Dołącz do nas

Siatkówka

Trzeci raz wygrywa GKS po tie-breaku w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Gospodarze do tego meczu przystąpili w takim samym składzie jak w ostatnim spotkaniu ligowym. Natomiast Piotr Gruszka, znów zmienił rozgrywającego i od początku zagrał tym razem Maciej Fijałek.

 

Mecz zaczął się od… zepsutej zagrywki Fijałka, potem Butryn trafił ze skrzydła, Kapelus na kontrze posłał piłkę w aut, a Pietraszko zablokował atak Wiki (2:2). Pierwszy punkt dla gospodarzy po ich własnej akcji zdobył Wika, trafiając piłą w końcowe centymetry boiska, a wyrównał Sobański atakiem po bloku w aut (3:3). Na pewny atak ze środka Kohuta, rywale odpowiedzieli akcją Malinowskiego po naszym bloku (5:4). Z kolei po zbiciu Butryna po rękach przeciwników, Tervaportti przepchnął piłkę na siatce (7:6). Seria błędów własnych z obu stron została przedzielona tylko atakiem Wiki po prostej (9:9). Potem przyjmujący szczecinian trafił z drugiej linii, a Sobański doprowadził do naszego prowadzenia po swoim ataku ze skrzydła oraz asie serwisowym (10:11). Na krótko tylko, bo po akcji Ruciaka oraz bloku Gałązki na Butrynie, to znów gospodarze wyszli na prowadzenie 12:11. Następnie Kapelus przedarł się przez potrójny blok rywali, a Ruciak znów nie do zatrzymania na skrzydle (13:12). Na atak Gałązki po dłuższej wymianie, kiwkę Tervaporttiego oraz zbicie Gawryszewskiego ze środka, odpowiadamy atakiem Sobańskiego na czystej siatce oraz jego kiwką (17:16). Za sprawą Butryna (atak po bloku w aut i na kontrze) po raz drugi wychodzimy na prowadzenie (17:18). Potem Malinowski zablokował atak na kontrze Kapelusa, ale potem nasz przyjmujący trafił po bloku w aut (18:19). Po autowej zagrywce Kohuta, znów pokazał się Serhij popisując się kiwką oraz kończąc przechodzącą piłkę (19:21). Następnie Malinowski trafił po skosie, Sobański z drugiej linii, a Witczak zaserwował w aut (21:22). W kolejnej akcji popisał się Sobański kończąc atak po prostej, by chwilę później Pietraszko zepsuć zagrywkę (22:23). Po time oucie dla Piotra Gruszki, Wika zepsuł serwis, a pierwszą piłkę setową wykorzystał Butryn na kontrze (22:25).

Drugiego seta otworzył Kapelus zbiciem po prostej i po skosie, na które odpowiedział Wika uderzeniem po prostej i Malinowski trafiając w aut (1:3). Następnie Gawryszewski przepchnął piłkę na siatce, Pietraszko trafił mocno ze środka, a Wika przedarł przez nasz blok (4:4). Na atak Sobańskiego po bloku w aut i Kohuta ze środka, rywale odpowiedzieli atakiem Malinowskiego po prostej i Ruciaka po skosie (6:6). W następnym fragmencie mieliśmy serię błędów po obu stronach siatki, przedzieloną tylko blokiem Fijałka oraz zbiciem Kapelusa z przechodzącej piłki (11:11). Po atakach Butryna (przepychanka na siatce oraz po dłuższej wymianie „blok aut”) i bloku Pietraszki na Kluthcie, wyszliśmy na prowadzenie 11:14. Następną dłuższą akcję zakończył atak Wiki, a Butryn trafił po bloku w aut (13:15). Skuteczny atak Wiki i as Gawryszewskiego (piłka przetoczyła się po taśmie) doprowadził do remisu po 15. Następnie Sobański zbiciem po skosie i Butryn (asem i kontrą po skosie) znów wyprowadzili nasz zespół na prowadzenie (15:18). Po time oucie trafił po naszych rękach Kluth, potem Butryn zrobił to samo, a Wika przedarł się przez nasz blok (17:20). W następnej akcji Pietraszko zatrzymał atak Ruciaka, a Malinowski trafił po bloku w aut (18:21). Dobre akcje w wykonaniu Pietraszki (jego kiwka), Sobańskiego (kontra z drugiej linii) i Butryna (kolejna kontra w końcowe centymetry boiska), doprowadziły do stanu 18:24. Przy pierwszej piłce setowej Komenda posłał piłkę w aut po zagrywce, przy drugiej Malinowski wygrał walkę na siatce (20:24). Po przerwie na żądanie dla trenera Piotra Gruszki, trzecią piłkę setową wykorzystał Kapelus atakiem po prostej (20:25).

