Felietony Piłka nożna
Utrzymanie to kwestia cudu i modlitwy
Co można powiedzieć po takim meczu, jak z GKS Tychy? Po spotkaniu z Podbeskidziem zastanawialiśmy się, czy pójdzie to w dobrą stronę, czy trener Dudek znalazł sposób i czy GieKSa zacznie regularnie punktować. Była też druga opcja – Bielsko to był pozytywny wypadek przy pracy, a za chwilę wrócimy do czołokopnictwa.
GieKSa przy Edukacji zaczęła dobrze, bardziej odważnie, bardziej ofensywnie i na tamten moment meczu wydawało się, że z sensem. Kulało wykończenie akcji, ale mieliśmy przewagę optyczną, podchodziliśmy pod pole karne rywala. Po czym nastąpił gong w postaci bramki, a niedługo potem drugiej. Jeszcze zaraz po pierwszym golu znakomitą okazję miał Puchacz, ale w sytuacji sam na sam trafił prosto w bramkarza. Po drugim golu gra ofensywna siadła i przestaliśmy się w jakikolwiek sposób liczyć na boisku. Dopiero Tychy musiały zupełnie odpuścić ofensywę (którą w tym meczu mieli tylko fragmentami), aby katowiczanie ponownie coś tam popróbowali zrobić z przodu.
4:0 to jednak nie przypadek. To efekt kilku spraw, które zsumowane wszystkie ze sobą spowodowały totalny łomot ze strony naszego derbowego rywala. 4:0 to nie przypadek, nawet jeśli wielu obserwatorów uznaje to za zbyt wysoki wynik.
Trener Dudek kilka meczów temu postanowił zagrać w nowym ustawieniu, z piątką obrońców. Ustawienie to jednak jedno, a nastawienie – drugie. Dlatego też z Jagiellonią była głęboka defensywa, na Bytovii nie byłem, to się nie wypowiadam, ale w Bielsku ponownie totalny odwrót i sporadyczne próby kontr. Obrona, obrona, obrona. Dudek widząc, że w ofensywie ma zawodników słabych i nieumiejących atakować – zdecydował się na cofnięcie i liczenie na cud. I z Jagą to prawie się udało, a z Bielskiem udało w 200 procentach. A jednak. Na konferencji w Bielsku szkoleniowiec jasno dał do zrozumienia, że taka taktyka jest siermiężna i nie chce tak grać na wiosnę.
Chyba się trochę pospieszył i zaczął zmieniać od razu. Bo w Tychach mieliśmy zupełnie inne nastawienie zespołu (przy zachowaniu piątki w obronie). GieKSa po prostu zaczęła iść na wymianę ciosów i po „defensywce” z poprzednich meczów pozostało tylko wspomnienie. W piłce nożnej zawsze coś jest kosztem czegoś. I jeśli decydujemy się na grę bardziej ofensywną, to odpowiedni procent jest odbierany z defensywy. Niezależnie od tego, jakie jest ustawienie i jakie personalia. Robi się więcej miejsca, nie ma zagęszczenia, rywale mają więcej pola gry na przeprowadzenie swoich ataków.
Czym się różniła ofensywa GKS Katowice i GKS Tychy w tym meczu? Ano tym, że gospodarze po swoich okazjach strzelali swoje bramki. A co robiliśmy my? Ano robiliśmy to, że wspomniany Puchacz nie wykorzystał setki, ale to był tylko jeden z problemów. Kłopotem było to, że w ostatniej fazie zawodnicy podejmowali tak nielogiczne decyzje, że sami odbierali sobie jakąkolwiek możliwość zrobienia czegoś z przodu. Na czele właśnie z Puchaczem i Błądem. Najpierw ten pierwszy złamał akcję do środka, dzięki czemu Błąd na lewym skrzydle miał kilometr wolnego miejsca, żeby wjechać w pole karne, ale nie dostał piłki, bo Puchacz stracił. Błąd się zirytował i zaczął machać rękami. Po kilku minutach sam znalazł się w analogicznej sytuacji w środku, gdy na boku wybiegał mu kompletnie wolny Tabiś. Błąd oddał bezsensowny strzał z dystansu. To były najbardziej jaskrawe sytuacje, ale też charakterystyczne dla całości obrazu gry i całości GieKSy jako takiej w tym sezonie. Gdy już coś pozytywnego miało szansę się stworzyć, było psute przed głupie decyzje zawodników. I dlatego nie strzeliliśmy gola.
No dobra, ale nie strzelając gola można przynajmniej zremisować 0:0. Nie przy naszej defensywie. Która to defensywa jakimś cudem, po konsolidacji, bardzo dużej koncentracji i spełnianiu zadań potrafiła nie stracić bramki w Bielsku. Teraz nie było ani konsolidacji, ani wypełniania założeń, było za to to, co bardzo dobrze znamy – kiksy, przegrane pojedynki, unikanie swojej odpowiedzialności i ogólnie tak totalne wesołe miasteczko, że mogło się skończyć wyżej niż 0:4.
Pierwsza bramka – piłka przechodzi przez calutką defensywę wszerz boiska, Remisz asystuje strzelcowi. Druga bramka – Keon Daniel dochodzi do wybitej po rzucie rożnym za szesnastkę piłki i ma 45 minut na opanowanie, przyjęcie, decyzję w który róg, pójście do McDonalds’a, zamówienie Big Mac zestawu powiększonego, powrót na boisku, by zobaczyć, czy trawa równo rośnie, wizytę w Biedrze po piwo, odwiedzenie małżonki w domu, powrót w korkach (ulicznych) na stadion i oddanie pięknego strzału zakończonego bramką kolejki. Trzeci gol to skaczący na 5 cm w skoku dosiężnym Tanżyna, przy którym 2 cm nad ziemię wyskakują Woźniak i Frańczak. W końcu czwarty gol, głupi faul niepanującego nad sobą Poczobuta (12 kartka) i strzał Grzeszczyka.
Jeśli GKS Katowice miał dwa tygodnie od ostatniego meczu i coś tam potrenowali, to efekt tej pracy w defensywie to było… no trudno to jakoś nazwać. Powiedzmy, że nie było efektu. Był powrót do defensywnego kryminału autorstwa Wojciecha Lisowskiego, ale bez Wojciecha Lisowskiego. Naprawdę okazało się, że nie potrzebujemy już popularnego Lismena, aby tak bardzo kaleczyć grę obronną.
Trener Dudek trochę się chyba zachłysnął tym Bielskiem. I chciał złapać dwie sroki za ogon. Czyli zagrać piątką obrońców – bo to dało efekt, ale dodać jeszcze coś ekstra w postaci ofensywy. Trudno mieć do niego o to wielkie pretensje, ale chyba się zagalopował, bo zawodnicy ofensywni po raz kolejny pokazali, że są pseudoofensywni i niegotowi na atakowanie. Że są po prostu za słabi na taką grę i po raz tysięczny powtórzę – nie bez powodu trafili do outsidera pierwszej ligi.
Bez emocji już podchodzę do meczów GieKSy, bo naprawdę nie mam ochoty szargać sobie nerwów. Bardzo się cieszyłem po wygranej w Bielsku, ale nie mam zamiaru nastawiać się pozytywnie na kolejne mecze, bo w naszych okolicznościach każda wygrana to raczej cud niż coś wielce zasłużonego. Taki cud się zdarzył w Bielsku – dobra taktyka, realizacja i szczęście. Gdy zabrakło choćby jednego czy dwóch z tych punktów mamy łomot.
Zdecydowanie i absolutnie nie mam pretensji do zawodników o zaangażowanie w meczu z Tychami. Według mnie było ono na bardzo dobrym poziomie. Spotkanie pokazało jednak, że mamy obecnie bardzo, bardzo słabą drużynę, która nawet jak chce, to nie potrafi, a dodatkowo potyka się o własne nogi i sama sobie strzela bramki. Smutne to i przykre, ale ten mecz to nie wina jako taka tych zawodników. To wina tego, że po prostu są sportowo, czysto piłkarsko totalnie beznadziejni.
Dopiero co pisałem, że czeka nas ciężka walka o utrzymanie. Muszę to zmodyfikować. Obecnie uważam, że utrzymanie będzie trzeba rozpatrywać w kategorii cudu. Cud musi się zdarzyć, żeby defensywa straciła mniej niż dwie bramki w meczu, cud musi się zdarzyć, by strzelić raz na jakiś czas gola lub dwa gole, które dadzą jakiekolwiek punkty. Cud musi się zdarzyć, żeby wygrać u siebie lub zremisować na wyjeździe. Z każdym, dosłownie Z KAŻDYM w tej lidze. Nie przemawia za nami obecnie nic, kompletnie nic. Musi się złożyć wiele czynników, z przychylnym okiem Pana Boga włącznie, abyśmy mieli szansę na zwycięstwo w jakimkolwiek meczu.
A przed nami jeszcze dwa spotkania u siebie, które mogą nas przybić gwoździem do dna tabeli. Tak jak w relacji live mamy „pin post” ze składem, dzięki czemu protokół meczowy jest ciągle na górze. Tak tu możemy mieć pin post do osiemnastego miejsca w lidze.
Ostatniego miejsca, gorzej niż Garbarnia, bo wygrała ona na Bukowej.
Kibice również już widzą, że ci piłkarze pewnego poziomu nie przeskoczą, stąd ciągły doping i wsparcie po meczu. Ja też się chyba przekonuję do tego i stwierdzam, że nie ma co jechać po nich. Oni po prostu grają, jak umieją i nawet jak się starają, to kopią się po czołach. I to już nie jest ich wina.
Wina jest po stronie tych, którzy doprowadzili do tego, jacy zawodnicy w GieKSie grają. I że nie potrafili ściągnąć lepszych.
Są takie osoby, które doprowadziły do tego stanu rzeczy, ale one nie są w szatni.
Mimo wszystko mam nadzieję, że trener Dudek zrobi co może, by mając ten materiał, postarał się o kilka cudów. Zalecam wieczorną modlitwę i może zamówienie jakiejś mszy w intencji utrzymania się GKS Katowice w pierwszej lidze. To chyba jedyna droga do pozostania na zapleczu pffff tak upragnionej przez nas – ekstraklasy.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.


InoGKS
24 listopada 2018 at 22:12
Czy dyrektor sportowy nadal pełni funkcję w Myszkowie? Może to jest osoba odpowiednią na ten poziom rozgrywek, a nie na 1 ligę. Natychmiastowa zmiana we władzach klubu jest niebędna. Prezes i dyrektor zniszczyli wszystko co w tym klubie było piękne. Tradycja, walka, wychowankowie, elita. Dzisiaj mamy grupę ludzi bez celu, idei, misji, umiejętności i wodza. Zero charyzmy, zero zobowiązań, zero zera. Natychmiast odwołać prezesa i dyrektora sportowego. Inaczej katastrofa.
hojnos
24 listopada 2018 at 22:34
zobaczymy co pokażemy z beniaminkiem z łodzi….
jeśli i tu w plecy nie ma sensu dawać na mszę
PanGoroli
24 listopada 2018 at 22:41
Dobry tekst, idealnie w punkt.
PanGoroli
24 listopada 2018 at 22:42
@hojnos, biore każdy punkt z łks czy sandecją w ciemno.
Mleczak
24 listopada 2018 at 23:12
Doskonała ocena obecnej sytuacji. Może hokeiści poprawią nam humory.
hojnos
24 listopada 2018 at 23:20
Rządzimy tą ligą i czubem tabeli – w zakresie awansu z drugiego miejsca.
I ŁKS i Sandecja będą zmotywowane aby wygrać ale wierzę że my jak zawsze pokażemy klasę..
PanGoroli
25 listopada 2018 at 00:07
Kiedyś usłyszałem, że cudów nie ma – to, jak grasz, to bezpośrednie przełożenie tego, jak trenujesz, jak ćwiczysz. Jeśli ćwiczysz do dupy, to nie ma cudów, gra też będzie do dupy. Panie Trenerze, weźżesz sobie tą mądrość do serca, bo usłyszałem to od naprawdę bardzo mądrej osoby, o wielkiej klasie. Już Pan tu jest trochę, by poznać tą drużynę, że chłopaki nie mają pojęcia o obronie, że strzelanie goli jest na zasadzie 'kopne se i zobaczę, kaj poleci’. I to się nie zmieni, jeśli tego się dobrze nie potrenuje. Fuksami tej ligi nie uratujemy…
PanGoroli
25 listopada 2018 at 00:18
A! I jeszcze zapomniałem dodaĆ, że
Bartnik WON!
Robson
25 listopada 2018 at 02:41
Zgadzam się z przedmówcami prezes wraca do Poznania a w jego miejsce ktoś kto ma GieKSę w sercu ! Bartnik won i zakaz zbliżania do bukowej!
wierny
25 listopada 2018 at 02:51
Skupmy sie na utrzymaniu i tyla i nie pierdolmy o przelamaniu po 1 wygranym szpilu kurwa na chlodno.
GieKSiorz
25 listopada 2018 at 06:03
Sie kurwa pytom,kaj je Krupa właściciel,trzeba wypierdolić Janickiego i Bartnika,wydupiac nieudaczniki, zniszczyliście nosz klub,to kurwa nie football manager na PC do huja.Krupa weź się ogarnij, trzeba zatrudnić prezesa co mo w sercu GieKSa,dobrego dyrektora sportowego,scouta co w niższych ligach młodych zdolnych wypatrzy,trzeba szkolić swoją młodzież,kurwa!!!!a co ze stadionem????!!!!!,chyba że to Krupa wosz plan żeby GieKSa zarżnąć,bo tak to wyglondo
GieKSiorz
25 listopada 2018 at 06:05
Bartnik i Janicki RAUS!!!!!!!!!!!!!!!!!
