Dołącz do nas

Piłka nożna

Za słabi na ekstraklasę. Za słabi na najgorszą drużynę w lidze.

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice do spotkania w Olsztynie przystępował po dwóch bardzo słabych meczach – z Puszczą i Bytovią. Po początkowych dobrych meczach na wiosnę przyszedł bardzo słaby okres, taki – który zachwiał mocno naszym optymizmem. Mecz z Olsztynem – w obliczu wyników innych drużyn – był natomiast trzecią szansą na to, aby odskoczyć od przeciwników, przynajmniej na przyzwoitą odległość.

Trener Jacek Pszulewicz dokonał w składzie kilku zmian. Adrian Frańczak nie znalazł się nawet w osiemnastce, jego miejsce zajął Mateusz Mączyński. Wrócił Łukasz Zejdler, a po raz pierwszy oglądaliśmy Dawida Plizgę, którzy zastąpili odpowiednio – Arimna Cerimagića i Adriana Błąda. W ataku zagrał od pierwszej minuty Wojciech Kędziora.

Od początku GKS osiągnął przewagę. Próbowaliśmy grać skrzydłami i środkiem, ważne było to, że udawało się przechwytywać piłki, katowiczanie stosowali jako taki pressing. Najlepszą okazję miał w tej fazie meczu Dawid Plizga, który uderzył z 30 metrów, ale bramkarz dobrze obronił. Brakowało gościom kropki nad i, w końcowych fazach akcji nie było dokładności w podaniach, ale też niejednokrotnie decyzji o strzale. Dużo marnował takich sytuacji Prokić, dokładności brakowało Słomce. To co było dobre to brak jakiegokolwiek zagrożenia ze strony gospodarzy. Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.

Druga połowa zaczęła się podobnie, czyli przewaga GKS, ale Stomil zaczął grać nieco bardziej agresywnie. Efektem tego była akcja w 57. minucie, kiedy to rywale prostopadłym podaniem uruchomili napastnika, Klemenz sfaulował, a sędzia podyktował jedenastkę. Rzut karny pewnie egzekwował Artur Siemaszko. Niestety GKS nie potrafił nic z tym zrobić. Jeszcze dobry był strzał Kędziory z dystansu, który obronił Leszczyński. Gra GKS wyglądała coraz gorzej i przypominala poprzednie spotkania. Na boisku pojawili się Foszmańczyk, Błąd oraz Volas. Ten trzeci zaraz po wejściu na boisko miał znakomitą sytuację, dostał piłkę na 16 metrze i uderzył fatalnie obok słupka. Chwilę później zamiast odgrywać do partnera w polu karnym, strzelił Panu Bogu w okno. Dokładności było coraz więcej, a GKS gasł z każdą minutą. W 89. minucie rywale przeprowadzili akcję, po której mieli stuprocentową sytuację, ale uratował nas Wierzbicki. W doliczonym czasie gry Mączyński dobrze wycofał do Foszmańczyka, ale ten trafił w rywala.

GKS Katowice nie potrafi wygrać, a nawet zremisować z najgorszą punktowo dotychczas drużyną w pierwszej lidze. Mimo że na początku wyglądało to nieco lepiej niż w poprzednich meczach, to było to tylko złudzenie. Zagrali znów tak niechlujnie i niedokładnie, jak w dwóch ostatnich spotkaniach. Od trzech meczów bez gola, z minimalną ilością okazji. To nie jest drużyna na awans. To nie jest drużyna poważnych ludzi. Niestety znowu w GieKSie panuje gen porażki. I nie zniknie, dopóki niektórzy zawodnicy nadal będą reprezentować barwy tego klubu. Dramat…

28 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

28 komentarzy

  1. Avatar photo

    Marcin

    5 maja 2018 at 21:01

    A tak się fajnie wyniki ułóżyły, ale nasi jak zwykle trzęsą gaciami i zero ambicji.. hmm w sumie po co zapierdalać jak głupi jak to nie ich ukochany klub ino któryś tam z kolei a dla niektórych już ostatni ! ..

  2. Avatar photo

    Johan

    5 maja 2018 at 21:02

    Ostatni akapit w punkt…niestety…

  3. Avatar photo

    Łukasz

    5 maja 2018 at 21:05

    Przykre, smuntne i prawie beznadziejne… Jakiś czas temu pisałem o pompowaniu balonika.. Niestety szykuje się bolesny replay z zeszłego roku. Ja już się pogodziłem że za rok nie zagramy z legią. Pozdr.

  4. Avatar photo

    Bartolo

    5 maja 2018 at 21:13

    …….aha i jeszcze jedno:tylko nie miejcie pretensji do kopaczy czy treneiro.Oni tańczą tak jak im góra zagra..ten scenariusz był rozpisany już dawno temu a teraz następuje realizacja planu…pozdrawiam i zapraszam na B1 frajerów hehehe

  5. Avatar photo

    a

    5 maja 2018 at 21:13

    Pompowanie balonika nie ma znaczenia. W Gieksie zawsze sie gra o awans!

  6. Avatar photo

    Marcin

    5 maja 2018 at 21:16

    .. a może te ciule grają w zakładach, wielce prawdopodobne widząc grę Prokicia i Zejdlera to bym się nie zdziwił !!!

  7. Avatar photo

    avers

    5 maja 2018 at 21:19

    Ciezko na to patrzec jak rok w rok pseudokopacze robia z nas idiotow

  8. Avatar photo

    Maks

    5 maja 2018 at 21:20

    Bartolo ma rację….ten sam scenariusz co w tamtym roku….ktoś powie przypadek…nie ma przypadków ,za dobrze było i w UM się zagotowało ,tak jak w tamtym roku….parę telefonów i znowu to samo….o czym tu gadać….

  9. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:20

    Jako podsumowanie powinien być ten sam fragment z filmu co w zeszłym sezonie chyba po Kluczborku cyt. „wszyscy wypierdalać” – koniec cytatu.

  10. Avatar photo

    Marcin C.

    5 maja 2018 at 21:25

    Czyli na Podbeskidziu frekwencja 1500.

  11. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:26

    I jeszcze chciałem się przyznać do błędu. Wierzbicki jest dobrym bramkarzem. gdy wchodził za Abrama napisałem, ze czarno to widzę, ale to chyba jedyny jasny punkt w tej drużynie.

  12. Avatar photo

    Lokaty

    5 maja 2018 at 21:29

    Kopia poprzedniego sezonu… nie chcą awansować to nie awansują bo po co. Zero ambicji..JEBAĆ GAMONI !!!

  13. Avatar photo

    Bartolo

    5 maja 2018 at 21:33

    ,,Zło istnieje dopóty,dopóki dobrzy ludzie nic z tym nie zrobią”……..

  14. Avatar photo

    Tom

    5 maja 2018 at 21:41

    Wiem że wiara kubiców jest wielka , ale nie piszcze już drodzy redaktorzy że szansa na awans jest ( patrz tabela ) słabiutka ta nasza drużynka i tylko tych kibiców szkoda…..
    Może rzeczywiście w tym coś jest że UM tu warunki stawia.
    Pozdrawiam wszystkich kibiców i do zobaczenia na nowym stadionie i oczywiście w ekstraklasie.
    A ekstraklasę będziemy mieli w przyszłym sezonie ( Kobieca Gieksa )

  15. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:46

    Skoro UM nie chce, to może warto pokazać panu Krupie środkowy palec w nadchodzących wyborach

  16. Avatar photo

    areczek

    5 maja 2018 at 21:50

    https://tinyurl.com/seksiknaostro

    co za cudne kobiety

  17. Avatar photo

    mat

    5 maja 2018 at 21:50

    chocby wygrali 10 meczy z rzedu, a jeden zagraja po staremu czyt. za Brzeczka, Mandrysza i teraz to i tak nie uwierze ze cokolwiek mogą zrobic w strone awansu uwierzcie ze nie chodzi tylko o wyniki tylko o partactwo jakie prezentuja od kilku sezonów. Z Puszcza 1 strzał na bramke ja pierdole co to jest stal mielec, Bytowia Stomil oni chuja graja pewnie od smrodów których wszyscy leja dostaniemy ze 3-0

  18. Avatar photo

    miro

    5 maja 2018 at 21:57

    jak to jest że na ruch przyłazi 4300 ponad na mecz z puszczą po blamażach 0-6 i 1-6 i pewnym spadku a u nos było 3650 na bytovi wtedy jak mielismy realne szanse na awans , teraz to bd max 2 tyś …

  19. Avatar photo

    Tom

    5 maja 2018 at 22:03

    Piłkarze wolą żeby GKS gral w I lidzie bo wtedy większość z nich zostanie i będzie zarabiać dobre pieniądze.
    Ile Goncerz zarabia ? 20 000 ? Kto mu zapłaci podobne pieniądze oprócz Gieksy?

  20. Avatar photo

    Przemo

    5 maja 2018 at 22:26

    Ja się przeciętna na nasze Kobiety one już dziś sobie awans zapewniły

  21. Avatar photo

    ursus

    5 maja 2018 at 22:56

    Jaki właściciel/hodowca, takie rybki i akwarium… .

  22. Avatar photo

    Scifo

    5 maja 2018 at 23:17

    Jak dla mnie powtórka z zeszłego sezonu. Wyjebać Fose, Goncerza, Nowaka, Kalinowskiego, Kędziorę, Mączyńskiego i Mokwę, tyle na początek. Wiecie dlaczego odszedł Trochim, bo nie chciał brać udziału w kurestwie jakie się u nas uprawia. Paszulewicz albo jest taki głupi, albo też w tym uczestniczy. Jak można w meczu że Stalą wystawiać Prokica, jak można nie rozumieć, że Prokic nam awansu nie zrobi? Brak zdecydowanych działań – wyjebanie Fosy i Gonza, to akceptacja starej sytuacji przez Bartnika i Paszulewicza!

  23. Avatar photo

    Scifo

    5 maja 2018 at 23:30

    Teraz zbieramy żniwo pozorowanych działań z zeszłego sezonu i ze stycznia. Mandrysz jest mega słabymi trenerem i wyniki go nie broniły, ale po tamtym sezonie z drużyną powinni się pożegnać główni „bohaterowie”, dla przykładu i ku przestrodze. Po Zagłębiu, Ruchu i Tychach powinny polecieć głowy, co się kurwa musi wydarzyć, żeby zarząd , dyrektor sportowy i trener zrozumieli, że brak działań utwierdza w bezkarności sprawców! Jak dla mnie banda wyżelowanych pedałów ładuje nas wszystkich w … u buków, Fosa był w tylu drużynach, że jest mega dojściem. Ciekawe ile to kosztuje? Wiecie, że oni mają za awans do podziału dużą bańkę? I jej kurwa nie chcą?

  24. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    5 maja 2018 at 23:50

    Bardzo chciałbym się mylić ale po dzisiejszym meczu uważam ten sezon za stracony..nic z tego nie będzie..za tydzień musimy WYGrAĆ najlepiej w sposób przekonujący..to najprostszy i na tą chwile jedyny sposób uratowania w jakimś stopniu tego sezonu..a w przyszłym czystki..młodzież która chce grać i się promować..co z tego wyjdzie zobaczymy na starych wyjadaczach już kilka razy się przejechaliśmy..amen

  25. Avatar photo

    Berol

    6 maja 2018 at 02:05

    na smierdzielach nasi dla idei jebna nam w ryj i wdupia cos wygramy z Podbeskidziem lub tychami dla uspokojenia wazne ze trzeba miec to 4 czy 5 miejsce bezpieczne by zatanczyc w kółeczku ze cel osiagniety . I dalej w tym kurwidole ciepłym kasa bedzie sie zgadzac wszystkim a ze kibice maja dosc robienie siebie za chuji a kogo to?

  26. Avatar photo

    Irishman

    6 maja 2018 at 08:42

    Tak czytam te komentarze i one są jakby „kopiuj-wklej” i sprzed pół roku, i sprzed roku. Niektórzy nawet zostawili w nich te same nazwiska – Goncerz, Foszmańczyk, pomimo, że oni akurat grają ostatnio bardzo mało albo wcale.

    No jest jakiś problem, nie tylko teraz ale w ogóle z klubem i faktycznie człowiek już zaczyna wierzyć w coraz bardziej spiskowe teorie.

  27. Avatar photo

    Scifo

    6 maja 2018 at 09:35

    Goncerz to były kapitan, którego wybrała drużyna. Fosa to gosc grający w Ruchu, Polonii Bytom, Jastrzebiu, Warcie, Koronie, Rakowie, Niecieczy, Radzionkowie. Jeżeli ktoś uważa, że oni nie mają wpływu na aktualną drużynę, to gratuluję.

  28. Avatar photo

    Tomek

    6 maja 2018 at 09:53

    Powiedzcie głośno to co wielu ma za pewnik. Magistrat kolejny rok dał polecenie jasne, awans Miastu jest nie na rękę. Ile czasu temu Kupa powiedział że awansu nie będzie? Ktoś myślał że będzie inaczej? Oczywiście, że tak, bo marketingowo trzeba było wybrnąć z tej sytuacji, za wszelką cenę wygrać kilka spotkań. Ale wówczas chyba nikt nie przypuszczał że wskocza na 2gie miejsce. Więc znowu trzeba było reagować. Zdecydowanie bo liga grała pod awans Gieksy. I skończy się tak samo jak w zeszłym roku. Środek tabeli, rozpędzone dzbany wskocza na pudło. Po drodze jeszcze kopacze zdążą nas upokorzyc na smierdzacym terenie… A w przyszłym roku wszystko wróci na swoje tory, czyli sprzedaż karnetów, szalone 3kontrakty z zawodnikami bez ambicji za to z jakimś osiągnięciem 5/10 lat temu, i znowu będzie ekstraklasa albo śmierć (dalej mnie to bawi) i cała gieksa razem i jesteśmy z Wami i znowu wdupimy w Pucharze z jakimiś rolnikami itd itp. Zygac się chce…

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga