Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Pożegnanie po dziewięciu latach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

W sobotę, wygranym 1:0 wyjazdowym meczem z Grotem SMS Łódź, piłkarki rozpoczęły rundę rewanżową w Orlen Ekstralidze Kobiet. Kolejne spotkanie zespół rozegra już jutro – 5 marca o 13:30 z Resovią w Rzeszowie. W poniedziałek 10 marca o 17:30 zaplanowano domowe spotkanie ze Skrą Częstochowa. Do zespołu, na zasadzie transferu definitywnego, dołączyła Jadwiga Cyraniak. Drużyna męska w kolejnym spotkaniu PKO BP Ekstraklasy przegrała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę 9 marca o 12:15 zespół zmierzy się na Bukowej z Zagłębiem Lubin.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie, przegrane na wyjeździe z Treflem Gdańsk 2:3. Kolejny mecz zaplanowano na dzisiaj – 4 marca o 17:30 w Suwałkach zagramy z Ślepsk Malow. Na przyszły poniedziałek o 20:30 zaplanowano domowe spotkanie ze Skrą Bełchatów. Po porażce z Treflem zespół został zdegradowany z PlusLigi.

Hokeiści wygrali rywalizację w I rundzie play-off 4:0 z Zagłębiem Sosnowiec. W ubiegłym tygodniu pokonali przeciwników na ich lodowisku 3:2 (po dogrywce) oraz 4:0. W półfinale rozgrywek drużyna zmierzy się z Unią Oświęcim. Dwa pierwsze mecze zaplanowanona poniedziałek i wtorek (10 i 11 marca) w Satelicie o 18:30.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Jagoda Cyraniak piłkarką GKSu Katowice!

Mistrzynie Jesieni zaskakują dzień przed wznowieniem Orlen Ekstraligi! Jagoda Cyraniak dołączyła do zespołu GKSu Katowice na zasadzie transferu definitywnego.

Jagoda Cyraniak występowała w Górniku Łęczna od 2022 roku. W sezonie 2022/23 sięgnęła z zespołem z Lubelszczyzny po wicemistrzostwo kraju. Jest podstawową defensorką reprezentacji Polski do lat 19, a ostatnio otrzymała debiutanckie powołanie do seniorskiej reprezentacji.

Szansę do oficjalnego debiutu w barwach 'Gieksy’ będzie miała już 1 marca, kiedy to podopieczne Karoliny Koch zagrają na wyjeździe z Grot SMSem Łódź.

Katowiczanki kontynuują serię zwycięstw

Skromnym zwycięstwem, w pełnym emocji spotkaniu, zawodniczki GKSu Katowice rozpoczęły rundę wiosenną, wygrywając z SMSem Łódź 1:0 swoje pierwsze spotkanie po przerwie zimowej.

Liderki tabeli po pierwszej części sezonu fenomenalnie zainaugurowały rundę wiosenną Orlen Ekstraligi. Już w 3′ wynik otworzyła Klaudia Maciążka, która po minięciu bramkarki umieściła piłkę w bramce SMSu, ale kluczowym w całej akcji było kapitalne dogranie Weroniki Kaczor, która długim, górnym podaniem obsłużyła wbiegającą w pole karne rywalek napastniczkę. Łodzianki starały się szybko nadrobić stratę, kiedy Paulina Filipczak nacierając prawym skrzydłem oddała strzał w kierunku bramki GKSu, ale nie zdołała zaskoczyć Kingi Seweryn. Szybkie objęcie prowadzenia przez zespół z Katowic dał przyjezdnym pewien komfort w prowadzeniu spotkania na własnych warunkach i szukaniu kolejnych okazji na podwyższenie wyniku. Bliska trafienia kolejnej bramki dla GKSu była 22′ Anita Turkiewicz, kiedy natychmiast doskoczyła do opadającej piłki w polu karnym, ale jej strzał był zbyt mocny i piłka przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później szansę na swoje drugie trafienie w tym meczu miała dzisiejsza solenizantka, gdy w 22′ Weronika Kaczor niemal skopiowała akcję z pierwszych minut meczu, jednak tym razem Klaudia Maciążka przyjmując piłkę wpadła w polu karnym w Monikę Sowalską, po czym został odgwizdany faul dla gospodyń. W końcówce pierwszej części gry szansę na bramkę dla gości miała jeszcze Klaudia Słowińska, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Kingę Kozak, ale zawodniczka gości nie zdołała odpowiednio skierować piłki, która wylądowała w rękawicach Moniki Sowalskiej.

Po przerwie Katowiczanki nie zwalniały tempa i już w pierwszych sekundach drugiej połowy dwukrotnie stworzyły zagrożenie w polu karnym rywalek, ale ostatecznie piłka nie znalazła drogi do bramki. Kolejnych szans na bramkę przyjezdne szukały m.in. atakami na prawym skrzydle w wykonaniu Julii Włodarczyk. W 58′ skrzydłowa zespołu z Katowic minęła obrończynie SMSu i dograła do Julii Langosz, ale adresatka podania nie zdołała dobrze przygotować strzału, który bez problemów wyłapała Monika Sowalska. Po godzinie gry Katowiczanki zaczęły popełniać drobne błędy, które na swoją korzyść starały się wykorzystać gospodynie. W 65′ Karolina Majda przechwyciła piłkę na polu rywalek i natychmiast ruszyła w stronę bramki, ale zbyt daleko wypuściła piłkę, do której doskoczyła Kinga Seweryn. Chwilę później dwie z zawodniczek GKSu Katowice przepuściły piłkę, którą natychmiast przejęła Magdalena Dąbrowska i oddała strzał, po którym piłka odbiła się od słupka. Przy kolejnej próbie zawodniczka SMSu została faulowana i wywalczyła rzut wolny. Do wykonania stałego fragmentu podeszła Patrycja Balcerzak, która decydując się na bezpośredni strzał na bramkę oddała niezłą próbę, po której Kinga Seweryn wybiła piłkę w boczną strefę boiska. W 75′ niepilnowana Paulina Filipczak próbowała zaskoczyć bramkarkę gości strzałem z dystansu, ale przeniosła piłkę tuż nad poprzeczką. W ostatnich minutach spotkania GKS Katowice starał się odzyskać inicjatywę. W 85′ Karolina Bednarz, która chwilę wcześniej pojawiła się na boisku, dograła piłkę tuż przed bramkę do wbiegającej Kingi Kozak, ale podanie w ostatniej chwili przecięła interwencją Monika Sowalska. Również SMS do ostatniego gwizdka szukał okazji na bramkę. W 88′ przy piłce znalazła się Klaudia Maciejko, która mając trochę miejsca oddała strzał z dystansu, ale piłka odbiła się jedynie od poprzeczki i ostatecznie przyjezdne dowiozły zwycięstwo do końca, zabierając komplet punktów do Katowic.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Mimo walki, kolejny spadek stał się faktem!

W 27. kolejce PlusLigi do hali w Gdańsku zawitał GKS Katowice, który walczył w tym starciu o utrzymanie. Mimo że goście starali się z całych sił, nie udało się im tego dokonać. GKS musiał wygrać za trzy punkty… już po trzech setach wszystko było jasne. Trefl wygrał w tie-breaku.

Kontry i błędy w polu serwisowym dyktowały początek tego meczu. Obie ekipy grały na podobnym poziomie, czego wynikiem był remis. Trochę niedokładności wkradło się u gdańszczan też na rozegraniu i GKS wyszedł na 8:6. W polu serwisowym swoje zrobił Alexander Berger i przewaga momentalnie wzrosła do 13:8. Gospodarze zdołali nadrobić trochę strat, ale bardzo widoczny był brak Piotra Orczyka, który mimo wyjścia w szóstce bardzo szybko opuścił boisko (prawdopodobnie przez ból w łydce). Na szczęście mieli Alaksieja Nasewicza, który radził sobie świetnie. Gdy w pojedynkę zatrzymał rywala, doszło do remisu 16:16. Gra punkt za punkt w końcówce przerodziła się w zwycięstwo GKS-u, a doprowadziła do tego niedokładność Trefla.

Blok i zagrywka dały gościom prowadzenie 2:0 w drugiej partii. Nasewicz trzymał grę Trefla w ryzach, dzięki czemu doszło do wyrównania. Z kłopotami zaczęli się mierzyć katowiczanie. Gdy długą wymianę zakończył Moustapha M’Baye, Trefl prowadził już 10:7. Coraz więcej siły dokładali gdańszczanie w ataku, kapitalnie pracował wciąż Nasewicz. Nie wytrzymywała tego obrona rywali. Po ataku Jakuba Czerwińskiego było 17:11. GKS nie podniósł się już w tej partii. Asem zakończył tego seta Czerwiński.

Znów gdańszczan nawiedziły błędy własne – 2:5. Rozkręcał się Bartosz Gomułka, cały czas poziom trzymał też Aymen Bouguerra. Przewaga GKS-u rosła, aż w pewnym momencie wynosiła 16:10 po wygranej kontrze. Przez moment gospodarze zdobywali punkty głównie przy błędach rywali. Po wejściu Orczyka zmniejszyły się straty, ale katowiczanie nie dali sobie wyrwać prowadzenia. Asa na 16:21 dołożył Berger, a później wszystko należało do skrzydłowych.

W kolejnej partii to z kolei Trefl Gdańsk wyszedł na 2:0. Gra punkt za punkt, w której warunki dyktowali Gomułka i Bouguerra toczyła się przez dłuższą część seta. Na moment wyrównali przyjezdni, by równie szybko do dwupunktowej przewagi wrócili gospodarze. Orczyk sam wyprowadził zespół na 12:9. Zatrzymany został Gijs Jorna i ponownie zbliżyli się katowiczanie. Ilekroć jednak atakowali wynik, rywale bardzo szybko wracali do pierwotnego prowadzenia.

W tie-breaku po zablokowaniu Orczyka 4:2 prowadził GKS. Z kolei po asie serwisowym Pawła Pietraszko zrobiło się 7:5 dla Trefla. Miejscowi mieli już wszystko pod kontrolą. Kropkę nad „i” z kontry postawił Orczyk.

Trefl Gdańsk – GKS Katowice 3:2 (23:25, 25:16, 17:25, 25:20, 15:11)

sport.wprost.pl – Degradacja klubu z PlusLigi stała się faktem! Pożegnanie po dziewięciu latach

Porażka 2:3 z Treflem Gdańsk ostatecznie rozwiała nadzieje siatkarzy GKS Katowice na utrzymanie w PlusLidze. Klub żegna się z rozgrywkami po dziewięciu latach.

W sezonie 2016/17 siatkarze z Katowic pojawili się w krajowej elicie, rozpoczynając swoją wieloletnią przygodę z PlusLigą. Co ciekawe, wówczas zawodnikami GKS byli tacy gracze, jak atakujący Karol Butryn – obecnie Aluron CMC Warta Zawiercie, mający również miejsce w szerokim składzie reprezentacji Polski – a trenerem Piotr Gruszka, wybitny reprezentant, aktualnie ekspert i komentator Polsatu Sport.

Sekcja siatkarska przywrócona w strukturach GKS Katowice w 2016 roku (wcześniej siatkarze występowali jako TKKF Czarni), szybko stała się bardzo solidnym punktem na mapie PlusLigi. Najlepszymi sezonami, spoglądając na miejsce w tabeli, były sezonu 2019/20 – szóste – oraz 2021/22 – ósme. W drugim przypadku katowiczanie dorzucili jeszcze miejsce w ćwierćfinale Pucharu Polski.

Katowiczanie swego czasu byli specjalistami od rozgrywania pięciosetowych meczów. W kampanii 2019/20, w samej fazie zasadniczej, na 24 kolejki aż 12 starć GKS kończyło się tie-breakami. Ostateczny bilans 5:7 na niekorzyść katowiczan. Rozgrywki zostały zakończone przedwcześnie, ze względu na pandemię COVID-19.

W obecnej kampanii GKS od początku miał bardzo duże problemy z osiąganiem zwycięstw. Katowiczanie błyskawicznie wylądowali na ostatnim miejscu w tabeli, a jak wiadomo, w sezonie 2024/25 z PlusLiga pożegna się aż tercet najgorszych drużyn w hierarchii. Na dystansie rozgrywek GKS zdołał przeskoczyć beniaminka, Nowak-Mosty MKS Będzin, ale w ostatnią niedzielę (tj. 2 marca) – za sprawą wyjazdowej porażki z Treflem Gdańsk 2:3 – katowiczanie dołączyli do zdegradowanej, „czerwonej latarni” tabeli. Aktualne pięć zwycięstw w 27 meczach, to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o choćby matematycznych szansach na utrzymanie w PlusLidze.

 

HOKEJ

hokej.net – Margines błędów wyczerpany, GieKSa bierze Zagłębie na muszkę

Z piekła do nieba pokonali drogę hokeiści GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski w trzecim spotkaniu zdołali odrobić dwubramkową stratę i doprowadzić do dogrywki, w której o losach spotkania złotym trafieniem przesądził Jean Dupuy. Tym samym podopieczni Matiasa Lehtonena wyczerpali limit porażek w serii.

Statystyki weekendowego dwumeczu w Katowicach mogą działać na wyobraźnie kibiców, 137 nałożonych minut karnych oraz 17 zdobytych bramek. Choć takie liczby mogłyby sugerować, że mieliśmy do czynienia z niezwykle zaciętym widowiskiem, to pierwszy weekend tej rywalizacji stał pod znakiem pokazu siły wicemistrzów Polski. Trener Lehtonen szans na nowe otwarcie upatruje w przeniesieniu rywalizacji do Sosnowca. Samo wsparcie trybun Stadionu Zimowego może jednak okazać się niewystarczające. Hokeiści Zagłębia muszą znaleźć przede wszystkim receptę na fatalne w ich wykonaniu drugie odsłony. Okresy przestojów w grze, z cyklicznie traconymi bramkami może sprawić, że marzenia o pierwszym od 15 lat półfinale trzeba będzie odłożyć na kolejny rok.

Kierując się starą sportową maksymą, że zwycięskiego składu się nie zmienia, trener Płachta zadysponował do gry tych samych zawodników, którzy wystąpili w niedzielnym pojedynku. Trener Lehtonen musiał z kolei w pierwszej formacji wypełnić lukę po zawieszonym na jedno spotkanie Sang Hoon Shinie. Koreańczyka u boku Krężołka i Tyczyńskiego zastąpił Roman Szturc.

Bogatsi o bagaż doświadczeń z Katowic, hokeiści Zagłębia w pierwszej kolejności starali się wyeliminować z gry elementy, które mogły być prokurować zagrożenie pod ich własną bramką. Gospodarze wystrzegali się naiwnego łapania kar, ale przede wszystkim dążyli do dłuższego utrzymywania się w posiadaniu krążka, nie pozwalając katowiczanom beztrosko rozgrywać gumy w tercji ataku. W tej rywalizacji nie mogło oczywiście zabraknąć pewnej dozy prowokacji, zawodnicy panowali jednak nad swoją impulsywnością, co sprawiło, że aż do 20. minuty obie ekipy dotrwały w pełnych formacjach.

Ledwie 46. sekund po wznowieniu gry w drugiej odsłonie nieodpowiedzialny faul w tercji rywala popełnił Mirko Djumić. Katowiczanie skrzętnie skorzystali z okresu gry w liczebnej przewadze momentalnie przyspieszając rozegrania krążka, brakowało jednak pieczęci w postaci strzału, wobec czego gospodarze zdołali wyjść z tej opresji obronną ręką. W 24. minucie wszystkie argumenty do otwarcia wyniku miał na swoim kiju Dante Salituro. Kanadyjczyk otrzymując świetne podanie od Jonasza Hofmana stanął już twarzą w twarz ze Spěšným, nie zdołał jednak opanować należycie krążka. W 28. minucie Djumić kolejny raz osłabił swój zespół. W 30. minucie niedopuszczalnym brakiem roztropności wykazał się Pontus Englund. Rosły Szwed próbując zainicjować akcję nagrał krążek wprost na kij Väinö Sirkii, który doskonale wiedział co uczynić z tym prezentem, posyłając krążek w okienko bramki Murraya. 65 sekund później Stadion Zimowy wybuchł po raz kolejny. Patryk Krężołek jak na króla strzelców przystało, zachował się najprzytomniej i bezpański krążek posłał do bramki GKS-u. W 38. minucie Pontus Englund odkupił własne winy, wpisując się na listę strzelców. Defensywa Zagłębia dwukrotnie pozwoliła Szwedowi na oddanie groźnych strzałów. Przy pierwszej próbie krążek zdołał jeszcze podbić na kiju jeden z obrońców, jednak wobec kolejnej próby bezradni byli zarówno defensorzy jak i sam Spěšný.

Początek trzeciej tercji przyniósł spore tarapaty gościom. Chwilę po wznowieniu gry arbitrzy zasygnalizowali wykluczenie zawodnika GKS-u. Utrzymujący się przy krążku sosnowiczanie szturmem wzięli tercję GieKSy, a po strzale Michała Bernackiego krążek wybrzmiał nawet na poprzeczce. Przyjezdni w kolejnych minutach podkręcali tempo, szukając wyrównującego trafienia. Ich trudy wypełniły się w 52. minucie. Jean Dupuy przejął odbity od bandy krążek i zdążył ulokować go w bramce, zanim za akcją przesunął się Spěšný. W związku z utrzymującym się wraz z upływem 60. minuty remisem arbitrzy zarządzili dogrywkę 3×3. W 66. minucie Ben Sokay wygrał walkę o krążek na bandzie i zdołał nagrać go do Jeana Dupuy, który pewnym wykończeniem rozstrzygnął o losach spotkania.

GieKSa stawia czwarty krok! Shutout Murraya pieczętuje awans

Ledwie czterech spotkań potrzebowali hokeiści GKS-u Katowice aby rozstrzygnąć o losach ćwierćfinałowej rywalizacji przeciwko EC Będzin Zagłębiu Sosnowiec. Podopieczni Jacka Płachty zwieńczyli swój awans do półfinału pewną wygraną 4:0. Na miano MVP spotkania zasłużył John Murray, który zanotował swój drugi shutout w serii play-off.

O tym, że porażka może mieć wiele twarzy, przekonują się boleśnie w ostatnich dniach kibice Zagłębia Sosnowiec. Po goryczy wysokich porażek w Katowicach, przyszło im oswoić się z chyba najtrudniejszym- zaakceptowaniem przegranej w spotkaniu, w którym ich hokeiści mieli wszystkie argumenty, aby odnieść zwycięstwo. Ciężko polemizować z faktem, że podczas gry 5/5 więcej hokejowej jakości jest po stronie GKS-u. Wicemistrzowie Polski są po prostu lepszą drużyną w tych elementach, które bezpośrednio wpływają na wydarzenia na lodzie. Zespół Jacka Płachty wygrywa większość pojedynków na bandach, potrafi dłużej utrzymywać się na krążku, a kiedy jest taka potrzeba sprawnie przejść z obrony do ataku. Przeciwko tym faktom nie zamierzał również występować trener Lehtonen. Jego podopieczni w trzecim spotkaniu nawiązali równorzędną walkę z rywalem, dzięki wyeliminowaniu własnych błędów, po których byli punktowani przez GieKSe. O tym ile będą w stanie wziąć z tego spotkania dla siebie- decydowała skuteczność pod bramką rywala. Dlatego można być pewnym, że niejednemu kibicowi Zagłębia przyśniła się wczorajszej nocy nieszczęsna poprzeczka po strzale Michała Bernackiego.

Dla szukających impulsu do walki gospodarzy przebieg czwartego spotkania rozpoczął się wręcz w wymarzony sposób. Już w 40 sekundzie z boksem kar musiał zaznajomić się Jimi Jalonen. Podopieczni trenera Lehtonena nie zaprezentowali jednak w okresie gry w przewadze niczego, co mogło by ich zbliżyć do otwarcia wyniku. W 4. minucie Marcus Kallionkieli wyprowadzając akcję swojego zespołu szukał podaniem Stephena Andersona. Odbity od obrońcy krążek wrócił na kij Fina, który tym razem postanowił oddać strzał. Choć uderzenie wyglądało na pozornie niegroźnie, to krążek ostatecznie między parkanami Spěšnego znalazł drogę do bramki. Najbliżej zdobycia upragnionej bramki dla Zagłębia był w okresie gry w przewadze Patryk Krężołek. Król strzelców THL starał się zmieścić krążek przy krótkim słupku, jednak świetnie wzdłuż linii bramkowej przesunął się John Murray. W 13. minucie doszło do niemałego zamieszania pod bramką Spěšnego. Kallionkieli nie zdołał skierować krążka do pustej bramki, wszystko zwieńczyło nakrycie go rękawicą przez jednego z defensorów Zagłębia na linii bramkowej. Zawodnicy z Katowic pewni byli nawet uznania im przez arbitrów zdobycia bramki wobec takiej interwencji, jednak ostatecznie zakończyło się tylko nałożeniem dwuminutowego wykluczenia na Marka Charváta. Wicemistrzowie Polski dopięli swego w przewadze za sprawą soczystego uderzenia z lewego bulika Jeana Dupuy.

Nie chcąc tracić czasu zawodnicy Zagłębia mocno weszli w drugą tercję. Odpowiedzialną grą w obronie katowiczanie stopniowo wygaszali jednak zapał swoich rywali, przejmując inicjatywę nad wydarzeniami na lodzie. W 33. minucie wykluczony z gry został Albin Runesson, jednak dobrze dysponowany John Murray nie pozwolił aby rywale zdobyli kontaktową bramkę. W 38. minucie przyjezdni raz jeszcze musieli radzić sobie z grą w osłabieniu, tym razem za sprawą kary Koponena. Również i ta przewaga nie przyniosła Zagłębiu nic dobrego, co więcej zwieńczona była faulem Bernackiego i w ostatnich sekundach rolę się odwróciły. Wicemistrzowie Polski wykazali większą skuteczność i na 9 sekund przed końcem drugiej tercji Ben Sokay zdobył trzecią bramkę stawiając Zagłębie w bardzo ciężkiej sytuacji.

W trzeciej tercji gospodarze nie potrafili zrobić nic, aby uciec przed przeznaczeniem, na które pracowali od pierwszego spotkania fazy play-off. W 51. minucie najpierw w boksie kar zasiadł Runesson, a niespełna minutę później dosiadł się do niego Wronka, odsiadujący karę techniczną za nadmierną liczbę graczy na lodzie. Okres gry w podwójnej przewadze nie pomógł jednak gospodarzom zdobyć honorowej bramkę. Parę sekund po wyrównaniu formacji powracającego na lód Wronkę faulował Charvat i na domiar złego Zagłębie zmuszone było bronić osłabienia. W 55. minucie Grzegorz Pasiut zaaplikował krążek z prawego bulika wprost pod poprzeczkę bramki Spěšnego. Krążek wybrzmiał jeszcze na obramowaniu, jakby nadając kibicom Zagłębia sygnał zwiastujący koniec sezonu. Bramka „Profesora” była ostatnim akcentem spotkania i ćwierćfinałowej rywalizacji, choć twardej to jednak dwóch drużyn na zupełnie innym poziomie.

Oto terminy półfinałów. Tyszanie czekają na rywala

9 marca ruszy rywalizacja w półfinałach play-off. Przedstawiamy terminarz tej fazy oraz pary, z których wyłonione zostaną zespoły walczące o tytuł mistrzowski.

Wiemy już, że przepustkę do strefy medalowej wywalczyły już trzy kluby: GKS Tychy, GKS Katowice i Re-Plast Unia Oświęcim, które już po czterech meczach pokonały kolejno Texom STS Sanok, EC Będzin Zagłębie Sosnowiec i Comarch Cracovię.

A jak wyglądają pary półfinału? Przypominamy, że od dobrych kilku lat nie obowiązuje sztywna drabinka, apary są tworzone na podstawie rankingu. Najwyżej rozstawiony zespół mierzy się z tym najniżej sklasyfikowanym. W tym wypadku niewiele się zmieni.

GKS Tychy w pierwszym półfinale zmierzy się ze zwycięzcą rywalizacji JKH GKS Jastrzębie – KH Energa Toruń, w której po czterech meczach jest remis 2:2. Z kolei GKS Katowice powalczy z Re-Plast Unią Oświęcim.

Terminarz półfinałów

9 marca (niedziela)

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń

10 marca (poniedziałek)

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim

1 marca (wtorek)

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim

13 marca (czwartek)

JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń – GKS Tychy

14 marca (piątek)

JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń – GKS Tychy

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice

15 marca (sobota)

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice

Ewentualnie:

17 marca (poniedziałek)

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń

18 marca (wtorek)

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim

19 marca (środa)

JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń – GKS Tychy

20 marca (czwartek)

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice

21 marca (piątek)

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie/KH Energa Toruń

22 marca (sobota)

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim

Będzie hokejowe święto! Bilety rozeszły się jak świeże bułeczki

GKS Katowice rywalizację w półfinale play-off rozpocznie przy pełnych trybunach. Bilety na starcia z Re-Plast Unią Oświęcim zostały już wyprzedane.

Przypomnijmy, że przed rokiem oba zespoły spotkały się w finale play-off i po pasjonującej, siedmiomeczowej serii po tytuł mistrzowski sięgnęli biało-niebiescy.

W tym roku obie drużyny skrzyżują kije nieco wcześniej. Co ciekawe bilety na pierwsze dwa spotkania w „Satelicie” zostały już wyprzedane.

Za bilet normalny trzeba było zapłacić 45 złotych, za ulgowy 30 złotych, a za rodzinny 90 złotych. 20 złotych kosztował bilet dla dzieci w wieku 5-13 lat, z kolei wejściówka VIP z kateringiem wiązała się z wydatkiem 300 zł.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią znów odwołany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.

Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.

„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.

Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Z Widzewem we wtorek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę  ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.

Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.

STS Puchar Polski – 1/4 finału

wtorek, 3 marca 2026

20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź

środa, 4 marca 2026

17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze

czwartek, 5 marca 2026

13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga