniałbym się jednak do większej selekcji debiutów – przede wszystkim odrzuciłbym wyniki Henryka Górnika, Tomasza Owczarka i Ireneusza Kościelniaka, którzy byli tymczasowymi szkoleniowcami tzw. „trenerzy na jedno spotkanie”. Co ciekaw mają bardzo dobry bilans – dwie wygrane i jeden remis. Nie liczyłbym także pierwszego meczu w sezonie 2007/08 jako debiutu Piotra Piekarczyka (wygrana). Oczywiście był to jego pierwszy mecz na zapleczu Ekstraklasy, ale prowadził drużynę już w poprzednim sezonie w rozgrywkach III ligi (dzisiejsza II). Nie wliczałbym także debiutów trenerów zatrudnionych między sezonami, czyli Jana Żurka, Dariusza Fornalka oraz Rafała Góraka. Mieli oni wystarczającą ilość czasu by na spokojnie poukładać drużynę. Co ciekawe statystka wcale nie jest dla nich dobra – dwie porażki i jeden remis. Z podobnych powodów nie ma co brać pod uwagę debiutu Roberta Moskala (remis), który został szkoleniowcem GieKSy między rundami i miał cała zimę na przygotowanie drużyny według własnego pomysłu.

Według mnie w analizie należy wziąć pod uwagę sześć debiutów – Wojciecha Osyry, Adama Nawałki, Wojciecha Stawowego, Kazimierza Moskala, Artura Skowronka oraz niedawny Piotra Piekarczyka. Wszyscy ci szkoleniowcy podejmowali pracę w trakcie rozgrywek i nie mieli przez to zbyt wiele czasu na kontakt z drużyną. Tutaj bilans jest następujący – jedna wygrana, dwa remisy i trzy porażki. Co ciekawe jedyne zwycięstwo zaliczył Piotr Piekarczyk, który przez wiele osób traktowany był jako trener tymczasowy. Może właśnie podejście do pracy „tu i teraz”, a nie myślenie długofalowe tak dobrze wpływa na wynik w debiucie? Potwierdzałby to także bardzo dobry bilans trzech „jedno-meczowych trenerów”, o którym wspomniałem wyżej. A może po prostu Piotr Piekarczyk nie wiedział, że trzech jego poprzedników (Stawowy, Moskal, Skowronek) na wyjeździe w swoim debiucie przegrywało nie strzelając nawet bramki, a tracąc łącznie siedem? Jeśli tak to nie mówcie nic o tym artykule Jerzemu Brzęczkowi. Oczywiście to tylko liczby, które opisują to co było, a nie to co się wydarzy w przyszłości. Ja wierzę w zwycięstwo w Bytowie, ale przede wszystkim wierzę w dobre czasy pod wodzą Jerzego Brzęczka.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    kejta

    1 października 2015 at 05:44

    Siedze sobie i pije jacka danielsa z kieliszka na 50cio lecie naszej Gieksy i tak sobie mysle:
    Mamy 50 lat a jestesmy w czarnej dupie :/

  2. Avatar photo

    Jacek

    1 października 2015 at 08:59

    Fajny materiał: brakuje mi tabelki z bilansem zwycięstw itd, bramek.

  3. Avatar photo

    kosa

    1 października 2015 at 12:46

    Taka tabelka i wykresy pewnie będą, ale nie to miał na celu ten artykuł. Chciałem skupić się jedynie na debiutach.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga