Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

[WYWIAD] „Sytuacja z Grudziądza nie może się powtórzyć” – Dariusz Motała dla GieKSa.pl

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po nieudanym sezonie 2016/17 porozmawialiśmy z Dariuszem Motałą. Jest to pierwszy tak długi wywiad z menedżerem klubu, podczas którego poruszyliśmy wiele kwestii związanych z jego pracą w GieKSie. Jest to też jedna z dłuższych rozmów, którą przeprowadzili nasi redaktorzy – trwała prawie trzy godziny. Wywiad podzieliliśmy na dwie części. Dziś prezentujemy pierwszą, z której dowiecie się wszystkiego o poprzednim sezonie. Dlaczego przegraliśmy awans? Co się wydarzyło podczas meczu z Kluczborkiem i po spotkaniu w Grudziądzu? Czy trener Jerzy Brzęczek to był dobry wybór dla klubu? Jak ważny jest charakter, mentalność i psycholog? Po odpowiedzi na te pytania zapraszamy do lektury poniższego tekstu. Za kilka dni możecie spodziewać się kolejnej części. Z Dariuszem Motałą rozmawiali Błażej i kosa.

GieKSa.pl: Zacznijmy od pytania, które zadają sobie chyba wszyscy, którzy są związani z naszym klubem: dlaczego nie udało się awansować?
Dariusz Motała: Nie można dziś powiedzieć o jednej przyczynie, że akurat to czy tamto jest głównym powodem. Złożyło się kilka rzeczy. Pierwszą są na pewno mecze u siebie, gdzie nasz bilans był bardzo słaby w tej rundzie wiosennej. Po drugie w żadnym momencie, kiedy była możliwość zaakcentowania swojej dobrej formy i wskoczenia na wyższy poziom – to my tej możliwości nie umieliśmy wykorzystać. Trzecia sprawa to myślę, że trochę uśpiła nas jesień, gdzie po dobrej rundzie wszyscy nas chwalili za grę, bo ona rzeczywiście była dobra. W takim momencie być może straciliśmy czujność, ponieważ byliśmy chwaleni za tę pracę. Od początku pracy do rundy jesiennej wszystko to, co sobie założyliśmy z trenerem Brzęczkiem, było realizowane tak, jak powinno. W pierwszym sezonie wyciągnęliśmy maksa z tego zespołu, potem był czas na zmiany i transfery – 35 punktów, jakie zdobyliśmy, potwierdzało to, że idziemy w dobrym kierunku. W zimie niczego nam nie brakowało, jeśli chodzi o przygotowania i transfery. Wydawało się, że idziemy w jeszcze lepszą stronę, bo podniesiona została wartość zespołu. Życie na wiosnę zweryfikowało nasze myśli i oczekiwania. Moja osoba oczywiście jest współodpowiedzialna za taką sytuację, identyfikuje się z tym klubem, z wynikiem, i ta porażka będzie mnie długo uwierała. Gdy przychodziłem do GieKSy, to myślałem, że w sezonie 2017/18 będę w ekstraklasie wraz z klubem. Tak się jednak nie stało i musimy walczyć o ten cel kolejny raz. Taka jest smutna prawda i niestety z tym już nic nie zrobimy.

Czy gdzieś tam była obawa przed meczem z Bytovią, że do awansu może nam brakować tego punktu z Kluczborkiem?
Nie. My awans przegraliśmy, nie umiejąc zremisować z Sandecją, Miedzią, Górnikiem, Podbeskidziem itd. Nie umieliśmy odstawić zespołów, które walczyły z nami o awans. Ba, my im dawaliśmy nadzieję i je napędzaliśmy. To było przyczyną braku awansu. Nawet nie musieliśmy wygrywać — wystarczyły nam remisy…

W najważniejszym momencie zabrakło tego charakteru, o którym mówiono, gdy dobierano zawodników w lecie?
Nie sprowadzałbym tego tylko do charakteru. Trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy – ta grupa na jesień była w stanie zdobyć 35 punktów. Czy ona na wiosnę była słabsza? Moim zdaniem nie była. Nie zabrakło charakteru – zabrakło koncentracji i pazerności w chęci wejścia na szczyt. My mając przewagę i pozycję startową, będąc na szczycie, musieliśmy pokazywać swoją jakość, ponieważ od tego momentu byliśmy faworytem. Zawodnicy jednak tego nie unieśli, nie unieśli tego, że trzeba było obronić swoją pozycję. Nie powiedziałbym jednak, że w tym momencie zabrakło charakteru. Pojawiała się blokada, gdy przegrywaliśmy — traciliśmy pewność siebie. Wszystkie przegrane spotkania u siebie to pokazały. Osobną sprawą jest nasza gra w tych spotkaniach. Mieliśmy mnóstwo sytuacji bramkowych, nie strzelaliśmy goli. Bramki, które traciliśmy, nie powinny się zdarzyć. Rozumiem, jakbyśmy tracili gole po strzałach życia z 25-ciu metrów, nam się jednak zdarzyło parę razy wystawiać piłkę rywalowi. Zabrakło nam wyrachowania w pewnych momentach spotkań. Zawiedliśmy kibiców, samych siebie. Zaprzepaściliśmy doskonałą okazję.

Być może brakowało jednak w zespole jednostki, która potrafiłaby przemówić do zespołu w trudnych momentach? Już pod koniec jesieni był problem przy dwóch porażkach z rzędu.
Przegraliśmy te dwa spotkania i myśleliśmy, że może coś nam się wymyka, ale potem pokonaliśmy w trudnym spotkaniu Chrobrego. Drużyna pokazała, że jednak potrafiła się podnieść w tamtym okresie. Sztuką jest jednak, by nie pokazać tego w jednym meczu jak np. my w Mielcu. Sztuką jest tak się nakręcić, że w najważniejszym momencie sezonu jesteś rozpędzony i wygrywasz kilka spotkań. My nie mieliśmy takiego rytmu. Wszyscy przegrywali, a my, zamiast robić przewagę, to gubiliśmy punkty. Być może rzeczywiście zabrakło nam silnej jednostki. Presja? Daleki jestem od mówienia o presji. Jeśli ktoś sobie z tym nie radzi, to taki ktoś nie może przyjść do GieKSy. Są kluby mniejsze, gdzie można tak grać, ale nie u nas.

Czy jakiś piłkarz w trakcie sezonu przyszedł i powiedział, że nie radzi sobie z presją lub oczekiwaniami kibiców?
Nie, ale to nie znaczy, że tak nie było. Ba, sytuacja pokazała, że gdzieś musiał być problem, bo jeśli nikt nie zgłaszał trudności radzenia sobie z presją, a potem okazywało się na boisku, że jest inaczej, to znaczy, że jednak gdzieś ten problem był.

Rozmawialiśmy o mentalności, charakterze zawodników, ale może zabrakło po prostu psychologa? Może ten strach przed wygraną siedzi w głowach piłkarzy?
Ja się dziś zastanawiam nad wieloma rzeczami. Co mogliśmy zrobić inaczej, dlaczego przegraliśmy. Poziom organizacyjny, który stworzył nam klub, był perfekcyjny i do tego nie można mieć żadnych strzeżeń. Może jednak coś przeoczyłem? Może mogliśmy coś zrobić lepiej? Teraz czeka mnie wiele rozmów z trenerem i będziemy się zastanawiać jak zaradzić temu, co spotkało GKS w poprzednim sezonie. Na pewno będę chciał zmienić swoje podejście, by być bardziej stanowczym w niektórych relacjach z piłkarzami.

Spotkania z zespołami z czołówki, które teraz przegraliśmy, to nie jest kwestia jedynie tego sezonu. Od dawna nasz bilans w takich spotkaniach jest dramatycznie słaby. Kręgosłup zespołu oparty na Czerwińskim, Kamińskim, Goncerzu i Pielorzu się jednak nie zmienia. Wiadomo, że odejdzie Czerwiński – co z pozostałą trójką?
Kamiński ma nowy kontrakt, więc hipokryzją byłoby go teraz pożegnać i obarczyć winą za cały sezon.

Można jednak ograniczyć im role w zespole? W opinii wielu osób np. Goncerz nie powinien być kapitanem.
To jest jednak rola trenera z wyborem kapitana. Jeśli chodzi o tych zawodników, to oni nie mają patentu na granie w tym klubie. Uważam ich za profesjonalistów, jeśli chodzi o podejście do zawodu, ale będą musieli się pogodzić z tym, że jeśli przyjdą lepsi, to oni nie będą grać. Dziś moją rolą jest to, by tych teoretycznie lepszych ściągnąć do klubu. Jeśli jednak ktoś będzie chciał odejść, to droga wolna.

Czy nie było jednak takich sygnałów, że ten trzon zespołu nie jest w stanie utrzymać takiego poziomu? Nieoficjalnie niektórzy z piłkarzy przyznawali, że mentalnie ten zespół jest słaby.
Nie słyszałem takich wypowiedzi. Kiedy z nimi rozmawiam, to zawsze każdy jest pewny swego. Ściągnęliśmy do zespołu Nowaka i Foszmańczyka, by swoją postawą i doświadczeniem pomogli.

Cały czas pojawia się pytanie, czy nie zabrakło w tej szatni osoby z mniejszymi umiejętnościami, ale większym charakterem?
Na pewno nam zabrakło. Jednak nie było na rynku piłkarza o takiej charakterystyce, którego moglibyśmy pozyskać.

Kto jest takim zawodnikiem z charakterem?
Na przykład Sobolewski. Nie błyszczał w mediach, ale gdy trzeba było, to przemawiał w szatni oraz udzielał się na boisku. Takim liderem jest również Głowackim w Wiśle.

Wyjaśnijmy przy tej okazji, co z Trochimem. Komunikaty są różne po 1,5 roku. Trochim jasno powiedział w ostatnim wywiadzie, że nie odchodził z przyczyn rodzinnych.
Nie będę wchodzić w polemikę z piłkarzami przy okazji wywiadów, którzy po upływie czasu zmieniają wersje swoich wypowiedzi. To nie jest mój styl.

Przejdźmy do meczów z Kluczborkiem i Grudziądzem. Każdy wie, co się wydarzyło w tych spotkaniach.
To spotkanie jest dla mnie nie do wytłumaczenia. Choćbyście mnie pytali o nie cały dzień, to ja nie wiem, co się w nim wydarzyło. Nie znajduje na to uzasadnienia. Grudziądz? Chciałbym tutaj jedno stanowczo przekazać – to, co się wydarzyło po tym meczu, to jest coś, co się nie może powtórzyć. Celebrowanie radości po meczu, wywiad Tomasza Foszmańczyka. Pewne rzeczy, które się wydarzyły, są tutaj dla mnie nauczką. Także kilka sytuacji, które miały miejsca w mediach społecznościowych, nie powinny się powtórzyć. Wydawało mi się, że to, co przekazujemy z działem komunikacji piłkarzom, wystarczy do tego, by takie sytuacje nie miały miejsca. Okazuje się jednak, że nie zrobiliśmy wszystkiego w tej kwestii. Piłkarze są nieprzewidywalni. Żeby była jasność — takie wypowiedzi nie przeszkadzają na boisku, ale odpowiadają za to, jak my jesteśmy potem odbierani. Przegraliśmy na boisku i trzeba było zwiesić głowy i po prostu zejść do szatni. Krytyka była, jest i będzie częścią piłki. Ja sam dostałem wiele obelg za decyzje, które podjąłem i nie mam z tym problemu. Trzeba to przyjąć na siebie.

Wielu kibiców było przekonanych, że taka sytuacja może mieć miejsce w Grudziądzu, bo już raz tak piłkarze GieKSy zrobili (po wygranej w Rybniku za trenera Moskala). Jak to odebrano w klubie?
Dla mnie to był szok. Dobrze się stało, że tego nie widziałem na żywo, mimo iż byłem w Grudziądzu. Nie umiem powiedzieć, jakbym wtedy zareagował. Sprawa jest jasna – zawodnicy zrobili bardzo źle, ciesząc się na boisku. Taka rzecz się nie powtórzy.

Zawodnicy są w stanie zrozumieć ten błąd i go nie popełnić w przyszłości?
Tak, ja już z nimi o tym rozmawiałem. Trzeba mieć świadomość pewnych rzeczy. W tym zawodzie nie przyjmujesz jedynie dobrych stron, ale trzeba się zmierzyć również z tymi cięższymi. Mam swój pomysł jak to zmienić.

Ostra krytyka ze strony GieKSa.pl, z którą kibice się identyfikowali, była przesadzona?
Padły ostre słowa. Musimy jednak mieć świadomość, jaką my szansę przegraliśmy. Krytyka się należała – przegrywasz w klubie grającym o awans, to należy się krytyka. Ja odnośnie do tej sprawy nie chce stawać po stronie, czy to piłkarzy, czy waszej strony. Będę w tej ocenie neutralny, bo z jednej strony krytyka też musi być konstruktywna, a nie jedynie pisanie, że piłkarze nie mają ambicji. Z drugiej strony piłkarze nie mogą mówić, że się nic nie stało, bo przegraliśmy wielką szansę. Zawodnicy muszą w tej sytuacji mieć pokorę. Obie strony powinny się jednak zrozumieć. Będę zawsze bronić piłkarzy, bo z nimi pracuje cały czas. Będę z piłkarzami rozmawiać o tej sytuacji, niektóre oceny w moim odczuciu były przesadzone, ale ja potrafię z tym żyć. Być może to dla niektórych kwestia doświadczenia. Przed nami nowy sezon i idea tej rozmowy jest również taka, by pewne sprawy wyjaśnić. Nie chodzi o to, by to, co było minęło i uznać, że zamykany stare rany i gramy dalej, a ja zadzwonię do piłkarzy i powiem im, że pogadaliśmy i jest fajnie. Nie jest fajnie, bo ta porażka będzie tkwiła we wszystkich przez długi czas. Czasu jednak nie cofniemy. Rozpoczynamy nowy sezon, i to się liczy. Musimy się pozbierać i znowu walczyć o awans.

Może piłkarze, chcąc zakończyć krytykę, to powinni po prostu zacząć wygrywać i walczyć na boisku, a nie…
Na pewno przed pierwszym meczem Pucharu Polski przeprowadzimy poważną rozmowę z całym zespołem. Może nie wychowawczą, ale bardzo ważną, bo to od tego momentu zaczynamy walkę. Chcę, byście zrozumieli, że to nie chodzi o to, żeby się odciąć i zapomnieć, bo porażka jest czymś normalnym w sporcie. Jeśli ktoś ma charakter, to motywuje go to do pracy. Ja po prostu nie mogę się doczekać początku nowego sezonu, bo przez to niepowodzenie jestem jeszcze bardziej zmotywowany. Każdy GieKSiarz wie, że walczymy o awans i ja nie muszę składać żadnych deklaracji. Mnie często wkurza takie gadanie piłkarzy pod publiczkę o awansie. Przecież każdy, kogo sprowadzamy i mamy w drużynie wie, że gramy o awans i nie musi składać żadnych deklaracji. Takie tweety i rozmowy po wygranych meczach mnie strasznie wkurzają. Dopiero po trzydziestym czwartym meczu skaczmy z radości. To kibice i dziennikarze są od oceniania na bieżąco, a nie piłkarze. Naprawdę dla mnie nie liczy się wygrana np. z Sosnowcem w 10. kolejce. Bo co to za cel wygranie jednego meczu? Przecież to żaden cel. Cieszmy się po sezonie.

My się trochę piłkarzom nie dziwimy, bo media i kibice wymuszają poniekąd takie deklaracje o awansie. Wychodzi na to, że lepiej byłoby z nimi rozmawiać dopiero po ostatniej kolejce.
Nie! Mnie po prostu chodzi o to, że za dużo jest u nas radości po wygranej w pojedynczym meczu, ale też za dużo „jazdy” po jednej przegranej. Nie jest to wypośrodkowane, są skrajne emocje. Jednak nie jest to problem jedynie GKS Katowice, tylko w całym sporcie. Mało kto patrzy całościowo i nie skupia się na celu.

Proszę wyjaśnić kibicom, jak to było z zatrudnieniem trenera Brzęczka i rolą Dariusz Motały w tym zakresie. Czy szkoleniowiec został narzucony w pakiecie?
Trener Brzęczek był na rozmowach wcześniej. Moja kandydatura pojawiła się w późniejszych rozmowach i nie miałem wpływy na zatrudnienie trenera. To nawet trener Brzęczek, gdy dowiedział się, że jestem kandydatem do objęcia takiej funkcji w klubie, to wsparł moją kandydaturę. W tamtym momencie myślę, że trener Brzęczek był dobrym wyborem. Miał doświadczenie z ekstraklasy, miał doświadczenie na boisku.

Czy w trakcie rundy rozmawiano w klubie o możliwości zmiany trenera?
Nie było takich rozmów. Po fakcie można to oceniać, że ta zmiana była potrzebna, ale w którym momencie? Moim zdaniem był jeden taki moment, w którym można było o tym myśleć. Chodzi o spotkanie w Mielcu, gdybyśmy je przegrali. Jednak tam się podnieśliśmy w nieprawdopodobny sposób. Cały czas mieliśmy jednak kontakt z miejscem premiowanym awansem. Dla mnie takiej możliwości nie było i biorę odpowiedzialność co do tej decyzji na siebie.

Trener Brzęczek zostałby na stanowisku, gdyby jednak udało nam się doczłapać do ekstraklasy?
Tak. Specyfika gry w ekstraklasie jest zupełnie inna. Wiedzieliśmy, że gralibyśmy inaczej w tej lidze jako beniaminek, doszliby też nowi zawodnicy. Margines błędu były inny niż w I lidze. Dziś na trenera Brzęczka patrzy się przez pryzmat tego wyniku, ale mogę powiedzieć to z pełną świadomością – ten trener był w 100 proc. skupiony na tym awansie. Mam wrażenie, że czasem ta obsesja w awansie była większa niż u piłkarzy. Dla wszystkich awans wiązałby się ze skokiem wyżej w hierarchii sportowej. Myślę, że jego ekspresyjna decyzja po Kluczborku była właśnie związana z tym, że ten awans mu uciekł. Ja wiem, że wszyscy patrzą na to wszystko z perspektywy wyniku w tej rundzie i nie mam z tym problemu, ale czasem trzeba patrzeć szerzej i nie podejmować decyzji na gorąco.

Może jednak trzeba było podjąć w którymś momencie takie twarde decyzje?
Dziś można o tym mówić. Ludzie podpowiadają — tam wyrzucili i lepiej zaczęli grać. Moim zdaniem jednak nie tędy droga, by stosować takie środki. Nie mogę wyrzucić zawodnika po jednym meczu, podczas gdy daje im zaufanie przez wcześniejsze 20 miesięcy. Oczywiście, może zdarzyć się skrajna sytuacja jak w innych klubach, ale model karania w czasie rundy, to nie jest model kierowania zespołem, który ja chce reprezentować i wprowadzać. U nas problemem był fakt, że w kluczowych momentach kolejni zawodnicy popełniali błędy. Przegraliśmy wszystko z czołówką. Dla mnie mentalnie nie potrafiliśmy wejść na wyższy poziom wiosną.

Czy były próby wpłynięcia na trenera, aby nie rotował składem w tak dużym stopniu i nie zmieniał pozycji zawodnikom takim jak Foszmańczyk, Mandrysz, Prokić i Abramowicz?
Zawsze rozmawiam z trenerem o takich zmianach, ale nie na zasadzie: „trzeba było tego wstawić i by się udało”. Interesuje mnie, dlaczego trener tak zadecydował, gdy wystawiał danego zawodnika w konkretnym spotkaniu. W mojej strategii zarządzania to trener jest szefem drużyny i on wybiera 11-stkę na mecz. Om podejmuje decyzje i ponosi tego konsekwencje. Ja mam mu pomóc w budowaniu kadry i mogę się z nim spierać w tym zakresie. Kto potem będzie w 11-stce lub 18-stce meczowej, to już rola trenera. Ja nigdy nie będę sugerować rozwiązań. Oczywiście kibice mają prawo oceny tych decyzji – często wracał temat Foszmańczyka. Był sprowadzany na pozycję dziesiątki, ale trener widział to inaczej. Wiedzieliśmy, że Czerwiński gra wysoko i Foszmańczyk może schodzić do środka przez to. Taka była decyzja trenera. Trener chciał znaleźć miejsce również dla Goncerza oraz Lebedyńskiego. My tę wizję akceptowaliśmy i gdyby Foszmańczyk miał np. jedną bramkę i asystę, to byśmy powiedzieli od razu, że to nie ma sensu. Jednak on miał dziewięć bramek i kilka asyst.

Trzy z nich strzelił z karnych.
Tak, trzy zostały zdobyte z rzutów karnych, ale strzelanie karnych to też duża umiejętność. Patrząc na cały sezon, był to dla niego jeden z lepszych okresów pod względem statystyk.

Co z resztą? Prokić strzela tylko z kontry, Goncerz tylko słabym i jego wynik w rundzie, to zaledwie cztery bramki. Natomiast Lebedyński zdobył dwa gole z dobitki.
Jeśli mamy analizować ofensywę w tej rundzie, to wyróżnił się jedynie Prokić. Jóźwiak może grać jeszcze lepiej, wrócił teraz do Lecha, ale uważam, że jeśli zostałby z nami, to poszedłby jeszcze bardziej do przodu. Już teraz mogę powiedzieć, że będę czynić starania, by do nas wrócił. Zadanie będzie trudne, ale to nie jest niemożliwe. Nie jesteśmy zadowoleni z Lebedyńskiego, jeśli chodzi o statystyki bramkowe. Nie mam zastrzeżeń do jego gry i pracy na boisku, ale to liczby bronią napastników. Tak samo jest z Goncerzem, który strzelał tylko słabszym rywalom. Napastnicy to jest jedna kwestia, drugą jest nasza gra w obronie, do której mam spore pretensje po tej rundzie. Znowu musimy tutaj patrzeć na wszystkich, bo cały zespół gra w obronie. Zabrakło nam odpowiedzialności defensywnej w każdej postaci.

Prokić zagrał najlepiej, zostaje Goncerz i jest chęć ściągnięcia Lebedyńskiego. Czy to nie błąd, że znowu zamkniemy się w tych trzech nazwiskach? Goncerz i Lebedyński niewiele wnieśli do zespołu walczącego o awans. Mamy obawy, czy ta formacja nie potrzebuje większych zmian.
Dużo tutaj zależy od trenera i sposobu, w jaki będzie chciał grać. Mikołaj Lebedyński ma potencjał, by zdobyć 10-12 goli w sezonie. Być może pomoże mu, jeśli zmienimy system gry i on się w nim odnajdzie. Dla mnie zawodnik, o którym wiem, że ma potencjał, dobre podejście do treningu i gry, ale przydarzy mu się słabszy okres, jest lepszym wyborem niż sprowadzenie nowego napastnika za wszelką cenę. Popatrzmy na I ligę, ona jest mocno wymagająca i mało kto chce zejść do niej z ekstraklasy. Jest więcej przypadku, szczęścia. Na tę chwilę nie ma szans, by z wyższej ligi pozyskać takiego napastnika, który da gwarancje 15-20 goli w sezonie. Chciałbym bardzo np. Śpiączkę w GieKSie, ale to jest nierealne w tym momencie.

Jakie są opcje dla tej trójki? Czy ktoś z nich może odejść? Czy będzie czwarty napastnik?
Czwarty napastnik jest jedną z opcji. Możliwe jest również, że ktoś z tej trójki nie będzie grać w nowym sezonie w naszym zespole. Wiadomo, największy znak zapytania jest z Mikołajem Lebedyńskim. Informacja na dziś jest taka, że Wisła Płock go nie chce.

Jak wygląda sytuacja z obywatelstwem Prokicia?
Złożyliśmy wszystkie wymagane dokumenty do urzędu. Teraz wszystko jest w gestii osób decyzyjnych w tej sprawie. Nie mogę jednak powiedzieć, czy decyzja zapadnie przed pierwszym meczem, czy np. w środku sezonu. Nie ma sztywnych ram, jeśli chodzi o odpowiedź w tej sprawie. Prokić ma żonę Polkę i dzieci, pracuje tutaj oraz płaci podatki. Chciałbym, aby dostał obywatelstwo, ale to niestety nie moja decyzja.

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jacek M.

    20 czerwca 2017 at 10:27

    Bla, bla, bla. Mam nadzieje że w drugiej części będą jakieś konkrety.

  2. Avatar photo

    Siemianowiczanin67

    20 czerwca 2017 at 11:09

    Panie Motała a mnie zależy na pokonaniu zagłębia i to bardzo !!!!
    Dlaczego Pan się nie podał do Dymisji ? To Pan odpowiada za te transfery !!!

  3. Avatar photo

    tomek

    20 czerwca 2017 at 11:48

    Co za bełkot. mnóstwo tekstu zero konkretów. podobnie jak z gra gks.Podziekowac motale bo to sltousty i nic wiecej

  4. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2017 at 12:43

    Ja go będę bronił, jeszcze pół roku temu większość go wychwalała. Udane transfery przed sezonem i wzmocnienia przed rundą rewanżową. Na papierze wszystko wyglądało bardzo dobrze oczywiście na miarę możliwości klubu. Każdy mądry po fakcie ale to nie Motała biegał po boisku ani nie ustawiał taktycznie zespołu.

  5. Avatar photo

    Jacek M.

    20 czerwca 2017 at 14:18

    Jakie są opcje dla tej trójki? Czy ktoś z nich może odejść? Czy będzie czwarty napastnik?
    Czwarty napastnik jest jedną z opcji. Możliwe jest również, że ktoś z tej trójki nie będzie grać w nowym sezonie w naszym zespole. Wiadomo, największy znak zapytania jest z Mikołajem Lebedyńskim. Informacja na dziś jest taka, że Wisła Płock go nie chce.

    Czy pan menadżer nie widzi problemu jak drużyna całą runde źle gra? Nieszło już szukać napastników? Skoro Lebedyńskiemu sie skończył kontrakt i Wisła go niechce to czemu my mamy chcieć? OUT, to będzie przestroga dla kopaczy że tak sie kończy olewanie swojej pracy.

  6. Avatar photo

    tyta

    20 czerwca 2017 at 16:34

    …a ja też mam pytania do p.Motały:
    1/ po co do klubu ściągnięto Ceremagicia skoro znane były zasady w 1 lidze ?
    2/ czy dyrektor Motała nie przesadza mówiąc o zrobionych wzmocnieniach na awans na wiosnę ? Prócz Czerwińskiego, ktore ogniwo ze „wzmocnień” na wiosnę się sprawdziło ?
    3/ czy dyrektor Motała może powiedzieć wprost że w klubie panuje atmosfera koleżeńska pomiędzy wszystkimi szczeblami w strukturze klubu ?

  7. Avatar photo

    MilowiceZS

    20 czerwca 2017 at 17:54

    Co to za wasz cyganski Matol buhahaha

  8. Avatar photo

    Eda67

    20 czerwca 2017 at 18:13

    Zaufajmy trenerowi Mandryszowi. Przyszedł do klubu, zna się na swojej robocie. Mam nadzieję ,że widzi to inaczej niż Motała czy Cygan. Moim zdaniem nie tylko Brzęczek zawinił. Niekompetencja wielu osób miała wpływ na marny wynik zespołu. Jeśli Mandrysz nie da się wciągnąć w te gierki wewnątrzklubowe tylko zastosuje własne środki to będzie dobrze. W innym przypadku przeżyjemy powtórkę z wiosny 2017. Moim zdaniem Cygana i Motały nie powinno już w tym klubie być. Mówienie o ich zasługach to czysty bełkot. Ruszy nowy sezon to zobaczymy jak będzie. Nie jestem optymistą choć osoba nowego trenera jest mi miła. Uważam, że to był dobry wybór. Tylko, że to piłkarze muszą ten awans chcieć wywalczyć. Trener może im tylko w tym pomóc.

  9. Avatar photo

    tombotleg

    20 czerwca 2017 at 18:53

    Na razie to Prezes zostaje, Dyrektor zostaje, dobra ok, ale jak za chwilę się dowiemy że cała kadra tych opierdalaczy na czele z Goncerzem zostaje to ja wysiadam, kurwa wietrzenie tej szatni ma być, gdzie jest jakieś pierdolnięcie?, pogadanka przed pucharem Polski?, bez jaj, transfery!, a jak nie mamy kasy to grać juniorami trudno.

  10. Avatar photo

    Irishman

    21 czerwca 2017 at 07:39

    Bardzo dyplomatyczn7y6 ten wywiad, dużo trzeba wyczytać między wierszami.
    No ale w sumie z jednej strony dyrektor nie będzie przecież nadawał na tych, z którymi będzie nadal współpracował, a z drugiej zrzucić wszystko na Brzęczka, którego już nie ma (właśnie pod jego nieobecność) też byłoby nie do końca fair.
    Z resztą było minęło i co by nie powiedzieć to już nie wróci. Dlatego bardziej interesuje mnie co dalej. Mam nadzieję, że o tym przeczytamy w drugiej części.

  11. Avatar photo

    Kibic

    21 czerwca 2017 at 10:29

    Czysty bełkot zero konkretów i brania odpowiedzialności na siebie za słabe wyniki nieudane transfery (bezsensowne wypożyczenia ci zawodnicy mają gdzieś nasz klub)brak kontroli nad drużyna (trener powinien być zwolniony w trakcie sezonu jak i brak ukarania piłkarzy za brak zaangażowania się )jedno wielkie kolesiostwo i nowy trener tu nic nie zmieni i na koniec co ze sztabem szkoleniowym rezerw przeciesz od przegonienia tego towarzystwa trzeba zacząć

  12. Avatar photo

    Irishman

    21 czerwca 2017 at 11:38

    @Kibic, przesadzasz. Moim zdaniem oczywiście dyrektor mówi tak trochę „na okrągło” ale wręcz za dużo odpowiedzialności bierze na siebie.
    Mógłby np. przyznać otwarcie, że nie mógł nic zrobić w tym układzie, w którym się znalazł, a zamiast tego twierdzi, że jest współwinny. Przez to trzeba się raczej domyślać jak było.

    Natomiast pełna zgoda, że chyba wszyscy mamy nadzieję na poważne zmiany także w drużynie rezerw. No i oczywiście, że tutaj dyrektor Motała powinien wziąć sprawy w swoje ręce. Nie może tak być, żeby była to jakaś „cicha przystań” dla kogokolwiek jeśli chcemy uchodzić za profesjonalny klub.
    Moim zdaniem drużynę rezerw powinien prowadzić po prostu II trener, tak aby był na bieżąco jeśli chodzi o formę piłkarzy tam występujących, a z drugiej strony, aby realizował polecenia I trenera w stosunku do nich. Tylko wtedy będzie to w 100% zaplecze I drużyny, a nie jakiś osobny byt, nie wiadomo po co istniejący.

  13. Avatar photo

    Johnny

    21 czerwca 2017 at 13:21

    Bełkot bełkot bełkot, praznowsky odchdzi wisio odchodzi, alan odchodzi kto w sandecji awansował dobrze wiemy. Jesteśmy bez obrony, może my kurwa barceloną jesteśmy? Czystki tak i dobrze że co nie którzy odchodzą, sam poszedł bym dużo dalej gdybym był szejkiem, oby miał pomysł, chciałem ich odejścia chce odejścia, i chce odejścia jeszcze więcej pseudo grajków i tak powinniśmy zrobić w tym roku spaść ale wrócić z ludźmi z jajami tylko 2 liga to nie jest ta sama co przed reformą, 1 2 liga jest nieraz trudniejsza niż ekstraklasa i pokazują to ligi zachodnie tu trzeba mieć jaja a my co mamy – kurwa jebany kabaret

  14. Avatar photo

    Max

    21 czerwca 2017 at 15:26

    Analizując wypowiedzi pomeczowe najczęściej było mówione „nie patrzymy na innych-gramy swoje” . Gdyby nie sytuacja, że cała reszta ligi też traciła kupę punktów sytuacja awansu rozwiązałaby się długo w wcześniej. Jeśli umielibyśmy obiektywnie spojrzeć na grę na wiosnę to zmiany byłyby dużo wcześniej – co może przyniosłoby efekty. W przerwie zimowej priorytetem powinien być zakup napastnika, bo tego najbardziej brakowalo tej drużynie.

  15. Avatar photo

    Mecza

    21 czerwca 2017 at 16:29

    @Max, gdyby Prokic grał wszystko po 90 minut strzeliłby przynajmniej 10 bramek na wiosnę. Napastnik nowy? Każdy by piał z zachwytu jakby zimą trafił do nas Sekulski i by było och, ach Motała. Gdyby strzelił 3 bramki by było do dupy transfer. Po fakcie każdy mądry. Nie ma wolnych napastników którzy prezentują jakiś poziom umiejętności stąd opcja z Lebedyńskim ciąg dalszy. Zauważcie że jak do nas trafił zapowiadało się dobrze, zresztą jak z każdym kto wydawał się wzmocnieniem. Ja liczę na to że doświadczony trener wydobędzie z nich to co potrafią albo podniosą swoje umiejętności. Praznovskiego bym nie skreślał.

  16. Avatar photo

    Irishman

    21 czerwca 2017 at 19:00

    Ale zastanówcie się – po co mielibyśmy pozyskiwać zimą napastnika?
    Jesienią pozyskaliśmy Lebedyńskiego, potem jeszcze Prokić pokazał, że jak dać mu szansę w ataku to może być klasyczna 9-tka. A i tak Brzęczek uparcie zaczynał ustalanie składu od coraz bardziej bezproduktywnego Goncerza!

    Ja już przeżyłem w GieKSie różnych trenerów – wuefistów i trenerskie gwiazdy, zamordystów i taktyków, gawędziarzy i praktyków. Ale kurde takiego magika jak Brzeczek to jeszcze nie!

  17. Avatar photo

    Mecza

    21 czerwca 2017 at 19:37

    @Irishman, zgadzam się z Tobą że nam napastnik nie jest potrzebny tylko trzeba poukładać grę tak że za chwilę nawet Goncerz strzeli 20 bramek a Prokić z Lebedyńskim dorzucą po 10. Moskal wymyślił Goncerza w ataku i ten zaczął strzelać ale to zależy w dużej mierze od taktyki itd. a mniej od zawodnika. Kiedyś napisałem że Messi u nas byłby transferowym niewypałem. Lewandowski też u Smudy i Fornalika nie strzelał.
    @Johnny, również 100% zgody jakbym był szejkiem to bym wszystkich wymienił bo mam taki kaprys bo wszyscy zawiedli, a ma dodatek dożywotni zakaz stadionowy na mecze u siebie GKS, a co!
    Pisałem na jesieni że żaden piłkarz od roku nie zrobił postępu pod okiem Brzęczka, teraz z perspektywy czasu widzę że był nim Alan ale mam wątpliwości czy to zasługa trenera. Ktoś pisał że Nawałka z przeciętnych zawodników którzy nie widzieli wypłaty na czas zrobił czołówkę w 1 lidze a Ci sami zawodnicy poza opieką tego trenera od razu zjazd. To jest właśnie to. Skoro właścicielem nie jest szejk trzeba korzystać z tego co się ma zatrudniając dobrego trenera. Sandecja i Górnik kadrowo był słabsze, efekty każdy zna. Kolejna sprawa, rezerwy powinny walczyć o 2 ligę bo kadrowo często były lepsze niż pierwsza drużyna zaczynająca od 4 ligi!!! Tutaj też musi być zmiana!!! Drugi trener I zespołu trenerem rezerw !!!

  18. Avatar photo

    Mecza

    21 czerwca 2017 at 20:06

    Jeszcze jedna uwaga. Przez te kilka lat w GKS zmieniał się właściciel, prezes, zarząd, trener, piłkarze i wielu innych… Co do boiska to najważniejszy wg mnie jest trener i przez te wszystkie lata na zapleczu cieszyłem się z przyjścia Góraka i teraz z Mandrysza (pierwszy zrobił swoje chociaż wymagali cudów, mam nadzieję że kolejny sprawi grę na miarę możliwości w kolejnym sezonie, już nie piszę o awansie, to jest sport) Fajnie by było gdyby Mandrysz miał 100% poparcie wśród kibiców nawet jeśli miałoby się to skończyć 14 miejscem. Jak nie on przez najbliższe 2 lata to już nam zostaje liczyć na szejka i ściągnięcie Nawałki, może Mourinho, najlepiej obu. Do tego Ronaldo i inni przyjedzie bo będziemy płacili tak samo jak w Chinach to po co z UE wyjeżdżać.

  19. Avatar photo

    tomek

    21 czerwca 2017 at 21:18

    Jeżeli wy wierzycie ze z tymi kopaczami mandrysz dokona cudu to sie zdziwicie. To dobry trener ale nie cudotwórca. kwestią czasu bedzie jak zaczną gra przeciw niemu. Bedzie presja i Cygan go poswieci. Myslę też ze kluczem do osiagania rezultatow sa madre kontrakty premiujace finansowo za wynik a nie za to ze sie jest. Jeśli zawodnik nie chce takiej umowy podpisac to nie ma sensu go brac bo z gory widac co go interesuje. Wzmocnien i to powaznych wymaga kazda formacja poza bramka. Wiecej odwagi w stawianiu na młodych w mysl zasady cudzych chwalicie swego nie znacie. Zawodnicy pozyskiwani nie musza miec glosnych nazwisk tylko umiejetnosci i moga byc nawet z okregowki byle je mieli. No ale motala takich nie znajdzie to pewne. Beda brani odpaleni z innych klubow. ten wariant z reguly nie sprawdza sie. Koniecznie podziekowac Napierale to jest skandal co ten czlowiek wyprawia z rezerwami. Jeszcze wiekszym skandalem jest brak zdecydowanej reakcji Cygana na to. Obawiam sie jednak ze Cygan czlowiek bez jaj nie zmieni tej sytuacji bo cale towarzystwo wie z kim ma przyjemnosc. No jak nie ma szefa na pokladzie to i zaloga nie widzi potrzeby starania sie. Podobnie jest z pracownikami na budowie jak nie maja ostrego szefa to sie opierdalaja ile sie da i na wszystko maja wytlumaczenie. Jesli jednak trafia na zdecydowanego goscia to praca idzie ze az milo patrzec. Problem tylko w tym ze tej ciamajdy prezesa nie da sie zrobic.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga