Piłka nożna
Za słabi na ekstraklasę. Za słabi na najgorszą drużynę w lidze.
GKS Katowice do spotkania w Olsztynie przystępował po dwóch bardzo słabych meczach – z Puszczą i Bytovią. Po początkowych dobrych meczach na wiosnę przyszedł bardzo słaby okres, taki – który zachwiał mocno naszym optymizmem. Mecz z Olsztynem – w obliczu wyników innych drużyn – był natomiast trzecią szansą na to, aby odskoczyć od przeciwników, przynajmniej na przyzwoitą odległość.
Trener Jacek Pszulewicz dokonał w składzie kilku zmian. Adrian Frańczak nie znalazł się nawet w osiemnastce, jego miejsce zajął Mateusz Mączyński. Wrócił Łukasz Zejdler, a po raz pierwszy oglądaliśmy Dawida Plizgę, którzy zastąpili odpowiednio – Arimna Cerimagića i Adriana Błąda. W ataku zagrał od pierwszej minuty Wojciech Kędziora.
Od początku GKS osiągnął przewagę. Próbowaliśmy grać skrzydłami i środkiem, ważne było to, że udawało się przechwytywać piłki, katowiczanie stosowali jako taki pressing. Najlepszą okazję miał w tej fazie meczu Dawid Plizga, który uderzył z 30 metrów, ale bramkarz dobrze obronił. Brakowało gościom kropki nad i, w końcowych fazach akcji nie było dokładności w podaniach, ale też niejednokrotnie decyzji o strzale. Dużo marnował takich sytuacji Prokić, dokładności brakowało Słomce. To co było dobre to brak jakiegokolwiek zagrożenia ze strony gospodarzy. Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.
Druga połowa zaczęła się podobnie, czyli przewaga GKS, ale Stomil zaczął grać nieco bardziej agresywnie. Efektem tego była akcja w 57. minucie, kiedy to rywale prostopadłym podaniem uruchomili napastnika, Klemenz sfaulował, a sędzia podyktował jedenastkę. Rzut karny pewnie egzekwował Artur Siemaszko. Niestety GKS nie potrafił nic z tym zrobić. Jeszcze dobry był strzał Kędziory z dystansu, który obronił Leszczyński. Gra GKS wyglądała coraz gorzej i przypominala poprzednie spotkania. Na boisku pojawili się Foszmańczyk, Błąd oraz Volas. Ten trzeci zaraz po wejściu na boisko miał znakomitą sytuację, dostał piłkę na 16 metrze i uderzył fatalnie obok słupka. Chwilę później zamiast odgrywać do partnera w polu karnym, strzelił Panu Bogu w okno. Dokładności było coraz więcej, a GKS gasł z każdą minutą. W 89. minucie rywale przeprowadzili akcję, po której mieli stuprocentową sytuację, ale uratował nas Wierzbicki. W doliczonym czasie gry Mączyński dobrze wycofał do Foszmańczyka, ale ten trafił w rywala.
GKS Katowice nie potrafi wygrać, a nawet zremisować z najgorszą punktowo dotychczas drużyną w pierwszej lidze. Mimo że na początku wyglądało to nieco lepiej niż w poprzednich meczach, to było to tylko złudzenie. Zagrali znów tak niechlujnie i niedokładnie, jak w dwóch ostatnich spotkaniach. Od trzech meczów bez gola, z minimalną ilością okazji. To nie jest drużyna na awans. To nie jest drużyna poważnych ludzi. Niestety znowu w GieKSie panuje gen porażki. I nie zniknie, dopóki niektórzy zawodnicy nadal będą reprezentować barwy tego klubu. Dramat…
Hokej
Kompromitacja w Tychach
W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.
Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.
Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.
Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.
GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman
GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.
GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.
Felietony Piłka nożna
Komu nie zależało, by zagrać?
Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.
Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.
Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.
Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.
Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.
Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.
Mecz się nie odbył.
Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.
Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…
A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.
No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.
Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.
Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.
I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.
Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.
Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.
Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.
Kups!
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią odwołany!
W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.



Marcin
5 maja 2018 at 21:01
A tak się fajnie wyniki ułóżyły, ale nasi jak zwykle trzęsą gaciami i zero ambicji.. hmm w sumie po co zapierdalać jak głupi jak to nie ich ukochany klub ino któryś tam z kolei a dla niektórych już ostatni ! ..
Johan
5 maja 2018 at 21:02
Ostatni akapit w punkt…niestety…
Łukasz
5 maja 2018 at 21:05
Przykre, smuntne i prawie beznadziejne… Jakiś czas temu pisałem o pompowaniu balonika.. Niestety szykuje się bolesny replay z zeszłego roku. Ja już się pogodziłem że za rok nie zagramy z legią. Pozdr.
Bartolo
5 maja 2018 at 21:13
…….aha i jeszcze jedno:tylko nie miejcie pretensji do kopaczy czy treneiro.Oni tańczą tak jak im góra zagra..ten scenariusz był rozpisany już dawno temu a teraz następuje realizacja planu…pozdrawiam i zapraszam na B1 frajerów hehehe
a
5 maja 2018 at 21:13
Pompowanie balonika nie ma znaczenia. W Gieksie zawsze sie gra o awans!
Marcin
5 maja 2018 at 21:16
.. a może te ciule grają w zakładach, wielce prawdopodobne widząc grę Prokicia i Zejdlera to bym się nie zdziwił !!!
avers
5 maja 2018 at 21:19
Ciezko na to patrzec jak rok w rok pseudokopacze robia z nas idiotow
Maks
5 maja 2018 at 21:20
Bartolo ma rację….ten sam scenariusz co w tamtym roku….ktoś powie przypadek…nie ma przypadków ,za dobrze było i w UM się zagotowało ,tak jak w tamtym roku….parę telefonów i znowu to samo….o czym tu gadać….
Solski
5 maja 2018 at 21:20
Jako podsumowanie powinien być ten sam fragment z filmu co w zeszłym sezonie chyba po Kluczborku cyt. „wszyscy wypierdalać” – koniec cytatu.
Marcin C.
5 maja 2018 at 21:25
Czyli na Podbeskidziu frekwencja 1500.
Solski
5 maja 2018 at 21:26
I jeszcze chciałem się przyznać do błędu. Wierzbicki jest dobrym bramkarzem. gdy wchodził za Abrama napisałem, ze czarno to widzę, ale to chyba jedyny jasny punkt w tej drużynie.
Lokaty
5 maja 2018 at 21:29
Kopia poprzedniego sezonu… nie chcą awansować to nie awansują bo po co. Zero ambicji..JEBAĆ GAMONI !!!
Bartolo
5 maja 2018 at 21:33
,,Zło istnieje dopóty,dopóki dobrzy ludzie nic z tym nie zrobią”……..
Tom
5 maja 2018 at 21:41
Wiem że wiara kubiców jest wielka , ale nie piszcze już drodzy redaktorzy że szansa na awans jest ( patrz tabela ) słabiutka ta nasza drużynka i tylko tych kibiców szkoda…..
Może rzeczywiście w tym coś jest że UM tu warunki stawia.
Pozdrawiam wszystkich kibiców i do zobaczenia na nowym stadionie i oczywiście w ekstraklasie.
A ekstraklasę będziemy mieli w przyszłym sezonie ( Kobieca Gieksa )
Solski
5 maja 2018 at 21:46
Skoro UM nie chce, to może warto pokazać panu Krupie środkowy palec w nadchodzących wyborach
areczek
5 maja 2018 at 21:50
https://tinyurl.com/seksiknaostro
co za cudne kobiety
mat
5 maja 2018 at 21:50
chocby wygrali 10 meczy z rzedu, a jeden zagraja po staremu czyt. za Brzeczka, Mandrysza i teraz to i tak nie uwierze ze cokolwiek mogą zrobic w strone awansu uwierzcie ze nie chodzi tylko o wyniki tylko o partactwo jakie prezentuja od kilku sezonów. Z Puszcza 1 strzał na bramke ja pierdole co to jest stal mielec, Bytowia Stomil oni chuja graja pewnie od smrodów których wszyscy leja dostaniemy ze 3-0
miro
5 maja 2018 at 21:57
jak to jest że na ruch przyłazi 4300 ponad na mecz z puszczą po blamażach 0-6 i 1-6 i pewnym spadku a u nos było 3650 na bytovi wtedy jak mielismy realne szanse na awans , teraz to bd max 2 tyś …
Tom
5 maja 2018 at 22:03
Piłkarze wolą żeby GKS gral w I lidzie bo wtedy większość z nich zostanie i będzie zarabiać dobre pieniądze.
Ile Goncerz zarabia ? 20 000 ? Kto mu zapłaci podobne pieniądze oprócz Gieksy?
Przemo
5 maja 2018 at 22:26
Ja się przeciętna na nasze Kobiety one już dziś sobie awans zapewniły
ursus
5 maja 2018 at 22:56
Jaki właściciel/hodowca, takie rybki i akwarium… .
Scifo
5 maja 2018 at 23:17
Jak dla mnie powtórka z zeszłego sezonu. Wyjebać Fose, Goncerza, Nowaka, Kalinowskiego, Kędziorę, Mączyńskiego i Mokwę, tyle na początek. Wiecie dlaczego odszedł Trochim, bo nie chciał brać udziału w kurestwie jakie się u nas uprawia. Paszulewicz albo jest taki głupi, albo też w tym uczestniczy. Jak można w meczu że Stalą wystawiać Prokica, jak można nie rozumieć, że Prokic nam awansu nie zrobi? Brak zdecydowanych działań – wyjebanie Fosy i Gonza, to akceptacja starej sytuacji przez Bartnika i Paszulewicza!
Scifo
5 maja 2018 at 23:30
Teraz zbieramy żniwo pozorowanych działań z zeszłego sezonu i ze stycznia. Mandrysz jest mega słabymi trenerem i wyniki go nie broniły, ale po tamtym sezonie z drużyną powinni się pożegnać główni „bohaterowie”, dla przykładu i ku przestrodze. Po Zagłębiu, Ruchu i Tychach powinny polecieć głowy, co się kurwa musi wydarzyć, żeby zarząd , dyrektor sportowy i trener zrozumieli, że brak działań utwierdza w bezkarności sprawców! Jak dla mnie banda wyżelowanych pedałów ładuje nas wszystkich w … u buków, Fosa był w tylu drużynach, że jest mega dojściem. Ciekawe ile to kosztuje? Wiecie, że oni mają za awans do podziału dużą bańkę? I jej kurwa nie chcą?
PołudnioweK-ce
5 maja 2018 at 23:50
Bardzo chciałbym się mylić ale po dzisiejszym meczu uważam ten sezon za stracony..nic z tego nie będzie..za tydzień musimy WYGrAĆ najlepiej w sposób przekonujący..to najprostszy i na tą chwile jedyny sposób uratowania w jakimś stopniu tego sezonu..a w przyszłym czystki..młodzież która chce grać i się promować..co z tego wyjdzie zobaczymy na starych wyjadaczach już kilka razy się przejechaliśmy..amen
Berol
6 maja 2018 at 02:05
na smierdzielach nasi dla idei jebna nam w ryj i wdupia cos wygramy z Podbeskidziem lub tychami dla uspokojenia wazne ze trzeba miec to 4 czy 5 miejsce bezpieczne by zatanczyc w kółeczku ze cel osiagniety . I dalej w tym kurwidole ciepłym kasa bedzie sie zgadzac wszystkim a ze kibice maja dosc robienie siebie za chuji a kogo to?
Irishman
6 maja 2018 at 08:42
Tak czytam te komentarze i one są jakby „kopiuj-wklej” i sprzed pół roku, i sprzed roku. Niektórzy nawet zostawili w nich te same nazwiska – Goncerz, Foszmańczyk, pomimo, że oni akurat grają ostatnio bardzo mało albo wcale.
No jest jakiś problem, nie tylko teraz ale w ogóle z klubem i faktycznie człowiek już zaczyna wierzyć w coraz bardziej spiskowe teorie.
Scifo
6 maja 2018 at 09:35
Goncerz to były kapitan, którego wybrała drużyna. Fosa to gosc grający w Ruchu, Polonii Bytom, Jastrzebiu, Warcie, Koronie, Rakowie, Niecieczy, Radzionkowie. Jeżeli ktoś uważa, że oni nie mają wpływu na aktualną drużynę, to gratuluję.
Tomek
6 maja 2018 at 09:53
Powiedzcie głośno to co wielu ma za pewnik. Magistrat kolejny rok dał polecenie jasne, awans Miastu jest nie na rękę. Ile czasu temu Kupa powiedział że awansu nie będzie? Ktoś myślał że będzie inaczej? Oczywiście, że tak, bo marketingowo trzeba było wybrnąć z tej sytuacji, za wszelką cenę wygrać kilka spotkań. Ale wówczas chyba nikt nie przypuszczał że wskocza na 2gie miejsce. Więc znowu trzeba było reagować. Zdecydowanie bo liga grała pod awans Gieksy. I skończy się tak samo jak w zeszłym roku. Środek tabeli, rozpędzone dzbany wskocza na pudło. Po drodze jeszcze kopacze zdążą nas upokorzyc na smierdzacym terenie… A w przyszłym roku wszystko wróci na swoje tory, czyli sprzedaż karnetów, szalone 3kontrakty z zawodnikami bez ambicji za to z jakimś osiągnięciem 5/10 lat temu, i znowu będzie ekstraklasa albo śmierć (dalej mnie to bawi) i cała gieksa razem i jesteśmy z Wami i znowu wdupimy w Pucharze z jakimiś rolnikami itd itp. Zygac się chce…