GieKSiorz
25 listopada 2018 at 06:08
Jo spelniom wymagania chopy w football manager 2019 GieKSa pod moją wodzą na 2 miejscu w tabeli,Cisna po awans
Irishman
25 listopada 2018 at 07:33
Nasz klub, jest zniszczony sportowo i moralnie, jest kierowany (na każdym szczeblu) przez ludzi, którzy popełniają seryjnie błędy, jest prowadzony prosto do II ligi.
Uważam, że samo zatrudnienie Dudka, jego fatalna diagnoza sytuacji, fatalna taktyka kosztowała nas już 6 do 8 punktów, a kto wie czy nie utrzymanie.
Modlitwa? Ona zawsze się przyda, ale czy dobry Bóg, będzie chciał zawracać sobie nami głowę, skoro sami zakładamy sobie pętle na szyję???
jordan
25 listopada 2018 at 08:46
Chopy napiszcie co ze stadionem czy coś robią
Oberschlesien
25 listopada 2018 at 10:05
naprawde gra z przodu na poczatku meczu dawala odbrobine nadzieji….majac w bramce czlowieka ktory jest nam w stanie wygrac mecz lub jak to zwac przynajmniej uratowac remis ,trzeba z tego korzystac….ale jak to kiedys w Gieksie bylo ,najpierw trzeba miec obrone i nie pozwolic rywalowi strzelic bramki…potem bedziemy strzelac sami bo przeciwnik w koncu sie odkryje i zacznie podpalac…dzis w obronie mamy symbol nieudacznictwa dzialaczy na slasku ,oraz kompletny brak rozeznania trenera co do charakteru druzyny.Jezeli taka chodzaca cipe jak wawrzyniak robi sie kapitanem druzyny ,chlopa ktory rozegral 5 meczy z czego 4 beznadziejne i on ma byc na bosiku tym ktory pociagnie druzyne ,to nasz Adam Ledwon w grobie sie przewraca…to swiadczy rowniez o tym ze nie umieimy od dluzszego czasu wychowac naszych mlodych pilkarzy ,ze nie ma chlopakow z charakterem grajacych odmlodego w Katowicach i bedacych zwiazanych mentalnie z klubem ,a nie z regularna wyplata z miasta…powiedzmy sobie szczerze ,my od lat wisimy na pasku miasta ,bez niegonie istniejemy ,od lat nie mamy konkretnego sponsora w pilce,nie ma prezesa co po takiej grze wpadnie do szatni i rozpierdoli 3 szafki pilkarzy a wszyscy kopacze do domu po meczu beda zapierdalac na czworakach…patrzac na gre wczoraj trzeba powiedziec jasno ,ta zbieranina w wiekszosci nie zna podstaw pilki i techniki ,oni powinni dziennie 5 godzin miec zajec na boisku z pilka przy nodze ,a nie jak w Bundeslidze 2 razy na dzien zajecia po 2 godz….oni musza probowac jeszcze poznac podstawy,potem 3 godziny walenia w te puste lby taktyki ,potem zajecia na sali gimnsstycznej z motywacji i umiejetnosci walki na boisku…jak by regularnie dostwali wpier…ol od sportowej grupy to po miesiacu lataliby i walczyli na boisku jak lwy….glodne lwy..albo wystarczyloby jak Ledwon Swierczewski ,Grzesik …a dopiero potem moga przyjsc jakies realne wyniki
PanGoroli
25 listopada 2018 at 10:41
@Irishman, daleki jestem od tego, żeby pochopnie oceniać trenera, ale mnie też Złotousty nie przekonuje. Nawet po ostatnim meczu obwinia indywidualnie za stracone i niestrzelone bramki, podczas, gdy odpowiedzialne są całe formacje. Obrona się po prostu źle ustawia, źle pracuje, jako całość. No kuźwa, co to za ustawienie po rogalu, gdy pięciu stoi za plecami bramkarza na linii bramkowej? No to my za bajtla na placu lepiej graliśmy! No albo, że nadal nie potrafią wykorzystywać setek? Nad tym się pracuje na treningach. To drużyna i zawodnicy robią z zamkniętymi oczami. Tego drużyna nie potrafiła we wrześniu, październiku, bo paszul ćwiczył przysiady, bo pewnie tylko sie na tym znał. I teraz nadal drużyna tego nie potrafi i nie robi postępów. Czyli, trenuje nie to, co potrzeba. Kuźwa, Mandrysz, WRÓĆ!
PanGoroli
25 listopada 2018 at 10:47
A powiedzcie mi, bo nie wiem – czy są jacyś starzy gieksiarze w klubie? Jakie pełnią funkcje? Bo jak dla mnie, to coś, teraz, to nie jest GieKSa, tylko zbieranina ciuli. Przykro mi to pisać…
Tom
25 listopada 2018 at 11:07
Bartnik out
PanGoroli
25 listopada 2018 at 11:08
W tej chwili nie jesteśmy na drodze do 2 ligi, ale na autostradzie. Na chwilę obecną nas może uratowac to, że może ktoś będzie gorszy. Ale stan jest taki, że GKS to w tej chwili zdecydowanie najsłabsza drużyna w lidze. Dla mnie plan na ratunek, to byłby taki:
1. Bartnik WON!
2. Bartnik RAUS!
3. Nowy dyrektor sportowy, który zna ię na tej robocie.
3. Janicki – popiół na głowę, skrucha, i na kolanach do Mandrysz – chyba mu jeszcze płacimy, no nie?
4. Dudek na asystenta, by chłopak podłapał trochę praktyki i doświadczenia.
5. Przegląd piłkarzy – ci, co mają potencjał, dodatkowe treningi z elementarza gry indywidualnej i zespołowej. Reszcie podziękować.
6. Mądre zakupy na zimę – potrzeba lidera do każdej formacji, klasowego gracza i z charakterem. Tego Bartnik nie zrobi, bo nie potrafi. Nad tym trzeba pracować już teraz – jutro, to już za późno, by Bartnika w klubie już nie było.
Bartolo
25 listopada 2018 at 15:29
Dajcie spokój piłkarzom,trenerom,dyrektorom sportowym,prezesom…winny całej tej sytuacji,tego nieustannego plucia nam w twarz,kłamstwom w żywe oczy jest WŁASCICIEL!!
Łukasz
25 listopada 2018 at 19:21
Bartnik, zachciało ci się cudów i Paszulem i masz… Szkoda, bo sportowo klub jest niemalże na dnie. A był Mandrysz i 7 miejsce w tabeli kiedy go zwalniałeś!
PanGoroli
25 listopada 2018 at 20:18
Pamiętam, jak był wywiad z Baretnikiem, jak po świńsku i po chamsku wywalił Mandrysza. Deklarował, że bierze decyzję na klatę, bo wie, że podejmuje ryzyko. No więc, Bartnik, chyba już wszysatko jasne? Z drużyny bijącej się o awans mamy drużynę z niewielkimi szansami na utrzymanie. No to ja się pytam, masz Bartnik jakiś honor? Co ty koleś tu kurwa jeszcze robisz? Wypierdalaj z Katowic, z mojego klubu.
PanGoroli
25 listopada 2018 at 20:29
Żeby nie być gołosłownym – tu jest link do wywiadu z Bartnikiem i jego deklaracja:
http://gieksainfo.pl/wywiad-bartnik-pamietam-kibicow-w-najtrudniejszym-momencie-dla-tego-klubu/
A więc, Bartnik, pakuj manele i wypierdalaj!
Kicia
26 listopada 2018 at 07:32
Bartnik i Dudek WON!!!
stałybywalecST
26 listopada 2018 at 08:22
Współczuje wam gieksiarze, drużyna 4-0 w plecy a członkowie zarządu chleją i się śmieją u nas w loży. Powinniście ich wszystkich wywieźć na taczkach.
Trener to też jakiś mega ignorant. To jego zdziwienie że Grzeszczyk potrafi przymierzyć z 16m. było bezcenne.
Powodzenia w utrzymaniu bo jak wszyscy wiedzą wasze miejsce jest w 1 lidze (nie drugiej i nie ekstraklasie;) )
Irishman
26 listopada 2018 at 10:26
Czyli jednym słowem na Titanicu wciąż gra muzyka…..i tylko kibicom serce krwawi i nie wiedza gdzie się schować, po kolejnych przegranych wstydliwie derbach 🙁
abel
26 listopada 2018 at 19:45
Irishman nie pisz juz nic. Wez mecze i idźcie z janickim i bartnikem jak najdalej od gks
q2
26 listopada 2018 at 23:42
Irishman ale ty jesteś hipokrytą, nie pisz nic już więcej. Byłeś jednym z tych, którzy głośno mówili, że trzeba dać czasu piłkarzom, trenerom, twierdziłeś, że miasto chce awansu bo prezydent tak powiedział. Podobno wszystko szło w dobrym kierunku. Nawet stadion mieli nam wybudować:))) Teraz zmieniasz płytę???