Felietony Piłka nożna
Warto im kibicować
Być może ochłonęliśmy już po zeszłotygodniowych emocjach. A może w sumie i nie, bo trudno przejść do porządku po tak dramatycznych spotkaniach. Nikt się nie spodziewał, że wyściubienie „na chwilę” nosa poza Bukową będzie tak budującą historię obecnej GieKSy. Teraz jednak wracamy do naszego domu i czeka nas kolejne mocne wyzwanie.
Korespondencyjny pojedynek, który toczyliśmy w poprzednim sezonie z Motorem, w obecnym zszedł na nieco dalszy plan. Oba zespoły zadomowiły się już w ekstraklasie, oba już nie są beniaminkami, więc nie jest to jakiś szczególny rywal do rozpatrywania. Faktem jest, że trener Mateusz Stolarski był już jedną nogą na wylocie jesienią, ale ogarnął kryzys i dalej prowadzi Motor tak, że drużyna jest po prostu bardzo solidna i nie miesza się w okolice strefy spadkowej.
Nasz jutrzejszy rywal ma tylko punkt straty do GKS. To co jednak robi wrażenie, to fakt, że Motor nie przegrał od siedmiu spotkań, a wiosną tylko dwa razy schodził z boiska pokonany. Lublinianie może nie grają jakiejś wielce efektownej piłki, ale są do bólu solidni i efektywni.
Katowiczanie zagrali swoje szalone spotkania w Częstochowie i Poznaniu. Wcześniej mieliśmy euforię z Wisłą Płock. GieKSa pokazała na boisku najlepszych drużyn w Polsce, że może rywalizować z nimi jak równy z równym. Że w naszej drużynie jest jakość i polot. Że GieKSa nie kładzie się przed rywalem i czeka na najniższy wymiar kary, tylko po prostu gra swoje.
Pamiętam jeszcze czasy pod koniec lat 90. czy na początku obecnego wieku, kiedy w ekstraklasie jak GKS jechał na Legię czy Wisłę, a wcześniej Widzew, to potrafiliśmy się jedynie murować, głównie z kiepskim skutkiem. Gdy czasem zapunktowaliśmy wynikało to z jednej lub dwóch akcji w meczu, które zakończyły się bramką. Za Jasia Żurka było więcej takich meczów. Cieszyliśmy się oczywiście z punktów, ale gra potrafiła być ultradefensywna.
Teraz jest inaczej. GKS się nie certoli, tylko jedzie sobie na Raków czy Lecha i chce rządzić na boisku. Nawet z Jagą mieliśmy taką drugą połowę. Ten sposób gry, oparty na wysokim podejściu pod przeciwnika, włączeniu pressingu i po prostu ataku, jest nie tylko atrakcyjny dla oka, ale i skuteczny.
Nie wiem, czy te dwa mecze nie były jakimś przełomem w mojej historii kibicowania. Bo mam wrażenie, że po raz pierwszy przeżyłem coś takiego, że moja drużyna na wyjeździe z takimi przeciwnikami gra tak odważnie i bez kompleksów. Nie miałem w tych meczach poczucia, że „a nuż się uda jakaś kontra i może coś strzelimy”. Tutaj raz po raz GKS atakował, stwarzał sytuacje, zatrudniał bramkarzy rywali i… strzelał bramki. Coś wspaniałego. Pewnie nie jestem jedynym, który wielokrotnie sobie odtwarzał na Youtubie bramki z obu spotkań. Ja osobiście stałem się niesamowitym fanem gola Markovića w Częstochowie. Coś cudownego. Jako całość.
Czy GieKSa utrzyma ten impet? Wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Każdy rywal jednak gra inaczej i Motor może postawić nam ciężkie warunki. Pytanie też jak podejdzie przeciwnik do tego spotkania. Pamiętajmy, że Motor musi obrać taktykę przeciw drużynie, która w tak trudnych meczach strzeliła siedem goli. Więc może ustawią się nisko, tak jak Wisła? Przy czym Płocczanie z tej swojej niskiej obrony robili mega groźne wypady. A może pójdą na wymianę ciosów? Bardzo ciekawie zapowiada się to spotkanie.
Choć trener tego głośno nie mówi, to jak go znam, jest podjarany perspektywą walki o puchary. Gdzieś tam między słowami, jego… słowa nie są już takie asekuracyjne już wcześniej. Każdy wyczuwa szansę, żeby – w związku z płaską tabelą – powalczyć. Oczywiście bez spiny. To są nasze marzenia, to jest nasza okazja, ale tu przede wszystkim trzeba rzetelnie realizować swój plan. To ten plan doprowadził nas do miejsca, gdzie jesteśmy obecnie. Nie ma więc sensu nic w tym zmieniać.
GieKSa udowodniła (który to już raz), że to drużyna, na którą warto chodzi i którą warto wspierać. Wypełnijmy więc jutro stadion i dopingiem podziękujmy za te dwa mecze, a także dajmy im wielkiego energetycznego kopa do dalszej walki i zdobywania jak najwięcej goli.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze