Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Multisekcyjny przegląd prasy: Okazałe zwycięstwo GieKSy w Sanoku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W piątej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GKS-u wygrały przy Bukowej z Olimpią Szczecin 3:1 (2:0) i zajmują czwartą lokatę w tabeli. Następne spotkanie, ze względu na reprezentację, panie rozegrają na wyjeździe za dwa tygodnie ze drużyną Śląska Wrocław. Piłkarze, przegrali spotkanie z jednym z faworytów Fortuna I Ligi, Widzewem Łódź 1:3 (0:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Urząd Miasta Katowice podpisał umowę na budowę kompleksu sportowego przy ulicy Bocheńskiego.

Siatkarze w rozegrali dwa spotkania sparingowe z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle: w pierwszym padł…remis 2:2. W drugim, rozgrywanym o Puchar Gminy Głogówek wygrała ZAKSA 3:1. Kolejne spotkania towarzyskie siatkarzy w tym tygodniu: w środę z Exact Systems Norwidem Częstochowa oraz w piątek i sobotę z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. PlusLiga startuje w weekend drugiego października.

Rozpoczęła rozgrywki Polska Hokej Liga w sezonie 2021/22 – GieKSa w pierwszym meczu w piątek pokonała Podhale Nowy Targ 5:2. W drugiej kolejce rozgrywek (w niedzielę) hokeiści pokonali STS Sanok 6:1. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra w piątek z Zagłębiem Sosnowiec, na wyjeździe.

 

PIŁKA NOŻNA

24kurier.pl – Kolejna porażka Olimpii

[…] Pierwsza odsłona spotkania upłynęła pod znakiem dominacji zespołu gospodarzy. W 16 minucie bramkę po zagraniu z prawej strony boiska strzeliła Vojtkova. Złe rozegranie piłki od bramki przez Olimpię i zagranie jej do środka pola, doprowadziło do straty i strzału z przed pola karnego w 21 minucie. W 28 minucie powinno być 2:0, ale sytuacje sam na sam obroniła Radkiewicz. Nieco później, bo w 36 minucie spotkania gospodarze podwyższyli wynik meczu. Akcja tym razem poszła z lewej strony boiska i po zagraniu piłki w pole karne, bramkę strzeliła Dygus. Olimpia po stracie dwóch goli zagrała wyżej i odważniej, ale nie przełożyło się to na sytuacje bramkowe.

W drugiej połowie GKS nadal stwarzał sobie sytuacje. W 52 minucie Maciążka trafiła piłką w słupek. Chwilę wcześniej w Olimpii z dystansu uderzała Siwek. W 60 minucie dobrą okazję miała Oleszkiewicz. Po minięciu bramkarki GKS-u miała pustą bramkę, ale okazało się, że wcześniej był faul. W 69 minucie na boisko weszła Amelia Bińkowska, była zawodniczka Olimpii. W 75 minucie, po kolejnym błędzie w rozegraniu piłki przez Olimpię powinno być 3:0, ale mocny strzał z bliskiej odległości obroniła Radkiewicz. W 79 minucie meczu po podaniu Michalczyk i wbiegnięciu z piłką w pole karne bramkę kontaktową strzeliła Bissong. Pod koniec meczu GKS miał jeszcze poprzeczkę, a chwilę później Maciążka po raz drugi uderzyła piłką w słupek. Ta sama zawodniczka po kontrze w ostatniej minucie meczu ustaliła wynik spotkania na 3:1.

Olimpia dzielnie walczyła w tym spotkaniu, ale rywalki były lepsze. Wynik powinien być wyższy, ale GKS był nieskuteczny. Zespół ze Szczecina zagrał z przodu ofensywnie z Bissong i Oleszkiewicz, ale drużyna nie stworzyła im odpowiedniej ilości sytuacji.

 

sportdziennik.com – Umowa na stadion podpisana

[…] Kolejny krok to wbicie symbolicznej łopaty, które nastąpi w październiku – poinformował Urząd Miasta Katowice ku uciesze kibiców GieKSy, wypatrujących nowego obiektu od dawien dawna. Część z nich w tę inwestycję zdążyła już zwątpić, inni mówili chłodno, że uwierzą, gdy wejdą na nowy obiekt. Dziś wszystko wydaje się na dobrej drodze.

Nowy stadion stanie przy autostradzie A4, w rejonie ulic Dobrego Urobku i Bocheńskiego, będzie częścią kompleksu sportowego, w którego skład wejdą jeszcze 2 boiska treningowe i niespełna 3-tysięczna hala. Stadion pomieści 14896 osób. Kompleks zbuduje firma NDI z Sopotu. Ma na to 36 miesięcy. Koszt inwestycji wykonawca określił na 205,2 miliony złotych brutto.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – ZAKSA zremisowała z GKS-em

W kolejnym domowym sparingu GKS Katowice zagrał z aktualnymi klubowymi mistrzami Europy z Kędzierzyna-Koźla, w których składzie zabrakło zawodników występujących w mistrzostwach Europy. Spotkanie zostało rozegrane na dystansie czterech setów, dzięki temu był możliwy wynik remisowy i taki właśnie padł.

Pierwszy set toczył się równo do stanu 9:9, kiedy GKS osiągnął wyraźną przewagę w bloku i wybloku, dzięki czemu zaczął wygrywać ważne kontry. To zmusiło trenera Gheorghe Cretu do skorzystania z przerwy przy wyniku 13:10 dla katowiczan. Gra GieKSy rozkręcała się z punktu na punkt, na prawym skrzydle szalał Jarosz, a punktowe zagrywki dokładał Kogut (22:12). Przeciwnicy zaczęli odrabiać straty pod koniec seta, co sprawiło, że trener Grzegorz Słaby wziął czas po serii sześciu punktów ZAKSY z rzędu (23:18). Ostatecznie GKS zakończył partię po nieudanej zagrywce Klutha.

Kolejny set przyniósł porcję mocnych, mierzonych zagrywek po obu stronach i przekonującej gry w obronie. Z czasem przewagę na boisku osiągnęła ZAKSA, która lepiej kontrolowała przestrzeń siatki  i trzymała przyjęcie (18:22). Przyjezdni wyrównali stan meczu, wygrywając drugą partię do 20.

Po tym secie w szeregach obu ekip doszło do roszad, tak by każdy zawodnik dostał swoją szansę gry. Z początku przewagę mieli siatkarze trenera Słabego (10:8), którzy popełniali mniej błędów i skuteczniej rozgrywali akcje po obronie. Kędzierzynianie starali się niwelować straty zagrywką, która tego dnia było wyjątkowo celna. Po asie serwisowym Żalińskiego GKS prowadził już tylko 13:12, a po szalonej, niemal minutowej wymianie ciosów objęli po raz pierwszy w tym fragmencie gry prowadzenie. Po chwili do grona punktujących serwisami dołączył nasz były gracz Tomasz Kalembka (16:20). GieKSa wzmocniła blok i zdołała zmniejszyć straty do dwóch oczek, ale punktowy atak Klutha (22:25) dał ZAKS-ie prowadzenie w meczu.

Goście nie ustępowali w presji zagrywką, na co GKS odpowiadał akcjami w pierwszym tempie. Po skutecznym bloku duetu Drzazga-Domagała i blok-aucie drugiego z wymienionych było 11:10 i to trener Cretu musiał wzywać swoich zawodników na przerwę. GKS robił kolejne side-outy, jednak po autowym uderzeniu Szymańskiego na tablicy wyników pojawił się remis po 16. Katowiczanie szybko wrócili do dwóch punktów dystansu po dobrym obiciu bloku przez Domagałę (20:18), a po asie Szymańskiego byli blisko wyrównania. Ostatni punkt meczu zdobył Huber zagrywką w sieć i tym samym mecz zakończył się wynikiem 2:2.

GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:2 (25:20, 20:25, 22:25, 25:21)

Skład GKS-u: GKS: Ma’a, Jarosz, Kania, Hain, Szymański, Kogut, Mariański (libero) oraz Nowosielski, Lewandowski, Domagała, Drzazga i Ogórek (libero).

 

ZAKSA lepsza od GKS-u Katowice w Głogówku

GKS Katowice oraz Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle rozegrały drugi mecz towarzyski, tym razem w Głogówku, a stawką był Puchar Gminy. Spotkanie lepiej rozpoczęli katowiczanie, jednak w trzech kolejnych partiach lepsi byli kędzierzynianie i ostatecznie triumfowali oni 3:1.

[…] Drugi sparing GKS-u z wicemistrzami Polski miał miejsce w Głogówku, gdzie organizatorzy zorganizowali okolicznościowy mecz o Puchar Gminy. Pierwsza partia zakończyła się zdecydowaną wygraną GieKSy do 17, ale Grupa Azoty ZAKSA była w stanie szybko zrewanżować się i wygrać kolejną część meczu 25:14. Na przestrzeni całego meczu rywale prezentowali się lepiej w bloku oraz w ataku, gdzie potrafili osiągnąć w drugim i czwartym secie 64 proc. skuteczności. Obiecująco wyglądał przebieg seta numer trzy, w którym GKS dorównał ZAKSIE w jakości ofensywy, jednak ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 25:22 dla gospodarzy.

[…] W środę 15 września w Częstochowie katowiczanie rozegrają spotkanie towarzyskie z Exact Systems Norwidem Częstochowa, natomiast w dniach 17-18 września stoczą dwa sparingowe starcia z Aluronem CMC Wartą Zawiercie – pierwsze spotkanie odbędzie się w hali OS Szopienice, drugie w Zawierciu.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – GKS Katowice 3:1 (17:25, 25:14, 25:22, 25:16)

Skład GKS-u: Ma’a, Kania, Jarosz, Hain, Szymański, Kogut, Mariański (libero) oraz Lewandowski, Domagała, Nowosielski, Drzazga, Ogórek (libero)

 

HOKEJ

sportowepodhale.pl – Dzielnie walczyli, lecz cwaniactwo wzięło górę

Hokeiści PHL wystartowali. „Szarotki” na „dzień dobry” zmierzyły się z GKS Katowice, zespołem z ogromnymi aspiracjami.

W tym celu dokonano olbrzymich roszad. Do sukcesu ma zespół poprowadzić Jacek Płachta, który po czterech latach wraca na „stare śmieci”. Sprowadzono reprezentacyjnego golkipera, który nie tak dawno zatrzymał Białoruś – Johna Murraya. Pod skrzydła Jacka Płachty ponownie trafił Patryk Wronka. To wtedy, gdy był selekcjonerem popularny „Goldi”  miał najlepszy okres. W ostatniej chwili katowiczanie dokonali transferu szwedzkiego napastnika Antona Erikssona. A to podobno nie ostatnie słowo na transferowym rynku.

„Szarotki” nie stać było na taki luksus. Długo walczyły o licencję. Z młodzieżą do potentatów ligi się nie zaliczają, ale wierzymy, że potrafią zaleźć za skórę możnym PHL. Sparingi napawały optymizmem, ale trener Andriej Gusow studzi nastroje. Twierdzi, że sparingi to nie ligowe wyzwania, to całkiem inna bajka. Za cel stawia zespołowi awans do play off.  Dzisiaj jego drużyna przeszła pierwszy bojowy test w… okrojonym składzie. Zabrakło młodych graczy – Klimowskiego i T. Kapicy. Ich agencja menadżerska nie dogadała się z  klubowymi działaczami. W przypadku J. Michalskiego problem był z kartą transferową z IIHF i dopiero sprawa została załatwiona kwadrans przed rozpoczęciem meczu. Za późno, by mógł zagrać przeciwko bratu.

[…] W pierwszej odsłonie górale pokazali się z dobrej strony.  Przeważali, stworzyli sobie więcej sytuacji bramkowych, ale Murray świetnie spisywał się między słupkami. W dodatku bronił z dużym szczęściem. Bondaruk miał trzy wyśmienite sytuacje, raz trafił w słupek. Franek nie zdołał posłać krążka do odsłoniętej części bramki z najbliższej odległości. Niepokoił golkipera gości Kolusz, Neupauer, Tomasik, Bryniczka  i F. Kapica. Nie okazje decydują o wyniku, lecz to co znajdzie się w sieci.  A gola do szatni zdobyli goście.  W defensywie górale popełnili cztery błędy, lecz rywal nie potrafił zagrozić bramce Bizuba.   Aż do ostatniej minuty.  Wtedy na ławkę kar powędrował zawodnik Tauron Podhale ( za Bizuba) i 22 sekundy przed syreną Lehtonen pokonał zasłoniętego Bizuba (dobra praca na bramkarzu napastnika Katowic).

W drugiej tercji wyszło doświadczenie i cwaniactwo ekipy ze Śląska. Nowotarżanie atakowali, mieli takie okazje do umieszczenia krążka w bramce strzeżonej przez Murraya, że  wydawało się, że jest niemożliwością, by czarny kauczukowy przedmiot nie zatrzepotał w siatce. A jednak! Można rzec, że górale grali, stwarzali sytuacje, a  gole zdobywali po kontrach rywale.  Fraszko dopiero z ponowienia trafił do siatki, bo pierwszy jego strzał został zablokowany. Potem Michalski z bliska wepchnął krążek do siatki i arbitrzy po analizie wideo uznali gola. Czy nie było ataku na bramkarzu? Kolejny gol stracony został, gdy miejscowi mieli liczebną przewagę. Wyśmienita kontra duetu Michalski – Pasiut i ten ostatni wpisał się na listę strzelców.

Wreszcie zaraz po wznowieniu gry w trzeciej tercji  miejscowi pokonali Murraya, uczynił to Kolusz strzałem spod niebieskiej, gdy jego zespól grał w przewadze. Kolejna przewaga „Szarotek” i  kibice mieli okazję do wiwatowania na cześć strzelca, a tym był Bondaruk. Pogoń gospodarzy przerwała kara Wielkiewicz, który za kłucie kijem otrzymał 5 minut plus karę meczu. 2 minuty i 36 sekund przed zakończeniem tercji trener Gusow zagrał va banque,  wycofując bramkarza.  Manewr się nie powiódł, gola zdobyli goście.

 

hokej.net – Okazałe zwycięstwo GieKSy w Sanoku

Hokeiści Ciarko STS-u Sanok w niedzielny wieczór przegrali z GKS Katowice 1:6. Katowiczanie skutecznie wykorzystali błędy gospodarzy, a po dwie bramki dla GieKSy zdobyli Carl Hudson i Bartosz Fraszko.

Hokeiści z Sanoka drugi mecz z rzędu stracili bramkę na początku spotkania. W niedzielny wieczór już w 37. sekundzie gości na prowadzenie wyprowadził Bartosz Fraszko. Sanoczanie jednak nie podłamali się tym faktem i wyrównali w 8. minucie za sprawą Jakub Bukowskiego, który z bulika uderzył w długi róg bramki Johna Murraya.

W drugiej odsłonie katowiczanie zaprezentowali się znacznie lepiej. Efekt był taki, że zdobyli dwie bramki i przejęli kontrolę nad wydarzeniami na lodzie. W 30. minucie Mateusz Michalski wyprowadził GieKSę na ponowne prowadzenie, trafiając z najbliższej odległości. Pięć minut później błąd Patrika Spěšny’ego wykorzystał Carl Hudson, który dobił strzał Anthona Erikssona. Gospodarze mieli problemy ze stworzeniem groźnej sytuacji pod bramką katowiczan.

W trzeciej tercji rozwiązał się worek z bramkami, a te zdobyli wyłącznie goście. W niespełna pięć minut do siatki trafili Carl Hudson, Patryk Krężołek i ponownie Bartosz Fraszko.

– Krótko mówiąc całkiem zagraliśmy tylko połowę meczu, czyli pierwsze trzydzieści minut. Później w prosty sposób straciliśmy bramki. Zagraliśmy zbyt pasywnie pod naszą bramką. Trzeba przyznać, że Patrik Spěšný nie miał swojego dnia, a też nie możemy za każdym razem liczyć tylko niego – zwrócił uwagę Marek Ziętara, trener Ciarko STS Sanok.

– My pracowaliśmy ciężko, żeby w ogóle coś stworzyć. Chciałbym przeprosić kibiców, że tak ten mecz się potoczył. Musimy teraz na spokojnie przemyśleć, o co chodzi. Przeanalizować sytuację, czekają nas kolejne trudne spotkania. Chcemy być na nie gotowi – dodał.

Trener GKS-u Katowice cieszył się, że jego zespół zakończył weekend z dwoma pewnymi zwycięstwami i przynajmniej do przyszłego piątku będzie liderem tabeli.

– Mamy za sobą dobry weekend, ale nie popadamy w samozachwyt. Pracujemy dalej, ale na pewno pozytywnie weszliśmy w ten sezon. Dzisiaj była konsekwentna gra całej drużyny i pewne zwycięstwo. Oczywiście potrzebujemy jeszcze czasu na to, abyśmy lepiej się zgrali, bo mamy nowych zawodników. Dzisiaj było naprawdę ciężko, bo lód w taką pogodę nie sprzyjał hokeistom. Nie grało się łatwo, dlatego cieszy zwycięstwo – powiedział po meczu Jacek Płachta, trener GKS Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga