Piłka nożna
[WIDEO] Wysoka wygrana w sparingu
GieKSa w weekend zakończyła bardzo krótki okres przygotowawczy do nowego sezonu. Katowiczanie za tydzień rozegrają spotkanie w ramach Pucharu Polski z Garbarnią Kraków. Ciężko mówić o próbie generalnej, ale sobotni sparing z GKS Jastrzębie podopieczni trenera Góraka wysoko wygrali 5:1.
Przez całe spotkanie GieKSa kontrolowała mecz i szybko otwarła wynik spotkania. Bramkę zdobył Michał Gałecki, a drugą dołożył sprowadzony w lecie Filip Kozłowski. Rywale odpowiedzieli golem Daniela Rumina. W drugiej połowie piękne bramki strzelili Patryk Szwedzik i nowo pozyskany Bartosz Jaroszek, którzy strzałami z dystansu pokonali bramkarza rywali. Piątą bramkę dołożył ponownie Szwedzik strzałem z bliskiej odległości.
Wszyscy zawodnicy, którzy są w kadrze, rozegrali swoje minuty w tym spotkaniu i jak podkreśla trener Górak w materiale poniżej, przydałoby się tych minut więcej dla wszystkich. Czas jednak goni i za tydzień pierwsze poważne starcie na otwarcie nowego sezonu.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Pogonią
Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.
1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.
2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊
3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.
4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.
5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.
6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.
7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.
8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.
9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.
10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.
11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.
12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.
13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.
14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.
15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.
16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.
17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.
18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.
19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.
20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.
21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.
22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.
23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.
24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.
25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.
26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.
27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.
28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.
29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.
30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.
31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.
32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.
33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.
34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.
35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊
36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.
37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.
38. GieKSa w Europie!
Piłka nożna kobiet
Kolejne podium!
Trójkolorowe w ostatnim meczu sezonu pokonały AP Orlen Gdańsk, zapewniając sobie miejsce na podium sezonu 2025/26!
Mecz od zbyt głębokiej wrzutki rozpoczęła Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek bez odpuszczania zderzyła się z bramkarką, na szczęście bez żadnych uszczerbków na zdrowiu po obu stronach. Mimo oblężenia Geletova tak naprawdę nie musiała się zbytnio wysilać, najwięcej trudu sprawić mogły jedynie wycieczki po piłkę pod siatkę na końcu murawy. W 7. minucie przytomnie i z łatwością powstrzymała obiecującą kontrę GieKSy, Julia Włodarczyk zdecydowanie zbyt mocno dograła do Nicoli Brzęczek. Wcześniej zamiary rywalek odczytała Oliwia Malesa, niwecząc szybkie rozegranie Klaudii Fabovej. W 11. minucie Klaudia Maciążka obróciła się z piłką otrzymaną od Brzęczek na plecach rywalki, zwodem uniknęła odbioru, położyła bramkarkę drugim ruchem i pewnie kopnęła w środek bramki! Poprawić wynik sama strzelczyni próbowała celnym uderzeniem z dystansu, Geletova z trudem doskoczyła do dolnego narożnika bramki. Jeszcze bliżej była Brzęczek po mocnej, ciętej wrzutce Milovanović z prawej flanki, piłka była jednak zbyt podkręcona, by celnie zmieścić ją pod poprzeczkę. Nie minęła minuta, a Brzęczek obiła słupek po błędzie defensywy, znów upiekło się przyjezdnym. Po drugiej strony piłkę za plecy obrończyń skasowała Kinga Seweryn, dając przy okazji szansę na zorganizowanie wysokiego pressingu. Po kilku nieudanych podaniach Gdańszczanek już na bramkę gnała Maciążka, po kilku zwodach minimalnie mijając okienko z bardzo ostrego kąta. W 30. minucie lewą flanką uciekła Aleksandra Nieciąg po podaniu Oliwii Malesy, ale mimo zastawienia się z piłką, nie doczekała się jednak wbiegnięcia koleżanek w szesnastkę. W 38. minucie mocna centra Katarzyny Nowak została przekierowana przez Brzęczek i Maciążkę, która jednak znalazła się na pozycji spalonej. Minutę później rzut wolny z połowy boiska wykonała… Kinga Seweryn, co prawdopodobnie wprowadziło w szok zespół gościń – Galetova o ułamek sekundy spóźniła się z wyskokiem, równając z ziemią przeciwniczkę we własnym polu karnym. Katarzyna Nowak dość długo nie mogła się pozbierać, mocno odczuwając starcie. Do piłki na jedenastym metrze podeszła Aleksandra Nieciąg, jednak bramkarka odczytała jej zamiary i rzuciła się w dobrym kierunku. Chwilę później po kilku „kółeczkach” w końcu pod bramkę przedostała się Julia Włodarczyk, nieco bezczelnie próbując podcinki z bardzo bliska – wcale tak dużo nie zabrakło do szczęścia. Po jej odbiorze na skrzydle przez krótką chwilę z bramki cieszyła się Patrycja Kozarzewska, dopóki nie ujrzała uniesionej w górę chorągiewki.
Strzelanie na bramkę w drugiej połowie rozpoczęła Julia Włodarczyk, wariantem siłowym nie sprawiając wiele problemów golkiperce. W 55. minucie znów indywidualnie błysnęła Klaudia Maciążka, Geletova z trudem sparowała piłkę w jakimkolwiek kierunku, byleby nie wpadła do siatki. Inicjatywę na kilka minut przejęły przyjezdne, choć Kinga Seweryn nadal nie musiała testować swoich rękawic. W 64. minucie Julia Włodarczyk krótko prowadząc piłkę i zagrywając na obieg z Katarzyną Nowak przedarła się pod samo pole bramkowe, tam jej wszystkie próby strzału zostały zablokowane i skończyło się na rzucie rożnym. W 69. minucie druga linia GieKSy nie doceniła możliwości motorycznych rywalek, dając im wyjść na kontrę 5 na 3 – Zajmi mimo świetnej okazji przegrała starcie z Kingą Seweryn. Odpowiedź po drugiej stronie Oliwi Malesy również zakończyła się wyblokiem, choć miała równie dużo miejsca na przedpolu. W 74. minucie po rajdzie huknęła Julia Włodarczyk, po rykoszecie zatrzepotała boczna siatka. Poprawiała Klaudia Maciążka, a po dośrodkowaniu Katarzyny Nowak w 76. minucie GieKSa podwyższyła prowadzenie. Aleksandra Nieciąg wywalczyła sobie pozycję w szesnastce, pokonując bezradną bramkarkę. Od razu powinno być już 3:0, jednak Klaudia Maciążka po minięciu wszystkich piłkarek niepotrzebnie oszczędziła na sile strzału. W 81. minucie dwójkowo błysnęły Włodarczyk z Nieciąg, ta pierwsza zmusiła bramkarkę do interwencji precyzyjnym uderzeniem. Cztery minuty później na wolne pole przy kontrze wychodziły Nieciąg i Amelia Bińkowska, podanie Klaudii Maciążki skończyło w rękach Geletovej. W końcówce regulaminowego czasu gry na wolne pole z pierwszej piłki i nad głowami defensorek podanie otrzymała od Nieciąg Maciążka, arbiter od razu uniosła jednak chorągiewkę. W 91. minucie Klaudia Maciążka jeszcze wykrzesał resztki sił na sprint, urwała się skrzydłem i wystawiła futbolówkę na pustą bramkę Amelii Binkowskiej.
Kolejny sezon na podium – gratulacje i dziękujemy!
GKS Katowice – AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0
Bramki: Maciążka (11), Nieciąg (76), Binkowska (90).
GKS Katowice: Seweryn – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (90. Theodoraki), Vojtková (86. Kaláberová), Malesa – Maciążka, Brzęczek (62. Bińkowska), Nieciąg (90. Vuškāne).
AP Orlen Gdańsk: Geletova – Maskiewicz, Nowotny, Derus (86. Okoń), Fabova, Konat (86. Zimecka), Kołodziejek (58. Butlion), Siwińska (86. Myszk), Ostopinka, Jagodzińska, Charaszczak (46. Zajmi).
Kartki: Konat, Nowotny.
W 42. minucie Nieciąg nie wykorzystała rzutu karnego (Geletova obroniła).
Felietony Piłka nożna
Przez ból i radość – podsumowanie sezonu
Ten sezon był iście szalony. Jako cała liga, ale też stricte w wykonaniu GKS Katowice. Przeżywaliśmy różne stany, byliśmy w różnych miejscach w tabeli, a rzutem na taśmę ustaliły się nasze nastroje z dobrych na wyśmienite. Prześledźmy sobie jeszcze raz, jak to wszystko wyglądało. To było 39 meczów, które w sumie – zapisały się w nowej historii GKS Katowice, a nasz zespół zajął najlepsze miejsce w lidze od 23 lat. Jesteśmy w piątce najlepszych klubów w Polsce!
Ciężkie początki
To właśnie inauguracja sezonu była tym najgorszym momentem. Wiedzieliśmy, że terminarz mamy ciężki, bo przecież grać mieliśmy m.in. z Rakowem, Legią i nieobliczalnym Widzewem, z czego z tymi dwoma ostatnimi rywalami na wyjazdach. Liczyliśmy więc przede wszystkim na zwycięstwo u siebie z Zagłębiem Lubin. Przewidując, że drużyna Leszka Ojrzyńskiego będzie jednym z głównych kandydatów do spadku, obowiązkiem wydawało się zdobyć w tym spotkaniu trzy punkty.
W pierwszej kolejce przegraliśmy u siebie z Rakowem, po meczu bardzo nijakim. Nie było tej ikry z końcówki poprzedniego sezonu. Raków zagrał solidnie, ale też nic wielkiego. Z debiutującym Oskarem Repką w składzie. Wystarczył jeden gol Brauta Brunesa i schodziliśmy z boiska pokonani. Macieja Rosołka zastąpił w drugiej połowie Aleksander Buksa i nawet miał jedną niezłą sytuację. Wiemy, jak się potem potoczyły losy zarówno Rosołka, jak i Buksy.
Po pierwszej połowie meczu z Zagłębiem było już bardzo źle. GieKSa przegrywała 0:2, a Lubinianie grali świetnie. Tzw. dziennikarze Zagłębia (wporzo ludzie) chwytali się za głowy i mówili „co tu się dzieje?!”. Na szczęście w drugiej połowie błysnął po raz pierwszy w tym sezonie Bartosz Nowak i swoim dubletem zapewnił GieKSie punkt. W końcówce dość desperacko się broniliśmy, ale jeden punkt w takim meczu to było coś, co należało szanować.
Przyszły te dwa wyjazdy – na Widzew i Legię. W Łodzi początek był nawet niezły, ale jedna akcja gospodarzy przyniosła im prowadzenie. Systematycznie GKS w tym meczu był coraz słabszy, Maciej nie wykorzystał świetnej sytuacji, a w końcówce to już się posypało wszystko, gdy pechowy samobój Kowala i gol Frana Alvareza zapewniły zwycięstwo RTS. No i Bergi był z golem.
Z Legią za to mecz wyglądał zupełnie inaczej. W pierwszej połowie to GKS dominował i grał bardzo dobrze. Brakowało szczęścia i świetnie bronił Tobiasz. Niestety podtrzymana (i potem jeszcze długo też) została seria traconych bramek do szatni i pokarał nas Wszołek. W drugiej połowie Katowiczanie grali już słabiej, ale doprowadzili do wyrównania, po przepięknym strzale z pierwszej piłki Nowaka. Remis przy Łazienkowskiej był bardzo cenny i trzeba było to dociągnąć. Niestety. W doliczonym czasie gry gola strzelił popularny Jędza (jedyna bramka w sezonie), a poprawił Morishita. Z wielkim niedosytem z Warszawy wracaliśmy, jeden punkt w czterech meczach wyglądał bardzo źle, ale sama postawa w tym meczu dawała nadzieję na lepsze jutro.
Przeplatanka z optymizmem
Dobra postawa z Warszawy była kontynuowana w meczu z Arką, tym razem już z większą skutecznością. GKS od początku meczu narzucił szybkie tempo i strzelił dwie bramki. To spotkanie stało pod znakiem stałych fragmentów gry, które gospodarze wykonywali świetnie, a co dotknął w złoto zamieniał Bartek Nowak. Dwa trafienia po przerwie zaliczył Lukas Klemenz. W końcu odczarowaliśmy ten fatalny początek i zapunktowaliśmy za trzy.
W związku tym z dużymi nadziejami jechaliśmy na Roosevelta. Niestety GKS zagrał tam bardzo słaby mecz i podobnie jak rok wcześniej, przegrał 0:3. Byliśmy bezzębni i po prostu słabi, a „estońska sztuczka” Martena Kuuska była idealnym podsumowaniem tych derbów i przypomniała starego dobrego Damiana Garbacika z meczu z Wigrami. W zasadzie o tym meczu najlepiej było po prostu jak najszybciej zapomnieć.
Znowu w tabeli zrobiło się niewesoło i czekaliśmy co nasz zespół pokaże z Radomiakiem, który miał bardzo efektowny początek sezonu, ale potem nieco spuścił z tonu. Ostatecznie na Bukowej oglądaliśmy arcyciekawe spotkanie, takie cios za cios, w którym obie drużyny grały bardzo ofensywnie. Ozdobą pierwszej połowy były bramki Balde oraz przede wszystkim Bartka, który zaskoczył wszystkich na stadionie, a najbardziej Majchrowicza i z rzutu wolnego trafił do siatki. W drugiej połowie padł tylko jeden gol, ale też przedniej urody, gdy Marcin Wasielewski z woleja pokonał bramkarza gości. Największy wybuch euforii miał miejsce jednak pod koniec meczu, gdy Radomiak wyrównał na 3:3, ale po analizie VAR Tomasz Kwiatkowski bramkę anulował. Po tym niesamowitym spotkaniu GKS dopisał sobie kolejne trzy punkty i już wyglądało to nieco lepiej.
Słabizna z promykami
Do kolejnego „okienka międzyreprezentacyjnego” przystępowaliśmy więc w bardzo dobrych nastrojach. Nad morzem jednak w ten wrześniowy wieczór dostaliśmy zimy prysznic. Znów na wyjeździe i znów było bardzo słabo. Najpierw straciliśmy kuriozalnego gola, którego autorem był Kurminowski, a pod koniec zmęczonego armeńskimi wojażami z młodzieżówką Kowala wyprzedził w wyścigu sprinterskim Mena. To był czwarty wyjazd i na naszym koncie w delegacjach było okrągłe zero.
Nie lepiej było w kolejnym meczu u siebie. To znaczy można było wyciągać jakieś pozytywy z pierwszych 20-25 minut, bo GKS cisnął bardzo mocno, ale bramki zdobyć nie mógł. Pasy się otrząsnęły, w krótkim czasie strzeliły dwa gole i było już praktycznie po zawodach. W poprzednim sezonie mieli supersnajpera Kallmana, to teraz jego rolę przejął Stojilković, który po przerwie ustalił wynik spotkania.
Pocieszenia chcieliśmy szukać w Pucharze Polski. Przyjechała do Katowic świetnie spisująca się w lidze Wisła Płock. Przy kameralnych trybunach dostaliśmy bardzo ciekawe widowisko i w końcu skuteczną GieKSę. Pierwszego gola dla GKS zdobył pozyskany krótko wcześniej Ilja Szkurin. Niestety po golu Wiktora Nowaka w 90. minucie musieliśmy grać dogrywkę. Wcześniej i nasz Nowak gola strzelił. Ekstra czas zaczęliśmy już świetnie, po od strzelonej przez Bartka kolejnej bramki. Mocno pomogła nam kontuzja Lecoeuche’a, bo goście wykorzystali swoje sloty zmian i musieli kończyć w dziesiątkę. Ostatecznie Bartosz Nowak zaliczył hat tricka i doczekał się skandowania swojego nazwiska, co przecież na GKS jest rzadkością.
Za chwilę znów graliśmy z Wisłą – tym razem w Płocku, w lidze. W końcu uszczknęliśmy jeden punkt na wyjeździe. Co prawda znów straciliśmy gola do szatni, po niesamowicie pechowym rykoszecie po strzale Rogelja. Ale niesamowitą mądrością i sprytem popisał się w drugiej połowie Wasyl, który odebrał piłkę Leszczyńskiemu i strzelił na 1:1. GKS przełamał złą passę wyjazdową i w końcu zdobył też po prostu punkt w lidze.
Liczyliśmy, że dobra postawa zostanie utrzymana w meczu u siebie z Lechem. Pamiętaliśmy wszak grę z Kolejorzem z końcówki poprzedniego sezonu. I tak – GKS zagrał dobry mecz z piłkarzami Frederiksena, ale niestety przegrał. Gola strzelił Fiabema, na którego generalnie raczej bardziej pomstowali kibice Lecha, niż chwalili. U nas Borja Galan miał świetną sytuację, ale zabrakło niewiele do wyrównania. Cztery mecze ligowe i znów tylko jeden punkt. Ale przynajmniej gra dająca optymizm, no i bonus w postaci awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski.
Jesienne odrodzenie
Po kolejnej przerwie na kadrę jechaliśmy trochę z duszą na ramieniu na bardzo ważny mecz w Lublinie. Punkty w tabeli wybitnie nam się nie zgadzały i lekki nóż na gardle zaczął się pojawiać. W tym okienku mieliśmy zmierzyć się z trzeba drużynami z dołu – Motorem, Termaliką i Piastem. Konieczne było więc solidne zapunktowanie, by nie okopać się bardziej w dolnych rejonach tabeli.
GKS zdobył w Lublinie dwie szybkie bramki i naprawdę wyglądało to dobrze. Niestety w charakterystyczny dla nas sposób daliśmy się zepchnąć do głębokiej defensywy i dwa szybkie gole Czubaka doprowadziły do wyrównania. Motor nie poprzestawał i mógł jeszcze zdobyć przed przerwą trzeciego gola, a to byłaby katastrofa. Na szczęście ciśnienia nie wytrzymał Łabojko, który tuż przed przerwą zobaczył drugą żółtą kartkę. Dzięki temu w drugiej połowie Motor już nie istniał, a nasi napastnicy dopełnili dzieła zniszczenia dokładając trzy bramki i wygrywając 5:2.
Oprócz tych drużyn zamieszanych w „walkę o spadek” mierzyliśmy się też z… mierzącą wysoko Koroną, która jeszcze była w tamtej fazie sezonu dobra. Po bardzo trudnym i wyrównanym meczu, w końcówce trafił do siatki Sebastian Milewski. W końcówce wybroniliśmy się cudem, gdy Borja Galan wybijał z linii bramkowej. Te trzy punkty były pewnym bonusem w tych naszych planach. Było to bardzo ważne zwycięstwo, dające naprawdę dużo oddechu.
Nie tylko ligą jednak człowiek żył. Tym razem los w Pucharze Polski był nieco łaskawszy, ale też nie idealny. W Łodzi z ŁKS GieKSa pokazała jednak zdecydowanie wyższość zespołu z ekstraklasy nad pierwszoligowym. Jedyne, co można było naszym zawodnikom zarzucić przez większość meczu to nieskuteczność. Mecz bowiem można było zamknąć dużo wcześniej. A tak mając 2:0 w końcówce Arkadiusz Jędrych strzelił bardzo pechowego samobója i do końca lekko drżeliśmy o wynik. Jednak awans do kolejnej rundy stał się faktem i w końcu przeszliśmy dwie rundy, co dawno nam się nie zdarzyło.
Zwycięską passę GKS Katowice kontynuował w Niecieczy. Mecz co prawda do najłatwiejszych nie należał, ale tutaj Katowiczanie byli bardzo efektywni. Pierwszy raz (i jedyny na jesieni) błysnął Eman Marković, który zaliczył dublet, umiejętnie zakładając bramkarzowi rywali siatki. To było trzecie ligowe i czwarte w ogóle zwycięstwo z rzędu. GKS Katowice złapał świetny moment na jesieni – znacząco poprawił swoją sytuację w tabeli, a i właśnie w rozgrywkach pucharowych pokazał się z bardzo dobrej strony.
Przed kolejną przerwą reprezentacyjną mogliśmy jeszcze postawić piękną kropkę nad i. Przyjechał bowiem na tamten moment outsider z Gliwic. Outsider, ale z nowym trenerem – Danielem Myśliwcem, który sprzątał bałagan po poprzednim szkoleniowcu. I Piast rozegrał najlepsze do tamtej pory spotkanie w sezonie, zaproponował walkę wręcz, której nie podołali nasi zawodnicy. W krótkim okresie czasu goście strzelili dwa gole, a potem jeszcze trzeciego dołożył Erik Jirka. Mimo porażki w domowym meczu, ten okres GieKSy był bardzo dobry.
Zwycięstwa bez piłki
W Białymstoku meczu nie zagraliśmy. Jagiellonia zrobiła cyrk i wykorzystała minimalne opady śniegu do tego, żeby spotkania nie rozegrać. Boiska nie odśnieżano, a jak już zaczęto, to w taki sposób, jak na viralowym filmiku, który krążył w sieci. Kibice w rekordowej liczbie pojechali na Podlasie, ale musieli przejechać całą Polskę tam i nazot, by obejść się smakiem.
Istniało wielkie ryzyko, że i kolejny mecz – z Pogonią się nie odbędzie. Gęsta mgła spowiła bowiem Katowice i po przyjechaniu na stadion naprawdę widoczność była ograniczona. Na szczęście warunki się wkrótce nieco poprawiły i mecz się odbył – to by było za dużo! GKS przyjął określoną taktykę i oddał Pogoni piłkę. Goście konstruowali swoje akcje, ale nie mogli znaleźć sposobu na szczelną defensywę GieKSy. Futbolówki więc posiadaliśmy mało, ale jeszcze przed przerwą GKS zdobył dwa gole. Taki wynik utrzymał się do końca i znów mogliśmy cieszyć się z triumfu.
Chwilę później schemat się powtórzył. W Pucharze Polski zagraliśmy z Jagiellonią i tu rywale ponownie oddali mnóstwo strzałów, z czego większość niegroźnych czy nieprzygotowanych. W sumie w z Pogonią i Jagą rywale próbowali około 50 razy. Trafili tylko raz – Pululu z karnego. GieKSa zagrała świetnie i swoje gole strzeliła. Znów Jaga przy wyprowadzaniu piłki straciła ją i Bartek Nowak trafił do siatki. Potem gola dołożył Ilja, znów trafiając w pucharze. Stadion wybuchł euforią, gdy w końcówce Bartosz Nowak ustalił wynik spotkania na 3:1. Po raz pierwszy od ponad 20 lat GKS miał zagrać w rozgrywkach pucharowych na wiosnę!
Rok 2025 kończyliśmy w Częstochowie. Ach gdyby Adam Zrelak dobrze podał… Mecz był średni, ale długo utrzymywaliśmy remis. W drugiej połowie jednak wszedł Fadiga i gospodarze ruszyli z impetem, czego efektem była bramka. Mieliśmy swoją sytuacje, gdy Eman trafił w poprzeczkę. No szkoda. Rok zakończyliśmy porażką. Rok zakończyliśmy w strefie spadkowej, ale bardzo na styku z kilkoma drużynami. Po fatalnym początku mogło być dużo gorzej. Teraz byliśmy pod kreską, ale żadnej tragedii nie było.
Odbijamy się od dna
Wiosnę (w środku zimy) mieliśmy zacząć od meczu w Lubinie. Zagłębie w przypadku wygranej wskakiwałoby na pozycję lidera. Jednak strzelanie zaczął kilka sekund po upływie pierwszej minuty Bartek Nowak. Całościowo był to bardzo dobry mecz GieKSy, taktyczny i bardzo solidny. W drugiej części gry gola strzelił Arek Jędrych i ani przez chwilę zwycięstwo nie było zagrożone. GKS już na samym wstępie wydostał się ze strefy spadkowej.
Chwilę później po raz pierwszy na Nowej Bukowej pojawił się Widzew. I wzorem poprzednich domowych meczów, GieKSie nie zależało specjalnie na przesadnym posiadaniu piłki. Dlatego Widzew z futbolówką męczył się i męczył, ale strzał oddał tylko jeden celny w całym meczu. Za to GieKSa bramką do szatni uciszyła pusty sektor gości. W końcówce mieliśmy sporo nerwów, bo podyktowany był rzut karny dla Widzewa, ale został anulowany przez VAR. Dwa mecze – sześć punktów i zero straconych bramek. Początek wyśmienity.
Liczyliśmy na to, że mając tak dobrą formę, w końcu wygramy z niebędącą w najlepszej dyspozycji Legią. I może tak by się wydarzyło, ale sędzia Sylwestrzak nie miał tego dnia najlepszego. Trzy bardzo wątpliwe decyzje na korzyść Warszawian spowodowały, że uciekli ze stryczka. Niezależnie jednak od tego, GKS grał z niesamowitą walecznością – podobnie jak z Widzewem. Po słabszej pierwszej połowie, druga była już już lepsza i niewiele zabrakło do wygranej. Z drugiej strony – GKS ten mecz przegrywał i doprowadził do wyrównania. Był więc niedosyt, ale też docenienie punktu.
W Gdyni prowadzenie już mieliśmy w pierwszej minucie, kiedy Mateusz Wdowiak trafił do siatki. Szkoda było tego meczu, bo Arka grała fatalnie i nie istniała na boisku. GKS dominował, ale w którymś momencie… przestał grać. Arka z niczego strzeliła dwa gole. W drugiej połowie na tym klepisku oglądaliśmy już kiepskie widowisko, a gospodarze utrzymali swój wynik.
GieKSa rośnie w siłę
Przed nami były dwa domowe mecze o wielkim ciężarze gatunkowym i prestiżowym. Najpierw na pojedynek ligowy przyjechał Górnik. Piłkarze Michala Gasparika mieli wówczas zadyszkę, ale sami wiemy, jak ciężki był to rywal w poprzednich meczach, mimo że rok temu GKS na inaugurację Nowej Bukowej wygrał. Tym razem znów nie było to łatwe spotkanie. GieKSa prowadziła, potem goście wyrównali. Mecz był na styku, ale z lekką przewagą Górnika, tym bardziej cenne było to, że z przyszłym wicemistrzem Polski w końcówce nasz zespół przechylił szalę na swoją korzyść. Przy okazji mieliśmy też… jedyny w lidze podyktowany dla GKS rzut karny. Świetnie nastroiliśmy się przed ćwierćfinałem Pucharu Polski.
Znów przyjechał Widzew. Kolejne wyrównane spotkanie, choć gdyby Ilja Szkurin wykorzystał doskonałą okazję tuż przed przerwą, byłoby spokojniej. Łodzianie w drugiej połowie wyrównali wprowadzając w euforię sektor gości. Dogrywka nie przyniosła rezultatu i ku wielkiej radości ławki Widzewa – rzuty karne miały być egzekwowane na bramkę od sektora gości właśnie. Na nic się to zdało, bo w bramce mieliśmy niezawodnego Rafała Strączka. Gdy Fornalczyk przeniósł piłkę nad poprzeczką – stadion odleciał. To był olbrzymi sukces, GKS awansował do półfinału Pucharu Polski. Od Stadionu Narodowego dzielił nas już tylko jeden krok.
Wydawało się po tych emocjach, że gdzieś może przyjść zadyszka. Tymczasem kolejny mecz – na wyjeździe z Radomiakiem, GieKSa również wygrała. Choć było to spotkanie bardzo trudne, głównie w drugiej połowie. Przed przerwą bowiem mieliśmy trochę taką kopaninę, w której w końcówce Arek Jędrych dobił swój własny strzał. W drugiej części gry to już była nawałnica gospodarzy i dość rozpaczliwa obrona GKS. Nasza drużyna wyszła jednak obronną ręką z tego kotła i zawiozła do Katowic trzy punkty. Na trybunach (jak to w Radomiu) nie wytrzymywano ciśnienia, dostało się Goncalo i zaraz nie był już trenerem Radomiaka.
Za to pojedynek z Lechią to był taktyczny majstersztyk. GKS grał podwójnie osłabiony, bo za żółte kartki pauzowali Alan Czerwiński i Arkdaiusz Jędrych. Trener musiał rzeźbić linię defensywną i martwiliśmy się, jak to będzie wyglądać, tym bardziej, że naprzeciw miał być Tomas Bobcek. Przed meczem okazało się jednak, że i Słowak nie wystąpi z powodu kontuzji, więc siły się trochę wyrównywały. W pierwszej części gry Lechia jeszcze coś próbowała, były groźne strzały z dystansu. W drugiej – goście byli już kompletnie bezradni i wybitnie neutralizowani przed naszą drużynę. Wisienką w tym meczu była kontra, po której padła bramka na 1:0, to przyjęcie Bartka Nowaka, asysta Sebastiana Milewskiego i Mati Wdowiak trafiający podcinką do siatki. Być może najpiękniejsza akcja sezonu, choć później te z meczu z Motorem również będą mogły kandydować.
Zadyszka z króliczkiem na koniec
GieKSa napunktowała solidnie, ale gdzieś ten lekki moment kryzysu musiał przyjść, choć nie był to kryzys stricte. Odrabialiśmy zaległości z Jagiellonią i będąca w prawdziwym kryzysie Jaga akurat rozegrała najlepszą połowę od dawna. Mieliśmy też trochę pecha, bo sposób, w jaki piłka wpadła do bramki po strzale Pozo był kuriozalny. Trafił również Romanczuk i do przerwy mieliśmy dwubramkową stratę. Po przerwie GKS wyszedł już odmieniony i grał naprawdę dobrze. Erik Jirka strzelił kontaktową bramkę, ale na wyrównanie brakło czasu. Mimo wszystko jakoś trzeba było się liczyć, że z Białegostoku możemy wrócić bez punktów.
Grunt to było zdobyć oczka, najlepiej trzy, z beznadziejnie słabą Cracovią. I to po końcowym gwizdku był chyba najbardziej frustrujący mecz w tym sezonie. Po i przed meczem Cracovia była słaba i w trakcie meczu też była słaba. GieKSa powinna była po prostu wyjść i wypunktować takiego przeciwnika. Tymczasem naszemu zespołowi brakowało wrzucenia jednego biegu wyżej, wszystko było toczone trochę w zwolnionym tempie. I gdy wydawało się, że z wielkim niedosytem będziemy podchodzić do bezbramkowego remisu, na 10 minut przed końcem przypadkowa ręka Lukasa i karny, którego wykorzystał Hasić. Naprawdę ciężko było zrozumieć, jak można było ten mecz przegrać. Szkoda polegała też na tym, że było to tuż przed przerwą reprezentacyjną. I mimo że wcześniejsze mecze były bardzo dobre i zwycięskie, tutaj po dwóch porażkach znów pojawił się pewien znak zapytania w kontekście utrzymania.
Rozpęd maszyny
Powrót do rozgrywek nastąpił w Wielką Sobotę. Jak się później okazało, było to jedno z kluczowych spotkań w kontekście ostatecznego układu tabeli. Wówczas o pucharach poprzez ligę nawet nie marzyliśmy. Dodatkowo na chwilę liga schodziła na dalszy plan, bo przecież za kilka dni mieliśmy grać półfinał Pucharu Polski. Przy Nowej Bukowej Wisła Płock cofnęła się i wyczekiwała swoich szans. Miała żelazną defensywę i kilka wypadów było bardzo groźnych. W końcówce znów Wiktor Nowak miał znakomitą okazję. Po chwili to jednak piłkarze i kibice GKS cieszyli się, gdy w doliczonym czasie gry Lukas Klemenz pokonał bramkarza gości. Zrównaliśmy się wówczas z Wisłą punktami i wyprzedziliśmy meczami bezpośrednimi. A przecież dopiero co – na początku rundy wiosennej – Wisła była liderem, a GKS w strefie spadkowej.
W końcu przyszedł wspomniany puchar. Mecz, który przeszedł do historii, a cała piłkarska Polska ujrzała GieKSę w pełnej krasie. Dwubramkowe prowadzenie do przerwy, potem ultraszybkie dwie bramki Rakowa w drugiej połowie. Następnie ta niesamowita kontrowersja z dobitką Fadigi i wcześniejszym „wskokiem” w pole karne. Wyrównanie w doliczonym czasie gry Adama Zrelaka. Dogrywka i piękne trafienie Emana. No i te rzuty karne, które – w przeciwieństwie do tego co zawsze – były najmniej ciekawym elementem tego widowiska. 4:4, porażka w serii jedenastek i koniec marzeń o pucharze. Bolało, ale byliśmy dumni. GieKSa na wyjeździe z czołową drużyną w kraju walczyła niesamowicie. „To jest futbol. I love this game” – krzyczał rozentuzjazmowany Mateusz Borek.
Trzy dni później mieliśmy mecz w Poznaniu. Wszyscy GieKSę przed tym meczem skreślali – Lech faworytem, gra u siebie, GieKSa ma 120 minut w nogach i jest mentalnie rozbita. Tak miało być. A tymczasem na stadionie przy Bułgarskiej piłkarze Rafała Góraka rozegrali kolejne doskonałe spotkanie. Strzelili Mistrzowi Polski (ówczesnemu i przyszłemu) trzy gole, trzykrotnie wychodzili na prowadzenie i po prostu grali swoją piłkę, bez kompleksów. Szwankowała trochę gra defensywna, więc Kolejorz również trzy razy trafił. Ale punkt w Poznaniu również na koniec sezonu okazała się bardzo cenny. Błysnął znów Eman, który ustrzelił dublet, co jak się później okaże – będzie jego ulubionym sposobem punktowania w meczach.
Po tych niesamowitych emocjach wyjazdowych, wróciliśmy na Bukową. Po to, by znów rozegrać niesamowicie pasjonujący mecz, tym razem z Motorem. Pierwsza połowa to była perfekcja ofensywna. GieKSa grała efektownie i z rozmachem. Druga i trzecia bramka to był praktycznie wjazd do bramki. Akcje trwające nieco ponad 20 sekund od swojego pola karnego, piłka przechodząca przez 7-8 zawodników, szybka gra, na jeden lub dwa kontakty i gol. Coś pięknego. Niestety zaraz po przerwie straciliśmy kontaktową bramkę i trochę drżeliśmy, tym bardziej, że nawałnica ofensywna naszego zespołu nie potrafiła przynieść gola, a bramka Tratnika była jak zaczarowana. Niemniej – wygraliśmy i nasza przewaga nad strefą spadkową zrobiła się już na tyle duża, że utrzymanie było już praktycznie pewne. I tak naprawdę po raz pierwszy na bardzo poważnie zaczęliśmy myśleć o pucharach. Tabela wskazywała na to, że jest to realne. Przede wszystkim trzeba było wyprzedzić Wisłę Płock i Zagłębie.
Końcówka sezonu powoli zaczęła dawać o sobie znać. Pierwszy przejaw tego mieliśmy w Kielcach. GKS zagrał już z mniejszym animuszem, Korona też nie grała specjalnie dobrze. Jednak to co było bardzo istotne to fakt, że nie przegraliśmy tego meczu. Tym razem jeden gol wystarczył do remisu. GieKSa nie była gorsza od Kielczan, nie była też specjalnie lepsza, więc wynik był zasłużony, a kolejny punkt w tabeli dopisany.
Termalica przyjechała na Nową Bukową walczyć o złudzenia, ale szybko została ich pozbawiona. Mimo trudnego początku meczu, GieKSa znów się rozpędziła i szybko prowadziła 3:0. W drugiej części gry Katowiczanie dołożyli jeszcze dwie bramki. Wynik 5:1 to najwyższym w zakończonym sezonie i po raz drugi nasza drużyna strzeliła pięć bramek. Słonie pożegnały się z ekstraklasą, a GieKSa na poważnie włączyła się do walki o europejskie puchary. W tym momencie nasz zespół znajdował się na miejscu premiowanym. Znając terminarze Wisły i Zagłębia wiedzieliśmy, że do powrotu do Europy może wystarczyć.
Wytrzymany finisz
Ciężka to była końcówka sezonu. Trener mówił drużynie, żeby jeszcze wytrzymała, żeby utrzymała ten reżim treningowy. Pierwszym z trzech ostatnich meczów było wyjazdowe spotkanie z Piastem Gliwice. Bardzo słaba pierwsza połowa i trochę lepsza druga, nieco szczęścia i GKS zremisował w Gliwicach 0:0. To był kolejny punkt dopisany, taka jedna trzecia planu. Co prawda zwycięstwo spowodowałoby, że praktycznie te puchary są już niemal zapewnione. Ale nie wybrzydzaliśmy. Mieliśmy jeszcze dwie szanse.
Spotkanie z Jagiellonią to był finał sezonu na Nowej Bukowej. Przy komplecie publiczności, z rywalem, który złapał kapitalną formę i walczył o wicemistrzostwo. To była niesamowita walka. Jagiellonia świetnie grała w ofensywie, GKS też pokazał swoje, ale przede wszystkim obejrzeliśmy niesamowitą walkę. Bardzo cenne było wyjście z opresji, gdy po raz pierwszy od dawna przegrywaliśmy w trakcie meczu. Ozdobą meczu i wisienką tego sezonu była przepiękna bramka Borjy Galana, chyba najpiękniejszy był to gol na nowym stadionie. Katowiczanie zakończyli rundę bez porażki u siebie. Jadze plany się posypały, my nie zapewniliśmy sobie pucharów, ale punkcik był bardzo, bardzo ważny.
I gdyby Legia nie strzeliła w doliczonym czasie w Gdańsku, mielibyśmy te puchary na 99% nawet w przypadku porażki w Szczecinie. Tak jednak trzeba było z Pogonią przynajmniej zremisować. Pierwsza połowa była bardzo słaba, jedna z najsłabszych w sezonie. GieKSa przegrywała. W drugiej części było już trochę lepiej, ale piłka do bramki Kamińskiego wpaść nie chciała. Pomógł nam golkiper gospodarzy piąstkując piłkę poza polem karnym, dzięki czemu do bramki musiał wejść zawodnik z pola. I wtedy cały na złoto-zielono-czarno wjechał on – Marcel Wędrychowski. Oddał strzał z szesnastu metrów. Im dalej od tego meczu, tym bardziej można stwierdzić, że ten strzał był naprawdę świetny. Piłka na niewielkiej wysokości nad murawą, w powietrzu, w długi róg. Wpadła idealnie w siatkę. Dodatkowo strzał był na tyle chytry, że Filip Cuić nie wiedział, czy interweniować nogą czy ręką i wyszedł z tego fatalny mix. GieKSa wyrównała w doliczonym czasie i zapewniła sobie europejskie puchary.
Football bloody hell
Przeżyliśmy w zakończonym sezonie całą huśtawkę emocji. Od rozczarowania początkiem sezonu, po okresowe radości po wyjściu z dołka. Jesienią cały czas mieliśmy w głowie ciężką walkę o utrzymanie. Od meczu z Motorem zaczął się prawdziwie mentalny marsz w górę. Do Lublina jechaliśmy wtedy – tak jak pisałem – z duszą na ramieniu, bo porażka w tamtym meczu mogła być brzemienna w skutkach. A tymczasem od tamtego meczu już do końca sezonu GKS był najlepszą drużyną w lidze. Tułając się w dolnej strefie tabeli, zaczęliśmy serię z bilansem 12-6-5 do końca sezonu. Co prawda zimę spędziliśmy w strefie spadkowej, ale wiosna potem była nasza. W samej tabeli wiosny GieKSa była druga. Systematycznie pięliśmy się w górę tabeli oddalając widmo spadku, dokładaliśmy jeszcze Puchar Polski. Kilka kolejek przed końcem pojawiła się realna perspektywa gry o puchary. Byliśmy dumni z drużyny, bylibyśmy dumni nawet jakby tych pucharów nie było. Ale GieKSa grała swoje, przede wszystkim nie przegrywała meczów i z ośmioma spotkaniami na koniec bez porażki zakończyła sezon, wprawiając nas wszystkich w euforię.







































Platini1964
15 sierpnia 2020 at 21:18
I ten sparing pokazuję jakie mentalne niedojdy z tych naszych grajków… W Ciągu jednego meczu sparingowego potrafią strzelić więcej goli z dystansu niż w ciągu całego sezonu. Dramat… Skoro te dna psychiczne są obsrani przy 1,5 tyś widowni to ja się w sumie cieszę że są te ograniczenia… Bo jak by chłopakom przyszło grać przy „starym blaszoku” to byś my z tej Ligii spadli.
Kato
16 sierpnia 2020 at 10:08
Brak wypowiedzi prezesa po zakończonym sezonie i rozpoczynającym się nowym daje do myślenia.
A co do sparingu, fajnie że wysoka wygrana …
Trafne określenie że nie przed własną publicznością, która wykupuje karnety i bilety.
I oczywiście nie w meczu o coś ważnego, jak zwykle.
Irishman
17 sierpnia 2020 at 16:15
Jak ja to kocham! Wygraliśmy i to wysoko, więc komentarzy co kot napłakał. A i te całe D W A to jeszcze w sumie takie, że w sumie….. lepiej jakby tak wygrali skromnie, 1:0. W końcu dopieprzyć się jakoś trzeba, więc Panowie zadanie wykonane!
😀 😀 😀
Platini1964
17 sierpnia 2020 at 16:26
Dopieprzyć? Nie nazwał bym tak tego, ja tylko stwierdziłem fakt. Co z tego że wygrali sparing skoro od 4 lat przegrywają KAŻDY ważny mecz. Podkreślam Każdy. Skoro potrafią w sparingu, to dlaczego nie potrafią w lidzę? Psychika… I to chciałem zaznaczyć, że psychicznie to oni są na poziomie Barcelony w przerwie meczu z Bayernem.
Irishman
17 sierpnia 2020 at 16:17
@jezyk, zobacz – można się dopieprzyć do 5:1 z zespołem, który wystepuje ligę wyżej? Można! Patrz i ucz się! 😉 😉 😉
Kato
17 sierpnia 2020 at 16:57
Irishman
Szczerze, zazdroszczę poczucia humoru.
Na poważnie, to co wygrali i kto to oglądał z Kibiców na Stadionie.
Ale niech będzie, że fajnie to wyszło i bramki super
Loco
17 sierpnia 2020 at 17:21
Fajnie że sparing wysoko wygrali z drużyną, która gra poziom wyżej. Teraz nic ino czekać na ligę.
Szkoda ino że jak wcześniej wspomnieliście że nie ma powiedziane konkretnie przez prezesa bądź dyrektora sportowego o co faktycznie tak gramy.
Irishman
17 sierpnia 2020 at 21:07
@Platini1964, zwróć uwagę, że obecni piłkarze (DZIĘKI BOGU) nie mają nic wspólnego z tymi, którzy tu byli cztery lata temu. Tymczasem mam wrażenie, że im się obrywa za wszystkie grzechy swoich poprzedników. I za Kluczbork, i za derby z chorzowskimi, za wszystkie wstydliwe porażki i haniebnie odpuszczone awanse i jeszcze świętowanie po tym.
kosa
17 sierpnia 2020 at 21:44
@Irish Błąd grał u nas w sezonie, w którym zebraliśmy baty w derbach. W Chorzowie też „zagrał”. Pamięć jest zawodna 😉
Irishman
18 sierpnia 2020 at 08:41
@Kosa, no fakt akurat Błąd jako jedyny był w tej drużynie z sezonu 2017/2018 ale meczem na Bukowej się nie zhańbił i na stacji benzynowej też zdaje się po nim nie świętował porażki. Ale 4 lata temu jednak jeszcze go tu nie było.
Zresztą chodzi mi o to, że generalnie ta nasza obecna drużyna cierpi, za grzechy poprzednich ekip, poczynając nawet nie od tej sprzed 4 lat ale chyba jeszcze od tej Moskala, bo wtedy zaczął się serial kolejnych spektakularnych porażek. Moim zdaniem takie babranie się w przeszłości jest bez sensu. Obecnej drużyny na pewno nie porównywałbym do poprzednich parodystów. Tak naprawdę to gromy walą się na nią dlatego, że do końca walczyła o awans i przegrała. A i to dlatego, że rywale okazali się bardzo słabi. Gdybyśmy nie zrobili kilka punktów fartem, to odpadlibyśmy z tej walki wcześniej i pewnie mielibyśmy do do tych piłkarzy pewnie mniej więcej taki stosunek, jak do drużyny Brzęczka po pierwszym sezonie o nas.
Ja tam proponuję już nie babrać się w tym syfie z przeszłości tylko z optymizmem patrzeć w przyszłość. Przecież usunęlismy kilka najsłabszych ogniw, rywale nie powalają to teraz już powinno się udać. Zresztą „udać” się to złe słowy, bo my ten awans powinnismy po prostu bez spiny zrobić.
Kato
18 sierpnia 2020 at 09:24
Aby nie powracać do przeszłości, prezes nie Nie powinien nakreślić przyszłość i cele na nowy sezon.
Nie będzie wtedy jęku zawodu. Rozliczenie z osiągniętych wyników będzie wtedy również sprawiedliwe.
I na to właśnie czekam
Kato
18 sierpnia 2020 at 09:31
Prezes czy Nie powninien nakreślić przyszłości i cele na nowy sezon.
Poprawiam mój tekst.
Loco
18 sierpnia 2020 at 09:49
Kato zgadzam się w 100 procentach. Prezes albo dyrektor sportowy sekcji piłki nożnej powinien wyjść i powiedzieć o co gramy aby wszyscy mieli pewność
KaTe
18 sierpnia 2020 at 10:25
Jak to: „O co gramy?”! Myślałem, że dla wszystkich Gieksiarzy to jest oczywiste! TYLKO AWANS! Gieksa w trzeciej (de facto) lidze – to plama na honorze! Jeśli fusbal w Katowicach ma cokolwiek znaczyć to nie można zadowalać się grą z Sokołem Ostróda i Skrą Częstochowa. Porównajmy potencjał miast, klubów, drużyn i kibiców. Zbliżony do nas ma tylko Lublin. I zadaniem zarządzających klubem powinno być stworzenie takiej kapeli, która tę ligę WYGRA!
A tak na marginesie, chyba już nikt nie wspomina o Gieksie jako „młodej” drużynie. Nie sprowadzono do niej żadnego nastolatka!. Dziwna polityka kadrowa.
kosa
18 sierpnia 2020 at 10:28
@Irish
Myślę, że przesadzasz. Ja na przykład mam ogromne pretensje do tej drużyny za zmarnowanie szansy na awans w poprzednim sezonie i nie uważam, by wpływ na moją ocenę miał Kluczbork. Nie uważam, by ludzie żyli tutaj przeszłością. Do obecnej ekipy można mieć wiele zastrzeżeń za to, co sama zrobiła (lub czego nie zrobiła). Nie trzeba się cofać do innych drużyn.
Tak samo nie zgadzam się z Tobą, że gdyby wcześniej grali słabo i skończyli na niższym miejscu, to żal byłby mniejszy. Może byłby mniejszy w lipcu, ale wtedy już dawno nie było tutaj trenera itd. Nie wierzę, że kibice GieKSy są już tak przyzwyczajeni do porażek, że zaakceptowaliby miejsce poza szóstką w tak słabej lidze, jak tak w której graliśmy.
Platini1964
18 sierpnia 2020 at 13:05
Może i niewiele ale jedną najważniejszą „rzecz” mają wspólną – herb. A po za tym to nie wierzę że przyszli do klubu i powiedziano im „macie czystą kartę”. Wydaje mi się że byli świadomi wymagań kibiców i tego że jak dadzą dupy to kibice nie będą mówić że „eeee tam, pierwszy raz dali dupy… Wybaczymy.” Jeżeli tak myśleli to są naiwni i głupi. Logicznym jest ze każdy zapatruję się na to z perspektywy wieloletnich upokorzeń. To tak jak kiedyś Polska nie potrafiła awansować na mundial przez16 lat. Nie patrzono wtedy na poszczególne falę powołań, tylko na Polskę jako drużynę narodową. I tak jak i wtedy oraz tak jak napisał Kosa, każdy z nich sam sobie na to zapracowywał poprzez właśnie frajerską i moim zdaniem fatalną, bezpomysłową grę. Za co trochę winie Góraka, który nie potrafił pierdolnąć w stół i przynajmniej trochę zmienić taktykę. Bo mnie osobiście kurwica brała jak patrzyłem na to jak po raz 78 wycofują piłkę z pola karnego przeciwnika do obrony a później do bramkarza. Nie zliczę ile razy próbowali ataków skrzydłem które zupełnie nic nie wnosiły bo były czytelne jak pierwszy elementarz. Że nie wspomnę o stojanowie i liczeniu na fart że akurat do mnie trafi piłka zamiast wyjść do piłki, pokazać się na pozycję. Ataku środkiem pola, po za sporadycznymi kontrami też próżno było u nas szukać. Zakładanie pożal się Boże pressingu 3 pilkarzami, piłkarskie jaja. Jedyny mecz, a właściwie pół, kiedy fajnie się na to patrzyło i serce się radowało grą to była pierwsza połowa z Widzewem. Myślałem wtedy „kurwa, to my tak potrafimy”? No i okazało się że nie do końca bo druga połowa była już powrotem do normalności. Dodajmy do tego skurczę naszego kapitana w 52 MINUCIE !! Zaznaczmy, PROFESJONALNEGO SPORTOWCA. Które były następstwem tego że Adrian zapierdalał aż miło przez pierwsza połowę od bramki do bramki ale to tylko poazało ich przygotowanie fizyczne które też jest na niskim o ile nie tragicznym poziomie.
Irishman
18 sierpnia 2020 at 13:21
@Kosa
Oczywiście, że spieprzyli ale moim zdaniem to wkurzenie kolejnymi niepowodzeniami z roku na rok rośnie i każda kolejna ekipa cierpi także za niepowodzenia poprzedników. Zresztą tak to też wynika z posta Platiniego, do którego się odnosiłem.
No ale dobra tam, przed nami sezon, w którym jesteśmy na tle rywali już absolutnym faworytem tej ligi! No, bo kto nam może zagrozić, ewentualnie poza Stalą? I myślę, że takie cele zostaną przed sezonem postawione. Inaczej to będzie po prostu asekuranctwo dużego kalibru.
No, i pewnie po tym awansie te rozpamiętywanie przeszłości nareszcie się skończy.
Platini1964
18 sierpnia 2020 at 15:30
No właśnie Ci Irish napisałem jakie są moim zdaniem powody dla których „cierpią” i że sami sobie na to zapracowali swoją grą. A tak w ogóle to powiedz mi proszę jak oni Twoim zdaniem cierpią?
Brak wypłat – Nie
Brak dopingu- Nie (po za ostatnimi 20min barażu)
Robota w przodku na kopalni – Nie
Mało tego, nawet się ludzią po ostatnim meczu nie chciało gwizdać tylko machneli ręka bo i tak nikt się nie nastawiał(każdy wierzył ale kto oglądał ostatnie mecze ten domyślał się co się wydarzy). Więc powiem Ci że to dzięki tym wkładą do koszulek które tu parodiował football wcześniej i przejebały wszystko co możliwe oni mieli taki spokój po końcowym gwizdku barażu. A Ty to nazywasz cierpieniem? Bo jakiś Platini1964 ponarzeka sobie na nich w komentarzach bo tylko tyle może zrobić. Życzę wszystkim żeby tylko takie cierpienia ich spotykały.
Irishman
18 sierpnia 2020 at 15:49
Nie no oczywiście, te „cierpią” to tak w przenośni. I w sumie pisząc:
„Więc powiem Ci że to dzięki tym wkładą do koszulek które tu parodiował football wcześniej i przejebały wszystko co możliwe oni mieli taki spokój po końcowym gwizdku barażu.”
ŚWIETNIE to podsumowałeś! Pełna zgoda, więc niech teraz to docenia i dadzą nam wreszcie ten sukces, na który czekamy już zdecydowanie zbyt długo. Żadne tam „dawanie radości” z gry! Ma być awans i tylko wtedy będzie radość. Ale też wiem, że spokojnie ta drużyna może to zrobić.
kosa
18 sierpnia 2020 at 16:00
@Irish
Wątpię, by się skończyło – najpierw spadliśmy i zmarnowaliśmy cały rok. Potem nie awansowaliśmy i również zmarnowaliśmy cały rok. Ja tam się z awansu chyba nie będę umiał cieszyć, poczuję po prostu ulgę. Ale mam duże obawy, bo w poprzednim sezonie też wydawało się, że nic nie może nam zagrozić, liga pokazała, że drużyny są w niej słabe, a dodatkowo wszyscy grali pod nas – a mimo to jesteśmy znowu w tej samej lidze. Poza tym szereg złych decyzji, których nie da się obronić (jak np. Elanowcy). Na szczęście w tym całym naszym nieszczęściu pocieszam się jednym – liga dalej jest słaba i awans jest obowiązkiem. Nawet pomimo tych błędów.
Jedynie, co mnie niepokoi, to słaba psychika naszych zawodników, którą pokazali w poprzednim sezonie (a niektórzy też we wcześniejszych). A to akurat będzie sezon, w którym są dwie opcje: obowiązek (awans) – klęska (brak awansu).
Platini1964
18 sierpnia 2020 at 16:27
@Kosa
Niestety mam podobne odczucia. Z tym że ja nawet nie poczuję ulgi tylko kolejne obawy o to że znów na kilka lat utkniemy w 1lidze. Bo po tym wszystkim co widziałem na Bukowej przez 14 lat (pierwszy mecz w 2006 roku) jakoś ciężko mi uwierzyć że będą cudownym beniaminkiem który rozłoży 1 Ligę. Mam nadzieję że to tylko czarne myśli wywołane latami niepowodzeń a nie faktyczny scenariusz. Awans do 1 ligi uważam za obowiązek i nie wywoła on u mnie żadnego optymizmu. Jedyne co może go wywołać to awans do ekstraklasy(ewentualnie z działu football-fiction, wygranie PP) , której jeszcze na Bukowej nie widziałem… Ostatni raz kiedy się naprawdę cieszyłem na Bukowej to było pokonanie po karnych Pogoni Szczecin. Co jest smutne i przerażające bo w domyśle piłka nożna powinna właśnie tej radości i rozrywki dostarczać. Nooo chyba że jest się właśnie Kibicem GieKSy. Żona zapytała mnie kiedyś „to po co tam jeżdżę? Skoro tylko się wkurwiam”. Naszła mnie wtedy taka refleksja, że to trochę tak jak z żoną którą bije mąż ale ona nie odchodzi od niego, bo przecież przeprosił i obiecał ze tym razem będzie inaczej. Po czym sytuacja znowu się powtarza i tak w kółko. Przepraszam za to porównanie wszystkie Panie które doświadczyły przemocy domowej. Wiem że uprościłem sprawę ale takie skojarzenie mi się nasunęło.
jezyk
18 sierpnia 2020 at 18:27
Irishman radosny błaźnie mnie gry kontrolne nie interesują bo nie są wykładnikiem realnych możliwości. Realne możliwości to cienki trener i pizdeczki pilkarzyki przez niego ściągnięte. Powiem ci więcej w tym sezonie będzie to samo
Daro
18 sierpnia 2020 at 18:44
Czyli karnetów ani biletów kosa, jeżyk, Platini1964 nie kupicie bo po co kupować skoro i tak jeden nie wierzy w awans a innych to i tak nie interesuje. Lepiej te pieniądze na co innego wykorzystajcie a nie marnotrawicie kasę, a bilety i karnety zostawcie prawdziwym kibicom którzy wierzą w awans z tym trenerem i tymi zawodnikami. Bo chodzić tak z przyzwyczajenia i się nudzić to nie ma sensu a wejście na stadion będzie ograniczone w liczebności ludzi przez koronaświrusa.
Loco
18 sierpnia 2020 at 19:19
Co to się dzieje w Gieksie??
Dzisiaj pracę w młodej GKS-ie zakończył Jacek Gorczyca, który w niej działa od początku powstania.
Kato
18 sierpnia 2020 at 19:23
Daro
Dobra uwaga.
Moje zdanie prywatne w tym temacie jest takie, że frekwencja to nasz oręż kibica w walce o dobro Gieksy. Tak uważam, mogę się mylić, ale trudno.
Karnet i bycie na meczu, obojętnie jakie mam poglądy na to co się dzieje, jest wyrazem troski o Klub. Może ktoś mieć inne zdanie, trudno.
Piszę o KLUBIE GKS KATOWICE, a nie prezesie, trenerze oraz zawodnikach. Oni przychodzą i odchodzą, a my jesteśmy zawsze na trybunach.
Tak uważam
Platini1964
18 sierpnia 2020 at 19:59
@Daro
Przykro mi ale muszę Cię zmartwić, bo karnet już mam a od 4 lat byłem na prawie wszystkich meczach domowych. I to nie jest tak że nie wierzę, wierzę za każdym razem wbrew logice i realią…
Platini1964
18 sierpnia 2020 at 20:04
A po za tym jeżeli ograniczenie będzie wynosiło 50% pojemności to i tak jest to większa liczba niż frekwencja w ostatnich latach. Co jest smutne jak na 300 tyś. miasto i jak na to jakim klubem była/jest GieKSa.
kosa
18 sierpnia 2020 at 21:51
@Daro
Ja nie muszę wierzyć (a raczej peudowierzyć, bo z wiarą nie ma to nic wspólnego), by chodzić. I chodzę.
Na forum też w tamtym sezonie pod koniec był wysyp optymistów, który nakazywał każdemu wierzyć, a potem te same osoby oddawały swoje miejsca na karnecie innym kibicom, bo nie mogły przyjść. A mniejsi optymiści przyszli. Teraz obserwuję to samo – niekoniecznie to do ciebie Daro (bo nie wiem, czy chodzisz), ale inni tryskają optymizmem, a na Bukowej to bywają raz na rundę. Pzdr
Kato
19 sierpnia 2020 at 06:25
To jest różnica czy ktoś nie chce być, albo nie może być na meczu z jakiegoś powodu.
Irishman
19 sierpnia 2020 at 18:02
@jezyk, dziecko drogie. No to poczekam do ligi i wtedy pogadamy. Choć pewnie nie będzie z kim, bo po kilku naszych zwycięstwach znikniesz stąd i tyle!
jezyk
19 sierpnia 2020 at 21:37
Irishman ty to się już lepiej nie wypowiadaj bo większego naiwniaka od ciebie i tego drugiego chyba meczy czy jak mu tam nie widziałem. Nie wyzywaj mnie od dzieciaków bo myślenie małego naiwnego dziecka jest raczej cecha z tobą związaną. W celu odświeżenia sobie pamięci przeczytaj swoje brednie które wypisywałeś od czasów brzeczka i odpowiedz sobie na pytanie co się sprawdziło z tych twoich dyrdymałów.
Piko
19 sierpnia 2020 at 23:15
@jezyk nie przejmuj się … ja pamietam jak Irish wychwalał Króla na początku . Ten typ tak ma 🙂
jezyk
19 sierpnia 2020 at 23:59
Piko tego akurat osobiście nie pamiętam ale jeżeli tak było to dokumentnie dowodzi ze to pajac jakich mało. ktoś taki robi z siebie mentora śmiechu warte
Irishman
20 sierpnia 2020 at 07:45
Już nie chciałem nic pisać, bo za chwilę zaczyna się liga, a wtedy Wam kopary poopadają po kilku naszych zwycięstwach.
Ale @Piko tak sobie myślę, czy faktycznie, kiedy i za co ja mogłem tego Króla wychwalać??? No chyba, że faktycznie na samym początku i bardzo, bardzo krótko zanim się nie okazało, że to żaden poważny sponsor. Ale kto mógł to wtedy wiedzieć?
Zresztą wtedy to w ogóle były pokręcone czasy. Pamiętam jak na forum gruchnęła wiadomość, że wchodzi do klubu facet (nie pamiętam nazwiska) z grubą kasa. A potem się okazało, że on chce płacić….. kafelkami. 😀 No i też się parę osób dało nabrać.
jezyk
20 sierpnia 2020 at 10:32
Irishman ty się zawsze dajesz nabrać już tak masz. jeżeli faktycznie króla popierałeś to gardzę tobą i uważam ze nie jesteś godzien nazywać siebie kibicem GKS
Mecza
20 sierpnia 2020 at 14:51
@jezyk pozdrowienia. Już trochę mniej się tu uzewnętrzniam bo wolę na TT coś czasem dodać. Zadziwiające jest, że niektórzy zamiast docenić iż mogą z kimś (np. Irishman) wymienić się poglądami na temat Gieksy od razu zioną jadem. Jak małolaty na 90minut wyzywanie od różnych. Czy ktoś tu nie uważa się za naiwnego? Każdy z nas jest naiwny jak dziecko, że ten najbliższy mecz, sezon będzie zgodny z oczekiwaniami. Bo jakby w to nie wierzył to by tu nie pisał. No chyba, że jest tylko po to aby się ponabijać i życzy wszystkiego najgorszego Gieksie tak aby za rok napisać „a nie mówiłem” mając pełną satysfakcję. Pozdrowienia dla wszystkich.
jezyk
20 sierpnia 2020 at 16:39
Mecza jadem to zionie twój ziomal w różowych okularach. Cieszę się ze się przeniosłeś na TT jednego naiwniaka mniej.
Mecza
20 sierpnia 2020 at 17:21
@jezyk ????
Irishman
21 sierpnia 2020 at 08:26
Witaj @Mecza, już się zastanawiałem gdzieś się stracił, bo fajnie zawsze było z Tobą merytorycznie podyskutować. A o to coraz trudniej na naszych stronach, na których komentarze faktycznie coraz bardziej przypominają te z 90minut. Ja tego nigdy nie mogłem i nadal nie mogę zrozumieć, jak to jest, że po zwycięstwach kilka wpisów, po porażkach kilkanaście. No chyba, że to piszą kibice np. chorzowskich, tyskich czy tam „gołębie” (pamiętasz tą przyśpiewkę sprzed lat? 😉 ) mając radochę z naszych porażek. Inaczej tego pojąć nie mogę. Może faktycznie czas czas zacząć się bardziej udzielać na TT? Pozdrawiam! 🙂
Mecza
21 sierpnia 2020 at 18:22
@Irishman… bardziej na TT? Jesteś tam? Błażej kiedyś napisał,że na TT nie ma tylko Irishmana. Jest kilka fajnych profili z którymi można wymienić poglądy, pokłócić się a tu poza „Kosa” nikt mi się nie kojarzy. Wolałbym tutaj ale może to znak czasu.
jezyk
21 sierpnia 2020 at 20:34
Irishman zrób dla nas i dla GKS i odejdź stąd. Zresztą dla mnie to nie jesteś kibicem GKS od czasu jak się dowiedziałem ze Króla popierałeś.
Mecza
21 sierpnia 2020 at 20:56
@jezyk Ty tak na poważnie? Inteligentny gościu z Ciebie wydaje się być ale ktoś Cię podpuścił wyżej i ciągniesz wątek. A co do Króla – jak „wchodził” Centrozap wszyscy byli pozytywnie nastawieni… Tylko raz słyszałem aby ktoś pogonił inwestora. Dziurowicz, gdy Cupiał chciał zainwestować w GKS ale wybrał słabą Wisłę. Co było dalej każdy wie
jezyk
21 sierpnia 2020 at 21:12
Mecza jak najbardziej bo ktoś kto popierał Króla nie jest kibicem gieksy i nie pieprz ze wszyscy go popierali bo w większości prawdziwi kibice nie. Prawdziwi kibice ostro protestowali a On jak zawsze. Zresztą Iri(…) to dla mnie mało rozgarnięty człowiek i naiwny życiowo. On nie rozumie podstawowych mechanizmów którymi rządzi się świat a tym bardziej świat sportu. sukces nie bierze się z samej wiary no ale twój kumpel nigdy tego nie pojmie.
Mecza
21 sierpnia 2020 at 21:35
Śmiem twierdzić że zdecydowana większość była za Królem jak wchodził w GKS… Nie mówię o pomyśle KP K-ce ale o początkach. Transfery z ekstraklasy typu Piechniak itp. Podobało się no nie ? Teraz już wiemy że to tak nie działa. Jak Centrozap się pojawił tylko nieliczni przestrzegali ale do dzisiaj pamietam. Ktoś pisał że to golodubiec i zły człowiek a spółka która wyrąbuje drzewa we wschodniej Rosji to tez wydmuszka. Później były kafelki itp ale to z innym. Dobra zostawmy to. 99% uwierzyło włącznie z Nawałką – jeśli to dla Ciebie autorytet. Zostawmy już to. Chciałem tylko przypomnieć że to nie jest takie wszystko czytelne, tym bardziej po fakcie.
Mecza
21 sierpnia 2020 at 21:42
Errata, jest w miarę czytelne po fakcie 🙂 Dobra już dzisiaj nic nie pisze bo za dużo browarka. Pozdrowienia dla Wszystkich. Jutro o 12 Garbarnia ????
jezyk
21 sierpnia 2020 at 21:47
Mecza dla was nic nie jest czytelne nawet wtedy gdy każdy to wie. Nie próbuj wybielać kolegi. Bardzo dobrze pamiętam te czasy i to co piszesz nie ma nic wspólnego z obiektywna rzeczywistością. No ale wy już tak macie ze zawsze jesteście mądrzy po szkodzie. Popieracie głupoty i idiotyzmy a potem na siłę się wybielacie. Powiem ci tak ja nie byłem za Królem nigdy i moje ziomki tez nie. To powinno ci wystarczyć. Skąd wyście się urwali macie wyższe wykształcenie zdobyte na sensownej uczelni. Macie jakieś sukcesy w pracy zawodowej. Nie mówię o podrzędnych stanowiskach
Irishman
22 sierpnia 2020 at 02:18
No i mamy sukces. Udało mi się rozkręcić kolegę @jezyka, aby też się udzielał po wygranym meczy, a nie tylko „triumfował” po przegranych! 🙂
@Mecza, tak jestem na TT ale w sensie, że mam konto. Jednak po prostu z braku czasu prawie nie korzystam. Natomiast prowadzę inne profile ale nie wypada, aby (nie jako ja) coś tam pisać.
@Mecza najśmieszniejsze jest to, że ja tego mojego wielkiego poparcia dla Króla w ogóle nie pamiętam! 😀 😀 😀 Pamiętam natomiast, że protestowałem w różnych miejscach przeciw niemu, czy wykłócałem się z różnymi „kibicami”, którym podobało się KP Katowice. Ale na początku, tak jak piszesz, gdy się dowiedzieliśmy, że wchodzi do klubu prywatny inwestor, a jak pamiętasz była wtedy bieda straszna w klubie to podejrzewam, ze ogromna większość z nas była zadowolona. Ale później pojawiły się informacje a to o tej firmie wydmuszce, a to o jego agenturalnej przeszłości, doszło nie płacenie zobowiązań i sielanka się skończyła. No ale teraz, jak się już zna przeszłość to można mądrzyć się i zgrywać wielkiego bohatera. 😉 😉 😉
Na początku, to chyba nawet @Kosa, był zadowolony, że na to jego hasło o awansie do ekstraklasy Król, lekko przymuszony, z oporami ale się zgodził? No ale to trzeba by zapytać @Kosą bo ja tam nie zamierzam, w przeciwieństwie do rożnych napinaczy nikogo oskarżać o niestworzone rzeczy.
No nic @Mecza, stare dzieje. Fajnie, że wróciłeś i będzie można popisać, w trakcie, mam nadzieję bardzo udanego sezonu! 🙂
jezyk
22 sierpnia 2020 at 15:52
Irishman skończ juz to pierdolenie byłeś za królem i to wszystkim wystarczy
Irishman
22 sierpnia 2020 at 16:40
Tak, tak 😀 😀 😀
jezyk
22 sierpnia 2020 at 18:24
Irishman a mam przekopac archiwum i ci to udowodnic buraku. Swoja droga znowu zwyciestwo z optymalna kadra na awans