 

Po dziesięciominutowej przerwie mieliśmy Malinowski show i jego trzy dobre akcje z rzędu plus błąd na zagrywce oraz atak Pietraszki ze środka (3:2). Po akcji Sobański na dłuższej wymianie i bloku Kohuta wyszliśmy na prowadzenie 3:4. Po kilku błędach z obu stron, Ruciak zablokował atak Butryna (6:5). Na ataki Sobańskiego (po bloku w aut), Kapelusa (po skosie) i Pietraszki (gwóźdź ze środka), rywale odpowiedzieli znów trzema akcjami z rzędu w wykonaniu Malinowskiego (9:8). Potem był as Gawryszewskiego, blok Kapelusa na Wice, następnie przyjmujący gospodarzy trafił po skosie, a Pietraszko trafił z przesuniętej krótkiej (12:10). Na as serwisowy Wiki i blok Gałązki na Sobańskim, odpowiadamy mocnym zbiciem Rafała po skosie i wygraną przepychanką na środku Kohuta (14:12). Serię błędów z obu stron przerwał dopiero atak Kapelusa po skosie, potem trafił Wika w ten sam sposób, a Pietraszko był skuteczny na środku (19:15). Potem był as Malinowskiego i atak Butryna po rękach rywali (21:16). Na jeszcze jeden atak Butryna ze skrzydła, Sobańskiego po skosie i oraz Kapelusa, szczecinianie odpowiedzieli akcjami Malinowskiego po naszym bloku oraz w końcowe centymetry boiska (23:19). Po błędzie na zagrywce Krulickiego, Kapelus trafił po bloku w aut (24:20). Drugą piłkę setową wykorzystał Malinowski atakiem po naszym bloku (25:20).

Czwartą partię otwierają dwa bloki, wpierw Gawryszewskiego na Butrynie, a chwilę potem Malinowskiego na Kapelusie (2:0). Pierwszy punkt po własnej akcji wywalczył dla nas Pietraszko wygrywając przepychankę na siatce, a potem Gałązka zdobył dwa oczka z rzędu po naszym słabszym przyjęciu (5:2). Wreszcie po dobrych akcjach Sobańskiego (trafił po prostej), Butryna (blok na Ruciaku) i Pietraszki (jego as), doprowadzamy do remisu po 6. Następnie trafił Malinowski ze skrzydła oraz Sobański po bloku w aut (7:7). Na skuteczny blok Sobańskiego na Malinowskim oraz atak Kapelusa po rękach rywali, gospodarze odpowiedzieli ze sprawą Gawryszewskiego (trafił ze środka oraz kiwnął), co dało wynik 11:9. Potem trzy akcje z rzędu w wykonaniu Kapelusa (atak ze skrzydła oraz dwa bloki) wyprowadziły nas na prowadzenie 11:12. Po time oucie znów Malinowski (atak ze skrzydła oraz as) dał naszym rywalom przewagę (13:12). Kapelus wyrównał atakiem ze skrzydła, a Wika obił nasz blok i trafił asa oraz Gałązka był skuteczny ze środka (16:15). Za sprawą ataku Gawryszewskiego ze środka oraz dwóch akcji Malinowskiego, gospodarze odskakują z wynikiem na 19:15. As Ruciaka utrzymał przewagę, potem Kapelus trafił po bloku w aut, a Kohut zepsuł zagrywkę (22:17). W następnej akcji Kapelus zablokował atak Malinowskiego, potem Komenda posłał asa, a Malinowski zaatakował w aut (22:20). Po time oucie dla trenera gospodarzy Pietraszko zablokował akcję Wiki i jeszcze była nadzieja na odwrócenie losów tej partii. Niestety kolejne trzy punkty padły łupem szczecinian. Wpierw Malinowski trafił po skosie, potem trafił asa i na koniec znów uderzył po skosie na kontrze (25:21).

 

Tie-break zaczął się od autowego ataku Gawryszewskiego oraz uderzenia Wiki po skosie (1:1). W tym momencie Paweł Pietraszko doznał prawdopodobnie kontuzji stawu skokowego i na jego miejsce wszedł Tomasz Kalembka. I od razu nasz środkowy był skuteczny na siatce, a Tervaporttiemu sędziowie odgwizdali błąd podwójnego odbicia, by następnie Butryn zakończył skutecznie dłuższą akcję (1:4). Po time oucie dla gospodarzy Malinowski trafił po skosie, a Wika zablokował atak Kapelusa (3:4). Po ataku Butryna po bloku w aut, trafili Gałązka ze środka oraz Malinowski po naszym bloku (5:5). Potem Kohut trafił ze środka, Gałązka zablokował atak Butryna, a Komenda zbicie Ruciaka i Butryn trafił po bloku w aut (6:8). Po zmianie stron Malinowski uderzył tak samo, następnie gospodarze popełniają błąd dotknięcia siatki, a Kohut posłał asa (7:10). Po time oucie Kohut zaserwował w siatkę, następnie Kapelus trafił po bloku w aut (8:11). Potem były dwa skuteczne bloki po naszej stronie, wpierw Kalembki (na Gawryszewskim), a potem Butryna (8:13). Po ataku Gawryszewskiego ze środka, przerwę na żądanie wykorzystał Piotr Gruszka. Następnie Gawryszewski zablokował atak Kapelusa, Kowalski posłał asa, by chwilę potem zepsuć zagrywkę (11:14). Pierwszą piłkę meczową wybronił Malinowski obijając nasz blok, a przy drugiej posłał asa (13:14) i niepotrzebnie w końcówce zrobiło się nerwowo. Po drugim time oucie dla naszego trenera, wybawił nas z kłopotów… Malinowski serwując w aut (13:15). Uff… w końcu pozytywny wynik dla GieKSy.

 

18 kwietnia (środa) – hala Netto Arena – Widzów 730

Stocznia (Espadon) Szczecin – GKS Katowice 2:3 (22:25, 20:25, 25:20, 25:21, 13:15)

Stocznia: Tervaportti (2), Malinowski (30), Gałązka (9), Gawryszewski (9), Ruciak (5), Wika (15), Mihułka (libero) oraz Kowalski (1), Kluth (1), Menzel, Jaskuła (libero). Trener: Michal Gogol.
GKS: Fijałek (1), Butryn (20), Pietraszko (12), Kohut (6), Kapelus (20), Sobański (18), Mariański (libero) oraz Komenda (2), Witczak, Krulicki, Kalembka (2), Stelmach, Quiroga. Trener: Piotr Gruszka. MVP: Serhij Kapelus.

 

Przebieg meczu:
I: 5:4, 10:9, 15:14, 19:20, 22:25.
II: 4:5, 10:8, 13:15, 17:20, 20:25.
III: 4:5, 10:8, 15:12, 20:15, 25:20.
IV: 5:2, 10:8, 15:13, 20:16, 25:21.
V: 1:3, 5:6, 7:9, 8:12, 13:15.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga